logo
Piątek, 14 grudnia 2018 r.
imieniny:
Alfreda, Izydora, Zoriny, Jana – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
o. Michał Zioło OCSO
Najważniejsze chwile...
Miesięcznik W drodze
 


Bóg jest obecny — oto cała prawda kontemplacji. Ta obecność napełni moje serce niewypowiedzianą miłością, kiedy tylko Bóg zechce to uczynić, a ja nie przeszkodzę tej delikatnej miłości przez mój wewnętrzny hałas, przywiązanie do swoich projektów i zniewolenie bardzo różnymi namiętnościami oraz oczekiwaniem „nie–wiadomo–na–co”.
 
Kiedy rozmawiam z ludźmi pukającymi do furty naszego opactwa, już po kilku minutach pada to jedno, charakterystyczne pytanie: „Powiedz mi jednak szczerze — tak naprawdę, to czym się zajmujecie za murami tego klasztoru?”. Wiem, że podobne pytania zadają ludzie członkom laickich fraterni, które żyją regułą św. Benedykta i duchowością naszego zakonu w świecie i w swoich rodzinach: „Na czym polega wasz sposób życia? Czym się różnicie od innych bractw kościelnych i trzecich zakonów egzystujących przy takich zakonach, jak choćby dominikanie czy franciszkanie?”.
 
Nie kłam, że nie masz czasu
 
Tak, nasz sposób życia Kościół katolicki nazywa życiem kontemplacyjnym. Jak wielkie ma ono znaczenie w życiu Kościoła, może zaświadczyć ostatnia wizyta papieża Jana Pawła II w ojczyźnie, kiedy to Ojciec Święty niespodziewanie odwiedził dwa opactwa prowadzące życie kontemplacyjne: klasztor kamedułów na krakowskich Bielanach i opactwo benedyktynów w Tyńcu, zwane niekiedy polskim Cluny. Baczny obserwator symbolicznych papieskich gestów i ceniony komentator jego nauczania o. Maciej Zięba OP tak skomentował te ważne dla Kościoła polskiego momenty:
 
Tym razem Jan Paweł II nie wspominał o ważnym elemencie swojego nauczania, o prymacie modlitwy nad działaniem, tak silnie podkreślonym choćby w programie duszpasterskim na nowe tysiąclecie Tertio millenio ineunte. Tym razem Papież tę prawdę pokazywał. Jego osobista modlitwa oraz wielka prośba o modlitwę „za życia i po śmierci” w Kalwarii Zebrzydowskiej, nieoczekiwana wizyta w dwóch kontemplacyjnych opactwach, a przede wszystkim telewizyjna „transmisja milczenia” z Wawelu podczas papieskich nieszporów są więcej niż wyraźną wskazówką dla nas, żyjących w tak aktywnym i tak ciężko pracującym duszpastersko Kościele w Polsce („Gość Niedzielny”, 1 września 2002 roku).
 
Pójdźmy przez chwilę tropem o. Macieja. Wskazał on metodę — tak należy odpowiadać na pytania, które przywołałem na początku listu. Istnieje wiele mądrych książek na temat życia kontemplacyjnego, podobnie jak istnieją opracowania dotyczące modlitwy, nic jednak nie zastąpi prostego świadectwa.
 
Jest zwyczajem mnichów zapraszać ludzi pytających o istotę życia kontemplacyjnego do zwiedzenia opactwa lub uczestnictwa we wspólnej modlitwie czy pracy. Łatwiej bowiem pokazać życie kontemplacyjne niż je wyjaśnić i opowiedzieć. Każdy cieszy się z zaproszenia, jednak prawie zawsze dorzuca przepraszającym tonem: „Bardzo chętnie, lecz właśnie dziś nie mam czasu, może kiedy indziej, przy okazji”. Jest zapewne umówiony, musi wracać do swoich obowiązków, do domu, rodziny, pracy. Mnisi nie osądzają nikogo, bo nie są do tego powołani, ale już w nowicjacie uczy się ich, że wymawianie się brakiem czasu jest kłamstwem.
 
Zwykłe życie, zwykli ludzie
 
Jeśli jednak ktoś przyjął zaproszenie i znalazł kilka chwil, by z bliska się przypatrzeć, jak wygląda codzienność za murami klasztoru, jest mocno zdziwiony, że uczestniczy w najzwyklejszym życiu — w sprzątaniu, robieniu sprawunków, przygotowywaniu wykładów, pisaniu artykułów, gotowaniu, praniu, rąbaniu drewna i pieleniu ogrodu, karmieniu obłożnie chorych braci... Jednym słowem daremnie czeka na „wtajemniczenie”, ukazanie „metody” kontemplacyjnej, daremnie też prosi mnichów, aby nie odgrywali przed nim edukacyjnego teatru dla niewtajemniczonych, lecz podzielili się tak zazdrośnie strzeżonym sekretem. Na pociechę powiem, że takie reakcje dość prędko zostają zastąpione prawdziwą ciszą, zgodą na takie właśnie życie i głodem przedłużenia go poza ramy wizyty.
 
Oprócz mnichów przy pracy gość widzi ich również modlących się w chórze siedem razy dziennie, uczestniczących w codziennej Mszy świętej, śpiewających piękny hymn do Bogurodzicy Salve Regina na zakończenie dnia. Kiedy zdobędzie się na nieco cierpliwości i uważnie rozejrzy, dostrzeże ich adorujących Najświętszy Sakrament w ciemnościach nocy, kiedy jedynym światłem jest wieczna lampka tabernakulum. Zauważy ich sylwetki na tle lasu — zdają się trwać bez ruchu lub poruszają się rytmicznym krokiem, czasami w ręku trzymają książkę lub notes. Inni znowu przysiedli na pniu ściętego dawno drzewa. Są zatopieni w sobie, a jednak obserwują z uwagą otaczający ich świat, kiedy obok nich przejeżdża powracający właśnie z pola na ogromnym traktorze ich współbrat — podnoszą rękę w geście pozdrowienia.
 
Są mnisi pracusie i lenie, zdarzają się osobnicy kłótliwi i niespokojne duchy, ślamazary i ludzie z tysiącem pomysłów na minutę, są starzy i młodzi, słabi i mocni. Niektórzy skakali w młodości ze spadochronem i obsługiwali najnowsze rodzaje broni, inni nie umieją wbić gwoździa, a jeśli to uczynią, zaraz trzeba prowadzić ich do infirmerii, żeby opatrzyć rozbity palec; inni, którzy przed wstąpieniem pełnili odpowiedzialne funkcje w wielkich przedsiębiorstwach — nie mogą wprost patrzeć na ewidentny bałagan w zarządzaniu grupą mnichów. Jedni świetnie sobie radzą z informatyką, inni patrzą nieufnie na komputery, zwiastując rychły koniec świata i wspominając przy każdej okazji czasy przedwojenne, kiedy na okalających opactwo łąkach pasły się piękne stada krów, a po ojca opata wyjeżdżało się na stację bryką...
 
W Bożej obecności
 
Jednak bystry obserwator dostrzeże natychmiast tę prawdę, że wszyscy oni stanowią prawdziwą rodzinę. Nie decyduje o tym fakt wspólnego pomieszkiwania, ale wręcz namacalna, choć niewidoczna przecież obecność Tego, na którego mnisi całe życie czekają i którego miłości kosztują już podczas tego ziemskiego życia. Bóg jest obecny — oto cała prawda kontemplacji. Ta obecność napełni moje serce niewypowiedzianą miłością, kiedy tylko Bóg zechce to uczynić, a ja nie przeszkodzę tej delikatnej miłości przez mój wewnętrzny hałas, przywiązanie do swoich projektów i zniewolenie bardzo różnymi namiętnościami oraz oczekiwaniem „nie–wiadomo–na–co”.
 
1 2 3 4  następna
Zobacz także
Mirosław Rucki
'Pojawiła się plamka światłoczuła, która pozwalała prymitywnemu strunowcowi pełznąć w kierunku światła'. Chciałbym to zobaczyć. Samoczynne „pojawienie się plamki światłoczułej” musiałoby być cudem, chyba że nastąpiło w wyniku Aktu Stworzenia. Nie uważamy bowiem za cud tego, że inżynierowie stworzyli kamery cyfrowe. Prawdziwym cudem byłoby, gdyby powstały one same, bez udziału inżynierów...
 
Anna Szostek-Janik
Czym jest sumienie? Krótkie i tajemnicze słowo "sumienie" pojawiało się nieustannie w historii ludzkości. Jest zaskakujące, że w Starym Testamencie, gdzie spodziewalibyśmy się znaleźć wyjaśnienie, nie ma ścisłego określenia na wyrażenie tego, co my nazywamy "sumieniem". W Biblii używane jest, znane od zawsze, słowo "serce", które bardziej przemawia do naszej wyobraźni. Tak jest i teraz: kiedy mówimy "moje sumienie", odruchowo kładziemy rękę na sercu. Widocznie pragniemy wyrazić coś, co jest w nas, co jest niezbywalne i bardzo cenne, czego nie wyrzekniemy się dla innego dobra (1).
 
Jakub Kubica
Na czym polega siła różańca? Kiedyś mój spowiednik zwrócił uwagę na fakt, że różaniec jest modlitwą kontemplacyjną. Nie chodzi w nim bowiem o mechaniczne powtarzanie Zdrowaś Maryjo, które często wywołuje pogardliwe skojarzenia z bezmyślnym „klepaniem”. Wypowiadane słowa mają zwrócić myśli człowieka ku Bogu, ku Jego sprawom. 
 
 
___________________
 
 reklama