Katolik.pl - Niedoceniana nauka św. Ludwika o Mądrości Bożej
logo
Wtorek, 20 października 2020 r.
imieniny:
Ireny, Kleopatry, Witalisa, Jana Kantego – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Kazimierz Pek MIC
Niedoceniana nauka św. Ludwika o Mądrości Bożej
Pastores
 
fot. Dorsa Masghati | Unsplash (cc)


Niestrudzony kaznodzieja, misjonarz ludowy, autor pieśni religijnych, założyciel montfortanów i współzałożyciel córek mądrości. Zmarł w 1716 roku, prowadząc rekolekcje parafialne w Saint-Laurent-sur-Se`vre, niewielkiej miejscowości we wschodniej Francji. Miał zaledwie 43 lata. Choć marzył o byciu misjonarzem w odległych krajach, to jednak za namową biskupów, a nawet papieża, został w rodzinnym kraju. Zapamiętano go z podniesionym krzyżem, Biblią w ręku i zawołaniem: "Otwórzcie drzwi Chrystusowi", zwłaszcza gdy przybywał do parafii wygłaszać kazania podczas rekolekcji. Od czasu seminarium dużo czytał, notował. Motywem pisania na pewno nie była w pierwszej kolejności chęć publikowania książek. Za życia św. Ludwika Marii Grignion de Montforta wydano tylko część jego Pieśni i List do Przyjaciół Krzyża. Fragmenty pozostałych opracowań znalazły się przede wszystkim w pierwszych biografiach, często pisanych na różne sposoby, fragmentarycznie eksponując jego inicjatywy, a zwłaszcza nauczanie.

 

Droga odkrywania jego spuścizny rozpoczęła się w zasadzie w 1842 roku, gdy odnaleziono jego tekst poświęcony nabożeństwu "Oddania się w niewolę miłości Jezusowi przez ręce Maryi". Ponieważ nie zachowała się strona tytułowa rękopisu i wiele stron wstępnych, wydawcy nadali mu własny tytuł - Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny. Tytuł ten przetrwał do czasów współczesnych, pozostając prawie niezmieniony w wielokrotnych wznowieniach i przekładach. Dopiero w 1966 roku, nieco 20 lat po kanonizacji, ukazały się wszystkie pisma św. Ludwika. Kilka lat temu wydano w języku polskim w jednym tomie jego najważniejsze dzieła1. Zbiorcze edycje mają tę zaletę, że poszczególne pisma można czytać w kontekście pozostałych dzieł, a inspiru­jące dewizy trzeba wówczas wyjaśniać z uwzględnieniem innych myśli autora. Tymczasem dzieje popularyzacji nauczania francuskiego kaznodziei pokazują, że komentowano go na różne sposoby. Zwracano zwłaszcza uwagę na ideę niewolnictwa maryjnego (przyjmując bezkrytycznie nawet te argumenty, które odbiegały od Objawienia), a nie do końca zauważono jego pierwszoplanowe nauczanie o Chrystusie ("Otwórzcie drzwi Chrystusowi"), o konieczności wzrastania w łasce chrztu, o wychodzeniu do ludzi oddalonych od Kościoła. W rezultacie można powiedzieć, że w wielu opracowaniach św. Ludwik został niedoceniony jako teolog, a przeceniony jako mariolog.


Mądrość Przedwieczna, Wcielona i Ukrzyżowana

 

Na odkrycie czeka wciąż niedoceniona teologia św. Ludwika zawarta w Miłości Mądrości Przedwiecznej. Rękopis tego dzieła znaleziono prawie w tym samym czasie co rękopis Traktatu o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny. Pismo o mądrości spotkał inny los niż dzieła o pobożności maryjnej. Publikowano je bowiem z różnymi przeróbkami. Z tego powodu znalazło się w cieniu wszystkich prac św. Grignion de Montforta. Dopiero w 1929 roku ukazało się w całości i bez zniekształceń. Wówczas nie kojarzono tego dzieła z Listem do Przyjaciół Krzyża, który poświęcony był także Mądrości Przedwiecznej. "Czy można kochać to, czego się nie zna?" - pytał św. Ludwik. "Czy nie dlatego tak mało kocha się Mądrość Przedwieczną i Wcieloną, umiłowanego Jezusa, że się jej nie zna lub zna się ją bardzo mało?" (67). Książka o mi­łości Mądrości powstała w Paryżu (w latach 1703-1704) na kanwie konferencji, które Grignion de Montfort wygłosił w dopiero co powstającym seminarium Ducha Świętego. Zanim przedstawił on motywy i sposoby miłowania Mądrości Przedwiecznej, zwrócił uwagę słuchaczy na samo pojęcie mądrości. Odwołał się do Listu św. Jakuba, który wyróżnia mądrość ziemską, cielesną i szatańską (zob. Jk 3,15). Jest to jednak tylko mądrość przyrodzona. Daleko cenniejsza jest Mądrość Przedwieczna. Wprawdzie takie szkolne rozróżnienie brzmi dość banalnie, ale okazuje się ono ważne dla oglądu własnej drogi życiowej. Autor dla mądrości przyrodzonej nie szuka innego terminu, tak aby ją przeciwstawić Mądrości Przedwiecznej. Zestawia je niejako obok siebie, by człowiek zobaczył małostkowość swej mądrości: "Mędrzec tego świata jest człowiekiem, który umie dobrze dbać o swoje sprawy i obrócić wszystko na swoją korzyść doczesną, choć pozornie wcale nie chce tego czynić" (119); taki uznaje za wielki grzech "obojętność, głupotę, ubóstwo, prostactwo, bigoterię" (120). Św. Ludwik trzyma się bardzo Księgi Mądrości ze Starego Testamentu, aby potem skoncentrować się na Mądrości objawionej w Jezusie Chrystusie. Robi to we właściwy sobie sposób, pełen pasji i zachwytu: "Ach! Jakże Jezus Mądrość Wcielona jest piękna, słodka i miłosierna!" (160). Dochodził do takiego stwierdzenia nie tylko na drodze refleksji nad tekstami starotestamentalnymi, które zapowiadały szczególne objawienie Mądrości Bożej, ale także przez zwrócenie uwagi na słowa Jezusa: "Przyjdźcie do mnie, przyjdźcie do mnie wszyscy; to ja, nie lękajcie się; dlaczego się lękacie? Jestem do was podobna; kocham was. Czy to dlatego, że jesteście grzesznikami? Ach! To właśnie ich szukam; jestem przyjaciółką grzeszników. Czy to dlatego, że z własnej winy opuściliście owczarnię? Ach! Jestem Dobrym Pasterzem (...) Ach! To właśnie dlatego powinniście przyjść do mnie; bo ja zdejmę z was ciężar, oczyszczę was, pocieszę" (112-113). Tym, co zdaniem Grignion de Montforta przypieczętowało udzielenie się człowiekowi Mądrości Bożej, był Chrystus - Mądrość Ukrzyżowana. Daje ona człowiekowi ogromne światło prawdy: "Cenisz, a nawet i wychwalasz Krzyż w ogóle; ale nie twój, przed którym uciekasz jak możesz albo który wleczesz jedynie wbrew sobie, szemrząc, niecierpliwiąc się i skarżąc" (197). Dla kaznodziei kontemplacja Krzyża nie oznacza ucieczki od własnego krzyża codzienności. Prze­ciwnie, dzięki Mądrości Ukrzyżowanej i w jedności z Nią hańba krzyża może stać się chwalebna (zob. 190). Dlatego mówił z przekonaniem o możliwej radości "przyjaciół Krzyża". Ostatecznie jednak życie człowieka zostaje zachowane na życie wieczne, które jest niczym innym jak poznaniem "Boga i Jego Syna Jezusa Chrystusa" (70). Dla przyjęcia tego Bożego daru potrzebne jest - zdaniem Grignion de Montforta - otwarcie na Ducha Chrystusa: "Bowiem Duch Święty, (...) jest Nauczycielem Mądrości" (202). Tę myśl, biblijnie uzasadnioną, warto zapamiętać, aby zobaczyć na przykładzie nauczania Grignion de Montforta, jakie zmiany w myśleniu teologicznym powoduje odsuwanie w cień nauki o Duchu Pana. W rozważaniach św. Ludwika o Mądrości Bożej niezwykle wyeksponowana została możliwość bezpośredniego dostępu do Boga, a także stałe i wciąż uprzedzające działanie Przedwiecznej Mądrości wobec człowieka, które nie jest tylko odpowiedzią na modlitwę, gdyż "Mądrość Przedwieczna sama uczyniła sobie dom, mieszkanie jej godne (...). Stworzyła i ukształtowała Najświętszą Maryję w łonie świętej Anny" (143).


Arcydzieło Bożej Mądrości

 

Wśród wielu zalet czytania Miłości Mądrości Przedwiecznej przed Traktatem o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny jest i ta, że skłania ona wpierw do kontemplacji Mądrości Bożej w stworzeniu, a szczególnie w człowieku: "Mądrość Przedwieczna jest żywo poruszona nieszczęściem biednego Adama i całego jego potomstwa. Widzi ona, i smuci się wielce, że jej chwalebne naczynie jest rozbite, jej wizerunek rozdarty, arcydzieło zniszczone, jej namiestnik na ziemi wywrócony" (91). Dostrzeżenie tego aspektu pozwala lepiej odczytać refleksję św. Ludwika o Matce Chrystusa: "O Maryjo, arcydzieło Najwyższego, o cudzie Mądrości Przedwiecznej, o niezwykły znaku Wszechmocy, o przepaści łaski, tylko ten, wyznaję to wraz ze wszystkimi świętymi, tylko ten, który Ciebie stworzył, zna wielkość, bezmiar i głębię łask, jaki­mi Cię obdarzył" (144). Oba przytoczone fragmenty są niejako pieśnią na cześć Stwórcy i Jego hojności w udzielaniu łaski i to bez zasług. Św. Ludwik poświęca wiele uwagi temu, by wykazać rolę Boga w ukazywaniu Maryi człowiekowi: "Bóg chce zatem objawić i odsłonić Maryję, arcydzieło swoich rąk, w czasach ostatecznych" (418). To zdanie, choć odosobnione, zawierające dewizę: "Przez Boga do Maryi", rzuca nowe światło na rozpowszechnianą przez niego dewizę: "Przez Maryję do Jezu­sa (Boga)".


Warto w tym kontekście wspomnieć Montfortową praktykę przywoływania Ducha Świętego, także podczas nabożeństw maryjnych. Można domniemywać, że to właśnie na tych zagubionych kartach "trakta­tu" pisał on o Duchu i wołaniu do Niego. Książka o miłości Mądrości rozpoczyna się modlitwą właśnie do Boskiej Mądrości, "Pani nieba i ziemi" (59). Nieustająca modlitwa (trzeba prosić "z wiarą czystą, nie opierając swojej modlitwy na odczuwalnych pociechach, wizjach czy szczególnych objawieniach" - 205-206), a wcześniej żarliwe pragnienie tego, co pochodzi od Boga, a na dodatek umartwienie i nabożeństwo do Maryi, to sposoby zdobycia Boskiej Mądrości. Warto tu zauważyć, ile podał sposobów i jaką ukazał ich hierarchę.


Św. Ludwik pisał w znacznej mierze w oparciu o Biblię. Inspirowali go także wielcy pisarze i kaznodzieje, na przykład św. Bernard z Clair­vaux. Odwoływał się również do czysto ludzkich wyobrażeń o Bogu i człowieku. O ile pogłębianie refleksji nad działaniem Mądrości Bożej świadczy o horyzontach św. Ludwika, o tyle trudno się zgodzić z niektórymi jego stwier­dzeniami, które, jak się zdaje, są bar­dziej ludzkimi projekcjami niż wypływają z Ewangelii. W konsekwencji, dobra teologia odchodzi w cień, a pojawia się mariologia, której nie nale­ży przeceniać. Nauka o Matce Bożej powinna jak najbardziej stanowić dział teologii. Tymczasem w niektórych przypadkach św. Ludwik poszedł za tymi, którzy z mariologii czynili autonomiczny traktat teologiczny. Był to nurt, który się zrodził w XVI wieku i prężnie rozwijał do czasu, aż zweryfikował go krytycznie Sobór Watykański II. Grignion de Montfort niejako na boku zostawił to, co nauczał o Mądrości Przedwiecznej, a pierwszoplanowe miejsce w dziejach zbawienia zaczął przypisywać Ma­ryi. Niektóre fragmenty nauczania o Niej zdają się przeczyć opisanemu wcześniej z za­ch­wytem teologicznemu obrazowi Ojca, Syna i Ducha. Zaskakują niektóre stwierdzenia. Na przykład pod koniec dzieła o Miłości Mądrości Przedwiecznej padają następujące słowa: "nie zasługuję na to, by nazywać się Twoim [Boga] dzieckiem ani Twym niewolnikiem; a ponieważ nie ma we mnie nic, co nie zasługiwałoby na Twoje odrzucenie i Twój gniew, sam nie ośmielam się już zbliżyć do Twojego świętego i dostojnego Majestatu. Dlatego uciekam się do wstawiennictwa i miłosierdzia Twojej Najświętszej Matki" (234). Niepokojąco brzmią słowa o odrzuceniu i gniewie Boga, a najbardziej nie do przyjęcia jest przeciwstawianie takiego Boga miłosierdziu Maryi. Autorem tego nauczania, jak i wcześniejszego o Mądrości, jest ten sam św. Ludwik. Kto ma przeświadczenie, że właściwa jest ta teologia, która rozjaśnia słowo Boże i na nim się opiera, ten przyjmie część Montfortowego nauczania niezniekształcającą obrazu Boga. Można by przejść obojętnie nad wskazanym cytatem, ale nie należy on do odosobnionych. Wystarczy sięgnąć do dzieła su­gerującego samym tytułem nauczanie mariologiczne: Tajemnica Maryi. Św. Ludwik stwierdza w nim, że "trzeba przekreślić się przed Bogiem, jako ktoś sam z siebie niezdolny do jakiegokolwiek dobra nadprzyrodzonego i jakiegokolwiek uczynku pożytecznego do zbawienia; trzeba się uciec do Najświętszej Dziewicy i zjednoczyć się z Nią i Jej zamysłami, choćby nieznanymi; trzeba zjednoczyć się przez Maryję z zamysłami Jezusa Chrystusa, to znaczy złożyć siebie jako narzędzie w ręce Najświętszej Dziewicy, by Ona działała w nas, z nas i dla nas" (343). Każdy zgodzi się na postulat pokornego stawania przed Bogiem. Czy jednak słowo Boże pozwala, aby bliższą człowiekowi widzieć tylko Maryję? A co zrobić ze słowami Jezusa o Nowym Pocieszycielu, który przypomni Jego słowa i pouczy o Nim samym? Co z zapowiedzią Jezusa, że On sam będzie się wstawiał za nami? Wspomniane dzieło jeszcze w innym miejscu wskazuje na oddalenie Chrystusa od człowieka: "Do Pana naszego należy iść zawsze jedynie za Jej wstawiennictwem i korzystając z zaufania, jakim Ona u Niego się cieszy, nigdy nie prosząc Go o nic samemu" (345). Po takim zdaniu rodzi się jednak pytanie: kiedy Chrystus zakazał bezpośredniego dostępu do siebie? Czy stanowcze słowa Chrystusa wzy­wające do nawrócenia, Jego upomnienia itp. były objawieniem gniewu Boga i pozwalają przyjmować następującą wizję życia chrześcijańskiego: "Tak, Maryja jest mi potrzebna przed Tobą, wszędzie: potrzebna, by uśmierzać Twój słuszny gniew, gdyż tak bardzo wciąż Cię obrażałem; potrzebna, by powstrzymać wieczne kary Twojej sprawiedliwości, na które zasługuję; potrzebna, by na Ciebie patrzeć, do Ciebie mówić, do Ciebie się modlić, do Ciebie się zbliżać i Tobie się podobać; potrzebna, by ocalić moją duszę i dusze innych" (356)?


Grignion de Montfort w nauczaniu o Maryi przyjął wątpliwej jakości teologicznej postulat: "Czy nie potrzebujemy jednak pośrednika u samego Pośrednika? Czy jesteśmy dostatecznie czyści, aby zjednoczyć się z Nim bezpośrednio i o własnych siłach? Czyż nie jest On Bogiem, we wszystkim równym swojemu Ojcu, a więc Świętym nad świętymi, równie godnym szacunku jak Ojciec?" (456). W tych zdaniach został zakwestionowany bezpośredni dostęp do Chrystusa, a prawda o Chrystusie jako Bogu i Człowieku została sprowadzona do stwierdzenia, że jest On przede wszystkim Bogiem. Również przy tej okazji św. Ludwik wolał mówić o zagniewanym Bogu: "Jeśli [Chrystus] z nieskończonej swej miłości stał się naszą poręką i naszym pośrednikiem u Boga, swojego Ojca, aby uśmierzyć Jego gniew i zapłacić Mu to, co byliśmy Mu winni, to czyż z tego powodu mamy żywić mniej szacunku i bojaźni wobec Jego majestatu i świętości?" (456). W taki oto sposób Grignion de Montfort wskazał na Maryję: "tę miłosierną posługę najlepiej umie pełnić Maryja (...). Jeśli lękamy się iść wprost do Jezusa Chrystusa, czy z powodu Jego nieskończonej wielkości, czy z powodu naszej niskości, czy z powodu naszych grzechów, błagajmy śmiało o pomoc i wstawiennictwo Maryję, naszą Matkę" (457). W tej sytuacji znów dochodzi do przeciwstawienia oddalonego i sprawiedliwego Boga oraz bliskiej człowiekowi Maryi: "Ona jest dobra, jest czuła; nie ma w Niej nic surowego czy odpychającego, nic nazbyt wzniosłego i błyskotliwego (...). Jest tak miłosierna, że nie odtrąca nikogo z tych, którzy Ją proszą o wstawiennictwo, choćby byli największymi grzesznikami" (457-458). Św. Ludwik był nie tylko przekonany, że Bóg nie jest dostępny, ale również, że "kiedy zbliżamy się do Boga śmiało, bez pośrednika, Bóg ucieka, nie można Go dosięgnąć" (507). Jednak nade wszystko wydaje się, że należałoby trwać w lęku: "Dlatego [Maryja] może zbliżyć się do Pana bez służalczego czy trawionego skrupu­łami lęku i prosić Go z wielką ufnością" (509). Liczyć się trzeba z od­rzuceniem: "kiedy chcecie ofiarować coś Bogu, jeśli nie chcecie zostać odrzuceni, postarajcie się uczynić to przez najmilsze i najgodniejsze ręce Maryi" (512). Wystarczyło, jak widać, postawić kilka błędnych tez o Chrystusie, aby budować niewłaściwą mariologię: "Wreszcie piąte i największe dobro, jakie ukochana Maryja okazuje swoim wiernym czcicielom, polega na tym, że wstawia się za nimi u Syna i uśmierza Jego gniew swoimi prośbami, je­dnoczy ich z Synem bardzo głęboką więzią i w niej zachowuje" (578).


Wyrwane zdania (a znalazłoby się jeszcze kilka takich wypowiedzi) z kontekstu całej wypowiedzi Montforta nie są do przyjęcia i dlatego te partie jego mariologii można uznać na nieudane i szkodliwe dla duchowości. Przeciwstawianie zagniewanego Boga miłosiernej Matce, ukazywanie dystansu Boga i bliskości Maryi zupełnie odbiega od tego, co kaznodzieja, w uzasadniony sposób, wyśpiewał na jednym miejscu o Mądrości Przedwiecznej, a na innym o otwarciu drzwi dla Chrystusa i o Jego Krzyżu. Skoro św. Ludwik w tych miejscach odwołuje się bardziej do ludzkiego wyobrażenia niż do Biblii, to wydaje się, że tylko na takim poziomie można postrzegać wspomniane wypowiedzi, traktując je jako świadectwo autora (lub zasłyszane, wyczytane) z pewnego etapu na drodze wiary, czyli także drodze oczyszczania z mądrości ziemskiej, która jeszcze w pełni nie poznała i nie pokochała Mądrości Przedwiecznej objawionej w Chrystusie. Nie można jednak z takiego opisu wyobrażeń wyprowadzać poważniejszych wniosków teologicznych.


Apostolat Bożej Mądrości

 

Po 160 latach od wydania Traktatu o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny Jan Paweł II napisał okolicznościowy list do rodzin montfortiańskich2. Zwrócił w nim uwagę na to, że od czasu św. Ludwika rozwinęła się nauka o Matce Pana i że jego myśl trzeba promować oraz wyjaśniać w świetle Soboru Watykańskiego II. Uważny czytelnik VIII rozdziału konstytucji dogmatycznej o Kościele Lumen gentium, który zawiera naukę o Maryi, dostrzeże, że nie pojawia się w nim słowo "niewola", a pośrednictwo "do" Chrystusa zostaje zastąpione pośrednictwem "w" Chrystusie. Jan Paweł II zawarł we wspomnianym liście ważną wskazówkę, iż mariologia jest dziedziną dynamiczną i wciąż się rozwija, podobnie jak zwyczajna pobożność. Niełatwą sztuką jest także recepcja nauczania wielkich świętych. Okazuje się, że bezrefleksyjne powtarzanie wszystkiego, co nauczali, jest niewłaściwe i wcale nie musi oznaczać wierności duchowemu dziedzictwu wielu pokoleń.


Papież Jan Paweł II, który na jakimś etapie swej pobożności niezwykle zafascynował się Traktatem o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny, z biegiem czasu rozwinął niektóre myśli św. Ludwika, a do innych zwyczajnie przestał się odwoływać. Odnowił zapożyczone z książeczki o prawdziwym nabożeństwie Totus Tuus. Dla Papieża "cały Twój" oznaczało "cały twój, Maryjo", a także "cały Twój, Boże". Słowem, rozszerzył on adresatów oddania, a zawierzenie Maryi wpisał w wielkie zawierzenie Bożemu miłosierdziu. Pośrednio papieska sugestia wyrażona w liście inspiruje do tego, aby czytać "całego" Grignion de Montforta. W czasach, gdy tylko Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny zaczął się cieszyć największą popularnością, bywało i tak, że nie tyle zabiegano o odszukiwanie innych jego pism, ile raczej traktowano tę jedną jego pracę jako inspirujący materiał do osobistych refleksji i poszukiwań, szczególnie na polu rozwijania pobożności maryjnej.


Mając jednak na uwadze całą działalność i twórczość św. Ludwika, należałoby w pierwszym rzędzie stwierdzić, że był on nade wszystko kaznodzieją, przekonanym o dużym znaczeniu głoszenia i to Chrystusa ukrzyżowanego, zgodnie z Pismem Świętym. Prawdopodobnie w dzisiejszych czasach zajmowałby pierwsze szeregi ewangelizatorów przekonanych o głoszeniu kerygmatu człowiekowi z każdego pokolenia i to nie tylko temu nawiedzającemu świątynie, ale także oddalonemu od Kościoła. Grignion de Montfort uprawiał ten rodzaj pobożności, która staje się misyjna, otwarta na obwieszczanie światu prawdziwej, piękniejszej Mądrości.


Adresatami nauk św. Ludwika byli ochrzczeni. W jego przekonaniu należało czynić wszystko, aby ten sakrament owocował w codziennym życiu chrześcijanina. O wielkości pragnienia, aby także w swoim życiu odkryć ten życiodajny fundament duchowy, świadczy fakt, iż do nazwiska zwykł dopisywać nazwę miejscowości, w której był ochrzczony - Montfort. Niektórzy biografowie zauważają, że drugie imię, Maria, obrał sobie na znak miłości do Matki Jezusa, zdają się jednak zapominać o jego pełnym nazwisku. Niewątpliwie, biorąc pod uwagę ilość stronic zapisanych o Maryi i o chrzcie, wydawać by się mogło, że sakrament ten nie przykuwał jego większej uwagi. Było jednak inaczej. Uzasadnienie dla nauczania dorosłych widział w tym, że łaska pierwszego sakramentu inicjacji chrześcijańskiej powinna być rozwijana. Dzisiaj, w myśl wcześniejszej sugestii Jana Pawła II, należałoby skorzystać z nauczania soboro­wego, zwłaszcza rozwiniętego teraz w najnowszym Katechizmie, i do­cenić Montfortowe uwrażliwienie na fakt przyjęcia sakramentu chrztu. Kościół widzi ogromną nadzieję w organizowaniu formacji chrześcijańskiej w oparciu o katechumenat pochrzcielny (zob. KKK, 1231).


O katolikach drugiego tysiąclecia pisano, że zapomnieli o Duchu Świętym. Rzeczywiście tak było, skoro pod koniec XX wieku ukazywały się książki o Duchu Jezusa, nazywające Go "Wielkim Nieznanym" lub "Wielkim Zapomnianym". Zarzutu zapomnienia nie można jednak do końca postawić św. Ludwikowi, który próbował wyjaśnić mi­sterium Bożej Mądrości poprzez odwołanie się do Ducha Pana. Nie tylko o Nim nauczał, ale także wspólnoty, które zakładał, zamierzał nazywać wspólnotami Ducha Świętego; modlitwy poranne i wieczorne zaczynał od wzywania Go; odmawiał też litanię do Ducha Świętego. Tym, co szczególnie inspiruje w jego nauczaniu na ten temat, jest próba wyjaśnienia roli pośredniczącej Ducha do osoby Jezusa Chrystusa, do Ojca, a także do Maryi. Oczywiście, kwestii teologicznej św. Ludwik nie rozwiązał, a nawet jedna z jego propozycji jest zupełnie nie do przyjęcia. Przekonany do wszechogarniającego działania Mądrości Przedwiecznej w jakimś momencie nauczania uznał, że to myśle­nie trzeba niejako zawiesić, by rozwijać naukę o roli Maryi jako pośredniczki do Pana. Nie potrafił przekonywająco pogodzić roli Mądrości i roli Maryi. Mówiąc o jednej, zapominał o drugiej.


Błędu jednak nie trzeba przypisywać konkluzji mariologicznej, wedle której wszystko mamy przez Maryję (zob. 412.499), ale właśnie uprzednio przyjętej jako pewnik tezie pneumatologicznej: "Duch Święty jest niepłodny w Bogu" (375). Tymczasem Mądrość Przedwieczna jest płodna, stwarza i zbawia.


Uwzględniając wieki poprzedzające czasy św. Ludwika, raczej trudno się nie dziwić, że relację człowieka do Jezusa lub Maryi próbował opisać pojęciem "niewoli". Przede wszystkim wieki średnie podkreślały otchłań, która dzieli człowieka od Boga, a wzajemne odniesienia najlepiej ilustrowały ówczesne sytuacje (pan i poddany) i hierarchię społeczną. Dlatego między innymi da się wytłumaczyć istnienie niewolników Trójcy Świętej, Eucharystii, Jezusa, Maryi itp. Trzeba też pamiętać, że w czasach Grignion de Montforta nie tylko promowano pobożność Chrystusową i maryjną jako niewolę. Byli i tacy, którzy szczególnie promowali naśladowanie Ma­ryi. W związku z tym, że św. Ludwik w wielu miejscach mówił o "niewoli miłości" (334.362), prawie z pełnym zaufaniem (w poczuciu, że nie zdradza się jego myśli) przyjęto pod koniec XX wieku termin zastępczy "zawierzenie", czyli zawierzenie Jezusowi, Duchowi, Maryi. Czy to jedy­ne i najlepsze określenie? Akcentuje ono działanie człowieka i wskazuje na możliwość relacji ufności i miłości. Niewykluczone, że czas przyniesie nowe określenia, które będą wpierw wskazywać to, o czym pisał św. Ludwik, czyli uprzedzającą Mądrość Przedwieczną. Aby móc siebie i drugiego przekonać do postawy zaufania i zawierzenia Bogu, trzeba wpierw otrzymać Dobrą Nowinę o miłości Boga, który nie tylko kiedyś mówił i dawał znaki, ale wciąż jest żywo obecny w dziejach. Jak dotychczas w teologii i w duchowości określeniem na ukazywanie tego sposobu podejścia do przeżywania chrześcijaństwa jest receptio, czyli przyjmowanie Słowa, przyjmowanie (do siebie) Maryi itd. Taka postawa eksponuje wspólnotowy charakter przeżywania misterium Chrystusa. Nie tylko czasy świętego cechował duch indywidualizmu zarówno w odniesieniu do Boga, jak i do człowieka. Wprawdzie św. Ludwik zdaje się nie powtarzać maksymy niektórych kaznodziejów: "Zbaw duszę swoją", jednak akcentując potrzebę formacji osobistej drogi wiary, nie był zbytnio uwrażliwiony na wspólnotowe przeżywanie chrześcijaństwa. Tę słabą stronę dostrzegł kard. Stefan Wyszyński i dlatego ideę niewoli maryjnej uzupełnił o wymiar wspólnotowy. Stawiał na oddanie Maryi Kościoła i narodu polskiego.

 

Nauczanie św. Ludwika nie należy do łatwych. Niełatwe jest jednak zdobywanie mądrości. Nie można jednak z tego zrezygnować, gdyż "im więcej mamy wiary, tym więcej mamy mądrości; im więcej mamy mądrości, tym więcej mamy wiary" (206).

 

Kazimierz Pek MIC
Pastores 50(1)2011

 
Zobacz także
Aleksandra Wojtyna
Trudno jest pisać o bohaterach, bo wydaje się temu, kto pisze, że poskąpi im splendoru poprzez ubóstwo zasobów leksykalnych, których często nie starcza, by opisać czyjeś zasługi. Być może dlatego, gdy niegdyś pisano o bohaterach, posługiwano się poezją bogatą w metafory, która stoi zawsze najwyżej w sztuce pisarskiej. Tak się ma też sprawa z pisaniem o tych, którzy na Bogu oparli swe życie, przeszli przez świat, Boga mając przed oczyma.  
 
o. Raniero Cantalamessa OFMCap
Skoro wszyscy ludzie są powołani do świętości, to znaczy, że jest ona dostępna dla każdego i jest składnikiem zwykłego chrześcijańskiego życia. Święci są jak kwiaty – jest ich o wiele więcej niż tylko te, które postawiono na ołtarzu. Ileż z nich kwitnie i umiera w ukryciu, gdy już nasyciły swą wonią całe otoczenie! A ile takich rosnących w ukryciu kwiatów rozkwitało w przeszłości i kwitnie obecnie w Kościele? 
 
Eugeniusz Sakowicz
Kościół, mimo różnego rodzaju zagrożeń, pozostając w pluralizmie form życia społecznego uwarunkowanego wolnością i demokracją, powinien jednoznacznie ukazywać i „udostępniać” człowiekowi Boga jako źródło życia i miłości. Wierzący, zarówno duchowni, jak i świeccy, powinni zrozumieć, że poprzez włączenie w Chrystusa w czasie Chrztu Świętego sami stanowią Kościół i są za niego odpowiedzialni.  

z ks. bpem Tadeuszem Pikusem rozmawia Eugeniusz Sakowicz
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー