logo
Wtorek, 18 stycznia 2022 r.
imieniny:
Beatrycze, Małgorzaty, Piotra, Woluzjana  – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Anna Orlik
Owczarnia Boga
materiał własny
 
fot. Josh Applegate | Unsplash (cc)


Wierzę, że przyjdzie kiedyś taki dzień, kiedy nastania jedna Owczarnia. Stanie się tak w wyniku Bożego, a nie ludzkiego działania. Wielu zapewne zapyta, kto będzie do niej należał, kto będzie tym prawowiernym, którego powoła Bóg. Odpowiedzi zapewne znalazłoby się wiele, ale mam taką nadzieję, że Bóg posłuży się miarą miłości, jedyną słuszną i sprawiedliwą.

 

Zdarzyło mi się ostatnio słuchać o wrogach Kościoła. Do jednego worka wrzucono kobiety i mężczyzn protestujących przeciw zmianie ustawy antyaborcyjnej, wierzące osoby LGBT, tzw. otwartych katolików oraz tych, którzy pisali po murach kościołów. To ogromne uproszczenie i zwyczajna niesprawiedliwość. Swoją drogą, gdzie powinien znaleźć się ksiądz pedofil, czy on nie jest wrogiem Kościoła?

 

To znamienne rozróżnienie - my i oni, zaczyna ostatnio w Polsce nabierać szczególnego wyrazu. A przecież Kościół to my wszyscy. Identyfikacja jakiej domaga się Kościół jest niszcząca. Niszczy wiarę, że każdy z nas jest dzieckiem tego samego Boga. Niestety, w opinii części duchownych, niektórzy są tymi zdecydowanie gorszymi dziećmi. Stąd już tylko krok do etykietowania.

 

Podziały jakkolwiek istniały zawsze, w obecnej rzeczywistości są niejako narzucane z góry. „Otwarty” katolik, który wcale nie chce opuszczać Kościoła, gdy słyszy wezwanie do opowiedzenia się po którejś ze stron, może się poczuć zachęcony do jego opuszczenia. Czy to „wypychanie” ludzi z Kościoła jest rzeczywiście koniecznym zabiegiem w procesie jego oczyszczenia? Czy Bóg właśnie tak tworzyłby swoją Owczarnię?

 

Czy w końcu Ci, stojący „za drzwiami”, nie mają nam przypadkiem czegoś ważnego do powiedzenia? Przypomina mi się starotestamentalny, pogański prorok Balaam, którego Duch Święty pobudził do wygłoszenia proroctwa dla ludu izraelskiego. I chociaż porównanie może dla niektórych wydać się zbyt śmiałe, niesie ze sobą pewien oczywisty fakt. Bóg przemawia przez usta tak wierzących jak i niewierzących. Tak to już jest z Duchem Świętym, że wieje kędy chce i jak chce. Duchowni o tym wiedzą ale dyskutować na temat prawdy nie chcą. Na „prawdę” Kościół zresztą ma monopol. Prawda zdaje się być tu dobrem zastrzeżonym i lepiej aby żaden świecki „ogon” w te kwestie koniecznych często rozróżnień, się nie wdawał.

 

Czy Kościół, który rozważa różne stanowiska, także te ludzi świeckich, to Kościół, który jest na drodze do utraty autorytetu? Konserwatyści powiedzą zapewne, że tak, jakkolwiek w obrady II soboru watykańskiego było zaangażowanych wielu intelektualistów świeckich. Z całą pewnością możemy dziś przyznać, że konkluzje posoborowe na tym zyskały.

 

Człowiek wierzący wie, że aborcja to grzech przeciwko życiu. Pismo Święte jest w tej kwestii jednoznaczne. Nie dziwi zatem stanowisko Kościoła - aborcja bez względu na okoliczności jest grzechem. Ten sam Kościół uznaje jednak, że zabicie drugiego człowieka na polu walki, podczas wojny, grzechem nie jest. To trudne dylematy, których w sposób jednoznaczny, po ludzku rozstrzygnąć się nie da. I dlatego pozostawiamy je Bogu, który jest sędzią sprawiedliwym i miłosiernym, i na pewno z tym problemem sobie poradzi.

 

Bóg patrzy na serce człowieka. Widzi więcej niż każdy z nas może zobaczyć. Właśnie dlatego niesprawiedliwe uproszczenia są krzywdą nie tylko dla drugiego człowieka, ale także dla Boga. Jeśli ksiądz jest przedstawicielem boskiego majestatu, niechże stara się nim być ze wszystkich sił i nie czyni z siebie sędziego, którym nie jest. Papież Franciszek zachęca i poleca wszystkim duchownym aby starali się rozeznawać i towarzyszyli ludowi bożemu w drodze do nieba. Do tego ludu należą także „otwarci” katolicy, wierzące osoby LGBT czy katoliczka, która nosząc pod sercem ciężko i nieodwracalnie chore dziecko, decyduje się na aborcję.

 

Niestety w życiu nie wszystkie sytuacje są czarno-białe tak, jak widzą to niektórzy duchowni. Wierzę, ze Bóg dostrzega różne odcienie szarości i ogarnia je swoim miłosierdziem. Nikogo też nie wyklucza o ile penitent, nie wykluczy się sam.

 

Sztywny i rygorystyczny podział na „wolno” i „ nie wolno”, zdaniem niektórych jest jasnym określeniem granic, których człowiek przekraczać nie powinien, a wszelkie „rozmydlanie” tychże, ma zgubny wpływ na kondycję duchową. Czy jednak silnie jurydyczne podejście, na które człowiek nie jest gotowy w danym momencie swojego życia, ma dobry wpływ na jego kondycję? Czy prowadzi go do kształtowania prawego i silnego sumienia opartego na wierze w miłującego Boga? Jak życie pokazuje nie jest to regułą. Bóg pragnący miłosierdzia bardziej niż ofiary, jest po ludzku bliższy i bardziej przystępny. W trudnych sytuacjach życiowych szukamy wsparcia i zrozumienia a nie bezlitosnego sędziego. Bóg poza wszystkim, nie śpieszy się z osądzaniem, daje nam całe życie abyśmy nauczyli się chodzić Jego ścieżkami.

 

Podziały powstają tam, gdzie człowiek mówi w swoim sercu „nie” Bożemu miłosierdziu, a niechęć i potrzeba władzy, jest większa niż umiłowanie pokoju. Kościół nie ma władzy nad „rzędem dusz” i powinien odstąpić od drogi konfrontacji, aby Bóg sam mógł zwyciężyć.

 

Na ten czas Adwentu, życzmy sobie wszyscy i naszemu Kościołowi również, abyśmy nauczyli się pozwalać Bogu zwyciężać w naszych sercach.

 

To do Boga będzie należało ostatnie słowo i warto o tym zawsze pamiętać.

 

Anna Orlik

 
Zobacz także
Michał Wojciechowski
Wiadomości o Jezusie były przez kilkadziesiąt lat przekazywane ustnie jako nowa, dobra wiadomość. Greckie euangelion oznacza właśnie „dobrą nowinę”. Rodzi to jednak pytanie o wierność takiego przekazu. Czy ludzka pamięć nie zawodziła?
 
 
s. Małgorzata Pagacz

Czy Bóg, stwarzając osobę ludzką jako obdarzoną wolną wolą, nie zaryzykował? Człowiek miał bowiem możność powiedzieć Stwórcy “nie”, zatem otworzyć przed nim miłujące Serce to narazić się na to, że może ono zostać zranione. Czy więc Bóg ani przez moment się nie zawahał?

 
ks. Dariusz Salamon SCJ
Z sakramentem pojednania łączy się jedno z trudniejszych zagadnień naszej wiary, a mianowicie „grzech przeciw Duchowi Świętemu”. Niepokój budzi stwierdzenie Pisma Świętego, iż bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu nigdy nie będzie odpuszczone (por. Mt 12,31 n.). Co to za grzech, który nie będzie odpuszczony? 
 
 
 
___________________
 
 reklama