logo
Środa, 22 września 2021 r.
imieniny:
Maurycego, Milany, Tomasza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Wiesława Stefan
O potrzebie rozłąki z rodzicami
Zeszyty Karmelitańskie
 


Jeśli taka młoda kobieta zdecyduje się wyjść za mąż, bo już czas, bo wypada, to istnieje prawdopodobieństwo, że będzie oczekiwać od teściowej tego, czego nie otrzymała od mamy, a męża będzie nieustannie porównywać do swego ojca. Wiele pretensji i złości do matki i ojca, niewyrażonej i nienazwanej, skieruje na współmałżonka. Może też być tak, że pójdzie do zakonu, gdzie nieświadomie będzie oczekiwać od przełożonej, że będzie ona dobrą, rozumiejącą jej potrzeby mamusią, a każdą odmowę, każde "nie" będzie traktować jako odrzucenie. "Zupełnie jak w domu z moją mamą" – doda po zastanowieniu. Do taty dzwonić będzie codziennie i często spędzać z nim urlop.
 
Podobne drogi wyboru można by opisać, biorąc za przykład mężczyznę nadmiernie związanego ze swoją matką. Wtedy często nie mąż, ale syn jest partnerem mamy i mimo swojego wieku jest wiecznym "Łukaszkiem", "Piotrusiem", a z takim imieniem nie można dorosnąć. Dramat narasta, jeśli syn słyszy od matki złe słowa o ojcu i "prośbę": "Nie bądź taki jak on". Wtedy syn zostanie wiecznym kawalerem przy swojej mamusi lub ożeni się z kobietą, która zaproponuje mu małżeństwo, ale po krótkiej fascynacji seksem wróci do mamusi lub zacznie odmawiać współżycia seksualnego, bo nie będzie chciał mieć dzieci, będzie chciał być jedynym "syneczkiem" swojej żony. Zdarza się, że wybierze związki homoseksualne i w ten raniący i dramatyczny sposób będzie poszukiwać ojca.
 
Zdolność do rozłąki, wolność i brak lęku
Cechy dojrzałej miłości
 
"Jeśli będziesz tylko przedłużeniem swoich rodziców, nigdy naprawdę nie połączysz się z drugim człowiekiem" – pisze Jack Dominian. Rozłąka z rodzicami, wolność i brak lęku to jego zdaniem trzy cechy dojrzałej miłości. Dojrzałe relacje z innymi ludźmi, mężczyznami i kobietami, są możliwe wtedy, gdy człowiek jest w stanie bez lęku i poczucia winy odejść z domu rodzinnego, kiedy ma poczucie, że istnieje w wolności jako mężczyzna lub jako kobieta i nie jest jedynie "przedłużeniem" mamy lub taty. Jeśli jest w nim lęk, że sobie nie poradzi, że życie jest takie trudne, a on nie czuje się kompetentny, to albo zostanie przy rodzicach i nie zaryzykuje nowych relacji, albo spróbuje uciec: w małżeństwo (raczej ze starszym od siebie) lub do zakonu, do seminarium. Takie osoby po jakimś czasie stwierdzają: "przeszła mi miłość", "przeszło mi powołanie". Można przypuszczać, że nie było miłości i nie było powołania.
 
Osoby zaniedbane i doświadczone przemocą, w tym przemocą słowną, mają silną skłonność do nieświadomego wybierania osób podobnie zaniedbanych i doświadczonych. Chociaż na początku wydaje się, że ten drugi to idealny partner, partnerka do małżeństwa, wkrótce okazuje się, że wzajemnie skutecznie się ranią, ale nie potrafią okazywać sobie miłości, choć każde z nich jej pragnie. Nie wiedzą, jak okazuje się miłość, czułość, wsparcie, bo sami tego nie otrzymali. Dopiero gdy dostrzegą, w jaki sposób odtwarzają zachowania, konflikty z dzieciństwa, mają szansę zaprzestać i zmienić się, ucząc się w pocie czoła nowego scenariusza bycia kobietą, mężczyzną, żoną, mężem itd.
Dobrze jest poszukać odpowiedzi na pytania: czego oczekujesz od męża, żony, czego nie dali ci rodzice i co czujesz, kiedy tego nie otrzymujesz.
 
Mąż, żona może nam ofiarować miłość małżeńską, nie może jednak dać tego, czego nie dali rodzice. Chyba, że człowiek umie stanąć w prawdzie swojej przeszłości, uczciwie nazwać to, czego ze strony rodziców zabrakło, opłakać tę stratę, bo strat dzieciństwa już nikt nie wróci, i przebaczyć mamie i tacie. Następnie niech nauczy się mówienia wprost o swoich potrzebach i oczekiwaniach, rezygnując z postawy "domyśli się", bo się nie domyśli. Nieświadomie człowiek usiłuje też uzyskać coś w niebezpośredni sposób – zamiast prosić wprost, stosuje naciski, groźby, pochlebstwa; próbuje zrobić na innych wrażenie lub sprawić, by go pożałowali: "Wiem, że potrafisz...", "Jak ja sobie poradzę...", "Mam ochotę z tym skończyć, gdy ty...". Manipulujemy, bo to wszystko są manipulacje, które służą sprawowaniu władzy nad innymi.
 
Dobrze jest przypomnieć sobie, jak czuliśmy się jako dzieci, gdy nie mogliśmy dostać tego, czego potrzebowaliśmy. Co robiliśmy, by inni zaspokajali nasze potrzeby? Jeśli już widzisz, że ktoś tobą manipuluje, powiedz: "Nie próbuj mną manipulować. Powiedz mi wprost, czego chcesz, potrzebujesz, a ja powiem, czy mogę ci to dać". Proś wprost: "Potrzebuję tego i tego". Akceptuj odmowę. "Nie mogę dzisiaj. Zrobię to w innym terminie, w innej formie...". Dobrze jest negocjować i ustalić kompromis.
 
* * *
 
Rodzice nie otrzymują swoich dzieci dla siebie. Ich zadaniem jest dobrze poprowadzić "szkołę pilotażu", zapalając dla bezpieczeństwa światła na "lotnisku życia", by ich dorosłe dzieci zaczynając samodzielne życie, potrafiły "bezpiecznie lądować", dobrze spotykać się z ludźmi, by w wolności danej przez rodziców naturalnie odkrywały swoją wolność.
 
Jeśli nie było nam to dane przez rodziców, musimy sami podjąć decyzję i wybrać nauczyciela "pilotażu", świadomie popracować nad swoim systemem wartości, który posłuży nam za punkty orientacyjne. Odkrywać każdego dnia, kim jesteśmy, zdobywać zaufanie do siebie, czego widocznym efektem będzie coraz mniejsza skłonność do użalania się nad sobą. Poznanie, kim jesteśmy, to pierwszy krok do cnoty ufności. Potrzebujemy pewności siebie i zaufania do siebie, by pokochać.
 
Małżeństwo jest najintymniejszą z przyjaźni ludzkich. Wymaga ona dzielenia całego życia ze współmałżonkiem. Trzeba, by doszło do rozłąki z rodzicami, by można było w wolności i bez lęku ofiarować siebie drugiemu w miłości. Wtedy też możliwe jest ponowne dobre spotykanie się małżonków z rodzicami, z zachowaniem zdrowych granic i bez manipulacji.
 
Wiesława Stefan
– wykładowca na PWT we Wrocławiu, dyrektor Specjalistycznej Poradni Rodzinnej we Wrocławiu,  terapeutka, emerytowany wykładowca Pedagogiki Uniwersytetu Wrocławskiego. W Wydawnictwie Salwator są do nabycia płyty CD z zapisem sesji poświęconej dialogowi - szczegóły na:
www.salwator.com/?d=start,produkt,476,72,1,0
 
 
 
Zobacz także
Jarema Piekutowski
Samotność – gdy spojrzeć na nią w sposób płytki – staje się przekleństwem lub bliżej nieokreślonym „powołaniem”. Ktoś jest dłużej sam? Już cała armia znajomych, skądinąd ludzi o dobrej woli, i może całkiem Bożych, zaczyna kombinować: a może on ma powołanie do samotności? A może powinien być księdzem?
 
Jarema Piekutowski

Dawniej, zwłaszcza na polskiej wsi, można było spotkać wiele zwyczajów przedślubnych. Najpierw, zanim decydowano się na zaręczyny, rodzina pana młodego sprawdzała, czy nie zostanie on odrzucony przez pannę młodą. Organizowano więc tzw. swaty, których celem było skojarzenie pary i uzyskanie zgody na małżeństwo. Swat szedł z kawalerem do domu panny młodej, a jej rodzina - mimo że często wizyta była wcześniej ustalona - zawsze udawała zaskoczoną. Zanim przybyłych gości wpuszczono do środka, odbywały się tradycyjne targi, w których goście mieli przekonać gospodarzy, że kawaler jest odpowiednim kandydatem na męża.

 
Jarema Piekutowski
W teologii soborowej myślenie o małżeństwie w kategoriach kontraktu prawnego zostało zastąpione przez myślenie personalistyczne, w którym małżeństwo jest rozumiane jako spotkanie dwóch kochających się osób. Myślę, że to był ten moment kluczowy. Natomiast warto zauważyć, że nowa teologia ciała Jana Pawła II jest niewątpliwie teologią mogącą powstać wyłącznie w świecie, w którym respektowane są prawa każdego człowieka, również prawa kobiet. 

Z Jarosławem Kupczakiem OP o teologii ciała Jana Pawła II rozmawia Mariola Orzepowska

 
 
___________________
 
 reklama