logo
Poniedziałek, 08 marca 2021 r.
imieniny:
Beaty, Juliana, Wincentego – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Józef Augustyn SJ
O życiu człowieka i psychologii komunikacji
Życie Duchowe
 


Z Elżbietą Sujak, psychiatrą i kierownikiem duchowym, rozmawia Józef Augustyn SJ
 
Co jest dla Pani najważniejsze w życiu?
 
Wiele rzeczy było dla mnie ważnych. Przede wszystkim ciekawość świata i chęć poznawania go. Kolejna sprawa to porządkowanie tego, co poznane, i szukanie jakiegoś centrum, na którym należałoby się skupić. Najpierw takim centralnym punktem był drugi człowiek i więź z nim. Dopiero później to zainteresowanie człowiekiem rozszerzyło się na Kogoś większego niż on. Być może wpływ na to rozszerzenie miało rozczarowanie człowiekiem, nie konkretnym, ale istotą ludzką w ogóle. Dostrzeżenie ludzkich granic, w tym także własnych, sprawiło, że zaczęłam poszukiwać wartości, przekraczając człowieka, i skierowałam się ku religii.
 
Z wykształcenia jest Pani psychiatrą i wiele lat kierowała Pani oddziałem psychiatrycznym. Czy rozczarowanie człowiekiem wiąże się z Pani profesją?
 
Nie, psychiatria nigdy mnie nie rozczarowała.
 
Czy jednak człowiek zraniony, bo taki z pewnością trafia na oddział psychiatryczny, nie był źródłem rozczarowania?
 
Na pewno nie, ponieważ granice człowieka chorego można w jakiś sposób określić. Moje rozczarowanie dotyczyło człowieka zdrowego jako istoty władającej światem, która przypisuje sobie sprawowanie władzy nad przedmiotami i ludźmi. Ten typ człowieka mnie rozczarował. Z chorymi po prostu byłam i pomagałam im. Traktowałam ich jako osoby mi powierzone, dlatego z mojej strony nie pojawiały się jakieś oczekiwania wobec nich. A rozczarowanie przecież jest owocem oczekiwania niespełnionego. Wobec chorych nie miałam oczekiwań, nie mogli więc mnie rozczarować.
 
Z czym zatem wiązało się Pani rozczarowanie człowiekiem?
 
Trudno to określić, ponieważ tak naprawdę składa się na to suma wielu rozczarowań. W dzieciństwie patrzymy na rodziców jak na istoty doskonałe, w okresie dojrzewania poznajemy ich granice i to pierwszy etap naszego rozczarowania. Później nierzadko doznajemy odrzucenia ofiarowanej innym przyjaźni – to też element rozczarowania. Poznajemy ludzkie losy i widzimy w nich załamania, i to zawinione załamania. Dostrzegamy opanowanie przez jakieś uzależnienie. Wszystko to staje się źródłem rozczarowania. Generalnie mówiąc, wiąże się ono z niemożnością przekroczenia przez człowieka pewnych granic.
 
Czy nie wiązało się to także z komunizmem, w czasach którego kształciła się Pani i pracowała?
 
Z pewnością. Szybko doświadczyłam pewnych represji. Najgorsza była jednak miałkość i ciasnota tego systemu. Chociażby to, że zwał się "demokracją", a był jej przeciwieństwem, albo to, że traktował człowieka jako przedmiot manipulacji. Niewątpliwie to także wpłynęło na rozczarowanie. Odrzuciło mnie wówczas od polityki i trwa to do dziś.
 
Czy zdaniem Pani, by skierować się ku Bogu, człowiek musi przejść etap rozczarowania sobą i innymi ludźmi?
 
Nie wiem. Taka była moja droga. Spotykam jednak ludzi, którzy otwierają się na Pana Boga w sposób naturalny, tak jak rozwija się kwiat: od razu rozkwita w nich powołanie, a nawet ludzka świętość. Przypuszczam, że są ludzie, którzy otwierają się na Boga w sposób bezpośredni i zostaje im oszczędzone to rozczarowanie. Chociaż z drugiej strony, chyba nikomu nie zostaje oszczędzone rozczarowanie samym sobą.
 
Nikomu, kto choć w minimalnym stopniu patrzy na siebie krytycznie.
 
Człowiek musi dostrzec własne granice i zrozumieć, że jest istotą stworzoną.
 
Czy jednak owo rozczarowanie sobą i człowiekiem w ogóle nie prowadzi do nihilizmu? Nie znajdujemy wartości w sobie i nie widzimy jej także gdzie indziej.
 
Człowiek nie przestaje być wartością tylko dlatego, że jest istotą skończoną i ma swoje granice. Wartością pozostaje. Zawsze miałam poczucie wartości człowieka i nie czułam się zagrożona nihilizmem. Myślę, że także dlatego mogłam podjąć zawód, który kierował mnie ku ludziom i ich potrzebom.
 
Co decyduje o tym, że jednych rozczarowanie człowiekiem prowadzi do spotkania Boga, a innych na bezdroża nihilizmu?
 
Nihilizm moim zdaniem zagraża tym, którzy za wszelką cenę chcą w sobie uratować doskonałość, iluzję mocy, sił i jakichś nieograniczonych ludzkich możliwości. Kiedy ich dążenia natrafiają na niepowodzenia, a oni nie chcą się przyznać, że jest to niepowodzenie – to może prowadzić do nihilizmu.
 
Współczesny nihilizm byłby więc spowodowany ubóstwieniem człowieka przez siebie samego?
 
W jakimś stopniu tak. Ta wiara w nieskończoność młodości czy własnych możliwości, przy jednoczesnym obwinianiu otoczenia, nigdy siebie, o wszelkie niepowodzenia. Nie bierze się odpowiedzialności za siebie i to ostatecznie prowadzi do nihilizmu. Natomiast jeśli chodzi o spotkanie z Bogiem, to przypuszczam, że zawsze jest to także kwestia łaski. To Bóg wychodzi naprzeciw i w pewnym momencie dotyka człowieka. Jesteśmy na tyle wolni, na tyle przez Niego tą wolnością obdarzeni, że możemy ów dotyk odrzucić. Zwłaszcza jeśli wcześniej odrzucaliśmy ludzi, wówczas łatwiej przyjdzie nam też odrzucić Boga.
 
Paradoksalnie rozczarowanie człowiekiem prowadzi więc do Boga, a przyjęcie Go z powrotem otwiera nas na ludzi.
 
Na pewno – i chyba taka właśnie była moja droga.
 
Zajmuje się Pani psychologią i rozwojem życia wewnętrznego. Chciałbym zapytać o granice między psychologią a duchowością i ich wpływie na ludzki rozwój.
 
Kiedyś dzieliłam ścieżki ludzkiego rozwoju na kilka równoległych dróg. Teraz dostrzegam wielowarstwowość życia psychicznego i duchowego człowieka. To nie anuluje mojego poprzedniego widzenia, ale je uzupełnia.
 
Na czym polegałaby ta wielowarstwowość?
 
Trudno to nazwać, ponieważ większość z nas sobie tej wielowarstwowości nie uświadamia. Można to sobie uświadomić dopiero, jeśli dzięki refleksyjności poznamy siebie oraz złożoność własnego przeżywania. Bywa na przykład cierpienie, które przynosi radość, z tym że radość ta pochodzi z innego poziomu niż cierpienie spowodowane jakąś dolegliwością. Podobnie różnego typu ambiwalencje: czegoś się jednocześnie boimy i pragniemy. Można to potraktować jako zlepek przeżyć, ale można też przeanalizować to jako równoczesne przeżywanie czegoś na różnych poziomach.
 
To jednak wymagałoby ludzkiej wnikliwości i wysiłku poznania.
 
Trudno to ocenić do końca. Człowiek nie jest świadomy narastania swojego doświadczenia. Każda sytuacja jest nowa i tylko nawyk porządkowania własnego przeżywania oraz refleksja nad nim stopniowo prowadzi do dostrzeżenia wielowarstwowości przeżywania człowieka.
 
1 2 3  następna
Zobacz także
Przemysław Radzyński
 Ostatnio odkrywam siłę tej właśnie modlitwy – dziękczynienia. Najtrudniejsza sprawa w moim życiu: nie prosić, nie przepraszać, a dziękować. Dlatego zaryzykowałem przypuszczenie, że obowiązujący w niebie język opiera się na słowie „dziękuję”, bo widzę, jak nieprawdopodobnie ta właśnie modlitwa jest skuteczna! 

Z Przemysławem Radzyńskim swoim doświadczeniem modlitwy dzieli się Szymon Hołownia, katolicki publicysta, który wydał książkę Holyfood o „przepisach na smaczne i zdrowe życie duchowe”.
 
Jacek Granatowski SJ
Odrobina matematyki: jeśli dziewięćdziesiąt procent tego, co dzieje się we mnie, to ja sam, to dla Pana Boga i ducha złego pozostaje już jedynie dziesięć procent do podziału. Czyli co dwudzieste poruszenie może być od Pana Boga. To oznacza, że nawet gdy my nic nie robimy, to On w nas działa, choć nie zawsze mamy tego świadomość. Jak to rozpoznać? Przede wszystkim należy wyciszyć się i wsłuchać w siebie. Pozwolić Bogu, aby do nas mówił.
 
ks. Józef Bakałarz TChr
Królestwo Boże rozpoczyna się tam, gdzie w nas kończy się królestwo grzechu. Bóg zagarnia nas wtedy dla Siebie. Przebywa On w człowieku Sobie oddanym. W nim zamieszkuje i obdarza go bogactwem swej łaski. I wtedy Chrystus rzeczywiście jest Królem ludzkiego serca. Nasz Pan pragnie, aby mógł stać się Królem serc...
 
 
___________________
 
 reklama