logo
Sobota, 22 września 2018 r.
imieniny:
Maurycego, Milany, Tomasza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Małgorzata Szewczyk
Niezbędnik pokutnika
Przewodnik Katolicki
 


Post, modlitwa i jałmużna – faryzeusze nie tylko przestrzegali tych praktyk, ale i skrupulatnie je realizowali. Traktowali je jednak jako cel sam w sobie, a nie jako środek do jego osiągnięcia.
 
Zwiesić głowę jak sitowie, przywdziać na siebie jutę, głowę posypać popiołem i przez czterdzieści dni nie wziąć niczego innego do ust nad suchy chleb i wodę. Czy na tym ma polegać sedno postu? Jednym słowem, post kojarzy się nam z listą nakazów i zakazów. Chociaż nie, na początku Wielkiego Postu jest nawet miło. Czynimy mocne postanowienie poprawy, kreślimy postanowienia rekolekcyjne: powstrzymanie się od jedzenia słodyczy, potraw mięsnych, nałogów, oglądania telewizji, etc., ofiarowujemy je Bogu i... potem następuje jeszcze jedna bardzo piękna chwila, mianowicie chwila zapominania o tych postanowieniach. „Wszystko będzie dobrze”, powtarzamy sobie dla uspokojenia własnego sumienia, bo bardziej cenimy sobie przyjemność ciała niż troskę o duszę. Może gdybyśmy żyli we wczesnym średniowieczu, kiedy to za złamanie postu groziły poważne restrykcje, zresztą dla dobra karanego, który popełniając ten grzech, mógł utracić możliwość dostąpienia zbawienia, nie porzucalibyśmy swoich postanowień tak nieroztropnie.
 
Nie jem mięsa, a więc poszczę
 
W człowieku jest już coś takiego, by wielkopostne praktyki: post, modlitwę i jałmużnę traktować jako „opcje” do wyboru w programie „nawrócenie”, z których można, ale nie trzeba korzystać. A przecież są one niezbędne, integralne i fundamentalne dla chrześcijańskiego życia. Przekonanie to wyraził już w V w. św. bp Piotr Chryzolog: „Istnieją trzy rzeczy, bracia, na których stoi wiara, wspiera się pobożność i trwa cnota. Są to: modlitwa, post i uczynki miłosierdzia. To, o co kołata modlitwa, zjednywa post, a osiąga miłosierdzie. Modlitwa, uczynki miłosierdzia i post – te trzy rzeczy stanowią jedno i dają sobie wzajemnie życie”.
 
Myśląc o poście, trzeba po pierwsze przekroczyć perspektywę kulinarno-dietetyczną. Choć w czasach, gdy modelki prezentujące kolekcje sławnych projektantów gotowe są odżywiać się codziennie wodą mineralną i liściem sałaty, katolicki post ścisły, zezwalający na trzy posiłki, w tym jeden do sytości, wydaje się obżarstwem. Wegetarianie czy inne frakcje propagujące zdrowy styl życia gotowe są wiele ponieść wyrzeczeń na rzecz smukłej sylwetki i urody.
 
Post jednak to coś znacznie więcej niż niejedzenie tego czy innego posiłku. Jest „zjawiskiem” wieloaspektowym. Potrzebny jest nam post cielesny, ale i duchowy, post od obrazów, hałasu, otaczającego nas chaosu, nadmiaru informacji, post od żywienia się plotkami, od komputera, gier, przekleństw, narzekania, słabości i pokus. Post ma na celu oczyszczenie intencji człowieka. Jego sens tkwi w wyrzeczeniu się siebie, zakwestionowaniu swojego „ja”, odrzuceniu egoizmu, samolubstwa, w wyjściu ku drugiemu człowiekowi. Tak naprawdę to jest najtrudniejsze, bo najtrudniej zdystansować się do siebie. Przyznać, że nie zawsze ma się rację, że prawda nie zawsze musi być po mojej stronie, że nie zawsze muszę powiedzieć ostatnie słowo. Rezygnacja z czegoś, co może być zbędne lub nadmierne, służy skupieniu uwagi na tym, co naprawdę ważne i potrzebne.
 
Komar zamiast wielbłąda
 
Bez głębokiej świadomości wiele naszych ascetycznych wysiłków może być chybionych. Cóż z tego, że ktoś będzie zachowywał post, a zaniedba np. modlitwę? Często zdarza się, że człowiek w swoich ascetycznych zapędach przecedza komara, a połyka wielbłąda (por. Mt 23, 23–24). Współcześnie wtłoczono nam do głowy, że modlitwa jest czymś tak wstydliwym i intymnym, że nie należy jej w ogóle pokazywać ani o niej wspominać. Chociaż uczono nas na katechezie, że modlitwa jest „żywym oddechem wiary; słuchaniem, mówieniem, doświadczaniem, poznawaniem” Pana Boga, że jest potrzebna jak powietrze, nadal mamy skłonność do jej bagatelizowania. Przesadzam? Kilkanaście lat temu jedna z pierwszych dam orzekła całkiem serio, że nie lubi zakonów kontemplacyjnych, ponieważ mniszki „za kratami” nic nie robią. I drugi przykład: na jednym z portali społecznościowych na pytanie, na czym polega wyjątkowość modlitwy w czasie Wielkiego Postu, ktoś napisał: „trwa o dziesięć minut dłużej”.
 
Nie ma dobrych i jednakowych przepisów na modlitwę. Nie rozpoczynamy jej bowiem w momencie osiągnięcia jakiegoś duchowego poziomu, z którego możemy wyruszyć tylko w głąb, ale zaczynamy ją w takim punkcie, w jakim właśnie się znajdujemy. Nierzadko uważa się, że wylewanie potoków słów jest najlepszą jej formą, a w rzeczywistości jest to tylko uspokajanie samych siebie. W kontaktach z Bogiem zbędne bywa „bogactwo” wrażeń, emocji, pragnień i rzeczy, potrzebne są natomiast prostota i skupienie.
 
Zamiast nadmiernego otwierania ust, winniśmy raczej otwierać swoje serca, czyli „wejść do własnej izdebki” (Mt 6, 6). Tam ukryte są nasza gnuśność, lenistwo, gniew, nieczystość, zazdrość i wszelkie inne wady.
 
Szczebel w „niebiańskiej karierze”?
 
Czasem jednak pojęcie postu czy modlitwy nie sprawia nam większych trudności, gorzej jest natomiast z zaangażowaniem w geście solidarności z innymi. Może jest tak dlatego, że czasami myślimy, że nie możemy nikomu nic dać. A przecież nie chodzi tylko o pieniądze czy dary materialne. Kupno świeczki Caritasu, wrzucenie monety do plastikowego opakowania po jogurcie ubogiemu stojącemu na ulicy, przekazanie kilkunastu złotych na taką czy inną fundację, przesłanie pewnej kwoty na rzecz powodzian czy ofiar trzęsienia ziemi gdzieś na drugim końcu świata nie załatwia sprawy. Między religijną jałmużną a wszelkimi dziełami humanitarno-charytatywnymi jest wiele różnic. Najważniejszą jest to, że w jałmużnie chodzi o miłość. Zasłaniamy się brakiem czasu, umiejętności nawiązywania kontaktów, obawą przed „wchodzeniem z butami” w życie drugiego. Prawdą jest, że nie wszyscy mogą zostać wolontariuszami czy misjonarzami, ale często ważniejsze od wsparcia materialnego jest poświęcenie drugiemu, temu obok nas, chwili uwagi, podniesienie go na duchu, rozmowa, uśmiech. Może trochę krócej się wyśpimy, trochę mniej obejrzymy programów w telewizji, przesuniemy na inny termin „pilną” wizytę u kosmetyczki, ale za to wysłuchamy gderliwego sąsiada, pobawimy się z dzieckiem, zadzwonimy do krewnych.
 
Tak jak post ma wymiar ascetyczny, modlitwa religijny, tak jałmużna to aspekt charytatywny. Jest niczym papierek lakmusowy, który sprawdza, czy na pewno dobrze się modliłem i dobrze pościłem. Jest jednak pewien warunek: jałmużnik nie może traktować praktykowania miłości bliźniego jako szczebla w „niebiańskiej karierze”.
 
Małgorzata Szewczyk
 
***
 
„Kiedy pościcie, nie bądźcie jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. (...) Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i obmyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie” (Mt 6, 16–18).
 
Wielki Post odwraca wszelkie schematy i formuły, by człowiek mógł się poczuć zawstydzony, ale jednocześnie szczęśliwy. Asceza jest po to, by obezwładnić popędy zła w naszym sercu i na nowo odkryć starą prawdę, że „odpowiedzialność za życie wieczne daje prawdziwą radość z obecnego życia”. 
 
Zobacz także
Dobrosław Kot

Betlejemska szopka pozostaje na obrzeżach wieczerzy wigilijnej, podobnie jak narodziny Jezusa dokonały się na obrzeżach miasta Betlejem. Wcielenie zastaje nas niegotowymi. Niegotowa była Maria w chwili Zwiastowania, niegotowy był Józef, kiedy dowiedział się o tej sprawie. W gruncie rzeczy zasiadający do wigilijnej wieczerzy Polacy, wierzący i oczekujący na Wcielenie, powtarzają w swoim rycie ten właśnie mityczny scenariusz: bycia niegotowymi wobec tajemnicy...

 
Elżbieta Szczot
Dla sądów rozwód nie jest wielkim problemem. W ostatnich latach nasila się jednak pytanie: czy Kościół katolicki zmieni swoje dotychczasowe nauczanie odnoszące się do nierozerwalności małżeństwa, a także czy złagodzi skutki prawne w odniesieniu do tych małżonków, którzy rozwiedli się i wstąpili w nowy związek?
 
ks. Tomasz Bieliński
William nie był praktykującym katolikiem, za to świetnie sobie radził z praktyką dyplomatyczną. Jego życie zmieniło się, gdy pewnego dnia trafił do spowiedzi do… Jana Pawła II. Spowiedź nie załatwiła wszystkiego, ale zmobilizowała Williama do podjęcia konkretnych decyzji, jego postawa i zmiana sposobu życia stanowią dobry przykład.
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama