logo
Wtorek, 16 października 2018 r.
imieniny:
Ambrożego, Małgorzaty, Gawła, Jadwigi – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Magdalena Urlich
Odważna komunikacja
Droga
 
fot. Tim Gouw | Unsplash (cc)


Chyba każdy, kto przeżył w związku pierwszą kłótnię, wie, jak często słowa zamiast budować porozumienie, zaogniają konflikt.
 
Nawet jeśli obie strony naprawdę chcą się dogadać, często im nie wychodzi. Wkraczają emocje, a wtedy padają słowa, w których oskarżamy i obarczamy drugą osobę odpowiedzialnością za nasze złe samopoczucie. Albo wyrażamy niemożliwe do realizacji, nieprecyzyjne życzenia.
 
Jeśli widzicie bezowocność takich dyskusji i macie dość gierek w przerzucanie piłeczki („to twoja wina”, „nie, bo to ty…”), posłuchajcie o języku serca. Jest to język osobisty, czyli taki, w którym zamiast obarczania winą którejkolwiek ze stron, mówi się o własnych uczuciach i potrzebach. Jego koncepcję rozwinął Marshall B. Rosenberg.
 
O języku serca
 
Polska nazwa tej metody to Porozumienie bez Przemocy. Koncentrujemy się na 4 punktach: obserwacji; uczuciach, jakie budzą się pod wpływem tego, co spostrzegamy; potrzebach, które stoją za uczuciami; wyrażeniu konkretnej prośby, której spełnienie pomogłoby zaspokoić nasze potrzeby.
 
Spróbujmy zastosować to w prostej sytuacji. Siedzimy w kawiarni, czekając na naszą sympatię, która spóźnia się pół godziny. Denerwujemy się, bo mieliśmy dziś dużo zajęć i dotarcie na spotkanie wymagało sporo wysiłku. Wreszcie pojawia się on/ona i z uśmiechem rzuca: „Przepraszam”. Możemy odpowiedzieć wyrzutem: „No, nareszcie! Wiesz, ile mnie kosztowało, żeby być tu punktualnie?”. Spróbujmy wg PbP, np.: „Kiedy spóźniasz się 30 minut na spotkanie (obserwacja), bardzo się denerwuję (uczucie), bo zależy mi, żeby jak najefektywniej spędzić czas (potrzeba – niezaspokojona). Czy mógłbyś/mogłabyś następnym razem uprzedzić mnie, że chcesz przesunąć godzinę spotkania? (prośba)”. Widać jasno, że źródłem zdenerwowania jest niezaspokojona potrzeba.
 
Wydaje się wam, że to sztuczny język? Na pewno sformułowanie takiej wypowiedzi wymaga więcej czasu i uwagi niż krótkie: „Nigdy nie można na ciebie liczyć”. Za to w sytuacjach konfliktowych, gdy już stoimy pod murem, a zależy nam na porozumieniu, to ostatnia deska ratunku. Wiem z autopsji.
 
Serce języka serca
 
Te 4 punkty wydają się banalne, ale w praktyce takie nie są. Co najczęściej jest problemem? To, że zamiast spostrzeżeń wypowiadamy oceny, a zamiast konkretnych obserwacji – uogólnienia („zawsze”, „za często”, „nigdy”). Nie mówimy, co czujemy, a opisujemy nasze myśli, oceny lub interpretacje zdarzeń. I to, co bywa najtrudniejsze: uznanie odpowiedzialności za własne uczucia. Jak w przykładzie wyżej: to nie spóźnienie spowodowało zdenerwowanie, ale niezaspokojona potrzeba efektywności. W innej sytuacji ktoś mógłby się cieszyć, że miał 30 minut dla siebie.
 
Kluczowe jest sformułowanie „czuję …, bo potrzebuję …”. Nieraz bardzo trudno nie tylko przyznać się do potrzeb, ale nawet dać sobie prawo, by je mieć. Dlatego ten sposób komunikacji wymaga odwagi głośnego nazywania swoich potrzeb. Oczywiście z szacunkiem dla drugiej osoby i świadomością, że może naszej prośbie powiedzieć „nie”. Niekiedy łatwiej pokazać swoją złość, niż odkryć i wyrazić, że kryje się za nią bezbronność, potrzeba akceptacji, lęk przed odrzuceniem.
 
Życzę Wam odwagi w mówieniu o uczuciach i potrzebach, a zainteresowanych odsyłam do książki Marshalla B. Rosenberga „Porozumienie bez przemocy. O języku serca?
 
Magdalena Urlich
Droga 4/2014 
 
Zobacz także
Michał Klizma
Zawsze zastanawiała mnie osoba zabita przypadkowo. Oto nasz dzielny morderca wychodzi na ulicę i strzela do pierwszej z brzegu osoby. Kamera śledzi dalej naszego bohatera, towarzyszy jego kolejnym zabójstwom i innym dramatycznym wydarzeniom, ale trupem leżącym na trotuarze nikt już się nie zajmuje. On zrobił już swoje: dał się zabić...
 
Michał Klizma
Zadaniem kierowników duchowych nie jest kierowanie – to czyni Duch Święty – ale prowadzenie tych ludzi, którzy im się powierzyli, pomóc im wsłuchiwać się w Ducha i odbierać Jego natchnienia. Doprawdy, trudne to zadania, wymagające od duchowego przewodnika wielkiego samowyrzeczenia. Pokusą jest wierzyć, że droga, jaką się samemu przebywa, jest odpowiednia dla wszystkich, że metody, które okazywały się przydatne w życiu jednego, staną się pomocne także innym...
 
Michał Klizma
Życie można przeżywać, można je także odgrywać. Można starać się żyć w zgodzie ze sobą, można też chować się za kolejnymi maskami i funkcjami. Czy nadal posiadamy dziecięcą zdolność do prostego i zwyczajnego wyrażania siebie? Czy pozwalamy sobie na spontaniczność i autentyczność w kontaktach z innymi? I przede wszystkim, czy my sami mamy jasność, co do tego kim jesteśmy? 
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama