logo
Sobota, 21 maja 2022 r.
imieniny:
Jana, Moniki, Wiktora – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
o. Andrzej Niczypor SJ
O kompleksie Jonasza
materiał własny
 


– kompleksie niezrealizowanego powołania

 

Problem wartości

Zarówno mitologia grecka jak i wydarzenia biblijne były inspiracją wielu myśli podejmowanych przez różne dziedziny nauki, także popularną dziś psychologię. Zawarte w tytule pojęcie "kompleksu" może sugerować odwołanie do psychoanalizy, ale tak nie jest. Tym razem jest ono związane z psychologią humanistyczną, a dokładniej często podejmowanym na jej gruncie problemem wartości oraz zagadnieniem ich realizowania lub nie-realizowania.

Aby lepiej zrozumieć istotę kompleksu Jonasza, dobrze jest odwołać się do starotestamentowej Księgi Jonasza. Opowiada ona o proroku, który przez zamierzoną ucieczkę na przeciwległy kraniec świata chce uwolnić się od powierzonej mu przez Boga misji prorockiej. Nie udaje mu się to jednak. Pod presją nadzwyczajnych wypadków spełnia wreszcie posłannictwo Boże w Niniwie i osiąga niespodziewany rezultat głoszonej przez niego pokuty. Księga Jonasza jest utworem dydaktycznym – rodzajem literackiego midraszu, który daje pouczającą lekcję. Doświadczenie Jonasza jest głęboko egzystencjalne, niejako "typiczne" – obecne także dziś w życiu każdego człowieka.

Potrzeba samoaktualizacji

Na gruncie wspomnianej psychologii myśl tę podejmuje twórca humanistycznej koncepcji osobowości Abraham Maslow. Cechą charakterystyczną jego poglądów jest próba ukazania człowieka od strony pozytywnej, a nie patologii; interesuje go zatem człowiek zdrowy psychicznie. W tym celu m.in. Maslow przedstawia koncepcję hierarchii potrzeb, na końcu której umieszcza potrzebę samoaktualizacji bazującą i zarazem polegającą na odkrywaniu i wypełnianiu swoich potencjalnych możliwości i uzdolnień. Nawiązując do postaci Jonasza, autor ów stwierdza, że w człowieku jest obecna postawa obronna przed wzrostem, przed realizowaniem własnych potencjalności; postawa obronna przed odpowiedzią na indywidualne powołanie. Postawę tę nazywa właśnie Kompleksem Jonasza. Maslow wyraża przez to pogląd, że człowiek boi się nie tylko zła w nim samym, własnej słabości, małości, własnego "cienia", ale boi się także dobra które w nim jest, boi się własnej wielkości i doskonałości przed którą niekiedy panicznie ucieka. Wyraża on tę myśl w następujących słowach:

Na pewno jest tak, że każdy ucieka przed swoim konstytucjonalnie sugerowanym przeznaczeniem, powołaniem, misją życia. Często uciekamy przed odpowiedzialnością sugerowaną przez naturę, czyli dążeniem do doskonałości - uciekamy tak, jak Jonasz uciekał przed swoim przeznaczeniem, ale na próżno uciekał. I my także na próżno uciekamy. Boimy się naszych najlepszych możliwości, podobnie jak boimy się naszej słabości.

Inni jako lustro

Jeśli człowiek ulegnie temu lękowi – ostrzega Maslow – i wycofa się z realizowania własnego przeznaczenia, własnych głębokich pragnień i marzeń, będzie przez całe życie nieszczęśliwy. Do istoty kompleksu Jonasza należy bowiem to, że ludzie którzy coś w życiu osiągnęli, podjęli swoje powołanie i trud rozwoju, wzbudzają u osób rezygnujących z tych wartości świadomość ich własnych nie-osiągnięć. I czasem jest tak – zauważa autor – że może nie zazdrościmy innym ich osiągnięć, ale oni – stając się niejako lustrem – budzą w nas poczucie winy, poczucie własnej słabości, a co za tym idzie także niechęć do siebie i osób, które coś osiągnęły, oraz do wartości, które te osoby reprezentują. Aby nie pozostać w sferze czysto teoretycznych rozważań można zilustrować to konkretnym przykładem. W tym celu przywołam obecną dziś (a nawet w niektórych kręgach popularną) postawę cynizmu czy agresywnego krytycyzmu wobec Kościoła, osób duchownych, czy reprezentowanych przez niektóre autorytety wartości. Śmiem przypuszczać, że złośliwa krytyka może niekiedy oznaczać, że ktoś kto się jej dopuszcza, zrezygnował kiedyś z drogi powołania do której czuł się wezwany. Nie koniecznie od razu powołania zakonnego czy kapłańskiego (choć i tak mogło być), ale może po prostu powołania do życia takimi wartościami jak dobro, prawda, piękno, czystość, doskonałość, głęboka identyfikacji z Kościołem… Podobne źródło może mieć wiele zachowań agresywnych: ponieważ ktoś nie wierzy że może budować - niszczy. 

Z tego się dziś nie wyżyje

Warto dodać, że innymi, częstymi objawami Kompleksu Jonasza są: w świecie uczuć – brak radości życia, obojętność, rezygnacja, fatalizm, beznadziejność i apatia. W wymiarze poczucia sensu życia – doświadczenie bezsensu życia, utrata wartości i celu w życiu. W zakresie przeżyć religijnych – kryzys duchowy, kryzys wiary; zaś w relacjach  interpersonalnych – alienacja i wycofanie się z bliskich kontaktów z innymi.

Kiedy wielokrotnie rozmawiałem z młodymi ludźmi kończącymi szkołę średnią, często pytałem o dalsze plany życiowe, decyzje dotyczące szkół czy też wybrane kierunki studiów. I było dla mnie sporym zaskoczeniem, gdy wielu z nich odpowiadało, że chciałoby co prawda studiować np. filozofię, pedagogikę czy medycynę, ale ponieważ "z tego się dziś nie wyżyje" zdecydowali się na marketing i zarządzanie, informatykę czy anglistykę. Nie chcę tu wartościować kierunków studiów - nie twierdzę że pierwsze są lepsze od drugich, ale wprost zadziwiające jest, jak łatwo młodzi ludzie rezygnują z własnych marzeń, pragnień, zaangażowania się w coś, co może nie przynosi pieniędzy, ale daje satysfakcję moralną, radość studiowania, a potem smak pracy. Co więcej, kryje się za tym nierzadko rezygnacja z własnych potencjalności, uzdolnień, zamiłowań, czy po prostu powołania np. do tego żeby być dobrym pedagogiem czy oddanym lekarzem. Jest to rezygnacja na konto wartości niższych, niestety często tylko materialnych. Presja świata jest ogromna. Dlatego być może nierzadko młodzi ludzie, którzy wydają się jacyś zrezygnowani, wygaśli, przemęczeni, wcześniej gdzieś w życiu podjęli fatalną decyzję wycofania się, ucieczki przed własnym, może czasem bardzo trudnym i wymagającym powołaniem. Niewykluczone, że między innymi tu jest ukryty jeden z powodów dzisiejszego kryzysu i zagubienia ludzi młodych.

Przełamywać lęk i opór

Pozostaje jeszcze pytanie, jak można temu zaradzić, jak zapobiegać przeżywaniu tak przykrego w swoich skutkach kompleksu? W poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie odwołam się ponownie do myśli Abrahama Maslowa. Zachęca on mianowicie aby odkrywać w sobie i ukochać wartości do których czujemy się wezwani, powołani. Aby podejmować zadania trudne do realizacji, wręcz takie, które w naszej ocenie przerastają nas, wydają się nie do zrealizowania, aby podejmować trud rozwoju własnych zdolności, talentów, dobrych cech osobowości, mimo tego iż to często tak wiele kosztuje. Ten wybitny humanista zachęca aby przełamywać lęk i opór przed własną wielkością, doskonałością, przed byciem kimś nieprzeciętnym, przed byciem samym sobą. Dopiero wtedy, gdy człowiek podejmie wyzwanie własnego powołania i podejmie trud rozwoju będzie mógł doświadczyć pasji i radości tegoż rozwoju – żyć w pełni.


o. Andrzej Niczypor SJ – dyrektor Bursy Szkół Średnich - www.jezuici.pl/skarbowa/

 
Zobacz także
Piotr Tomasz Nowakowski
Scjentolodzy nie od dziś zabiegają o rekrutację słynnych osobistości ze świata filmu i rozrywki. W 1955 roku akcję tę osobiście zainicjował L. Ron Hubbard. Na liście tych, na których należało skupić uwagę, umieścił Orsona Wellesa, Marlenę Dietrich, Ernesta Hemingwaya, Jamesa Stewarta, Gretę Garbo, Billy Grahama, Walta Disneya, Darryla F. Zanucka, Cecila DeMille’a i wielu innych. Choć próba ich pozyskania nie powiodła się, sama idea przetrwała i została rozwinięta przez następcę Hubbarda, Davida Miscavige’a...
 
Piotr Tomasz Nowakowski
Ile jest Bożego narodzenia w Bożym Narodzeniu? Zależy od nas samych. Czy urządzamy świąteczną szopkę według własnego pomysłu, czy idziemy jak pasterze do Betlejem, aby zobaczyć, co się tam właściwie stało?
 
ks. Krzysztof Rzepka
Błogosławieństwa są obietnicą wyrwania ich z tych udręk, ale w pierwszej kolejności są spojrzeniem na tych, którzy, uwierzywszy Zbawicielowi, stali się podobni do Niego i różni od świata. Wsłuchanie się w Błogosławieństwa w taki właśnie sposób sprawia, że stają się one logiczne i dość oczywiste: dla Boga ci, którzy uwierzyli Jego Słowu, którzy stali się przed Nim ubodzy, których smuci zło i niesprawiedliwość, którzy są miłosierni i czystego serca – są błogosławieni. 
 
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm