logo
Piątek, 17 września 2021 r.
imieniny:
Franciszka, Lamberty, Narcyza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Dariusz Salamon SCJ
Oto prawdziwy Człowiek
Czas Serca
 
fot. Mads Schmidt Rasmussen | Unsplash (cc)


Lubimy utrwalać piękne chwile, radosne przeżycia, robiąc zdjęcia lub kręcąc filmy. Dziś jest to wyjątkowo łatwe. Dzięki temu możemy do nich wracać z krótszej czy dłuższej perspektywy czasu. Mniej chętnie upamiętniamy rzeczy trudne i bolesne. Adam Chmielowski utrwalił obraz Chrystusa. Jednak nie Tego, który czyni cuda albo ukazuje się w chwale zmartwychwstania. Pozostawił nam obraz Ecce Homo – Jezusa w chwili Jego bolesnego cierpienia i poniżenia. Czy ten obraz, czy ten Chrystus może nas zachwycać?

 

Pierwowzór

 

Przypomnijmy sobie tamte, najtrudniejsze chwile dla Jezusa. Jesteśmy w kulminacyjnym momencie Jego procesu. Piłat robi wszystko, aby Go uwolnić. Dlatego paradoksalnie skazuje Jezusa na ubiczowanie, ze złudną nadzieją, że ta kara wystarczy oponentom. Jezus doświadcza więc strasznej kary biczowania. Ewangelie mówią o tym bardzo lakonicznie: „kazał Go ubiczować” (J 19,1). Żadnych szczegółów tej okrutnej kaźni, żadnych emocji czy współczucia. Z ubiczowanym Jezusem żołnierze robią sobie tragiczną zabawę, pastwią się nad Nim bez miłosierdzia. Na głowę wkładają Mu koronę – przecież Jezus podaje się za króla – tyle, że ta korona jest z cierni, a do ręki wkładają Mu trzcinę zamiast berła. Odechce Mu się królowania! Poza tym nałożyli Mu też płaszcz purpurowy, który w każdym innym wypadku byłby oznaką splendoru i chwały – ale w tych okolicznościach oznaczał jedynie szyderstwo i wzgardę. Potem wylewają na Jezusa całą swą nienawiść, a być może i własną tęsknotę za szczęściem i dobrem. Pozdrawiają Go z sarkazmem: „Witaj, Królu żydowski!” (J 19,3). Temu pozdrowieniu nie towarzyszy szacunek i hołd, ale agresja wobec Jezusa – żołnierze podchodzą do Niego i policzkują Go, biją trzciną po głowie, plują na Niego. W ten sposób królewska godność Jezusa została wyszydzona z zajadliwością, na jaką stać tylko okrutnych żołdaków.

 

Cierpi prawdziwy Człowiek

 

Takiego Jezusa, skatowanego biczowaniem, w cierniowej koronie i płaszczu purpurowym wyprowadza Piłat przed oczy tłumu. Wypowiada przy tym dziwne słowa: „Ja nie znajduję w Nim żadnej winy” (J 19,4). Najpierw kazał Go ubiczować, a teraz stwierdza, że jest niewinny? Jeszcze bardziej uderzające są następne słowa Piłata, które kieruje do tłumu, wskazując na Jezusa: „Oto Człowiek” (J 19,5). Nie wiadomo dokładnie, co namiestnik miał na myśli, ale w jego lakonicznym stwierdzeniu jest jedyna w swoim rodzaju głębia. Jezus jest prawdziwym człowiekiem. Jest nim jeszcze bardziej w tym momencie strasznego cierpienia i poniżenia. On w tym wyszydzeniu, odrzuceniu przez swoich zachowuje swoją ludzką godność. Nie wyklina, nie złorzeczy, nie bluźni. Przyjmuje tę najtrudniejszą drogę cierpienia niewinnych, ten ciężki los z poddaniem, z heroizmem, na jaki stać wielkich ludzi.

 

Jako prawdziwy człowiek, z krwi i kości, podatny na cierpienie i ludzkie zranienia, Jezus przyjmie na siebie dalsze cierpienia drogi krzyżowej, przybicia do krzyża i konania aż po śmierć. Tylko będąc prawdziwym człowiekiem, mógł też prawdziwie cierpieć dla naszego zbawienia. Dzięki temu, najgłębiej jak tylko mógł, zjednoczył się z naszym ludzkim losem, który nie był mu obojętny. Tylko na tej drodze mógł umiłować nas do końca, aż po krzyż – prawdziwy Człowiek – Jezus Chrystus.

 

Dostrzec trudne piękno

 

Czy taki Jezus może być obiektem zachwytu? Przypomnijmy, co pisał o Jezusie Izajasz w swojej proroczej wizji cierpiącego Sługi Jahwe: „Jak wielu osłupiało na Jego widok – tak nieludzko został oszpecony Jego wygląd i postać Jego była niepodobna do ludzi. (…) Nie miał On wdzięku ani też blasku, aby na Niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał. (…) jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic” (Iz 52.14; 53,2-3). Przedziwna wizja na sześć wieków przed przyjściem Chrystusa na świat. Spełniła się w detalach.

 

Tymczasem w psalmach w odniesieniu do osoby Jezusa odnajdujemy słowa, które brzmią całkowicie odmiennie: „Najpiękniejszy jesteś spośród synów ludzkich, wdzięk się rozlał na Twoich wargach” (Ps 45,3). Zapewne potrzeba głębokiej wiary, aby w zeszpeconym obliczu Jezusa dopatrzeć się piękna Syna Człowieczego. Ale Jezus właśnie tego oczekuje – by dostrzegać Jego trudne piękno, które nie rzuca się w oczy, piękno, które tak trudno pokochać. Okazuje się, że jest to wręcz warunek zbawienia. On przecież utożsamia się z tymi, którzy są głodni, spragnieni, którzy są przybyszami, bezdomnymi, którzy są w więzieniu, a więc z ludźmi, którzy zwykle nie wzbudzają naszych estetycznych wrażeń, nie są łatwi, przyjemni do kochania. Takich też kazał zapraszać w gościnę – biednych, ułomnych, którzy nie będą się nam mogli odwdzięczyć. On się o nich upomina: co uczyniliście dla nich – uczyniliście dla Mnie. Ja jestem podobny do nich – oni są Moimi braćmi.

 

Droga przez uniżenie

 

Zresztą On sam się nie odwracał od ślepców, trędowatych, kalek, uważany był za przyjaciela celników i grzeszników. Nawet podzielił los skazańców, dał się ukrzyżować, aby się z nimi solidaryzować, być dla nich przekonującym, pokazać im, że z miłości do człowieka nie cofa się przed niczym. Z całą swoją teologiczną głębią opisze tę postawę Jezusa św. Paweł w Liście do Filipian: „Chrystus Jezus, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi i stał się podobnym do ludzi…” (Flp 2,6-7). Jezus wobec ludzi ukrył swoje bóstwo na czas życia ziemskiego, jakby wyrzekł się swojej boskiej chwały. Nie oczekiwał honorów od ludzi, ale sam chciał im służyć. Najbardziej Jego uniżenie pokazało się w posłuszeństwie, aż do przyjęcia hańby krzyżowej śmierci.

 

Oto Człowiek! Przez swoje cierpiące Oblicze Jezus uczy nas, że każdy człowiek zachowuje swoją godność i zawsze zasługuje na szacunek. Zwłaszcza ten, który doznaje poniżenia i upokorzenia z powodu krzywdy innych ludzi czy też własnej słabości.

 

ks. Dariusz Salamon SCJ
Czas Serca 146

 
Zobacz także
Zofia Gnyp
Jestem w Kościele od pięciu lat. Ochrzciłam się już jako osoba dorosła i, powiedzmy, dojrzała, po studiach. Chciałam zbliżyć się do Pana Boga, a Kościół jest drogą, która do Niego prowadzi. Wcześniej nie miałam żadnych z nim związków, pochodzę z rodziny niewierzącej. Wejście do tej wspólnoty było dla mnie nowym doświadczeniem.  
 
Dariusz Piórkowski SJ
Czytając dzisiejszą Ewangelię (Łk 14, 25-33), odnoszę wrażenie, jakby Jezus nie popierał idei chrześcijaństwa masowego. Widząc wielkie tłumy, kroczące za Nim, Nauczyciel zaczyna je odstręczać; mówi o niełatwych wymaganiach, które czekają Jego naśladowców; zmusza do zbadania intencji tych, którzy idą Jego śladami do Jerozolimy. Czy Chrystus rzeczywiście nie chce, aby jak najwięcej ludzi stało się Jego uczniami? 
 
Lech Dokowicz
Wielu charyzmatyków stawało przed dylematem, jak podporządkować się czemuś, co ma kształt bezdusznej kurialnej biurokracji, podczas gdy samemu posiada się bezpośredni dostęp do Ojca. Mistyk wie, że ma osobistą więź z Bogiem i nie potrzebuje do tego żadnych pośredników, a jednak musi podporządkować się...
 
___________________
 
 reklama