logo
Wtorek, 21 września 2021 r.
imieniny:
Darii, Mateusza, Wawrzyńca, Hipolita – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
s. Ann Shields
Ogień w moim sercu. Klucz do życia pełnego miłości i modlitwy
Wydawnictwo eSPe
 


Ogień w moim sercu to napisany prostym, zrozumiałym dla każdego językiem, przywołujący wiele przykładów z życia i obrazowych przypowieści, zbiór praktycznych porad, jak żyć z Bogiem każdego dnia.
 
„Życie pełne miłości przeżywane jest w nieustannej świadomości Bożej miłości. Jest życiem przeżywanym w ciągłym poleganiu na Bożej miłości. Takie życie oparte jest na bezustannym okazywaniu Bożej miłości innym” (fragment książki).
 
 

Wydawca:eSPe
Rok wydania:2014
ISBN:978-83-7482-648-8
Format:140x200
Stron:168
Rodzaj okładki:Miękka

 
Kup tą książkę  
  

 
Miłość Boga pokonuje grzech
 
Pewnego sobotniego popołudnia poszłam wyznać swoje grzechy i przyjąć sakrament pojednania. Było to takie samo sobotnie popołudnie jak inne, moja spowiedź też niczym nie różniła się od wcześniejszych. Weszłam do konfesjonału, usiadłam i rozpoczęłam dobrze znany rytuał. "Pobłogosław mnie, Ojcze, bo zgrzeszyłam. Ostatni raz spowiadałam się dwa miesiące temu. Oto moje grzechy". Następnie wyrecytowałam szereg rzeczy, które zrobiłam. Była to mało interesująca lista. Nikogo nie zabiłam ani też nie okradłam żadnego banku. W ostatecznym rozrachunku, dość banalne sprawy.
 
Gdy skończyłam wyliczanie, oparłam się, czekając aż ksiądz będzie kontynuować obrzęd. Nastąpiła jedynie cisza. Czekałam dalej. Po kilku chwilach kapłan zapytał: "Czy jest coś jeszcze?".
 
"Nie" – odpowiedziałam. "To by było na tyle". Zaczęłam się zastanawiać, czy powinnam poczuć się zakłopotana z powodu tego, że zajęłam mu czas takim banalnym zestawem grzechów.
 
Nastąpiła kolejna długa pauza. Cóż on robi? Być może modli się za mnie. Ale o co? W końcu głęboko westchnął. "Chciałbym o coś zapytać?" – powiedział w końcu. "Czy żałujesz czegokolwiek z tego, co właśnie wyznałaś?"
 
Czy żałowałam? Ależ oczywiście, że żałowałam. Nie żebym popełniła coś, co wymagałoby, abym aż tak strasznie musiała żałować, ale ostatecznie, to była przecież spowiedź, prawda? Jasne, że żałowałam. Jak on mógł się zapytać o coś takiego?
 
Wygięłam plecy w łuk i podniosłam się do swoich pełnych stu sześćdziesięciu centymetrów i zaczęłam mówić. "Tak, ojcze, oczywiście, że żałuję". Ale słowa te nie chciały wyjść z moich ust. Zaczęłam zastanawiać się nad tym, czym tak naprawdę jest żal za grzechy. Pomyślałam sobie: "Czy gdybym naprawdę żałowała, powtarzałabym w kółko wszystkie te same grzechy? Nie, gdybym naprawdę żałowała, z czasem odniosłoby to jakiś skutek".
 
"Nie, ojcze" – w końcu wyszeptałam. "Chyba tak naprawdę nie odczuwam żalu z powodu czegokolwiek z tego, co wymieniłam".
 
Siedział, milcząc przez kilka chwil, zanim zaczął znów mówić. "Mógłbym ci udzielić rozgrzeszenia" – powiedział. – "Ale wolałbym nie". Wprawił mnie w osłupienie. Nigdy wcześniej żaden ksiądz nie powiedział mi czegoś takiego – a były przypadki, gdy wyznawałam grzechy znacznie poważniejsze od tych.
 
"To znaczy, udzielę ci rozgrzeszenia, jeśli chcesz, abym to uczynił" – kontynuował. "Nie ma nic takiego, co stałoby na przeszkodzie. Wszystkie warunki sakramentu zostały spełnione, technicznie rzecz biorąc. Ale wolałbym nie. Wolałbym poczekać aż wrócisz, gdy odczujesz żal za swoje grzechy".
 
Czułam się strasznie głupio, odchodząc od konfesjonału. Musiałam jednak przyznać, że sugestia księdza była dobra. Byłam również zaniepokojona swoim brakiem wyrzutów sumienia.
 
Przez następne cztery miesiące – tak, tyle to trwało – klękałam przed Panem, prosząc Go o pomoc: "Panie, miej litość nade mną. Ty jesteś Stwórcą, a ja stworzeniem i zgrzeszyłam przeciw Tobie. Skrusz zatwardziałość mojego serca, tak abym potrafiła żałować za swoje grzechy. Miej litość nade mną, abym poznała, jak bardzo potrzebuję Twojego miłosierdzia".
 
I Pan to właśnie zrobił. Pokazał mi, kim jestem w odniesieniu do Niego. Pokazał mi, jak bardzo smuci Go mój grzech. Skruszył zatwardziałość mojego serca i wzbudził we mnie prawdziwy żal za złe myśli, słowa i uczynki. A następnie z tej skruchy i pokory poprowadził mnie do pewności o Jego przebaczeniu i miłosiernej miłości względem mnie. Pan ulitował się nade mną.
 
Miłość Boga jest miłosierna. Księga Syracha mówi tak pięknie:
 
Którzy boicie się Pana, oczekujcie Jego zmiłowania,
Nie zbaczajcie z drogi, abyście nie upadli.
Którzy boicie się Pana, zawierzcie Mu,
a nie przepadnie wasza zapłata.
Którzy boicie się Pana, spodziewajcie się dobra,
wiecznego wesela i zmiłowania!
Popatrzcie na dawne pokolenia i zobaczcie:
kto zaufał Panu, a został zawstydzony?
Albo kto trwał w bojaźni Pańskiej, a został opuszczony?
Albo kto wzywał Go, a On nim wzgardził?
Dlatego że Pan jest litościwy i miłosierny,
Odpuszcza grzechy i wybawia w czasie ucisku.
(Syr 2,7-11)
 
Dalej autor kończy rozdział takimi słowami: "Jaka jest bowiem Jego wielkość, takie też i miłosierdzie" (Syr 2,18). Tak często myślimy o niesamowitości, mocy i wielkości Boga.
 
Otóż na równi z Jego majestatem jest miłosierdzie, które okazuje On tobie i mnie. Przyjmij tę miłosierną miłość. Zauważ ją. Wchłaniaj ją. Nie próbuj jej przyjmować rozumowo. Nie staraj się na nią zasłużyć. Nie jesteś w stanie. Nigdy nie będziesz na nią zasługiwał. Ale ona jest dostępna dla ciebie. Bądź pokorny. Przyjmij ją i rozpocznij życie pełne prawdziwej skruchy. 




 
Zobacz także
ks. dr. Anrzej Tomko
Cała wspólnota zbawienia – Kościół jest nie tylko podmiotem działań ludu Bożego, ale również jego przedmiotem. Zatem nie jest budowany, lecz sam się buduje, nie jest aktualizowany, lecz sam się aktualizuje, nie jest urzeczywistniany, lecz sam się urzeczywistnia w poczuciu odpowiedzialności za wszystkich swoich członków.
 
ks. Jarosław Klimczyk CRL
Zawsze bałem się tego pytania, gdy maluchy ze szkoły podstawowej, w której katechizowałem, domagały się szybkiej, krótkiej i jasnej odpowiedzi. Wiedziałem, że nie ma co lać wody ani posługiwać się cytatami z dokumentów Kościoła. Czarne, świdrujące oczka oczekiwały, że powiem im najbardziej osobistą i głęboką prawdę...
 
ks. Leszek Poleszak SCJ

Bóg jest naszym Stwórcą i jako Ojciec kocha nas miłością bezinteresowną. Dał nam swojego Syna, który przyjął ludzką naturę, aby nas zbawić. On wyrwał nas z niewoli grzechu, abyśmy w Nim odzyskali przybrane synostwo. On, po swoim zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu, posłał nam Ducha Świętego, Pocieszyciela, aby oświecał nasze umysły, rozpalał serca, wzmacniał wiarę i prowadził na drodze świętości. Warto, jak Maryja, zawierzyć Bogu, by Jego moc i działanie mogły się w nas objawić i przynosić owoce świętości.

 
___________________
 
 reklama