logo
Sobota, 24 lipca 2021 r.
imieniny:
Kingi, Krystyny, Michaliny – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Wiesława Stefan
O potrzebie rozłąki z rodzicami
Zeszyty Karmelitańskie
 


"I opuści ojca swego i matkę swoją..."
 
 Temat wydaje się znany i wielokrotnie opisany. Jako wykładowca, doradca małżeński i rodzinny, a także terapeuta, mogę powiedzieć, że jest ciągle aktualny; niestety dla wielu osób trudny i bolesny, gdy przychodzi czas i potrzeba emocjonalnego i fizycznego opuszczenia domu. Brak gotowości do rozłąki z rodzicami stanowi poważną przeszkodę w dojrzewaniu, tworzeniu nieraniących relacji i dobrym spotykaniu się z drugim człowiekiem.
 
By w wolności odejść z domu rodzinnego,
potrzebujemy przyjęcia, zaakceptowania i obdarowania miłością
 
Rozwój człowieka rozpoczyna się od fizycznej symbiozy z matką, kiedy wzrasta w jej łonie. Potem następują fizyczne narodziny (poród) i rozpoczyna się czas emocjonalnej symbiozy i zadzierzgnięcia więzi z matką, by możliwa była relacja i więź z innymi osobami w rodzinie i poza nią. Przez identyfikację, naśladownictwo, interioryzację, czyli uwewnętrznienie wpajanych nam norm i wartości, przygotowujemy się do rozstania z rodzicami i inicjowania nowych dojrzałych relacji przyjaźni oraz miłości.
 
Jeśli rozwój nie przebiegał prawidłowo, nie może nastąpić rozłąka, przecięcie "pępowiny" z rodzicami lub z jednym z nich. Wtedy mężczyźni i kobiety nie do końca wiedzą, kim są, mają niskie poczucie własnej wartości, starają się dobrze wypaść przed innymi, szukają akceptacji, raczej kreują siebie zamiast pokazywać swoją autentyczną twarz, której sami dobrze nie znają. Dzieje się tak wtedy, gdy rodzice oczekiwali, by to ich potrzeby były zaspokojone, a nie dziecka. W takim dziecku, a potem osobie dorosłej tworzy się fałszywe ja. Nie było warunków, by formowało się prawdziwe ja, stąd uznaje ono jedynie potrzeby i oczekiwania rodziców za swoje. Jego prawdziwe ja nie może się różnicować i rozwijać, gdyż nie ma możliwości zaistnieć.
 
Aby dobrze w wolności odejść od rodziców, trzeba być dobrze przyjętym i zaakceptowanym. Potrzebujemy doświadczyć obecności oraz miłości matki i ojca: czułych, kochających ramion matki, serdecznych, afirmujących i wymagających ramion ojca. Potrzebujemy dobrego dotyku: bycia trzymanym, przytulanym, ściskanym i pieszczonym przez mamę, tatę, innych bliskich. Potrzebujemy wspólnego z nimi przebywania, wspólnych zajęć: zabawy, wypraw, czytania, przygotowywania posiłków. Potrzebujemy opowiadać mamie i tacie, potrzebujemy być wysłuchanymi, pozwolić im na poznawanie siebie i odkrywanie, kim oni są, na zadawanie im pytań i uzyskiwanie na nie odpowiedzi. Jeśli było nam to dane w dzieciństwie, zyskaliśmy poczucie bezpieczeństwa, wartości, przynależności i pewności siebie – albo nosimy w sobie poczucie braku i zaniedbania. A zaniedbanie jest gorsze niż przemoc, bo zatrzymuje nas w rozwoju.
 
Nie możemy realizować projektu naszego prawdziwego powołania, ponieważ nasi rodzice czy opiekunowie nie dostarczyli, lub w niedostatecznej ilości dostarczyli, "materiałów" do realizacji tego projektu, tzn. osoby, którą mieliśmy się stać. Ta strata i zaniedbanie sprawiają, że nadmiernie przywiązujemy się do rodziców: oni są twórcami naszych nastrojów (najczęściej niestety żalu, gniewu, pretensji, niepewności i poczucia niskiej wartości), w naszym myśleniu dominuje świadomość, że ja nigdy nie będę mógł zadowolić swoich rodziców jako osoba dorosła. Pojawia się nienormalna, przesadna potrzeba aprobaty ze strony rodziców lub koncentracja na tym "co oni pomyślą". Nosimy w sobie wiele ambiwalentnych uczuć: żal i gniew mieszają się z nadzieją i oczekiwaniem, że jeśli się postaram, mama nareszcie mnie pokocha i okaże mi to swoim zadowoleniem, pochwałą i akceptacją mojej osoby.
 
Oto przykład: po skończonym wykładzie podchodzi do mnie studentka, mniej więcej 30-letnia, i pyta, czy uważam, że powinna się wyprowadzić od rodziców. Opowiada swoją historię. Mówię, że dobrze byłoby i pytam: a ma pani dokąd? "Tak, mam swoje mieszkanie, które jest wynajmowane". To nad czym się pani zastanawia? W odpowiedzi słyszę: "Tak, ale jak mój tato poradzi sobie z mamą?".
 
Mamy tu więc do czynienia nie tylko z silną więzią córki z tatą, ale też córka "wchodzi" w rolę, która nie należy do dziecka. Kim więc jest córka? Partnerką taty, opiekunką, strażniczką domowego spokoju? Nie może opuścić domu, nawiązać relacji z innym mężczyzną, ponieważ jest w silnej relacji emocjonalnej z ojcem. Matkę postrzega jako despotyczną, wiecznie krytykującą męża i córkę. Nie spodziewa się otrzymać od niej wsparcia, zrozumienia i serdecznych uczuć, bo matka, jak daleko sięga jej pamięć, nie okazywała ich.
 

 
 
1 2  następna
Zobacz także
o. Jarosław Kupczak OP, Dorota Mazur
W sytuacji, kiedy druga osoba mówi: jeżeli nie chcesz współżyć, to ja odejdę, bo jesteśmy już ze sobą długi okres czasu, kochamy się i nie rozumiem twoich obiekcji, dlaczego nie mamy współżyć uwidacznia się prośba o danie dowodu czy znaku miłości, a dzieje się tak najczęściej w przypadku młodych osób. Nie należy więc popełniać grzechu, by wynikło z niego jakieś dobro...
 
o. Jarosław Kupczak OP, Dorota Mazur
Jako rodzice stajemy przed pytaniem, jak zapewnić dziecku bezpieczeństwo, lecz jednocześnie nie zmienić się w rodzica „helikopterowego”, kontrolującego każdy ruch dziecka i usuwającego z jego drogi wszelkie wyzwania i zagrożenia. Jak wyznaczać zdrowe granice wolności i odpowiedzialności dziecka? Jakie decyzje dziecko może podejmować samodzielnie? Od czego to zależy?
 
o. Jarosław Kupczak OP, Dorota Mazur
Wielu sprowadza katolickie zasady etyki narzeczeńskiej do zakazu fizycznego współżycia. Czy to jest nauka Kościoła?
 
___________________
 
 reklama