logo
Poniedziałek, 24 września 2018 r.
imieniny:
Dory, Gerarda, Maryny, Hermana, Pacyfika – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Aneta Pisarczyk
Oswojony ból
wstań
 


Śmierć bliskiej osoby to doświadczenie graniczne. Wyrywa nas boleśnie z codzienności, jaką znamy. Na takie doświadczenie nie można się nigdy dostatecznie przygotować. Spada ono na nas jak grom z jasnego nieba. My zaś zostajemy dogłębnie zranieni. Jak pozbierać się po stracie bliskiej osoby? Jak na nowo wejść w tętniący rytm życia? Jak uleczyć rany, nie zapominając?
 
To nie mogło się wydarzyć
 
Pierwszą reakcją na śmierć jest zaprzeczenie. Jak to możliwe? Dzień taki zwyczajny, ludzie wykonują swoje obowiązki, miasto tętni codziennością, a tu nagle, w jednej chwili, kogoś ważnego zabrakło. Jak to możliwe? Noc taka spokojna, wielu odpoczywa w łagodnym śnie, zbiera siły na kolejne wyzwania, a tu nagle, w jednej chwili, wszystko się zmienia. Niemożliwe. A jednak rzeczywiste. Nie powinno się wydarzyć, a właśnie się dokonało.
 
Tak trudno przyjąć prawdę o śmierci bliskiej osoby. Żyjemy w relacjach. Karmimy się swoją obecnością, czułością, byciem potrzebnym. Nasze życie nierozerwalnie splata się z życiem naszych bliskich. Bylibyśmy nieludzcy, gdybyśmy nie cierpieli. A że to cierpienie w jednej sekundzie wdziera się w nasze najczulsze miejsca, nie pozwalając złapać tchu, nic dziwnego, że w reakcji obronnej zaprzeczamy faktom. Chronimy siebie. Nasza psychika buduje mur. I choć nasz umysł rozumie, co się dzieje, nasze emocje ze wszystkich sił temu zaprzeczają. Jesteśmy rozbici, podzieleni wewnętrznie. Walczymy o psychiczną przestrzeń dla siebie – by móc przyjąć tę miażdżącą nas wiadomość, by oswoić zalewające z każdą kolejną myślą cierpienie.
W pierwszych dniach po odejściu bliskiej osoby możemy mieć poczucie bycia obok, tak jakby dane doświadczenie nie dotykało nas osobiście. Jakbyśmy patrzyli na rzeczywistość przez szybę, wszystko rozumiemy, wszystko obserwujemy, ale wydaje nam się to nierealne, dziejące się w innej czasoprzestrzeni, nie nasze. Po szoku i zaprzeczaniu przychodzi czas uświadomienia sobie, że strata nastąpiła i jest bezpowrotna. Bliska osoba odeszła. Niewątpliwie na tym etapie pomaga nam nasza wiara. Odeszła – co to znaczy? Czy jej już nie ma, czy też istnieje, ale teraz inaczej?
 
Doświadczani przez trudne emocje
 
Po pogrzebie bliskiej osoby powoli szykujemy się do zmierzenia się z codziennością. I tu napotykamy wiele trudności. Ciężko nam sprostać obowiązkom. Często nie jesteśmy zdolni do celowego i skutecznego działania. Przysłowiowo wszystko leci nam z rąk. Rutynowe czynności wydają nam się trywialne, pozbawione sensu. W naszych działaniach dominuje chaos. Myśli krążą wokół osoby zmarłej, naszej relacji z nią i chwili jej odejścia. Analizujemy czas, który poprzedził śmierć bliskiej osoby, szukamy symptomów, zastanawiamy się, czy można było tej śmierci uniknąć. Obwiniamy siebie i innych. Patrzymy też na naszą relację ze zmarłą osobą. Często pojawia się w nas poczucie winy, szczególnie gdy z jakichś powodów relacja ta była trudna. Żałujemy niewykorzystanego czasu, niewypowiedzianych słów, nieuczynionych gestów.
 
Nasza psychika musi pomieścić w sobie ogrom trudnych emocji – od lęku i poczucia bycia osieroconym, poprzez złość, aż po głęboki smutek i rozpacz. Przeżycie żałoby w dzisiejszych czasach to sztuka. Mamy w sobie tendencję, wzmacnianą bardzo mocno przez dzisiejszy świat, do izolowania się od trudnych emocji. Chcemy radzić sobie z daną sytuacją szybko i skutecznie. Boimy się dotykać tego, co boli, a co gorsza, nie wiemy jak stworzyć sobie przestrzeń do przeżycia bólu. Tymczasem przeżywanie żałoby to proces. Wiąże się on z uwalnianiem tego, co bolesne. Trudne emocje trzeba przeżyć. Zanurzyć się w cierpieniu. Tylko zaopiekowana rana goi się właściwie. Ta pozostawiona sama sobie, a co gorsza zakryta, sączy się i pogłębia. Miejmy odwagę przeżywać to, co trudne. Przez ból trzeba przejść, by na nowo odetchnąć pełną piersią. W bólu my wierzący możemy zjednoczyć się z cierpiącym za nas Bogiem i oddać mu swoje cierpienie. Nigdy nie jesteśmy sami. Szukajmy wokół siebie ludzi, którzy pomogą nam w tym trudnym czasie. Do przeżycia żałoby potrzebna nam jest inna osoba. Dobrze jest mówić o swoich emocjach, dzielić się myślami, razem wspominać zmarłego. Nie bójmy się płakać, wyrażajmy swoją złość. Otwórzmy się na wsparcie innych, a kiedy trzeba, wyraźnie o nie prośmy.
 
Życie toczy się dalej
 
Ważnym elementem powrotu do równowagi psychicznej jest wyzbycie się poczucia winy. Jak to zrobić? Zrzućmy ze swoich barków odpowiedzialność za to, na co nie mieliśmy wpływu. Nie wszystko leży w zasięgu naszych możliwości. Każdy z nas ponosi odpowiedzialność za siebie – swoje życie, swoje wybory. Łatwiej pogodzić się ze śmiercią osoby bliskiej, gdy ta chwila przepełniona była Bożym przebaczeniem, obecnością bliskich i uśmiechem ze strony odchodzącego. Takie odejścia, a raczej przejścia się zdarzają. Ale niestety nie zawsze tak jest i nie ma w tym naszej winy. Skupmy się na tym, jaką lekcję wyciągniemy z tego doświadczenia dla siebie. Czego życzyłaby nam bliska osoba? Czego uczy nas jej życie i śmierć? Zabierzmy tą mądrość w nasze życie. Nie bójmy się budować nowego – nowych relacji, związków, marzeń. Nie czynimy tym krzywdy zmarłemu. Pozwólmy sobie odkrywać na nowo piękno świata, cieszyć się życiem, doświadczać przyjemności. Pamiętajmy jednak, że zagojona rana potrafi się odezwać, boleśnie zakłuć, przypomnieć o swoim istnieniu. I tak jest dobrze. I tak już zostanie.
 
Aneta Pisarczyk
Wstań październik - listopad 2016 
 
 
fot. Graphicstock.com 
 
Zobacz także
Roman Zając
Wzmianka o sądzeniu aniołów przez ludzi pojawia się niejako mimochodem, bez podania bliższych wyjaśnień, co sugeruje, że była to kwestia znana odbiorcom. My jesteśmy w gorszej sytuacji, gdyż to zaskakujące stwierdzenie jest całkowicie odosobnione w Nowym Testamencie. Teksty sugerujące jakieś ograniczenie wiedzy aniołów (1 P 1, 12) lub podporządkowanie aniołów ludziom jako duchów służebnych (Hbr 1, 14), nie są przekonującymi analogiami do sądzenia aniołów przez chrześcijan.
 
Jolanta Anna Hernik RMI
Bez wątpienia żyjemy w epoce głębokich i szybkich przemian. Trudno jest przewidzieć przyszłe rozwiązania. Zdarza się, że wśród osób konsekrowanych jest tzw. tęsknota za starym. Tymczasem przyszłość nie jest dzieckiem jakiegoś mniejszego Boga, lecz jest zamieszkała przez Pana wszechświata i historii. Osoby konsekrowane wciąż stoją przed zadaniem badania tego, co nowe. Kiedy życie i mentalność ulegają globalnej, głębokiej przemianie, Duch Święty nie jest nieobecny.  
 
ks. Krzysztof Wieczorek
Każdy człowiek ma te same potrzeby i każdy ma własne sposoby na ich realizowanie. Jest jednak duża grupa ludzi (dzieci, staruszkowie, niepełnosprawni, chorzy, ofiary przemocy), którzy w sposób trwały lub przejściowo nie mogą swych potrzeb zrealizować. W społeczeństwie „tradycyjnym” z pomocą przychodzi rodzina, w „nowoczesnym” – wyspecjalizowane instytucje społeczne.
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama