logo
Poniedziałek, 30 listopada 2020 r.
imieniny:
Andrzeja, Maury, Ondraszka, Konstantego – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Cezary Sękalski
Obudź w sobie nadzieję
Głos Ojca Pio
 


Z ojcem Mateuszem Hincem OFMCap, wykładowcą psychologii i psychoterapeutą, rozmawia Cezary Sękalski
 

Brak nadziei może mieć przeróżne przyczyny. Wcale nie musi być chorobą, choć jest to czynnik chorobotwórczy, wzmacniający inne zaburzenia. Kiedy wiąże się z zaniedbaniami człowieka albo z pustką egzystencjalną, wtedy nie chodzi już o problem psychologiczny, lecz duchowy. Jeżeli doświadczam pustki egzystencjalnej i nie widzę sensu życia, to znowu powstaje pytanie: czy to już jest choroba, którą trzeba leczyć, czy też mamy do czynienia z duchowym zaniedbaniem?
 
Czy w psychologii używa się pojęcia „nadzieja”?
 
W psychologii coraz częściej używa się tego pojęcia, aczkolwiek z różnym natężeniem i częstotliwością, różnorodnie określając także jego zakres. W psychologii teoretycznej trudniej to słowo znaleźć, ale już w psychoterapii, gdzie mówi się o pomocy drugiemu człowiekowi i o pracy z nim, tam na pewno się ono pojawia.
 
Jak zatem definiuje się nadzieję w psychologii?
 
Przejrzałem kilkanaście słowników psychologicznych i w żadnym z nich nie znalazłem tego terminu. Zawiera go dopiero włoski słownik wydany przez wydawnictwo Garzanti. Autor ten w ciekawy sposób opisuje nadzieję, widzi ją w różnych wymiarach praktyki psychologicznej. Przede wszystkim oznacza ona dla niego zaufanie pokładane w przyszłości, nawet mimo porażek czy braku realizacji nieadekwatnych pragnień.
 
Jeden z psychologów, T. M. French, rozróżnił w swoich badaniach dwa rodzaje nadziei. Pierwszy pochodzi z naszych wcześniejszych życiowych doświadczeń, z radosnych chwil, które przeżyliśmy. Ta nadzieja realizuje się w dorosłym życiu poprzez uciekanie w marzenia i szukanie w ten sposób pokrzepienia. U podłoża drugiego rodzaju nadziei leży pragnienie zrealizowania konkretnego planu.
 
A zatem teoretyczna psychologia zdaje się uciekać od pojęcia nadziei, a tam gdzie spotykamy się z człowiekiem w terapii, staje się rzeczywistością pierwszej potrzeby?

Myślę, że nadzieja „ucieka” ze słowików, dlatego że nie bardzo można ją w sposób naukowy zdefiniować. Definicja, o której wspominałem, czy badania Frencha mają sens tylko wtedy, gdy mówimy o konkretnym człowieku, a nie o zadrukowanym papierze.

Czy można powiedzieć, że większość problemów psychologicznych wynika z chronicznego braku nadziei?
 
Takie stwierdzenie byłoby chyba przesadą. O nadziei rozumianej w sensie egzystencjalnym bardzo dużo mówił V. E. Frankl i on, owszem, rozpatrując pustkę egzystencjalną człowieku, w jakiś sposób zakładał brak nadziei. Niemniej jednak gros problemów psychologicznych nie musi bezpośrednio wiązać się z tym zagadnieniem. Wielu moich pacjentów miało kłopoty związane np. wykorzystaniem seksualnym w dzieciństwie, co spowodowało ogromne spustoszenie w ich życiu. W takich wypadkach u początku problemu tkwi psychiczna rana.

Ale skutek tej rany dziś może wiązać się z brakiem nadziei…
 
Łatwo powiedzieć, ale do tego trzeba dopiero dojść. Na skutek zranień, których doświadczyliśmy w dzieciństwie, często rodzi się w nas ogromne poczucie winy, zupełnie nieadekwatne do sytuacji. Można to dobrze zrozumieć na przykładzie Dorosłych Dzieci Alkoholików (DDA). W rodzinie, w której ktoś z bliskich nadużywa alkoholu, dziecko przeżywa ten fakt bardzo boleśnie, biorąc na siebie winę za nałóg rodziców (nie obarcza zaś nich samych, co byłoby zupełnie uprawnione, gdyż to realna ocena faktu). Dziecko myśli, że rodzice piją dlatego, że się źle uczyło, było niegrzeczne itp. Wobec tego zaczyna starać się być lepszym, ale rodzice i tak piją. I nie jest ważne, czy robią przy tym awanturę, czy nie. Ważne, że wywołują strach, lęk, niepewność. Tym bardziej, że w oczach małego dziecka rodzic jest kimś doskonałym. W postrzeganiu małego dziecka Bóg jest prawie tak dobry jak rodzice i w tym tkwi ogromny problem rodzin dysfunkcyjnych. Nie jest to więc tylko kwestia braku nadziei, bo w przypadku dziecka trudno o niej mówić, ale problem postrzegania rzeczywistości.
 
Zgadzam się, że przy analizie źródeł pewnych problemów psychologicznych trudno dopatrzyć się zagadnienia nadziei. Kiedy jednak spojrzy się na dorosłego człowieka, który te zranienia z przeszłości dźwiga, często dostrzegamy, że nie ma on w sobie dynamizmu, pragnienia zdobycia konkretnych celów życiowych. Komuś, kto z dzieciństwa wyniósł negatywny obraz siebie, trudno jest mieć nadzieję, że coś w życiu może mu się udać…
 
To prawda, ale nie aż taka prosta. Niektóre zranienia, np. wspomniane już DDA, mogą sprawić, że człowiek w dorosłym życiu przyjmuje maskę bohatera i działa, ma energię, bo ciągle musi się wykazywać.
 
Osoby zranione, gdy uświadomią sobie, że same sobie nie radzą z powodu zranień wyniesionych z dzieciństwa, bardzo często zastanawiają się nad tym, czy mogą wyjść ze swoich problemów. Myślę, że gdyby nie jakaś szczypta nadziei, nigdy nie zgłosiłyby się do gabinetu psychologicznego. Ich problemem jest nie tyle brak nadziei, ile samo zranienie i to, co ja nazywam pamięcią emocjonalną. Sprawia ona, że mimo istnienia dystansu czasowego, w świadomej dorosłości, człowiek gdzieś w środku pozostaje jednak małym, zranionym dzieckiem, które cały czas reaguje tak, jak wtedy – podczas zranienia. Proszę zobaczyć, jak głębokie jest to rozbicie. Najlepiej widać te skrajności w przypadku depresji. Z jednej strony w człowieku rodzi się wielkie pragnienie wyjścia z problemów, a z drugiej jakiś wir, jakaś siła ściąga go w dół. Istnieje też nadzieja, aczkolwiek bardzo nikła.

Kiedy brak nadziei jest chorobą, a kiedy słabością duchową?
 
Dla mnie jako psychologa brak nadziei może mieć przeróżne przyczyny. Wcale nie musi być chorobą, choć myślę, że Frankl powiedziałby, że to czynnik chorobotwórczy, wzmacniający inne zaburzenia.
 
Natomiast kiedy jest to słabość duchowa? Myślę, że jeśli wiąże się z jakimiś zaniedbaniami człowieka albo z pustką egzystencjalną, o której mówił Frankl, wtedy nie chodzi już o problem psychologiczny, lecz duchowy. Jeżeli doświadczam pustki egzystencjalnej i  nie widzę sensu życia, to znowu powstaje pytanie: czy to już jest choroba, którą trzeba leczyć, czy też mamy do czynienia z duchowym zaniedbaniem?
 
1 2 3  następna
Zobacz także
Agnieszka Toczko-Rak
Możemy przyjąć dwa kierunki. Pierwszy jest taki: „Ty mały ośle, ja ci powiem, jak masz żyć!”. Czyli nastawienie z góry, kiedy ktoś ma poczucie przewagi. Drugi, który oczywiście ja bardziej lubię, polega na tym, że kiedy człowiek gdzieś tam się zagubi, to zaczyna być otwarty na przyjmowanie wskazówek, porad. 
 
Z ks. Jackiem Stryczkiem, duszpasterzem ludzi biznesu, prezesem Stowarzyszenia Wiosna, twórcą Szlachetnej Paczki, rozmawia Agnieszka Toczko-Rak.
 
O. Servais Théodore Pinckaers OP
Siedliskiem wolności jest serce i myśl człowieka, ale wolność najczęściej przejawia się w realizacji różnych celów zewnętrznych. Dzięki wolności mamy zasługi lub ich nie mamy wobec Boga i bliźniego, dzięki wolności możemy mówić o nagrodzie lub karze, pochwale lub naganie...
 
Henryk Skoczyłaś CSMA
Św. Paweł opisał cały rynsztunek do walki duchowej – „zbroję Boga" – i zachęca nas, byśmy ją przywdziali. Wymienia szczegółowo jej elementy przez analogię do uzbrojenia żołnierza rzymskiego: „pancerz", „hełm", „pas", „buty", „tarcza", „miecz", kładąc szczególny nacisk na tarczę i miecz, które symbolizują wiarę i słowo Boże: „W każdym położeniu bierzcie wiarę za tarczę, dzięki której zdołacie zgasić wszystkie rozżarzone pociski Złego. Weźcie też hełm zbawienia i miecz Ducha, to jest słowo Boże" 
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー