logo
Czwartek, 06 maja 2021 r.
imieniny:
Beniny, Filipa, Jakuba, Judyty – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Ks. Adrian Sajnoga SDS, ks. Bartłomiej Król SDS
Nie puszczę Cię, dopóki nie pozwolisz mi dalej żyć…
materiał własny
 


z ks. Adrianem Sajnogą SDS,
o kapłaństwie, cierpieniu i nadziei,
rozmawiał ks. Bartłomiej Król SDS
 
 Ks. Adrian Sajnoga SDS  święcenia kapłańskie przyjął w szpitalu w Katowicach z rąk ks. bpa Józefa Kupnego w dniu 3 czerwca 2006 roku. Na początku maja, kończąc praktykę duszpasterską w parafii NMP Matki Zbawiciela w Mikołowie, trafił do szpitala z podejrzeniem sepsy. Tutaj odprawił rekolekcje przed święceniami, w czasie których dowiedział się, że zachorował na białaczkę i nie będzie mógł być święcony razem ze współbraćmi z rocznika 27 maja 2006 roku.  Kolejne kilka miesięcy spędził w Klinice Hematologicznej w Katowicach, walcząc z chorobą. Współbracia na całym świecie rozpoczęli nowennę o uzdrowienie przez wstawiennictwo O. Franciszka Marii od Krzyża Jordana, Założyciela Salwatorianów.  8 marca 2007 roku ks. Adrian przeszedł przeszczep szpiku kostnego, który zakończył pierwszy etap leczenia. Obecnie przebywa we wspólnocie w Krakowie, pracując w sekretariacie prowincjalnym i pomagając duszpastersko w przyklasztornym kościele. 6 maja, w Bielsku-Białej Złotych Łanach, ks. Adrian odprawił Mszę prymicyjną.  Na te prymicje czekaliśmy prawie rok…
 

Na obrazku prymicyjnym wypisałeś słowa z Psalmu 116: Czym się Panu odpłacę za wszystko co mi wyświadczył? Podniosę kielich zbawienia i wezwę imienia Pana. Czym są dla Ciebie te słowa?
 
Kiedy wypisywałem te słowa na obrazku prymicyjnym, będąc jeszcze zdrowym, były one jakimś wielkim dziękczynieniem za dar powołania i za to wszystko, co się wydarzyło w moim życiu. Dzisiaj może nie zmieniło się ich znaczenie, ale z perspektywy tych wszystkich ostatnich wydarzeń w moim życiu nabrały szczególnego znaczenia. W obliczu mojej obecnej kondycji fizycznej po przeszczepie, kiedy mogę cieszyć się dobrym stanem zdrowia, mam za co Bogu dziękować. Dlatego właśnie te słowa brzmią dzisiaj szczególnie. Czym się Panu odpłacę za wszystko co mi wyświadczył? Podniosę kielich zbawienia i wezwę imienia Pana. To jest właśnie Eucharystia, to, do czego Bóg mnie wezwał i co pragnę realizować w ciągu całego mojego życia. To była podpowiedź Ducha Świętego, abym właśnie te słowa umieścił na obrazku prymicyjnym, wtedy nie wiedząc jeszcze o tym, że Bogu spodoba się obdarzyć mnie taką chorobą i takim krzyżem cierpienia. A teraz jest to tak bardzo wymowne...
 
W szpitalu przeżywałeś rekolekcje przed święceniami. Z każdym dniem czekałeś na moment święceń, na dzień 27 maja. Czy trudno było czekać?
 
Bardzo trudno, ale nie przestawałem czekać i bardzo się zdziwiłem reakcją mojego lekarza, który nie chciał mnie wypisać ze szpitala na święcenia i prymicje. Wszystko było już zaplanowane, a na pięć dni przed święceniami dowiedziałem się, że nie mogę być święcony ze współbraćmi z rocznika. Przecież czekałem na ten moment tyle lat…  
 
Co wtedy czułeś?
 
Co czułem? Byłem w szoku i zadawałem pytanie: dlaczego? Cały czas była we mnie świadomość święceń i prymicji. Jednak stało się inaczej. Nie mogłem uwierzyć w to, że ta choroba może mi tak bardzo pokrzyżować plany. Pytałem się Boga o to, co chce mi udowodnić tym doświadczeniem i czy może nie chce żebym był kapłanem?! W pierwszym momencie towarzyszyło temu wszystkiemu rozgoryczenie i pojawiła się niewiadoma: no to co w końcu? Co teraz? Jeśli nie będą mnie święcić - to kiedy? Jeśli nie będę miał teraz prymicji - to kiedy?  Nie zdawałem sobie jeszcze wtedy sprawy z tego, czym jest białaczka i że jej leczenie jest tak długotrwałe. 
 
Ucieszyłeś się, kiedy dowiedziałeś się, że Twoje święcenia zaplanowano na 3 czerwca 2006 roku? 
 
Oczywiście, że tak. Ucieszyłem się, chociaż później dowiedziałem się o tym, że mój stan był na tyle poważny, że praktycznie byłem święcony na łożu śmierci. Przełożeni śpieszyli się, żebym nie umarł wcześniej…
 
 
1 2 3 4  następna
Zobacz także
Krzysztof Zimończyk SCJ
Dziś Lourdes to wielkie sanktuarium maryjne. Co zdarzyło się w tej małej francuskiej wiosce leżącej u podnóża Pirenejów? Dlaczego od 160 lat świat pielgrzymuje do Lourdes, by odnowić wiarę, zyskać nadzieję i odwagę w cierpieniu, wyprosić uzdrowienie z choroby? Odpowiedź jest prosta. Tutaj, w Grocie Massabielskiej, w 1858 roku objawiła się Matka Boża, i to osiemnastokrotnie. 
 
o. Stanisław Morgalla SJ, Dorota Mazur
Miłość to niekończąca się historia. Nie sposób zamknąć jej bajkową puentą: "... i żyli długo i szczęśliwie". Po nocy poślubnej trzeba wstać i posprzątać po weselu, a po najbardziej romantycznym uniesieniu trzeba zejść na ziemię i wrócić do codziennych obowiązków, dlatego w miłości bardziej się liczy szukanie niż znalezienie jej ostatecznego znaczenia...
 
Ks. Kazimierz Kubat SDS
W związku z opublikowanym cyklem artykułów filozoficznych otrzymaliśmy kilka pytań. Są one ciekawe i rozwijają problematykę poruszoną w artykule. Pozwalamy więc sobie (za zgodą autora) na opublikowanie kilku z nich wraz z odpowiedziami. Odpowiedzią na rozważania w dziale "Metafizyka na co dzień" są nie tylko pytania, ale także pogłębione refleksje i komentarze. Chętnie je publikujemy, bo one na pewno przyczyniają się do pogłębienia naszej wiary... Tak powstał artykuł - Adam pyta - Barbara komentuje.
 
___________________
 
 reklama