Katolik.pl - Opłatkowe myśli
logo
Czwartek, 22 października 2020 r.
imieniny:
Haliszki, Lody, Przybysłąwa, Salomei, Filipa, Donata – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Piotr Gąsior, Justyna Sowa
Opłatkowe myśli
Przewodnik Katolicki
 
fot. Roovuu | Flickr (CC BY-SA 2.0)


Łamanie się opłatkiem – wciąż okazja do wypowiedzenia płynących z serca dobrych życzeń czy już tylko pusty gest?

 

Nikt nie mógł wiedzieć


Zacznę od wspomnienia, które u młodszych czytelników może wzbudzić zdziwienie. Kiedyś tzw. klasowy opłatek szkolny to wcale nie była sprawa oczywista. Pamiętam jak w moim liceum byliśmy chyba jedną z pierwszych klas, które zdobyły się na ten gest za wiedzą wychowawcy. Ale wszystko miało pozostać tajemnicą. Dyrektor? Absolutnie nie mógł się o tym dowiedzieć. Drzwi do pracowni zostały na tę niby „godzinę wychowawczą” zamknięte na klucz. Stroików też nikt nie przyniósł, aby się nie wydało. Jedynie ktoś z bardziej utalentowanych plastycznie narysował kredą na tablicy symbol żłóbka. Dzieło musiało oczywiście zostać zaraz po życzeniach dokładnie zmazane. W takiej więc atmosferze podchodziliśmy do siebie z opłatkiem w ręce. I wszyscy czuliśmy to jako wyjątkowe wydarzenie. Nasze słowa nie były zlepkiem pustych „no to do siego roku” albo „trzymaj się brachu”. Z perspektywy czasu myślę, że tamte życzenia były nad wyraz dojrzałe i na pewno wypływały z serca. A na wychowawcę popatrzyliśmy w tym dniu nie tylko jak na belfra, ale człowieka wierzącego i na dodatek kogoś z charakterem.

Brudny chleb na podłodze


Jako katecheta próbowałem podnieść rangę szkolnych opłatków do czegoś więcej niż tzw. przedświąteczna impreza. Dlatego zanim przeszliśmy do łamania się opłatkiem, najpierw czytaliśmy fragment Pisma Świętego. Czułem jednak, że młodzież ma jakby przesyt tego „świętowania” przed świętami. Najbardziej bolało mnie znajdowanie brudnego chleba na podłodze czy gdzieś pod ławkami. Widziałem, że niektórzy nie spożywają tych wymęczonych rękami dzieci drobin opłatka, bo to – jak dawali do zrozumienia – takie nieestetyczne. Piękny znak religijny i rodzinny uległ dewaluacji. Wigilie klasowe przybrały charakter radosnego poczęstunku ciastkiem i „czerwonym barszczem” w postaci coca-coli. Smutne, prawda?

Opłatek z marketu


Dziś opłatki kupuje się w marketach. No bo przecież to taki miły, polski gest, z którego korzystają nawet niewierzący albo „wierzący inaczej”, którzy nie przychodzą do kościoła przed świętami, więc gdzie mieliby się w nie zaopatrzyć. Dlatego kto wie, czy w obecnej sytuacji w przeciwieństwie do czasów PRL-u odwagą nie byłoby w niektórych firmach, szkołach i klubach zrezygnowanie – po wcześniejszym wyjaśnieniu, dlaczego tak czynimy – z tego jakże głębokiego, lecz już nic niewyrażającego gestu?

Bywa niezręcznie

 

Z drugiej strony w wielu miejscach, m.in. w szkołach lub firmach, daje się zauważyć pewnego rodzaju przesyt takimi uroczystościami. Ludzie zaczynają traktować łamanie się opłatkiem w pracy jako pewnego rodzaju obowiązek, i to nie koniecznie ten przyjemny. Jest to powinność, którą po prostu trzeba jakoś przeżyć. I czasem trudno się takiej postawie dziwić, skoro niektórzy oprócz opłatka w domu, wśród najbliższych, mają jeszcze łamanie w zakładzie pracy, we wspólnocie czy w szkole dziecka z innymi rodzicami i nauczycielami. Takie uroczystości tworzą czasem niezręczne sytuacje.

 

Łamanie opłatkiem to przecież zwyczaj nie tylko ważny, ale także w pewien sposób intymny. Stajesz z kimś twarzą w twarz i z serca życzysz mu tego, czego potrzebuje. Błogosławisz mu zatem. A czego możesz życzyć osobie, której prawie nie znasz? Z którą utrzymujesz kontakt na dystans? Przecież nie z każdym można mieć zażyłą relację. Wiadomo, że wszystkim się dobrze życzy, problem zaczyna się jednak, gdy trzeba zwrócić się konkretnie do konkretnej osoby z mało konkretnymi życzeniami – tak żeby pasowały, ale żeby nie przekraczały granicy, za którą nigdy nie zostaliśmy wpuszczeni. Czy właśnie wtedy nie uciekamy się do pustych sloganów?

 

To niedobrze, kiedy ten piękny zwyczaj staje się stresującym i niemiłym obowiązkiem.


ks. Piotr Gąsior, Justyna Sowa
Przewodnik Katolicki 52/2014

 
Zobacz także
Herbert Oleschko
O ile dzisiaj powszechnie wierzymy w opiekę osobistego Anioła Stróża nad każdym człowiekiem, to nie mamy żadnych przekazów dotyczących Anioła Stróża Jezusa. Nie znaczy to bynajmniej, że aniołowie nie byli w życiu Syna Bożego obecni. Wręcz przeciwnie – czuwali przy Świętej Rodzinie i dyskretnymi podpowiedziami pomagali wypełnić plany Boże. Prześledźmy to po kolei.
 
Fr. Justin
Czy w razie konieczności ksiądz może sporządzić fałszywe świadectwo chrztu?
 
Przemysław Radzyński

Jezusa Dobrego Pasterza nie sposób postrzegać inaczej, jak przez pryzmat miłosierdzia. Zabłąkana owca, której szuka jej właściciel, jest przecież symbolem ludzkiego zagubienia – grzechu. A manowce, na które człowiek schodzi, mogą skutecznie oddalić go od Boga. Ks. Sopoćko postrzega w tym pewien proces: "Oddala się owca od Dobrego Pasterza, a oddalając się, zapomina o Nim i już nawet Go nie poznaje, gdy się zbliża – ucieka od Niego, męczy się i wpada w ostateczną nędzę"...

 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー