logo
Piątek, 02 października 2020 r.
imieniny:
Racheli, Sławy, Teofila – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Ojciec Mateusz Hinc OFMCap.
Obudzić w sobie nadzieję
Głos Ojca Pio
 



 
Z ojcem Mateuszem Hincem OFMCap, wykładowcą psychologii i psychoterapeutą, rozmawia Cezary Sękalski
 
 Czy w psychologii używa się pojęcia „nadzieja”?
 
W psychologii coraz częściej używa się tego pojęcia, aczkolwiek z różnym natężeniem i częstotliwością, różnorodnie określając także jego zakres. W psychologii teoretycznej trudniej to słowo znaleźć, ale już w psychoterapii, gdzie mówi się o pomocy drugiemu człowiekowi i o pracy z nim, tam na pewno się ono pojawia.
 
Jak zatem definiuje się nadzieję w psychologii?
 
Przejrzałem kilkanaście słowników psychologicznych i w żadnym z nich nie znalazłem tego terminu. Zawiera go dopiero włoski słownik wydany przez wydawnictwo Garzanti. Autor ten w ciekawy sposób opisuje nadzieję, widzi ją w różnych wymiarach praktyki psychologicznej. Przede wszystkim oznacza ona dla niego zaufanie pokładane w przyszłości, nawet mimo porażek czy braku realizacji nieadekwatnych pragnień.
Jeden z psychologów, T. M. French, rozróżnił w swoich badaniach dwa rodzaje nadziei. Pierwszy pochodzi z naszych wcześniejszych życiowych doświadczeń, z radosnych chwil, które przeżyliśmy. Ta nadzieja realizuje się w dorosłym życiu poprzez uciekanie w marzenia i szukanie w ten sposób pokrzepienia. U podłoża drugiego rodzaju nadziei leży pragnienie zrealizowania konkretnego planu.
 
A zatem teoretyczna psychologia zdaje się uciekać od pojęcia nadziei, a tam gdzie spotykamy się z człowiekiem w terapii, staje się rzeczywistością pierwszej potrzeby?
 
Myślę, że nadzieja „ucieka” ze słowików, dlatego że nie bardzo można ją w sposób naukowy zdefiniować. Definicja, o której wspominałem (czy badania Frencha) mają sens tylko wtedy, gdy mówimy o konkretnym człowieku, a nie o zadrukowanym papierze.
 
Czy można powiedzieć, że większość problemów psychologicznych wynika z chronicznego braku nadziei?
 
Takie stwierdzenie byłoby chyba przesadą. O nadziei rozumianej w sensie egzystencjalnym bardzo dużo mówił V. E. Frankl i on, owszem, rozpatrując pustkę egzystencjalną człowieku, w jakiś sposób zakładał brak nadziei. Niemniej jednak gros problemów psychologicznych nie musi bezpośrednio wiązać się z tym zagadnieniem. Wielu moich pacjentów miało kłopoty związane np. wykorzystaniem seksualnym w dzieciństwie, co spowodowało ogromne spustoszenie w ich życiu. W takich wypadkach u początku problemu tkwi psychiczna rana.
 
Ale skutek tej rany dziś może wiązać się z brakiem nadziei…
 
Łatwo powiedzieć, ale do tego trzeba dopiero dojść. Na skutek zranień, których doświadczyliśmy w dzieciństwie, często rodzi się w nas ogromne poczucie winy, zupełnie nieadekwatne do sytuacji. Można to dobrze zrozumieć na przykładzie Dorosłych Dzieci Alkoholików (DDA). W rodzinie, w której ktoś z bliskich nadużywa alkoholu, dziecko przeżywa ten fakt bardzo boleśnie, biorąc na siebie winę za nałóg rodziców (nie obarcza zaś nich samych, co byłoby zupełnie uprawnione, gdyż to realna ocena faktu). Dziecko myśli, że rodzice piją dlatego, że się źle uczyło, było niegrzeczne itp. Wobec tego zaczyna starać się być lepszym, ale rodzice i tak piją. I nie jest ważne, czy robią przy tym awanturę, czy nie. Ważne, że wywołują strach, lęk, niepewność. Tym bardziej, że w oczach małego dziecka rodzic jest kimś doskonałym. W postrzeganiu małego dziecka Bóg jest prawie tak dobry jak rodzice i w tym tkwi ogromny problem rodzin dysfunkcyjnych. Nie jest to więc tylko kwestia braku nadziei, bo w przypadku dziecka trudno o niej mówić, ale problem postrzegania rzeczywistości.
 
 
1 2 3  następna
Zobacz także
Aleksandra Polewska
Bóg objawił swoją wolę w Piśmie Świętym, dał nam się poznać przez swojego Syna. Wracając jednak do tematu, zagrożeniem jest również zadawanie pytań poprzez wahadełka, różdżki; np. czy mogę wyjść za tego mężczyznę, czy nie? Także wróżenie z kart, fusów, z ręki, z butów, lanie wosku...
 
Aleksandra Polewska
Nie przeszkadza mi i nie wstydzę się przyznawać, że piszę książki opatrywane etykietą „katolickie”, ale uważam, że jest w tym jakieś nieporozumienie. Pisarzem katolickim mógłby być na przykład św. Franciszek z Asyżu, czyli ktoś, kto swoim życiem uwiarygadnia to, o czym pisze. Natomiast ja jestem jaki jestem i nie chciałbym, żeby moje kulawe życie było kojarzone z prawdami, które wypowiadam w książkach...
 
Mateusz Świstak
Słowa są jak karty z niespodziankami. Mówiąc, odkrywamy jedną po drugiej, a dzieci czekają na to, jaka będzie następna karta. Można je modulować – czasem zaskoczyć, przestraszyć, czasem rozśmieszyć. Wystarczy odkryć odpowiednią kartę. Odpowiednie wyczucie nastroju grupy, czy też pojedynczych uczestników zajęć jest zadaniem narratora. Dzieci czekają. 
 
 
___________________
 
 reklama