logo
Piątek, 25 września 2020 r.
imieniny:
Aureli, Kamila, Kleofasa, Władysława – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Mitsuko Otaguro
Nawrócenie Mitsuko
Miłujcie się!
 


Nawrócenie Mitsuko

Kiedy w gimnazjum, zaczęłam uczyć się języka angielskiego, cieszyłam się, że wreszcie będę mogła poznać język, który daje możliwości komunikowania się z całym światem. Już po kilku miesiącach nauki angielskiego, a było to już 30 lat temu, zaczęłam korespondować z Teresą, dziewczyną z Polski.

Ówczesna sytuacja polityczna w Polsce była niespokojna. I choć moim największym marzeniem był wyjazd do Europy oraz spotkanie się z Teresą, z ważnych powodów nie mogłam tak szybko zrealizować swoich planów. Pozostawały nam spotkania na stronach coraz dłuższych listów. Nie zapomnę nigdy upadku muru berlińskiego w 1989 roku. Zobaczyłam to w TV, drżąc z wrażenia na całym ciele. W Polsce zaczął wiać wiatr wolności, i latem 1992 roku, mój przyjazd do Polski mógł wreszcie dojść do skutku. To, co tam spotkałam i przeżyłam całkowicie przerosło wszystkie moje wcześniejsze oczekiwania i wyobrażenia. Na lotnisku, podczas serdecznego przywitania z Teresą, ze wzruszenia obie płakałyśmy się.

Jeszcze w Japonii, na długo przed przyjazdem do Polski, chciałam się jak najwięcej dowiedzieć o ojczyźnie mojej przyjaciółki, chodziłam więc często do bibliotek i chyba przeczytałam wszystkie japońskie książki dotyczące Polski. Dowiedziałam się wiele o historii i kulturze tego kraju. Dla mnie, osoby nie znającej chrześcijaństwa, bardzo intrygujący był temat wiary Polaków. W wielu opracowaniach spotykałam się z informacjami, że jest to ostatni europejski kraj, w którym świątynie nie świecą pustkami.

Po raz pierwszy w Polsce udałam się do kościoła, było to w Niepokalanowie. Zauważyłam tam, że na wystawie poświęconej Ojcu Kolbe znajdują się również eksponaty pochodzące z Nagasaki. Dowiedziałam się, że Ojciec Kolbe poniósł męczeńską śmierć w Oświęcimiu, a przedtem głosił prawdę o Jezusie Chrystusie w Nagasaki. Potem pojechałam do klasztoru i Sanktuarium Matki Bożej na Jasnej Górze. Tam długo, z wielkim zainteresowaniem, właściwym komuś niewtajemniczonemu, przyglądałam się ludziom, którzy patrząc na obraz Matki Boskiej - zwanej tu Czarną Madonną - modlili się, płakali, uśmiechali się. Ten widok szczerze modlących się wiernych, zabrałam ze sobą do Japonii. Dzisiaj już wiem, że właśnie na Jasnej Górze Pan Bóg zasiał we mnie ziarenko wiary, które powoli zaczęło kiełkować.

Dwa lata temu, postanowiłam zmienić mój dotychczasowy tryb życia i wszystko zacząć od początku. Zrezygnowałam z pracy, którą wykonywałam przez 14 lat. Mój dotychczasowy dzień wyglądał w ten sposób, że po powrocie z pracy, około godziny 21, zabierałam się do przygotowania kolacji oraz sprzątania domu. Tak wyglądała moja codzienność, wypełniona tylko pracą. Co prawda  moja rodzina bardzo mi w tym pomagała, ale ja i tak czułam się bardzo zmęczona.
W czerwcu 1998 roku przeprowadziliśmy się, a w lipcu w moim sercu narodziło się pragnienie, wyrażone w uparcie powracającej myśli: "Muszę pojechać do Polski, spotkać się z Czarną Madonną". Było to zupełnie niezależne od mojej woli, zupełnie irracjonalne. Powtarzałam więc sobie: "Teraz, wyruszyć w podróż?” A jednak się spełniło. Latem 1998 roku udałam się na Jasną Górę przed obraz Czarnej Madonny.

Siedziałam tam przed Nią całymi godzinami. Nie umiałam się modlić, ale podobnie jak innym klęczącym wokół, do oczu napływały łzy. W pewnej chwili poczułam dziwny spokój i pomyślałam: "Dam sobie radę ze wszystkim, jeśli dalej będę żyć w ten sposób".

Skończyły się wakacje i wróciłam do Japonii. Czułam wielką potrzebę chodzenia do świątyni. Regularnie, w każdą niedzielę, zaczęłam uczęszczać do znajdującego się w Osace kościoła katolickiego. Nie odnajdowałam tam jednak tego uczucia pokoju i oczyszczenia, których doświadczałam będąc w świątyniach polskich. W tutejszym kościele ogarniał mnie smutek i odczuwałam ogólne rozbicie. W nocy często płakałam. Straciłam radość życia.

Zeszłego roku latem, znajomy, który jest protestantem, przysłał mi egzemplarz „Rycerza Niepokalanej”, wydawanego w Nagasaki. Był to numer sierpniowy z 1999 roku. Przejrzałam go bez szczególnego zainteresowania i odłożyłam. W styczniu tego roku, pewnego niedzielnego poranka, włączyłam TV, choć zwykle tego nie robię. Właśnie pokazywano bezpośrednią relację z ceremonii wyniesienia na ołtarze Ojca Pio. Przypomniałam sobie wówczas o tym zaledwie przerzuconym numerze „Rycerza Niepokalanej”. Naprędce wyjęłam czasopismo i zaczęłam je czytać. I zdarzyło się coś takiego, co można by chyba określić że, „łuski spadły mi z oczu”. Jednym tchem przeczytałam artykuły poświęcone Ojcu Pio, na temat Lourdes, o s. Faustnie, japońskiej autorki Takahashi Takako i wiele innych. Pośpiesznie zadzwoniłam do wydawcy „Rycerza Niepokalanej” w Nagasaki i poprosiłam o przysłanie opracowań dotyczących Ojca Kolbe. Przysłano mi numer styczniowy z 1983 roku, w całości poświęcony Świętemu. Szczególnie utkwiły mi w pamięci następujące słowa o. Kolbe: „Kochaj Maryję i przez serce Maryi kochaj Jezusa.” W dziwny i niewytłumaczalny sposób pojęłam sens tych słów, wspominając wzruszające przeżycia, których doznałam przed obrazem Czarnej Madonny z Jasnej Góry. Wywołało to we mnie wielką radość. Od tego czasu zawsze czytam „Rycerza Niepokalanej, a całe moje życie przybrało jakby odwrotny porządek. Wszystko stało się wielkim przygotowaniem do wydarzeń, które miały niedługo nastąpić. Odczuwałam to coraz mocniej.

Latem tego Jubileuszowego Roku, z wielką radością wyruszyłam w podróż do Rzymu. W środę 26 lipca znalazłam się na placu św. Piotra wraz z moją polską przyjaciółką Teresą i jej siostrą. Czekałyśmy już tam od godziny ósmej. Punktualnie o godzinie dziesiątej „papa mobile” wjechał na plac. Dookoła słychać było okrzyki radości i pozdrowienia skierowane do Ojca Świętego. Zaczęło się przedstawianie pielgrzymów, którzy przybyli z całego świata, tego dnia również z Japonii, z miejscowości Sendai i Kagoshima. Niecierpliwie czekałam na ich prezentację. Nie mogłam się doczekać wywołania, bądź co bądź niecodziennych w tym miejscu pątników. Osłupiałam jednak, kiedy to zupełnie na koniec prezentacji, Ojciec Święty zwrócił się po japońsku: „Witajcie w Rzymie, dziękuję Wam!”. Słysząc to, z moich oczu popłynęły łzy, łzy szczęścia. Potem, jako jedyna Japonka, zostałam bezpośrednio przedstawiona Ojcu Świętemu. Było to dla mnie wspaniałe ukoronowanie Jubileuszu. Moje serce wypełniło uczucie radości i pokoju. Teraz jestem przepełniona myślami o Bogu. Czuję, że ziarno wiary, zasiane przed obrazem Czarnej Madonny, stało się już ukorzenioną roślinką. Cieszę się, że mogę już tak myśleć i znać to uczucie Bożego wyróżnienia, Bożej nobilitacji. Dziękuję z całego serca wszystkim ludziom, którzy pomogli mi uzyskać wiarę w Jezusa Chrystusa, prawdziwego Boga, który dla mojego zbawienia 2000 lat temu stał się prawdziwym człowiekiem.

Mitsuko Otaguro
tłum. Robert Kasza
oprac. Agata Suszczyk

 
Zobacz także
s. Michaela OP (Zofia Pawlik)
Chcę poruszyć sprawę różnicy między chrześcijaństwem a religiami Wschodu, ze szczególnym uwzględnieniem drogi do doskonałości podawanej przez te religie. Moje opinie o różnych religiach świata są bardzo odmienne od obiegowych zdań na ich temat. Utarło się bowiem przekonanie, że jest pięć wielkich religii świata, które mają jednakową wartość: hinduizm, buddyzm, islam, judaizm i chrześcijaństwo. Przed wyjazdem do Indii też tak myślałam...
 
s. Michaela OP (Zofia Pawlik)
Coś „nie tak” działo się w sercu tego rybaka. I to nie dlatego, że całą noc nic nie złowił. Wręcz przeciwnie – na słowa nieznajomego, który stał na brzegu, zarzuca sieci. Wreszcie ma to, czego pragnął – sieć pełną ryb. Ale ona go nie cieszy, nie zwraca na nią uwagi. Co się dzieje w sercu rybaka, gdy nie cieszy go udany połów? Co się dzieje, gdy nie cieszy go zasłużony owoc jego pracy? Co skrywa serce, które doradza, aby zostawić łódź i rzucić się w morze? Czy takie serce nadal można nazywać „sercem rybaka”? 
 
Jacek Racięcki
„Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8, 32). Te słowa Jezusa są tak znane i oczywiste, że nawet nikt się nad nimi nie zastanawia. Wszystko jasne: koniec ze zniewoleniami – przecież to takie proste. A jednak poznanie prawdy, i to prawdy o sobie, jest procesem trudnym i długim, i prawie zawsze bardzo bolesnym. Zaczyna się on w chwili, gdy doświadczamy, że to, w co wierzyliśmy, co jest naszym życiem, naszym doświadczeniem, naszym przeświadczeniem, okazuje się iluzją. 
 
 
___________________
 
 reklama