logo
Piątek, 05 czerwca 2020 r.
imieniny:
Bonifacego, Kiry, Waltera, Walerii – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Marek Chmielewski SDB
Nie, które uskrzydla
Don Bosco
 
fot. Caroline Attwood | Unsplash (cc)


Jak mówić nie? Odwieczny problem rodziców, wychowawców i przełożonych.

 

Jak wyrazić przekonanie o wyznawanych przez siebie wartościach, aby nie naruszyć "emocjonalnego terytorium" młodego człowieka, a przy tym nie zdradzić własnych poglądów? Jak w sytuacjach różnicy zdań zachować się z szacunkiem dla siebie i dla innych? Wszyscy wiemy, jak złe efekty przynoszą decyzje "nie, bo nie".

 

Psychologowie namawiają do asertywności, czyli zachowania się w sposób nieagresywny, niepowodujący cierpienia innych i własnego, nastawiony na poszukiwanie rozwiązania najlepszego dla wszystkich. Takiego, które pozwoli nam budować wspólnie, pozostając w zgodzie ze sobą.

 

Ks. Bosko był asertywny. Szanował chłopców i starał się ich zrozumieć. Widzieli, że ich kocha. To pozwalało mu na to, aby czasem zdecydowanie im powiedzieć: "Chłopcy! Na to nie możemy sobie pozwolić!". Kiedyś spostrzegł, że po posiłku do kosza trafiło sporo chleba. Pozbierał te kawałki i pokazał je podczas słówka wieczornego. Nie ganił i nie krzyczał, nie wymierzał kary. Przemówił jednak zdecydowanie: "Boża Opatrzność czuwa nad nami. Dba o to, aby niczego nam nie brakowało. Kiedy marnujecie chleb, ranicie Jego dobroć. Marnować chleb! O nie! Na to nie możemy sobie pozwolić! Oby nie zabrakło nam w przyszłości tego, co konieczne do życia!".

 

"Nie możemy sobie na to pozwolić!". To mocne zdanie wypowiedziane w klimacie miłości i zrozumienia ma wielką siłę. Pomaga wybierać pomiędzy tym, co podpowiada egoizm, zwłaszcza wtedy, gdy niczego nie brakuje, a tym, co jest naprawdę niezbędne do życia. Jest elementem wychowania do wartości. Uczy rezygnować, odmawiać sobie, dobrze wykorzystać to, co posiadamy, cenić wartości i dbać o nie. Pogodnie przyjęte wyrzeczenie umacnia ducha, pozwala marzyć i realizować sny. To jest fundament prawdziwej radości. Ks. Bosko nauczył się tego w dzieciństwie od Mamy Małgorzaty i praktykował przez całe życie. Ja sam doświadczyłem tego zupełnie niedawno.

 

Grupa młodzieżowa w naszej parafii w Mainz przeżywa renesans. Uczestników jest blisko czterdziestu. Najmłodsi przygotowują się do bierzmowania. Najstarsi kończą studia. Na Boże Narodzenie przygotowali musical, a ks. Bosko uczcili rapem i nowoczesnymi tańcami. Ich spotkania formacyjne odbywają się w sobotę wieczorem. Ale oni są u nas niemal codziennie. Przychodzą bez zapowiedzi. Pogadać, pograć w bilard i piłkarzyki. Ta ich spontaniczna obecność rodzi wyzwania. W pewien wieczór (nie sobotni) przyszli bez zapowiedzi z głośną muzyką i z produktami do przygotowania pizzy. W naszym kościele była wtedy msza wspólnoty chorwackiej, a w salach trwały spotkania charyzmatyków i grupy biblijnej. Gwar i muzyka w barze oratoryjnym oraz odgłosy dochodzące z kuchni byłyby nie do pogodzenia z modlitewnym nastrojem wieczoru. Co robić? Jeśli powiemy młodym stanowcze "nie", utrącimy ich zapał. Jeśli powiemy "tak", zakłócimy liturgię Chorwatów i spokój modlących się grup. Poza tym damy im do zrozumienia, że planowanie imprez i kalendarz nie mają sensu. Jedyne wyjście: trzeba było z nimi o tym wszystkim porozmawiać. Początkowo poczuli się zmieszani, ale potem zgodzili się poczekać na zakończenie modlitw w jednej z sal. Potem oddaliśmy im we władanie bar i oratorium. Świetnie się bawili. Co to nam dało?

 

Kilka dni później młodzi wpadli na pomysł, aby w sobotni wieczór zorganizować zabawę karnawałową. Wcześniej jednak przyszli zapytać, co w tym czasie dzieje się w parafii. A my mieliśmy zaplanowany na ten sam czas "Wieczór dobroczynny". Humorystyczna prelekcja o relacjach Niemcy - Włochy, trochę muzyki, pizza, wino dla chętnych i zbiórka ofiar na misje salezjańskie. "No nie! Nie możemy wtedy robić zabawy! To przeciw wspólnocie!" - stwierdzili młodzi. Ależ miałem satysfakcję!

 

Marek Chmielewski SDB
Don Bosco 04/2020

 
Zobacz także
ks. Marek Dziewiecki
Pierwszą rzeczą, która jest zła dla człowieka, to samotność. Każdy potrzebuje wsparcia ze strony różnych ludzi i środowisk, pragnie wnieść swój pozytywny wkład w życie innych. Wspólnota rodzinna - chociaż najważniejsza - nie może zaspokoić wszystkich naszych potrzeb czy aspiracji. Konieczne są również inne wspólnoty i środowiska: szkolne, rówieśnicze, regionalne...
 
ks. Marek Dziewiecki
Współczesne ustawodawstwo kościelne, ze względu na mentalność człowieka, która coraz bardzie odczuwa potrzebę, respektowania jego praw podmiotowych dostrzega konieczność wprowadzenia adwokatów do procesów o stwierdzenie nieważności małżeństwa. Ustawa w can. 1481 przewiduje, że "każda strona może swobodnie ustanowić adwokata i pełnomocnika"...
 
Monika Białkowska
Teoretycznie wiemy, że żadna modlitwa nie daje nam gwarancji spełnienia naszych życzeń. A jednak prędzej czy później łapiemy się na tym, że tego właśnie chcemy. Sięgamy po najróżniejsze narzędzia modlitwy, obliczając je „skutecznością”. Liczymy, że tym razem nie może się nie udać, że Bóg nie będzie już miał wyjścia. Że tym razem Jego wola przychyli się do naszej. W ten sposób modlitwa staje się magią. 
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー