logo
Wtorek, 25 września 2018 r.
imieniny:
Aureli, Kamila, Kleofasa, Władysława – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Magdalena Urlich
Odważna komunikacja
Droga
 
fot. Tim Gouw | Unsplash (cc)


Chyba każdy, kto przeżył w związku pierwszą kłótnię, wie, jak często słowa zamiast budować porozumienie, zaogniają konflikt.
 
Nawet jeśli obie strony naprawdę chcą się dogadać, często im nie wychodzi. Wkraczają emocje, a wtedy padają słowa, w których oskarżamy i obarczamy drugą osobę odpowiedzialnością za nasze złe samopoczucie. Albo wyrażamy niemożliwe do realizacji, nieprecyzyjne życzenia.
 
Jeśli widzicie bezowocność takich dyskusji i macie dość gierek w przerzucanie piłeczki („to twoja wina”, „nie, bo to ty…”), posłuchajcie o języku serca. Jest to język osobisty, czyli taki, w którym zamiast obarczania winą którejkolwiek ze stron, mówi się o własnych uczuciach i potrzebach. Jego koncepcję rozwinął Marshall B. Rosenberg.
 
O języku serca
 
Polska nazwa tej metody to Porozumienie bez Przemocy. Koncentrujemy się na 4 punktach: obserwacji; uczuciach, jakie budzą się pod wpływem tego, co spostrzegamy; potrzebach, które stoją za uczuciami; wyrażeniu konkretnej prośby, której spełnienie pomogłoby zaspokoić nasze potrzeby.
 
Spróbujmy zastosować to w prostej sytuacji. Siedzimy w kawiarni, czekając na naszą sympatię, która spóźnia się pół godziny. Denerwujemy się, bo mieliśmy dziś dużo zajęć i dotarcie na spotkanie wymagało sporo wysiłku. Wreszcie pojawia się on/ona i z uśmiechem rzuca: „Przepraszam”. Możemy odpowiedzieć wyrzutem: „No, nareszcie! Wiesz, ile mnie kosztowało, żeby być tu punktualnie?”. Spróbujmy wg PbP, np.: „Kiedy spóźniasz się 30 minut na spotkanie (obserwacja), bardzo się denerwuję (uczucie), bo zależy mi, żeby jak najefektywniej spędzić czas (potrzeba – niezaspokojona). Czy mógłbyś/mogłabyś następnym razem uprzedzić mnie, że chcesz przesunąć godzinę spotkania? (prośba)”. Widać jasno, że źródłem zdenerwowania jest niezaspokojona potrzeba.
 
Wydaje się wam, że to sztuczny język? Na pewno sformułowanie takiej wypowiedzi wymaga więcej czasu i uwagi niż krótkie: „Nigdy nie można na ciebie liczyć”. Za to w sytuacjach konfliktowych, gdy już stoimy pod murem, a zależy nam na porozumieniu, to ostatnia deska ratunku. Wiem z autopsji.
 
Serce języka serca
 
Te 4 punkty wydają się banalne, ale w praktyce takie nie są. Co najczęściej jest problemem? To, że zamiast spostrzeżeń wypowiadamy oceny, a zamiast konkretnych obserwacji – uogólnienia („zawsze”, „za często”, „nigdy”). Nie mówimy, co czujemy, a opisujemy nasze myśli, oceny lub interpretacje zdarzeń. I to, co bywa najtrudniejsze: uznanie odpowiedzialności za własne uczucia. Jak w przykładzie wyżej: to nie spóźnienie spowodowało zdenerwowanie, ale niezaspokojona potrzeba efektywności. W innej sytuacji ktoś mógłby się cieszyć, że miał 30 minut dla siebie.
 
Kluczowe jest sformułowanie „czuję …, bo potrzebuję …”. Nieraz bardzo trudno nie tylko przyznać się do potrzeb, ale nawet dać sobie prawo, by je mieć. Dlatego ten sposób komunikacji wymaga odwagi głośnego nazywania swoich potrzeb. Oczywiście z szacunkiem dla drugiej osoby i świadomością, że może naszej prośbie powiedzieć „nie”. Niekiedy łatwiej pokazać swoją złość, niż odkryć i wyrazić, że kryje się za nią bezbronność, potrzeba akceptacji, lęk przed odrzuceniem.
 
Życzę Wam odwagi w mówieniu o uczuciach i potrzebach, a zainteresowanych odsyłam do książki Marshalla B. Rosenberga „Porozumienie bez przemocy. O języku serca?
 
Magdalena Urlich
Droga 4/2014 
 
Zobacz także
ks. Bogdan Giemza SDS
To pytanie stawia Jezus Chrystus w zakończeniu zachęty do wytrwałej i nieustannej modlitwy. Co skłania, aby postawić je na nowo na początku XXI wieku? Dlaczego to pytanie nie może być obojętne uczniom Chrystusa na przełomie tysiącleci? Sądzę, że jest wiele powodów pytanie to uzasadniających. Zwrócę uwagę tylko na niektóre przyczyny, chociaż ich lista jest obszerniejsza. Pragnę przy tym zachęcić do próby osobistej odpowiedzi na postawione pytania...
 
ks. Bogdan Giemza SDS
Jezus jest Królem. Jednak Jego królowanie wymyka się naszym sztywnym ramom myślowym, ukształtowanym przez historię, uprzedzenia i lęki. To prawda, że jesteśmy Jego poddanymi, ale w takim sensie, który kłóci się z potocznym wyobrażeniem o byciu sługą króla. 
 
ks. Bogdan Giemza SDS
Kultura jest jak kalejdoskop, ciągle coś ulega w niej zmianie, jedne formy giną, inne się rodzą. Zmieniają się teorie naukowe, ale i całe koncepcje nauki, testom wytrzymałości poddawana jest moralność, sztuką zaś i religią rządzi nieokiełznana pogoń za nowymi doznaniami. Ale czy to wystarczy, by odpowiedzialnie można było wskazywać na jakąś rewolucję? Czego miałaby ona dotyczyć i czy rzeczywiście, jak na rewolucję przystało, przybiera ona tak gwałtowny obrót, a może raczej jest niedookreśloną, ale zarazem naturalną ewolucją przechodzenia jednych form w drugie? 
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama