logo
Piątek, 27 listopada 2020 r.
imieniny:
Franciszka, Kseni, Maksyma, Waleriana, Wirgiliusza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
O. Jacek Salij OP
Nawrócenie - radykalizm czy zawierzenie?
eSPe
 


Nawrócenie - radykalizm czy zawierzenie?

Naszym Gościem jest o. Jacek Salij, kapłan Zakonu Kaznodziejskiego, wykładowca teologii dogmatycznej, duszpasterz, rekolekcjonista, autor wielu publikacji. Uważnie wczytajmy się w jego wypowiedź...

Jak Ojciec rozumie pojęcie nawrócenia?

Czymś bardziej interesującym będzie zwrócić się z tym pytaniem do Pisma Świętego. Otóż nawrócenie przedstawiane jest tam za pomocą dwóch uzupełniających się terminów: epistrofe i metanoia. Wyraz pierwszy można oddać: "zmiana kierunku". Chodzi tu o sytuację mniej więcej taką: idę z Warszawy do Krakowa, i oto zorientowałem się, że idę w kierunku Gdańska. Kiedy droga prowadzi nie tam, gdzie trzeba, nie wystarczy zwolnić, muszę po prostu zawrócić. Natomiast termin metanoia znaczy: przemiana umysłu, przemiana duszy. Zazwyczaj jest to długi proces. Mimo nagłe nawrócenia czasem się zdarzają. W ten sposób nawrócił się np. Apostoł Paweł. Pan Bóg może mieć swoje szczególne powody, żeby jakiegoś człowieka przemienić głęboko w jednej chwili.

Dla wielu osób nawrócenie jest procesem trudnym i niechcianym. Dlaczego tak się dzieje?

Owszem, tak często bywa: ktoś wie, że jego życie jest złe, a mimo to się nie nawraca. Dlaczego człowiek nie chce się nawracać? Przypomina mi się tu obraz Czesława Miłosza z Metafizycznej pauzy. W błocie taplają się kaczki, a 200 m dalej jest piękny staw. "Dlaczego nie pójdą one do stawu?" - pyta Miłosz. "Ba, żeby one wiedziały, że staw jest tak blisko!" - słyszy odpowiedź. Człowiek czasem podobny jest do tych kaczek. Boi się otworzyć na łaskę wiary, bo nawet nie wie, jak to wspaniale być blisko Boga. Do starego życia się przyzwyczaił, a nowego nawet nie umie sobie wyobrazić. Dlatego ono go nie pociąga.

Jest jeszcze jeden powód, dlaczego nawet ktoś bardzo zagubiony nie myśli o nawróceniu. Często ludzie, którzy wracają do wiary, mówią mi tak: "Wy, księża, nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak trudno jest człowiekowi niewierzącemu przyjść do Kościoła. Kiedy byłem niewierzący, bałem się nawet wejść do budynku kościelnego - Kościół wydawał mi się czymś przestarzałym, czułem się w nim obco, ożywały we mnie różne przesądy antykościelne". Otóż żeby zobaczyć i docenić wspaniałość wiary oraz to, jak wielkim darem Bożym dla nas jest Kościół, trzeba po prostu wejść do środka. Dobrze oddaje to metafora witraża. Z zewnątrz witraż wydaje się bezsensowną plątaniną szkła, ołowiu i kurzu. Dopiero kiedy jesteśmy w kościele i z tej perspektywy patrzymy na witraż, możemy zachwycić się jego pięknem. Podobnie jest z wiarą i tym wszystkim, co wiara daje - żeby to docenić, trzeba zacząć tym żyć, widzieć to od wewnątrz.

Tym, którzy nie wierzą, trudno jest powrócić czy odnaleźć wiarę. Jednak wielu jest takich, którym się to udaje. Co takiego dzieje się w ich życiu, co przeżywają, że odnajdują sens wiary?

