Katolik.pl - O kłopotach z tolerancją
logo
Czwartek, 22 października 2020 r.
imieniny:
Haliszki, Lody, Przybysłąwa, Salomei, Filipa, Donata – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Paweł Bortkiewicz TChr
O kłopotach z tolerancją
Kwartalnik Homo Dei
 


Wprowadzenie
 
Pojęcie tolerancji jest dzisiaj niejednokrotnie „słowem wytrychem”, które służy otwieraniu lub zamykaniu całych przestrzeni życia publicznego. Na przykład ktoś, kto sprzeciwia się współczesnej tzw. „homokulturze” (czasem lepiej by tu pasowało określenie „homoterroryzm”…) lub choćby negatywnie ją ocenia, jest oskarżany o nietolerancję. Ktoś, kto nie godzi się na zabójstwo dzieci nienarodzonych, jest traktowany jako nietolerancyjny wobec kobiet zgłaszających roszczenia do decydowania o życiu poczętego dziecka. Ktoś, kto domaga się obecności krzyża w miejscu publicznym jako znaku swojej wiary, którą ma prawo – jak twierdzi – wyznawać nie tylko prywatnie, ale i publicznie, jest traktowany jako osoba nie rozumiejąca współczesnej neutralności światopoglądowej państwa i nietolerancyjna dla tych, którzy nie wyznają wiary chrześcijańskiej.
 
Pojęcie tolerancji jest też coraz częściej traktowane jako młotek na stole sędziowskim orzekający o winie i karze oskarżonego: nietolerancyjny w wymienionych wyżej przypadkach jest (lub przynajmniej bywa) traktowany jako przestępca, który popełnił „myślozbrodnię” [1]. Skoro jest nietolerancyjny, jest winny, i może być skazany przez społeczność osób tak dalece czczących tolerancję, że… nie mogących tolerować jej braku.
 
Ostatnie zdanie wskazuje na ważny paradoks tolerancji, do którego trzeba będzie jeszcze powrócić. W tym jednak miejscu warto przynajmniej zauważyć zjawisko rozszerzenia znaczenia i roli słowa „tolerancja”: od pojęcia wartościującego do pojęcia normatywnego, decydującego o czyjejś „prawomyślności” lub „nieprawomyślności”, która może być ścigana prawnie i karana. W tym procesie rozszerzania znaczenia słowo „tolerancja” stało się niemal synonimem absolutu, zyskując tym samym znaczenie wręcz religijne. To właśnie tolerancja domaga się usunięcia Boga chrześcijan w znaku krzyża (ale nie tylko) z panteonu współczesnej religijności. Tam gdzie jest absolut tolerancji, tam nie ma już miejsca dla Boga chrześcijan.
 
Warto jednak przy tym zauważyć, nie analizując jeszcze szczegółowo problemu, że mówiąc tak wiele o tolerancji i posługując się tym słowem jako narzędziem socjologicznym, politycznym, etycznym, a nawet religijnym, nie wiemy, jak określić tolerancję. O wiele łatwiej jest ukazać historyczną genezę tego pojęcia.
 
W niniejszym artykule zostanie przedstawiona próba historycznego spojrzenia na ową genezę, następnie ukazane zostaną niejasności związane ze zdefiniowaniem tolerancji, zostanie też podjęta – mimo wskazanych trudności – próba opisu tolerancji, a w końcu zostaną ukazane istotne kłopoty związane z bezkrytyczną jej akceptacją.
 
Spojrzenie historyczne
 
O ile nie ma dziś zgodności co do zdefiniowana samego pojęcia „tolerancja”, o tyle nie budzi zastrzeżeń historyczne spojrzenie na genezę tego terminu. Przyjmuje się bowiem powszechnie, że termin „tolerancja” pojawił się pod koniec XVII wieku za sprawą Johna Locke’a. 
 
Ważne jest zauważenie owego kontekstu historycznego, swoistych znaków czasu istotnych dla pojawienia się pojęcia „tolerancji”. Był to mianowicie czas gwałtownych sporów i walk, czas niezdolności porozumienia się; przede wszystkim ostrych sporów religijnych i krwawych walk protestantów z katolikami. W toczonych wówczas polemikach ujawniała się coraz wyraźniejsza świadomość zasad, na których należałoby oprzeć upragniony pokój polityczny i kościelny. Próby sformułowania tych zasad były podejmowane przez różnych autorów reprezentujących różne dziedziny wiedzy: wybitnych teologów (Bossuet i Jurieu), prawników (Bodin, de Groot), filozofów (Spinoza, Locke) oraz wpływowych pisarzy (Mon­taigne, Williams). Spośród tych prób szczególną uwagę wzbudził ceniony do dziś List o tolerancji Johna Locke’a (1689) [2].
 
Zanim jednak spojrzymy, choćby pobieżnie, na zawartość tego pis­ma, warto zauważyć, że dzieło Locke’a powstało w czasie, który był – jak stwierdzono – okresem sporów i rosnącej nietolerancji. Już ta konstatac­ja, wskazująca na pewien stan krytyczny, sugeruje, że przed okresem walk religijnych istniała inna sytuacja, o której można powiedzieć, że była praktykowaniem ducha tolerancji, i to w różnych formach. Społeczeństwa przed reformacją i dobą oświecenia, a więc społeczeństwa doby starożytności i średniowiecza, były środowiskami, w których generalnie akceptowano wszelkiego rodzaju obcych. Szczególnym wyrazem tej akceptacji był fenomen kulturowy, jakim było pielgrzymowanie Europejczyków do Santiago de Compostela. Ten „pierwszy szlak europejski” był drogą, na której rodziła się Europa zjednoczona w swojej różnorodności. Był to czas, w którym pozwalano przybyszom osiedlać się, wyznawać swoją wiarę i zachowywać odrębność kulturową. Wbrew popularnym stereotypom praktyka akceptacji obcych dotyczyła także (szczególnie newralgicznych) relacji między chrześcijanami a żydami. Papież Grzegorz IX, co zostało wyrażone w ówczesnym prawie kościelnym, przyznawał żydom prawo swobody kultu: Niech mają swobodę zachowania i obchodzenia wszystkich swoich świąt, jak mieli dotychczas oni i ojcowie ich od dawnych czasów [3]
 
Było to zjawisko o tyle ciekawe i ważne, że dokonujące się w określonej mentalności społecznej, wedle której człowiek jako jednostka był podporządkowany życiu zbiorowemu, jego prawom i normom postępowania. W konsekwencji zintegrowanie jednostki z grupą, a nawet z całością życia zbiorowego uchodziło wtedy za coś oczywistego. Natomiast zachowanie silnie zindywidualizowane, odmienne od ogólnych standardów, sprzeciwiające się zachowaniom przyjętym i realizowanym w grupie wskazywało na „odmieńca”, na kogoś albo przewrotnego, albo głupiego, albo złośliwego, albo w jakiś inny sposób nienormalnego – a mimo to tolerowano go. 
 
______________________________
Przypisy:
 
  [1] Termin z książki G. Orwella Rok 1984 (przyp. red.). 
  [2] Por. A. Siemianowski, Tolerancja - nowe imię sprawiedliwości, "Świat i Słowo" nr 1 (12) 2009, s. 54-55.
  [3] Dekretały Gracjana, p. I, dist. 45, can. 1
 
1 2 3 4 5 6  następna
Zobacz także
Krzysztof Osuch SJ
Różne uczucia i myśli rodzą się w nas, gdy w listopadzie odwiedzamy cmentarze. Widok grobów naszych drogich zmarłych przynagla, by osobiście pytać o śmierć, o sens także własnej śmierci. Widok jesiennej przyrody dodatkowo przyczynia się do zadumy. Choć jesień mieni się wieloma barwami, to jednak wszystko zdaje się zamierać. A my chcielibyśmy wiedzieć, czy jednakowo marny jest los liści spadających z drzew i los człowieka, który starzeje się i umiera.
 
Jolanta Tęcza-Ćwierz
Z Joanną Najfeld, publicystką katolicką, rozmawia Jolanta Tęcza-Ćwierz.
Po ludzku nie miałam predyspozycji do medialnych pojedynków. Ale cóż to za problem dla Wszechmogącego? Wysłuchał modlitwy i uzupełnił ludzkie braki. Nagle znikąd znalazłam się w mediach. Wcale się tam nie wybierałam, to wszystko się stało samo.
 
Maurycy Teo
Dusza ludzka, znana także jako dusza rozumna, istniała od samego początku ludzkości. Zaczęto jednak o niej mówić i zastanawiać się nad nią nieco później. Tales z Miletu nie zajmował się tym zagadnieniem niemal wcale, zakładając, że dusza (a raczej życie, gr. dzoe) jest nieodłączną częścią materii (gr. hyle). Jego dwaj następcy - Anaksymander i Anaksymenes - podchodzili do tego tematu podobnie...
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー