logo
Piątek, 22 lutego 2019 r.
imieniny:
Piotra, Małgorzaty, Marty, Nikifora – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Tadeusz Marcinkowski
Ostatnie czyli pierwsze miejsce
Mateusz.pl
 
fot. Andreas Kind | Unsplash (cc)


Beatyfikacja Charlesa de Foucauld (1858-1916)
 
„Chrystus zajmował tak dalece ostatnie miejsce, że nikt nie mógł Mu go odebrać” – H. Huvelin
 
Dnia 13 listopada 2005 r., w bazylice św. Piotra w Rzymie, odbędzie się beatyfikacja Karola de Foucauld, francuskiego zakonnika i duchowego ojca wielu wspólnot, stowarzyszeń i zgromadzeń religijnych, powstałych w Kościele po jego śmierci, m.in. Małych Braci Jezusa i Małych Sióstr Jezusa,
 
Świadectwo życia oraz radykalizm ewangeliczny francuskiego apostoła Sahary, znanego z historii duchowości katolickiej jako Brat Karol od Jezusa, według kardynała Y.M.-J. Congara (1904-1995) jest „latarnią dla wieku atomowego” i drogowskazem dla wielu chrześcijan, którzy pragną naśladować Pana Jezusa w Jego ukrytym i ubogim życiu w Nazarecie. Jednocześnie jest wyzwaniem dla tych, którzy pogrążeni w duchowym letargu, zatracili swą chrześcijańską tożsamość i świadomość obecności i działania Boga w świecie.
 
Dewizą życia Brata Karola i drogowskazem jego duchowych pragnień i aspiracji były słowa: „Chrystus zajmował tak dalece ostatnie miejsce, że nikt nie mógł Mu go odebrać”, przypisane jego spowiednikowi i kierownikowi duchowemu, księdzu H. Huvelin, wywodzącemu się ze środowiska francuskich oratorianów, inspirujących się duchowością kardynała P. de Bérulle’a (1575-1629) i księdza J.J. Oliera (1608-1657).
 
Jaka była historia życia Błogosławionego? Czym wyróżniała się jego duchowość? Trudno zrozumieć tajemnicę i bogactwo życia francuskiego kontemplatyka odwołując się wyłącznie do licznych biografii jemu poświęconych, obecnych również na polskim rynku wydawniczym. By poznać lepiej życie Karola de Foucauld, naznaczone nadzwyczajnym dynamizmem duchowym, należy zapoznać się jego pismami, m.in. z medytacjami biblijnymi i rozważaniami teologicznymi, korespondencją i notatkami, które po sobie pozostawił, chociaż nigdy nie pragnął, aby zostały one kiedykolwiek opublikowane. Dzisiaj zawarte we francuskojęzycznym wydaniu „Oeuvres spirituelles” stanowią jedno ze źródeł historii duchowości XX wieku.
 
Życie
 
Historię życia Karola de Foucauld można podzielić na trzy najważniejsze okresy: przed nawróceniem (1874-1886), nawrócenie (1886-1901) i pobyt w Afryce (1901-1916).
 
Pierwszy z etapów jego życia, po okresie dziecięcej wiary pielęgnowanej w rodzinnym domu w Strasburgu, najpierw przez rodziców, a po ich przedwczesnej śmierci przez dziadka, naznaczony był poszukiwaniami intelektualnymi. Po zdaniu matury w 1874 r. w liceum w Nancy, Karol zaczął interesować się filozofią Voltaire’a, Montaigne’a, Kanta, Hegla, Comte’a i Kartezjusza, ulegając coraz bardziej duchowi antyklerykalizmu i pozytywizmu panującemu w ówczesnej Francji. Miejsce wiary lat dziecięcych zajął agnostycyzm. Pod wpływem E. Littre’a, jednego z twórców pozytywistycznej idei sądził, że nie ma odpowiedzi na zagadnienie istnienia Boga. Nie znalazłszy wykształconego przewodnika religijnego, sam studiował różne religie, dochodząc do przekonania, że ich odmienność jest potępieniem wszystkich. Kilkanaście lat później, po nawróceniu, w jednym z listów tak wspominał młodzieńcze lata: „Moja wiara całkowicie zamarła na całe lata. Przez dwanaście lat żyłem zupełnie bez wiary. Nic się nie wydawało dostatecznie udowodnione. To, iż się wyznaje z jednaką wiarą tak różne religie – zdawało mi się potępieniem wszystkich. A już wiara mego dzieciństwa ze swoim 1=3 wydawała mi się zupełnie nie do przyjęcia. Trwałem w takim stanie dwanaście lat, niczego nie negując, ale i w nic nie wierząc, zwątpiwszy w istnienie prawdy, nie wierząc nawet w Boga, bo żaden dowód nie zdawał mi się dość oczywisty. Żyłem tak, jak żyć można, gdy zgasła ostatnia iskra wiary”.
 
Nawrócenie Karola de Foucauld, które dokonało się pod koniec października 1886 r. w paryskim kościele św. Augustyna, było przede wszystkim dziełem Miłosierdzia Bożego, którego doświadczył dzięki „wymuszonej” przez ks. H. Huvelin spowiedzi, ale także owocem szczerego i intensywnego poszukiwania Boga wyrażonego w jego nieustannej modlitwie „Boże, jeżeli istniejesz, daj mi się poznać”. Łaska nawrócenia poprzedzona była doświadczeniem religijnym z czasu ekspedycji naukowej przeprowadzonej na terenie Maroko i Algierii w latach 1883-1885. Podając się za rabina zmuszony był do nawiedzania synagog i uczestnictwa w modlitwach wspólnoty żydowskiej. Codziennie spotykał się z muzułmanami, którzy urzekli go swą wiarą i obyczajami. Studiując islam, myśląc nawet o zostaniu jego wyznawcą, zachwycił się prostotą dogmatów, hierarchii i moralności. Nie znalazłszy jednak w nim fundamentu Objawienia Bożego zanegował „historyczną prawdziwość” tej religii. Wywarła ona jednak na nim tak silne przeżycie duchowe, że zdarzało mu się wtrącać do modlitw chrześcijańskich fragmenty Koranu. Afryka stała się dla niego szkołą uduchowienia. W wiele lat później wyznał, że nie mógł odmawiać Modlitwy Pańskiej nie myśląc o tym kontynencie.
 
Wraz z łaską nawrócenia Karol de Foucauld otrzymał powołanie zakonne: „Gdy tylko uwierzyłem, że jest Bóg, zrozumiałem natychmiast, że nie mogę zrobić inaczej, jak tylko żyć dla Niego. Moje powołanie zakonne zrodziło się w tej samej godzinie, co i wiara: Bóg jest tak wielki”. Poszukując „ostatniego miejsca” w Kościele, zdecydował się wstąpić do najuboższego we Francji opactwa trapistów. Nie odnalazł tam jednak swego duchowego ideału. Po opuszczeniu zakonu, przyjmując imię Brata Karola od Jezusa i składając prywatne śluby czystości i ubóstwa, ogarnięty pasją naśladowania nazaretańskiego życia Jezusa, udał się w 1897 r. do Ziemi Świętej. W czasie trzyletniego pobytu w Nazarecie odkrył nowy etap na drodze powołania pustelniczego, uważając że przez życie kapłańskie, eucharystyczne i ewangeliczne, może być głębiej zjednoczony z ofiarą Jezusa: „Nigdy człowiek nie naśladuje dokładniej Pana Jezusa niż wtedy, gdy sprawuje Najświętszą Ofiarę lub udziela sakramentów; szukanie pokory przez uchylanie się od kapłaństwa nie jest więc dobre, bo oznacza uchylanie się od naśladowania Pana, który jest jedyną drogą...”.
 
Po powrocie do Francji, udał się do opactwa trapistów Najświętszej Maryi Panny Śnieżnej, które stało się miejscem przygotowania do święceń kapłańskich. W międzyczasie wyjechał do Rzymu w celu zatwierdzenia studiów i uzyskania u teologów Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego aprobaty „Reguły Pustelników Najświętszego Serca Jezusa”.
 
W grudniu 1900 r. został subdiakonem, 23 marca 1901 r. diakonem. Dnia 9 czerwca 1901 r. w kaplicy seminarium diecezjalnego w Viviers otrzymał święcenia kapłańskie. Pragnął pełnić służbę kapłańską na kontynencie afrykańskim: „Dokąd iść? – Tam, gdzie szedł Jezus, do owcy najbardziej oddalonej, do tych, którzy są najbardziej opuszczeni. Trzeba iść nie tam, gdzie ziemia jest najświętsza, ale gdzie dusze są w największej potrzebie. W Ziemi Świętej jest wielu księży i zakonników, a mało dusz do pozyskania; W Maroko i sąsiednich krajach istnieje wielki brak księży i zakonników a ogromna ilość dusz do ratowania”.
 
Okres afrykański był ostatnim etapem jego życia. Po przybyciu do Algierii dnia 10 września 1901 r. i po otrzymaniu od Prefekta Apostolskiego Sahary i Naczelnika Wydziału dla Spraw Krajowców zezwolenia kanonicznego i administracyjnego Brat Karol zamieszkał w oazie Beni Abbes, położonej na granicy algiersko-marokańskiej, między wioską arabską a francuskim garnizonem. Przy pomocy żołnierzy rozpoczął budowę pustelni – „Fraterni Najświętszego Serca Jezusa”, składającej się z kaplicy i pięciu domków (dla niego, gości i upragnionych współbraci, których nigdy się nie doczekał).
 
Początkowo działalność duszpasterską prowadził wśród francuskich żołnierzy, pragnął jednak przede wszystkim „uczynić wszystko, co obecnie możliwe dla ludności muzułmańskiej, tak licznej i opuszczonej, niosąc im Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie, podobnie jak Najświętsza Dziewica uświęciła Jana Chrzciciela niosąc mu Jezusa”. Po codziennej Eucharystii, celebrowanej o świcie spotykał się z żołnierzami, podróżnymi, niewolnikami, chorymi, dzieląc się żywnością, lekarstwami, pieniędzmi otrzymywanymi od rodziny i nauczając religii z katechizmu, który sam ułożył.
 
W kwietniu 1902 r. otrzymał pozwolenie na utworzenie Zgromadzenia Małych Braci Serca Jezusa. Zredagował także konstytucje Małych Sióstr Serca Jezusa. Od 13 sierpnia 1905 r. miejscem jego pobytu była wioska Tamanrasset, zamieszkana przez koczownicze plemiona Tuaregów. Tryb życia Brata Karola początkowo podobny był do tego, który wiódł w Beni Abbes, z tą tylko różnicą, że znajdował się na obcym terenie, wśród ludzi o nieznanej mu obyczajowości, mentalności i strukturze społecznej. Chcąc zbliżyć się do tego ludu doskonalił jego język, interesował się jego życiem i kulturą. Zainteresowania te były pomocne w prowadzonych przez niego studiach lingwistycznych, mających ułatwić pracę jego następcom.
 
Czas poza pracą naukową przeznaczał na długą modlitwę i spotkania z miejscową ludnością, będąc przekonany, że tylko w ten sposób przyczyni się do jej nawrócenia: „Nie wydaje mi się, żeby Jezus chciał, abym ja, czy kto inny, głosił Jezusa Tuaregom. To by tylko opóźniło, a nie przyśpieszyło ich nawrócenie... Trzeba zabrać się do tego bardzo roztropnie, ostrożnie: poznać ich, zaprzyjaźnić się z nimi i potem dopiero będzie można krok za krokiem iść naprzód mając do pomocy kilka dusz uprzywilejowanych, które ‘przyjdą i zobaczą’ więcej niż inne i one to pociągną innych... Módlmy się i pracujmy”.
 
Podczas I wojny światowej Brat Karol od Jezusa spodziewając się natarcia Tuaregów-Senusytów, islamskiego ugrupowania polityczno-religijnego, znanego z fanatyzmu i antyeuropejskości, zamieszkał 30 października 1916 r. w wybudowanym przez siebie forcie w Tamanrasset. W tym miejscu, dnia 1 grudnia 1916 r., w pierwszy piątek miesiąca wieczorem, został zabity, zgodnie w wcześniejszymi przeczuciami, przez grupę islamskich fundamentalistów. Obok niego znaleziono monstrancję z Najświętszym Sakramentem. Jego słowa: „Pomyśl o tym, że umrzesz śmiercią męczeńską, ogołocony ze wszystkiego, powalony na ziemię, nagi nie do rozpoznania, pokryty krwią i ranami, brutalnie i boleśnie zabity... i pragnij, by to się stało dziś”, napisane w Nazarecie w uroczystość Zesłania Ducha Świętego i zamieszczone w jego „Luźnych notatkach duchowych” z lat 1897-1900 okazały się proroctwem. Zgodnie z testamentalnym życzeniem z 24 października 1914 r.: „Chcę być pochowany, tam gdzie umrę, bez trumny: bardzo skromny grób, bez nagrobku, z krzyżem z drzewa” Karol de Foucauld został złożony w fosie fortecznej. W 1929 r. jego ciało przeniesiono do El Golea w pobliżu stacji misyjnej Białych Ojców. Na grobie umieszczono napis: „Całym swym życiem krzyczał Ewangelię”. Proces informacyjny w celu podjęcia starań o beatyfikację Karola de Foucauld rozpoczął się w Ain Sefra w Algierii w marcu 1927 r., a zakończył się dwadzieścia lat później. Dnia 13 kwietnia 1978 r. Kościół ogłosił go Sługą Bożym.
 
Duchowość

O wielu świętych mówi się, że byli mistrzami życia wewnętrznego, przyznaje się im tytuły, klasyfikuje się ich dorobek twórczy. Brat Karol od Jezusa nie był mistrzem pióra, ale był niezwykle oryginalnym „mistrzem życia”. Przyznawali to nawet współcześni mu muzułmanie twierdząc, że swym życiem „krzyczał Ewangelię”. Jego medytacje i listy nie przedstawiają żadnej doktryny, nie wymieniają stopni doskonałości wiodących do Boga ani nie tworzą szkoły modlitwy. W opinii kardynała J. Danielou (1905-1974) stanowią one jednak ważną datę we współczesnej historii życia wewnętrznego, umiejscawiając go w nurcie mistyczno-kontemplacyjnym, obok m.in. św. F. Kowalskiej (1905-1938), św. E. Stein (1891-1942), P. T. de Chardin (1881-1955), T. Mertona (1915-1968).
 
Duchowość Ojca de Foucauld została ukształtowana przez zasady duchowości oratoriańskiej i karmelitańskiej, a także przez reguły benedyktyńską i augustiańską. Oparta była na idei duchowej pustyni naznaczonej samotnością, modlitwą i surową ascezą. Akcentowała również znaczenie tzw. apostolatu obecności, zwłaszcza poprzez pracę fizyczną, przyjaźń i braterstwo z ubogimi.
 
Pragnienie „ostatniego miejsca” skoncentrowało jego życie duchowe na idei nazaretańskiego życia Jezusa. Przebywając w Nazarecie, miejscowości ówcześnie niewiele znaczącej pod względem społecznym i ekonomicznym, zwiedzał miejsca uświęcone obecnością Świętej Rodziny. Wchodząc w atmosferę tego miasteczka, poznając jego kulturę i życie jego mieszkańców, próbował odtworzyć nazaretańską codzienność Chrystusa w swoim życiu. Uważał, że obecność Jezusa w Nazarecie nie była przypadkiem. Była ona znakiem Jego mesjańskiej solidarności ze światem ubogich i z ludźmi tzw. marginesu społecznego. Mieszkańcy Nazaretu nie cieszyli się dobrym imieniem w swojej ojczyźnie, o czym świadczą słowa Natanaela: „Czyż może być co dobrego z Nazaretu?” (J 1,46). W misterium życia nazaretańskiego Jezus jest jednocześnie Synem Ojca i Bratem każdego człowieka. Tajemnica Nazaretu jest więc jednością przeżywania tej podwójnej przynależności. Syn Boży doświadcza bliskości i solidarności ze swoim Ojcem i swymi braćmi. Jego „synowskie relacje” względem Ojca są przeżywane poprzez zwyczajność Jego „relacji braterskich”. Odtąd, co najbardziej „zwykłe” w ludzkiej egzystencji życia ubogiego stało się drogą łączności z Bogiem Życie Jezusa w Nazarecie świadczy o „pokornej obecności” Boga, który działa w świecie, jednocześnie uobecnia miłość Bożą, która odnajduje swoją radość w istnieniu z innymi, w dzieleniu się z nimi i w solidarności egzystowania.
 
Charakteryzując ducha Nazaretu, którym żył Ojciec de Foucauld należy wskazać na następujące aspekty: życie naznaczone pokorą, pracą i umartwieniem; żarliwe, nieustanne pragnienie współpracy z Jezusem w dziele Odkupienia poprzez całkowitą ofiarę z siebie; czynne okazywanie swej miłości do ludzi przez przyjacielskie relacje ze wszystkimi, podobnie jak to mogła czynić Święta Rodzina w Nazarecie.
 
Fundamentalne znaczenie w jego nazaretańskiej duchowości posiadała nieustanna modlitwa, która była znakiem wspólnoty z Bogiem i ludźmi. Po swoim nawróceniu dużo czasu przeznaczał na modlitwę, pozostając przez pewien okres pod wrażeniem muzułmańskich praktyk modlitewnych. Później jego modlitwa karmiła się Eucharystią, adoracją Najświętszego Sakramentu, medytacją Słowa Bożego i regularnie odprawianymi rekolekcjami. Wybierając zakon trapistów sugerował się regułą przewidującą stałe milczenie i wielogodzinne modlitwy liturgiczne i indywidualne. Również w Nazarecie i Afryce zaznaczał swoją obecność wielogodzinną modlitwą, dniem i nocą. Wydawać by się mogło z ilości godzin spędzonych przed Panem, że był mistrzem modlitwy. Jednak sam przyznawał, że modlitwa sprawiała mu trudność. Chcąc uniknąć rozproszeń spisywał swoje rozmyślania, a znużenie przezwyciężał zmieniając postawy modlitewne. W modlitwie upatrywał lekarstwo na wszystkie pokusy. Zalecał modlitwę w samotności i w ukryciu, ale też wiele mówił o głośnej modlitwie uwielbienia we wspólnocie, w formie nie praktykowanej ówcześnie w Kościele rzymsko-katolickim, obecnie doświadczanej we wspólnotach charyzmatycznych. Przeżywała ją w duchu dziecięctwa i bezgranicznej ufności do Boga. Przykładem może być jego „Modlitwa zawierzenia”: „Ojcze zdaję się na Ciebie, zrób ze mną, co Ci się podoba...”.
 
Ojciec de Foucauld rozważając tajemnicę modlitwy Jezusa w Nazarecie uważał, że była ona przede wszystkim adoracją kryjącą w sobie najgorętsze wyznanie miłości, a także dziękczynieniem za łaski uczynione ziemi i wszystkim stworzeniom, krzykiem o przebaczenie wszystkich grzechów oraz prośbą o błogosławieństwo dla stworzeń i wyzwolenie ich od zła. Naśladując modlitwę swojego Mistrza, stawał przed Bogiem w imieniu tych, których kochał: „Modlę się do Niego za nich, choć niegodnie i źle, ale czynię to z całego serca... Modlenie się do Pana za tych, których kocham, to moje najważniejsze zajęcie w godzinach spędzonych u Jego stóp. Robię, co mogę równocześnie dla Niego i dla nich”. Szczególną miłością otaczał ludność Sahary za nawrócenie, której ofiarował swoje życie. Uważał, że jeżeli człowiek nie poświęca się dziełom apostolskim, powinien modlić się za nawrócenie grzeszników, gdyż modlitwa jest potężnym środkiem wyświadczającym im dobro. Modlitwę dzielił na dwie równe części: jedną poświęcając kontemplacji, a drugą wstawiennictwu za wszystkich ludzi. Zanim zaczął żyć duchem modlitwy wstawienniczej, sukcesywnie odkrywał wartość dialogu z Bogiem i jego różne formy. Nigdy jednak nie myślał występować w roli nauczyciela modlitwy. Jego pisma stanowią w większości zbiór krótkich notatek, medytacji przeznaczonych wyłącznie na własny użytek. Uczył się dróg modlitwy studiując dzieła św. Teresy z Avila (1515-1582) i św. Jana od Krzyża (1542-1592). Sięgał również do pism francuskiego pisarza ascetyczno-mistycznego J.P. de Caussade SI (1675-1751). Szczególnie upodobał sobie nabożeństwo do Serca Pana Jezusa, widząc w Nim ogrom Miłosierdzia Bożego. Ilekroć przebywał w Paryżu, nawiedzał bazylikę Sacré Coeur na Montmartre, w której dnia 6 czerwca 1899 r. poświęcił się Sercu Jezusa. Uważając, że przykład życia Świętych pomaga w lepszym naśladowaniu Pana Jezusa, jedynego wzoru doskonałości i świętości, szczególną czcią otaczał Najświętszą Maryję Pannę i św. Józefa, a także Marię Magdalenę, Piotra Apostoła, Jana Chrzciciela i Michała Archanioła, którzy byli jego „ulubionymi” Świętymi. Będąc w Ziemi Świętej mógł się spotkać z „Modlitwą Jezusową” rozpowszechnioną w Kościele wschodnim, a pielęgnowaną m.in. przez mnichów z góry Athos. Znany był mu też akt strzelisty „Allach Akbar” wypowiadany przez wyznawców islamu. Nie obca mu też była liturgia żydowska, w której uczestniczył podczas wyprawy badawczej w Maroko.
 
Duszą ożywiającą codzienną modlitwę Brata Karola była Eucharystia i związana z nią adoracja Najświętszego Sakramentu. Po swoim nawróceniu przystępował codziennie do Komunii świętej. Podczas pobytu w Nazarecie zrodziło się w nim intensywne, pełne wiary, przywiązanie do „pokornej obecności” Chrystusa w Eucharystii. W kaplicy klarysek w Nazarecie spędzał całe noce przed Najświętszym Sakramentem, natomiast w niedziele i dni wolne od pracy udawał się do kościoła na całodniowe adoracje. Po święceniach kapłańskich Eucharystia stała się centrum jego codziennego życia. Uważał, że nic nie może oddać większej chwały Bogu i więcej uczynić dobrego ludziom od Eucharystycznej Ofiary. W Afryce we wszystkie niedziele i święta wystawiał Przenajświętszy Sakrament na cały dzień, natomiast w dni powszednie nocami modlił się przed Nim w swej małej kaplicy. Tak dalece wierzył w moc obecności Jezusa Chrystusa w znaku Najświętszej Eucharystii, że przypisywał jej uświęcenie krajów nie znających Jezusa. Rzeczywista obecność Chrystusa w tym sakramencie była dla niego źródłem uświęcenia i łaski dla wierzących i niewierzących. Szukając analogii między obecnością Jezusa w misterium Eucharystii a Jego obecnością w Nazarecie, zrozumiał, że Ofiara Eucharystyczna celebrowana w Kościele, jest ukrytym w świecie niewyczerpanym źródłem łask i że z woli Boga Ojca, dzięki Ofierze Krzyża, poprzez Kościół i Eucharystię dociera do wszystkich ludzi zbawcza miłość.
 
Przed tabernakulum zgłębiał Ewangelię, rozmyślał i czytał traktaty teologiczne i redagował teksty medytacji ewangelicznych. Swą miłość, wdzięczność, uwielbienie i błaganie wypowiadał przed Najświętszym Sakramentem. Był głęboko przekonany, że ziemskie bogactwa i piękno świata są niczym w porównaniu z Panem wszechświata, który przebywa w tabernakulum, dlatego wszyscy chrześcijanie powinni adorować Jego eucharystyczną obecność pomimo przeżywanych trudności moralnych i materialnych. Modlitwa przed Najświętszym Sakramentem wymagała od niego przezwyciężenia wielu trudności. Przedstawił je księdzu H. Huvelin: „Przed Najświętszym Sakramentem nie mogę wcale długo się modlić; jestem w dziwnym stanie, wszystko wydaje mi się puste, próżne, nikłe, bezsensowne, wyjąwszy trwanie u stóp Pana Jezusa i patrzenie na Niego, a potem, gdy jestem u Jego stóp, czuję się wyjałowiony, oschły bez słów i myśli, a często, niestety, kończy się na tym, że zasypiam. Czytam z rozsądku, ale wszystko wydaje mi się puste; czytam „Summę teologiczną” św. Tomasza z Akwinu”. Miłość Karola de Foucauld do Jezusa obecnego w Najświętszym Sakramencie została wyrażona w sposób szczególny i symboliczny w dniu jego śmierci. Obok jego zastrzelonego ciała leżała porzucona, przysypana piaskiem eucharystyczna Hostia w monstrancji.
 
Błogosławiony Karol de Foucauld pragnął przekazać swoim naśladowcom ideał życia nazaretańskiego, które jak twierdził „można sobie wszędzie urządzić, zanurzyć się w zapomnieniu, żyć posłuszeństwem obejmując krzyż, w pokorze, ubóstwie i ciszy”. Współcześni chrześcijanie inspirując się jego duchowością powtarzają codziennie z głęboką ufnością „Modlitwę zawierzenia”, której jest autorem: „Ojcze, zdaję się na Ciebie, zrób ze mną co Ci się podoba, cokolwiek uczynisz ze mną, dziękuję Ci. Jestem gotów na wszystko, przyjmuję wszystko, byleby Wola Twoja spełniała się we mnie, we wszystkich Twoich stworzeniach – nie pragnę nic więcej o Boże. W ręce Twoje oddaję ducha mojego, bo kocham Cię całym sercem i z ufnością oddaję Ci się bez reszty, gdyż jesteś naszym Ojcem”. Nie lękają się „ostatniego miejsca” w świecie i Kościele ani nie obawiają się życia, pozornie przegranego i nieudanego, z nadzieją na spełnienie ewangelicznej obietnicy Chrystusa, iż „ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi” (Łk 13,30). Beatyfikacja francuskiego apostoła Sahary przekonuje nas o tym niewątpliwie, że Bóg wywyższa tych, którzy naśladując Jego Syna wyrzekają się dominacji politycznej, ekonomicznej, moralnej i duchowej.
 
Błogosławiony Karolu de Foucauld, „Mały Bracie Jezusa”, módl się z nami i módl się za nami, kimkolwiek jesteśmy i gdziekolwiek żyjemy, na drogach naszej „nazaretańskiej” codzienności.
 
ks. Tadeusz Marcinkowski
mateusz.pl  
 
Zobacz także
Marie Cofta
Słowo, które stało się Ciałem 2000 lat temu, obecne jest dzisiaj w Eucharystii. Fakt ten sprawił, że Msza św. stała się centrum życia chrześcijańskiego, centrum życia Kościoła. W niej odnajdujemy Tego, który umarł dla naszego zbawienia i, co więcej, pozostał, wręcz „uwięził się” pod postacią chleba i wina, by być wśród nas wciąż obecnym...
 
kl. Marcin Wójcik scj
Przychodząc na świat, wyrzekł się swego nieziemskiego piękna i przybrał ciało małego dziecka. Wymagał troskliwej opieki jak każdy nowo narodzony człowiek. Musiał być nakarmiony, trzeba było zadbać, aby było Mu ciepło. A przecież to On stworzył wszechświat. Przed Jego potęgą drżały demony. Przed Jego majestatem serafini oddawali pokłony.
 
ks. Jakub Szcześniak
Po kilku latach pracy kapłańskiej zostałem skierowany do dużej miejskiej parafii. Już wtedy miniony rok, trudny dla mnie z wielu powodów, dał odczuć pierwsze syndromy "wypalenia się". Zauważyłem, że moja modlitwa staje się obowiązkiem, a codzienna posługa coraz bardziej naznaczona jest zmęczeniem. Wielość obowiązków pracy katechetycznej, trwająca blisko sześć miesięcy tzw. "kolęda", warunki budującego się kościoła i plebani pogłębiały we mnie zmęczenie...
 
 
___________________
 
 reklama