logo
Poniedziałek, 08 marca 2021 r.
imieniny:
Beaty, Juliana, Wincentego – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Marek Dziewiecki
Obraz samego siebie
Wychowawca
 


 
Autorzy publikacji z zakresu psychologii zachęcają czytelników, by nauczyli się „pozytywnego” myślenia oraz by uformowali „pozytywny" obraz samego siebie. Posiadanie pozytywnych przekonań na temat samego siebie jest uznawane przez nich za sprawdzian zdrowia psychicznego i przejaw właściwej postawy człowieka. Niektóre książki stanowią nawet zbiór wskazań i ćwiczeń, które mają umożliwić czytelnikowi wyrobienie sobie pozytywnego obrazu samego siebie. Tymczasem obraz samego siebie nie powinien być ani pozytywny, ani negatywny, lecz po prostu prawdziwy.
 
Pozytywna powinna być natomiast postawa wobec samego siebie. Także wtedy, gdy jakieś aspekty mnie samego i mojego postępowania okazują się nadal lub znowu negatywne. „Pozytywny” obraz samego siebie to budowanie domu na piasku, na miłej iluzji. Człowiek dojrzały to nie ten, kto widzi siebie w sposób pozytywny lecz ten, kto patrzy na siebie w sposób realistyczny. Jego obraz samego siebie pozostaje wtedy zawsze zróżnicowany, gdyż prawda o każdym z nas jest złożona. Wszyscy posiadamy zarówno aspekty dobre, jak i te, które nas niepokoją. Człowiek dojrzały wymaga od siebie znacznie więcej niż tylko „pozytywnego" myślenia – wymaga pozytywnego postępowania. Wtedy obiektywna prawda o nim będzie coraz bardziej pozytywna i radosna. Człowiek, który wkłada szczery wysiłek, by pozytywnie postępować, nie ma w ogóle potrzeby, by formować pozytywny obraz samego siebie.
 
Pozytywne myślenie
 
W czasie jednego z moich spotkań z wychowawcami pewna pani psycholog powiedziała, iż zgadza się ze mną, że błędem jest zachęcanie ludzi do budowania pozytywnego obrazu samego siebie. Według niej istnieją jednak wyjątki w tym względzie. Ona sama pracuje w jednej z warszawskich poradni dla dzieci z rodzin patologicznych. Jej mali pacjenci mają zwykle zupełnie negatywny obraz samego siebie. Obraz, który nie jest prawdziwy, lecz narzucony przez zaburzone środowisko. Wspomniana pani psycholog spytała czy w tego typu wyjątkowych sytuacjach nie należy promować u dzieci pozytywnego obrazu samego siebie. W odpowiedzi stwierdziłem, że takie działanie byłoby popadaniem w drugą skrajność. Zaburzone otoczenie sugerowałoby dzieciom, że są one wyłącznie złe, a terapeuta mówiłby im, że są całkowicie dobre. Tymczasem odpowiedzialna pomoc polega na tym, by pomagać dzieciom w dostrzeganiu ich dobrych i złych stron, aby mogły one rozwijać w sobie to, co dojrzałe i przezwyciężać to, co szkodliwe.
 
Pozytywne sposoby myślenia mogą być pomocne pod warunkiem, że są połączone z mobilizacją, z cierpliwym wysiłkiem, z osiągnięciem faktycznych sukcesów. Same w sobie nie mają natomiast żadnej mocy cudotwórczej. Życie ludzkie realizuje się w świecie działań, a nie w świecie myśli czy przekonań. Tymczasem obecnie „pozytywne myślenie” stanowi rodzaj magicznego panaceum na wszelkie trudności. „Recepta” na szczęście jest wyjątkowo prosta: myśl pozytywnie o samym sobie, o innych ludziach, o świecie, o poszczególnych wydarzeniach i sytuacjach, a wtedy będziesz szczęśliwy i poradzisz sobie z każdą trudnością. Mamy tutaj do czynienia z ucieczką od obiektywnych uwarunkowań, wymagań i trudności, którym podlega człowiek na tej ziemi. Postulat „pozytywnego myślenia" oznacza ostatecznie rezygnację z myślenia realistycznego, oraz regres do typowego w dzieciństwie myślenia życzeniowego i magicznego.
 
Mimo to takie podejście do życia bywa bezkrytycznie akceptowane w wielu środowiskach z tego względu, że nie stawia ono poważnych wymagań. Jest przecież znacznie łatwiej „pozytywnie" myśleć niż pozytywnie postępować. Tymczasem ucieczka od rzeczywistości w „pozytywne" myślenie jest nie tylko uleganiem iluzji o istnieniu łatwego szczęścia. Jest też osłabianiem ludzkiej zdolności do przemiany siebie i świata. Jest popieraniem filozofii analogicznej do tej, którą wyznają narkomani czy alkoholicy. Ludzie uzależnieni właśnie po to sięgają po substancje psychotropowe, by wprowadzić siebie w świat „pozytywnych" myśli i przeżyć. Usiłują poprawić sobie nastrój, nie poprawiając życia.
 
Więźniowie umysłu
 
Laicka psychologia i pedagogika w dominującym obecnie nurcie czyni nas więźniami naszego umysłu. Zmienia się tylko rodzaj celi, do której nas wprowadza. Obiecując wyzwolenie z więzienia negatywnych myśli i oczekiwań, z więzienia niepotrzebnych i nierzeczywistych lęków, czyni nas więźniami nierzeczywistego szczęścia i naiwnego optymizmu. Tymczasem szczęście lub nieszczęście rozgrywa się w świecie obiektywnych faktów i działań, w świecie konkretnych więzi i decyzji, a nie w świecie subiektywnego myślenia. Dojrzałość myślenia nie polega na przejściu z myślenia negatywnego do myślenia „pozytywnego" lecz na odwadze obiektywnego analizowania rzeczywistości, czyli na szukaniu prawdy o sobie oraz o otaczającym nas świecie w sposób precyzyjny, logiczny i uczciwy.
 
Według współczesnych psychologów obiektywna rzeczywistość w ogóle nie istnieje – istnieją jedynie wrażenia i emocjonalne odczucia poszczególnych osób, ich subiektywne przekonania, które należy respektować i tolerować. Przyjęcie tego typu założenia prowadzi do absurdu. Jeśli bowiem w świecie ludzi wszystko jest jedynie subiektywne, to wtedy nie ma sensu także sama psychologia, czy też rozróżnianie zdrowia psychicznego od zaburzeń i stanów patologicznych. Nie ma też sensu udzielanie komukolwiek jakiejkolwiek pomocy psychologicznej. To wszystko zakłada bowiem istnienie obiektywnej rzeczywistości, która jest niezależna od psychologów i do której oni muszą się odwoływać. A jeśli tolerancję uznamy za podstawową wartość, to wtedy pojawi się ogromna nietolerancja. Człowiek tolerujący wszystko musi przecież tolerować także nietolerancję.
 
Ks. Marek Dziewiecki
 
Zobacz także
Bartosz Bartosik, Ewa Buczek

Milenialsom zarzuca się, że są roszczeniowi i traktują swoją pracę czysto utylitarnie. A co jeśli oni jedynie wracają do zdrowego poziomu, który my po 1989 r. tak bardzo przekroczyliśmy? Nasz nadwiślański kapitalizm wprowadził kult wiecznej gonitwy, przekonanie, że musisz zostawać po godzinach.

 

Z Łukaszem Komudą i Olgą Gitkiewicz rozmawiają Bartosz Bartosik i Ewa Buczek 

 
Bartosz Bartosik, Ewa Buczek
Czasy współczesne skłaniają do stawiania wielu dramatycznych a zarazem paradoksalnych diagnoz. Mówi się o kryzysie rodziny, autorytetu, nauki, religii czy wreszcie cywilizacji. Do listy tej można również dodać kryzys mężczyzny, a właściwie jego społecznej roli. Trzeba bowiem zauważyć, że „kryzys” ten ma się nijak do świata islamu, w którym mężczyzna odgrywa rolę dominującą, ale przede wszystkim w którym istnieje klarowny podział ze względu na płeć i nic nie wskazuje na to, żeby w przewidywalnej przyszłości miały pod tym względem nastąpić jakieś zmiany.  
 
Barbara Fedyszak-Radziejowska
Bardzo rzadko zdarza się nam dobrze myśleć o czasach, w których żyjemy. Powiedzieć: mieliśmy szczęście uczestniczyć w ważnych wydarzeniach, które zmieniły naszą Ojczyznę, Europę czy świat na lepsze dane było nielicznym pokoleniom. Tak zapewne myśleli Polacy w listopadzie 1918 r. i dwa lata później, po wygranej o włos wojnie z bolszewikami. Niepodległość i odzyskane państwo były oczywistym powodem satysfakcji i radości...
 
 
___________________
 
 reklama