logo
Środa, 03 marca 2021 r.
imieniny:
Kingi, Kunegundy, Maryna, Tycjana – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Dominik Jarczewski OP
Ostatecznie piekło padnie
Miesięcznik W drodze
 


To wystarczy, aby wygrać walkę duchową?

Nie wystarczy. Fundamentem jest modlitwa. Wiara oddycha modlitwą. Nawet najlepiej uzbrojony żołnierz chory na astmę czy ledwo co dyszący nie nadaje się do walki. Kto się modli 14 minut dziennie, przeznacza na spotkanie z Panem Bogiem zaledwie niecałą jedną setną doby. Ponoć przeciętny Polak (a ten najczęściej jest katolikiem) ogląda telewizję ponad 4 godziny dziennie. I niekoniecznie są to programy religijne.

Dlaczego modlitwa jest tak istotna dla walki duchowej?

Najkrócej mówiąc, zapewnia łączność z naszym niebiańskim "Naczelnym Dowództwem". Nie trzeba tłumaczyć, jak to jest ważne na polu bitwy. Niestety, można dziś mówić o poważnym sukcesie przeciwnika. Nasz system łączności jest bardzo nadwątlony. Chrześcijanie coraz mniej się modlą. Nawet ci, których Pan powołał do modlitwy. Myślę tu o osobach konsekrowanych. Coraz więcej pracy w winnicy Pana, ale kosztem czasu dla Pana. Coraz więcej działalności, coraz mniej modlitwy. A taki układ jest na rękę szatanowi. Czasem wydaje mi się, że słyszę jego śmiech i głos: "Jeszcze więcej, jeszcze więcej pracujcie".

A gdy modlitwa nie wychodzi, przychodzi oschłość, rozproszenie, poczucie pustki i zniechęcenie?

Pan Jezus uczył: "Na modlitwie bądźcie wytrwali, módlcie się zawsze i módlcie się w moje imię". Gdy mamy trudności z modlitwą, gdy mamy ochotę z niej zrezygnować, gdy jesteśmy rozczarowani swą dotychczasową modlitwą, to już jesteśmy w pokusie. I nieważne, czy ona pochodzi od złego ducha. Ojcowie duchowi radzili w takich sytuacjach: nie skracaj, przedłuż ją choćby o kilka minut. W katechizmie czytamy, że modlitwa jest walką sensu stricto.

Przeciw komu?

Przeciw nam samym i przeciw podstępom kusiciela, który robi wszystko, by odwrócić człowieka od modlitwy, od zjednoczenia z Bogiem. Ta walka rozpoczyna się już od walki o czas na modlitwę. Bo szatan zrobi na pewno wszystko, abyśmy tego czasu nie znaleźli.

Mówiliśmy do tej pory o walce z szatanem, ale w życiu duchowym mówi się też o "próbowaniu" przez Boga, o takiej walce, która ma służyć naszemu oczyszczeniu.

Bóg próbuje człowieka, aby ten mógł doświadczyć, co się kryje w jego sercu. I mógł wzrastać. Próba Boża jest po to, aby człowiek odkrył, co może. Czasem człowiek nisko się mierzy i Bóg, wystawiając go na próbę, mówi: "Zobacz, ile potrafisz!". Te Boże działania są po to, by móc odkryć, że z Bożą pomocą możemy naprawdę bardzo wiele, o "wiele więcej niż prosimy czy rozumiemy".

Niektórzy święci, jak Matka Teresa z Kalkuty, większość życia przeżyli "w ciemnościach". Niejeden, słysząc o tym, wzdraga się, pytając: Czy Bóg nie jest zbyt okrutny wobec swoich wybranych?

To nie jest okrucieństwo ze strony Boga, ale sytuacja, w której ojciec mówi do syna: "Ciebie na wiele stać. Nie chcę, żebyś żył na pół gwizdka. Zobacz, ty możesz żyć pełnią tej mocy, którą masz". Podwyższanie poprzeczki może się wydać okrutne, ale prawdziwa miłość zawsze wymaga. Popatrzmy na miłość Ojca do Syna. Bóg Ojciec zgadza się i pozwala Synowi przyjąć krzyż. Wydaje Go w nasze ręce.

Można stąd wysnuć wniosek, że "im ciemniej, tym bliżej". Tylko, że wtedy pojawia się kolejny problem: czy taka ciemność może być zawiniona przez człowieka?

Jeżeli ciemność jest zawiniona, to ona nie daje owoców. Po owocach się poznaje. Matka Teresa z jednej strony pisała, że jest prawie niewierząca, a z drugiej strony ludzie dzięki jej postawie wracali do Pana Boga. Bo Bóg działał przez Matkę Teresę i jej serce. Może właśnie dlatego, że była w ciemnościach, dla wielu ludzi była światłem. Natomiast zawinione "noce ciemności" nie są darem od Pana Boga. To jest po prostu nasze niedbalstwo. I to jest raczej grzech. Pan Jezus powiedział: "Komu wiele dano, od tego się wiele wymaga". Prawdziwa miłość oczekuje, że rozwiniesz to, co zostało ci dane. Bóg bardzo na to liczy, że wydamy plon stokrotny, a nie tylko pięciokrotny.
 
Zobacz także
Ewelina Del Fiaco

Miłość nie tyle musi się rozwijać, ale czemuś służyć, owocować. Płodność i rodzicielstwo wydają się najbardziej naturalną formą owocowania miłości w małżeństwie, choć trzeba podkreślić – nie jedyną. Jeśli miłość nie jest płodna, łatwo się degeneruje. Daliśmy sobie wmówić, że płodność to kłopot i problem. Środki antykoncepcyjne nazywamy lekami, a cóż takiego one leczą i jaki problem usuwają? 

 

O tym, co mówi Kościół o radzeniu sobie z niepłodnością, w rozmowie z Eweliną Del Fiaco opowiada Tomasz Łukowski – doradca rodzinny, mąż od 37 lat, ojciec trzech synów i dziadek pięciorga wnucząt.

 
Fr. Justin
Pismo Święte mówi, ze każdy otrzyma nagrodę w niebie. Czy można zatem mówić o rożnych stopniach w niebie?
 
Ks. Edward Staniek
Człowiek opętany jest jak, medium w rękach hipnotyzera. Traci wówczas kontrolę nad swymi słowami i czynami. Opętanie nie musi być skutkiem grzechów ciężkich. Może dosięgnąć człowieka podatnego na sugestię, słabszego psychicznie lub nerwowo. Najczęściej jednak jest ono skutkiem jego grzechów...
 
 
___________________
 
 reklama