Często jest tak: Człowiek szuka Boga, trudzi się, pokonuje różne przeszkody w drodze do wiary, a kiedy Boga znalazł, wówczas widzi z całą oczywistością, że nie tyle on szukał Boga, ale raczej Bóg szukał jego. Przypomina mi się tu nawrócenie św. Augustyna. Szukał prawdy. Gdzieś w samym środku czuł, że życie ludzkie nie może być bezsensowne, a sumienie mu podpowiadało, że zarówno jego bałagan seksualny, jak pogoń za karierą to czysty bezsens. Początkowo myślał, że te problemy rozwiąże sobie u manichejczyków, którzy głosili, że nie ponosimy odpowiedzialności za zło, jakie w nas jest. Ludzki grzech wyjaśniali inwazją ciemności, które bez naszej winy ogarniają to, co w nas dobre. "Z tą doktryną było mi wygodnie - z żalem mówi Augustyn o tamtym okresie swojego życia - bo nie musiałem oskarżać się o swoje grzechy". Zmysł prawdy nie pozwolił jednak Augustynowi się oszukiwać. Porzucił manichejczyków, zaczął prawdy szukać w Kościele katolickim.

Chciałbym zwrócić uwagę na pewien niezwykły moment w poszukiwaniach Augustyna. Mianowicie w końcu doszedł on do całkowitej pewności, że wiara katolicka jest prawdziwa, a zarazem widział z całą jasnością, że nie jest jeszcze człowiekiem wierzącym. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że wyznawał już katolicki światopogląd, ale jeszcze nie było w nim wiary, nie umiał jeszcze rzucić się Bogu w ramiona. Ówczesną swoją sytuację oddał Augustyn w następującym obrazie: "Byłem jak człowiek śpiący, któremu nad ranem słońce zaświeciło w oczy, on wie, że pora już wstawać, a jemu się nie chce". W tym właśnie momencie Pan Bóg dobrotliwie wkroczył w życie Augustyna i obdarzył go łaską wiary. Opisane to jest w słynnej scenie z VIII księgi Wyznań: Tolle, lege - "bierz i czytaj". Wzrok jego padł na słowa Apostoła Pawła: "nie w ucztach i pijaństwie, nie w rozpuście i rozwiązłości, ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa". Augustyna ogarnęła wtedy jakaś potężna Boża energia, ponadziemskie światło, słodka pewność, że on należy już do Chrystusa i że na pewno będzie chodził drogami Bożych przykazań.

Często człowiek doświadcza sytuacji trudnych, sytuacji podważających dotychczasową stabilizację wiary. Dlaczego dzieje się tak, iż jedni wychodzą umocnieni, z wiarą bardziej żywą, inni natomiast wycofują się, może nawet tracą wiarę. Jakie czynniki, według Ojca, decydują o tym, że człowiek może odwrócić się od Boga? A jakie czynniki decydują o powrocie do wiary?

Sytuacje trudne są jakby sądem Bożym nad człowiekiem. Jeżeli ktoś jest zasadniczo zwrócony ku Bogu (nawet jeśli o tym nie wie i wydaje mu się, że jest człowiekiem niewierzącym), podczas takiej próby dokonuje się w nim przyśpieszenie rozwoju duchowego i nieraz człowiek ten okazuje się kimś nie tylko wierzącym, ale od razu głęboko wierzącym. Ale zdarza się i odwrotnie: ktoś uważał się za wierzącego, ale obiektywnie był daleko od Boga. Wtedy pod wpływem trudnej sytuacji jego wiara rozpada się jak domek z kart.

Są trzy podstawowe znaki, po których poznać, że z moją wiarą dzieje się coś złego. Po pierwsze, dla kogoś przestało być czymś oczywistym, że Boże przykazania, wszystkie Boże przykazania, są po to, żeby je zachowywać. Po wtóre: tak dziwnie się składa, że człowiek taki zazwyczaj mało dba o życie modlitwy, na niedzielną Mszę świętą zaczyna chodzić tylko raz w miesiącu, modlitwę ogranicza tylko do znaku krzyża przed zaśnięciem, a przez cały dzień o Panu Bogu nawet nie pomyśli. Trzecim znakiem odchodzenia od wiary jest coraz mniejsze zainteresowanie dla pytań religijnych. Do tego stopnia, że rodzice potrafią nie słyszeć religijnych pytań, jakie zadają im ich własne dzieci. "Zapytaj o to katechetę", albo: "Jeszcze tego nie zrozumiesz" - zbywają takie pytania. Nie rozumieją, że w ten sposób tracą niebywałą szansę ożywienia własnej wiary, a swoim dzieciom przekazują groźny komunikat, że wiara to nic ważnego.

Pyta Pani, co powoduje, że ludzie niewierzący odnajdują wiarę. To wielki temat. Teraz zwrócę uwagę tylko na jeden szczegół. Dzisiaj jest taka moda, również wśród katolików, żeby krytykować Kościół, szyderczo "wydąć wargi" na samo wspomnienie katolickich zasad etyki seksualnej, powtarzać różne nieżyczliwe Kościołowi slogany. Otóż bywają ludzie niewierzący, którzy mają w sobie wystarczająco dużo wewnętrznej wolności, żeby tym stereotypom nie ulegać. Rzecz znamienna, że stosunkowo często właśnie wśród tych ludzi zdarzają się nawrócenia. Pan Bóg łaską wiary jakby wynagradza im ich autentyczność.

Czy nawrócenie wiąże się z radykalizmem?

Jednak nie powinno się mówić o radykalizmie ewangelicznym, jeśli od razu się nie doda, że nie ma on w sobie nic z zaciskania zębów, że w gruncie rzeczy jest on czymś lekkim i słodkim. Pan Jezus mówił o tym wyraźnie: "Przyjdźcie do Mnie wszyscy [...], weźcie moje jarzmo na siebie [...] Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a brzemię lekkie" (Mt 11,28-29). Powiem szczerze, że ja staram się unikać słowa "radykalizm", wolę mówić o zawierzeniu samego siebie - i na ile to tylko możliwe, całego siebie - Panu Jezusowi. Spróbuję to może przełożyć to na "zwykły" język: Nie da się "porządnie" ożenić, nie da się "porządnie" wyjść za mąż, jeżeli chłopak nie zawierzy się cały swojej dziewczynie i jeżeli ona nie zawierzy się cała swojemu chłopcu. Czy to jest radykalizm? Może tak, ale ja tego słowa nie potrzebuję do opisania tej postawy. Kiedy ktoś mówi o radykalizmie ewangelicznym, żeby podkreślić to, że w Pana Jezusa najzwyczajniej w świecie trzeba wierzyć na serio, to ja się całkowicie z nim zgadzam. Ale wolę patrzeć na wiarę w perspektywie małżeństwa, takiego całoosobowego, pełnego radości otwarcia się na Pana Jezusa. Chociaż nieraz ta radość, podobnie jak w dobrym małżeństwie, bywa trudna.

Idąc za myślą świętego Pawła człowiek nawrócony, to człowiek, który żyje według ducha. Jak Ojciec przybliżyłby tę rzeczywistość?

Nowy Testament rozróżnia tu dwa poziomy. Jest życie według Ducha Świętego, czyli życie w łasce uświęcającej i w Bożej obecności, życie odnawiane i pogłębiane przy nadprzyrodzonych źródłach. Wiadomo, co to za źródła: jest to wsłuchiwanie się w słowo Boże, przynajmniej coniedzielna Msza Święta, podtrzymywanie jakichś nadprzyrodzonych więzi z innymi, korzystanie z sakramentu pokuty. Po czym poznać, że ja sam siebie nie oszukuję i naprawdę żyję "według Ducha"? Po owocach. Apostoł Paweł wyjaśnia, że owocami tymi są: "miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie" (Ga 5,22).

Drugi poziom, też ogromnie ważny, to życie według ducha z małej litery. Polega ono na tym, że staramy się przekraczać zarówno utylitarne, jak hedonistyczne podejście do życia, że staramy się realizować w naszym życiu to, co specyficznie ludzkie. Gabriel Marcel mówił o tym za pomocą rozróżnienia wartości typu "być" i typu "mieć". Rzecz jasna, wartości typu "mieć" też są ogromnie ważne, a jakieś ich minimum jest nawet niezbędne do życia: musimy przecież coś jeść, w co się ubrać, gdzieś mieszkać. Nie wolno nam jednak dopuścić do tego, że wartości typu "mieć" nas sobie podporządkują. Bo wtedy zaczyna się życie "według ciała" i człowiek staje się duchowym trupem. Rozmawiamy na temat nawrócenia. Otóż dopóki człowiek żyje "według ciała", możliwe są co najwyżej początki nawrócenia. Nie jest jeszcze nawrócony człowiek, choćby się uważał za człowieka wierzącego, kto nie stara się, żeby ostatecznym wymiarem jego życia było prawo miłości.

A jeśli to pragnienie ze strony człowieka, by żyć pełnią wiary nie znajduje "odpowiedzi" ze strony Boga? Sytuacje, że człowiek chce wierzyć, a jednak po prostu nie może, wcale nie są takie rzadkie...

Przychodził kiedyś do mnie, wiele razy, pewien człowiek niewierzący. Bardzo chciał uwierzyć w Chrystusa. Chciałoby się powiedzieć, że jak łania wody, tak on był spragniony wiary. A jednak Pan Bóg mu łaski wiary nie udzielał. Czułem, że musi być jakaś tego przyczyna. Bo przecież Pan Jezus zawsze daje się znaleźć temu, kto Go naprawdę szuka. Kiedyś wyznał mi, że nie mogąc patrzeć, jak jego umierający ojciec się męczy, postarał się o to, żeby skrócić mu życie. Z góry zastrzegł się, żebym nie próbował go przekonywać, że nie miał racji, bo on wie, że wtedy postąpił na pewno słusznie. Ja mu na to: "No, to jesteśmy w domu, teraz wiem, dlaczego jest pan ciągle niewierzący. To Bóg w swoim miłosierdziu nie chce udzielać panu wiary, dopóki nie oczyści pan swojego wnętrza. Zabijanie - również to z litości, również w ostatnich godzinach życia - jest wielką niegodziwością". Ten człowiek się na mnie obraził.

Wkrótce przeniósł się do innego miasta. Akurat miałem w tym mieście rekolekcje, zobaczyłem go, że przystępuje do Komunii Świętej. Zaprosił mnie do siebie. Okazało się, że był już głęboko wierzący. Przedtem uznał, że jego "miłosierny" postępek był ciężkim grzechem, i w ten sposób wielka przeszkoda do uwierzenia została usunięta. Zrozumiał, że on nie jest Bogiem i nie do niego należy ustalanie prawa moralnego. Kiedy ta przeszkoda została usunięta, Pan Jezus natychmiast zrealizował jego pragnienie wiary.
Wydaje mi się, że zwłaszcza młodym ludziom trzeba o tym przypominać, że wierzyć w Chrystusa to coś więcej, niż wyznawać chrześcijański światopogląd. Próbowałem na to zwrócić uwagę, kiedy mówiłem o nawróceniu św. Augustyna. Chodzi o tamten moment, kiedy miał on już całkowitą pewność co do prawdy wiary katolickiej, a ciągle pozostawał niewierzący. Wyznawał już chrześcijański światopogląd, a nie było w nim jeszcze wiary. Wiara zaczyna się dopiero wtedy, gdy zaczyna się moja sprawa z Bogiem żywym, kiedy zaczynam Go kochać, tęsknić za Nim, szukać Jego łaski, wsłuchiwać w Jego głos, pragnąć wypełniać Jego wolę.

Nawrócenie jest procesem indywidualnym. Czy znajduje ono odzwierciedlenie w wymiarze społecznym?

Mam wielu znajomych, którzy żyli w rodzinach niewierzących albo obojętnych religijnie, a jednak znaleźli Pana Jezusa. Nie zawsze, ale całkiem często pociągnęło to za sobą religijne ożywienie całej rodziny. Takie rodziny pozostałyby poza Kościołem, ale dzięki nawróceniu jednego ze swoich członków ożywiają się religijnie - niezależnie od tego, czy początkiem było nawrócenie męża, żony czy dziecka. "Jak mogliście mnie pozbawić takich skarbów!" - mówi 17-letnia córka, kiedy postanowiła przyjąć chrzest. I wtedy nieraz jej rodzice przypominają sobie, że oni przecież są ochrzczeni, tylko o tym zapomnieli.
Podobnie bywa w różnych miejscach społecznych. Mam znajomą, która od lat pracuje w tym samym Instytucie razem z ludźmi, o których przedtem nie wiedziała czy są wierzący, czy nie. Tacy uczciwi, sympatyczni znajomi z pracy. Kiedy moja znajoma zaczęła doświadczać nawrócenia, było dla niej rzeczą naturalną, żeby nie ukrywać tego przed koleżankami i kolegami z pracy. Rychło okazało się, że większość tych ludzi to katolicy, nieraz bardzo porządni w swojej wierze, tylko wyhamowani z jej ujawnianiem na zewnątrz. Wystarczyła jedna osoba - i to żadne jej celowe działanie, żadne programowe apostolstwo - wystarczyło, że najzwyczajniej w świecie dzieliła się swoimi fascynacjami, żeby religijność przestała być wśród tych ludzi sprawą tak prywatną, że aż wstydliwą.

O tych, których widzimy blisko Pana Boga, często myślimy, że nie potrzebują jakiegoś szczególnego nawrócenia. Z czego powinien nawracać się na przykład zakonnik?

Całe nasze życie ma być nawróceniem, zwłaszcza w sensie metanoia, bo nawet człowiek jednoznacznie ukierunkowany ku Panu Bogu, jednak nie jest całkowicie przemieniony. Każdy z nas, dopóki jest na tej ziemi, musi się modlić: "Panie Boże, racz wyjąć z mojej piersi serce kamienne i włóż we mnie serce czujące, serce z ciała". Nawracanie się polega na ciągłym badaniu samego siebie, czy ja naprawdę chcę kochać Pana Boga z całej duszy i ze wszystkich sił. To również coraz głębsze uczenie się wrażliwości na drugiego człowieka, w przypadku zakonnika także na tego bliźniego, który mieszka pod tym samym dachem i chodzi w takim samym habicie. Zakonnik bowiem jest nie tylko kimś przeznaczonym do posługi w Kościele, ale także osobą żyjącą we wspólnocie, gdzie wszyscy jesteśmy ułomni, a niektórzy z nas są chorzy, słabi, albo przeżywają może jakiś kryzys.

Jeśli można poprosić o wątek autobiograficzny - czy w historii życia Ojca miała miejsce jakakolwiek forma nawrócenia?

We wczesnej młodości miałem bardzo trudne doświadczenie religijne. Ogarnęły mnie wtedy straszliwe ciemności w wierze, do tego stopnia, że nie wiedziałem już nawet tego, czy Pan Bóg istnieje, czy w ogóle życie ma sens. Pamiętam, że było to coś dotkliwie bolesnego, coś nie dającego się opowiedzieć. Miałem szczęście, że natrafiłem na mądrego księdza, który powiedział mi dwie rzeczy. Pierwsza wydawała mi się słuszna, ale z drugą, choć też była to rada bardzo mądra, nie mogłem się zgodzić. Powiedział mi tak: "Nie próbuj na konto swoich ciemności odchodzić od Bożych przykazań, a nawet tym bardziej się ich trzymaj, bo inaczej zginiesz". A drugą radę dał mi taką: "Pilnuj modlitwy, Mszy Świętej, nie zaniedbuj spowiedzi ani Komunii Świętej". Przeciwko temu buntowałem się. "Przecież to nieuczciwe modlić się, a zwłaszcza przystępować do sakramentów, jeśli ja nie mam pewności nawet co do tego, czy Pan Bóg istnieje" - powiedziałem temu księdzu. On jednak dobrze wyczuł prawdę mojej sytuacji wobec Pana Boga, że to nie jest moje odejście od Pana Boga, tylko szansa, abym się w mojej wierze oczyścił i pogłębił. I potrafił mnie o tym przekonać.

Kierując się wezwaniem Jezusa "nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię", każdy człowiek winien wejść na drogę przemiany. Jaki jest cel tej przemiany?

Celem jest życie wieczne, celem jest, żeby obecnego życia nie zmarnować i dojść do życia wiecznego.

Czy jest coś, co szczególnie Ojciec chciałby przekazać dziś młodym ludziom?

Chciałbym coś powiedzieć zwłaszcza tym młodym ludziom, którzy widzą, że wielu ich kolegów i koleżanek odchodzi od Pana Jezusa. Dokładnie taka sytuacja jest opisana pod koniec szóstego rozdziału Ewangelii Jana. Wielu się wtedy do Niego zniechęciło i porzuciło Go. Pan Jezus nie próbował ich przy sobie zatrzymać. Wręcz przeciwnie, do tych, którzy przy Nim zostali, powiedział: "Może wy też chcecie odejść?" Wtedy Piotr Mu odpowiedział: "Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego!"
Otóż warto sobie tę scenę zapamiętać szczególnie. Bo tylko martwe drewno płynie zawsze z prądem rzeki. Ryby, zdrowe ryby, potrafią płynąć zarówno z prądem jak pod prąd. Człowiek prawdziwie wierzący nie odejdzie od Chrystusa ani wtedy, kiedy widzi, że prawie wszyscy w Niego wierzą, ani wtedy, kiedy ludzie całymi masami Go porzucają. I w jednej i drugiej sytuacji mówią Mu: "Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego!"

rozmawiała Małgorzata Wszołek

 

Po co ci nawrócenie?

Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli (J 8, 31)

Mały jesteś w obliczu swoich smutków,
które wydają się ciebie przerastać.
Kruchy jesteś w obliczu swoich lęków,
których nie potrafisz określić.
Bezradny jesteś w obliczu wielu problemów,
których nie potrafisz rozwiązać
Zagubiony jesteś w obliczu niejasności,
których nie jesteś w stanie rozsądzić i rozeznać.
Słaby jesteś w obliczu swoich postanowień,
których nie jesteś w stanie zawsze dotrzymać.
Nieświadomy jesteś w obliczu różnych krzywd,
które wyrządzasz i nie umiesz dojrzeć.
Pewny jesteś w swoim sercu,
które nie widzi złego i słusznie myśli.
zdziwiony jesteś w obliczu zarzutów,
które są ci stawiane, bo nie starasz się im przyjrzeć.
Ogłupiały jesteś w obliczu tego,
czego od ciebie wymagają i tego, co nazywają dobrem i złem.
Niedowiarkiem jesteś w obliczu Wcielonej Miłości,
której istnienia nie jesteś w stanie pomieścić w swojej głowie.

Daleko jesteś... od spokoju i harmonii.
Zniewolony jesteś..., bo podlegasz tym wszystkim zjawiskom.

Po co Ci nawrócenie?
Byś wyszedł z potrzasku.
Byś czuł się wolny.
Byś się cieszył.
Byś się nie bał.
Byś rozeznał, co jest prawdą.
Byś stawał się silnym.
Byś był świadomy siebie.
Byś poznał dobro i zło.
Byś odzyskał spokój.
Byś nie czuł się bez sensu i byś wiedział kim jesteś.
Byś poznał Miłość, która cię przyciąga.
Byś poznał szczęście, które cię czeka.
Byś poznał swego Boga, który cię wyzwala.
Byś uwierzył, że dzięki Bogu pragniesz kochać.

Justyna Kostecka

 
Zobacz także
Małgorzata Nowotka
Jeśli zrzekniemy się wychowywania znajdujących się pod naszą opieką dzieci, to wtedy dzieci – osoby niedojrzałe, będące dopiero u początku długiego procesu dorastania i dojrzewania – będą „wychowywać” nas. Czasami już to robią, a skutki tego negatywnego zjawiska są widoczne w nagłaśnianym publicznie kryzysie rodziny, w kulcie wiecznej młodości, we współczesnym konsumpcyjnym i hedonistycznym stylu życia. A „wieczne dzieci” nie mogą stworzyć dojrzałych, silnych i odpowiedzialnych – za ludzi i świat – społeczeństw. 
 
Łukasz Kaźmierczak
W Ewangelii jest taki fragment, kiedy kobieta chora na krwotok przeciska się przez tłum, żeby móc chociaż dotknąć szaty Chrystusa Pana. A w sakramencie pokuty jest nie tylko dotknięcie, ale wręcz wejście w ofiarę Jezusa Chrystusa – przyjęcie Jego darów miłości. To jest sakrament, a więc uobecnienie Chrystusa Pana. Przecież kapłan, trochę z drżeniem, ale wypowiada formułę sakramentalną, która brzmi: ja tobie odpuszczam grzechy – a więc „pożycza” swoich ust Jezusowi Chrystusowi. 

Z ks. infułatem Janem Sikorskim rozmawia Łukasz Kaźmierczak
 
o. Piotr Hensel OCD
Winniśmy więcej mówić o kryzysie wzajemnych relacji kobiet i mężczyzn. To jest problem. Są one bowiem dzisiaj naznaczone rywalizacją, podejrzliwością, walką, napięciem. Widać to w mediach, polityce, biznesie, a nawet w Kościele. Stawiany problem święceń kapłańskich dla kobiet nie jest przecież wynikiem rozeznania teologicznego, ale ulegania pewnej modzie na "promocję" kobiety w Kościele.
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー