logo
Środa, 02 grudnia 2020 r.
imieniny:
Balbiny, Ksawerego, Pauliny, Rafała, Bibiany – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Przemysław Radzyński
Pamiętaj, człowieku, o śmierci
Magazyn Salwator
 


Trudno się z nimi umówić. Bardzo zapracowani. Artyści. Ale udaje się. Spotykamy się na krużgankach kościoła franciszkanów w Krakowie. Jednego mężczyznę rozpoznaję bez problemu – to Adam Bujak, znany fotografik, który dokumentował m.in. pontyfikat Jana Pawła II. Drugi, nieco młodszy, to Jerzy Łudzik – konserwator zabytków. Ponieważ będzie to opowieść o Arcybractwie Męki Pańskiej, moi rozmówcy na ten czas staną się bratem Adamem i bratem Jerzym. Tak zresztą zwracają się do siebie w czasie naszej rozmowy.
 
"Zawsze zajmowałem się niecodziennymi rzeczami. Ktoś z muzeum etnograficznego w Krakowie powiedział mi, żebym poszedł do franciszkanów, bo tam jest niezwykle ciekawe bractwo. W głównej nawie kościoła zobaczyłem człowieka ubranego w taki dziwny strój z napisem na plecach memento homo mori – "pamiętaj, człowieku, o śmierci". Zagadnąłem go, a potem się z nim zaprzyjaźniłem. Zajmował się zwożeniem trupów do prosektorium. Człowiek, który ze śmiercią spotykał się na co dzień, często okrutną – widział topielców, wisielców. Siadał na katafalku i opowiadał takie historie ze swojego życia, że mi włosy na głowie stawały. A on był uśmiechnięty, bo zdawał sobie sprawę, że my też musimy odejść z tego świata". Tak w 1965 r. zaczęła się historia brata Adama w Arcybractwie Męki Pańskiej w Krakowie – dziś przełożonego wspólnoty, czyli starszego brata.
 
Wchodzimy do sali arcybractwa usytuowanej za ołtarzem kaplicy Męki Pańskiej. Bracia spotykają się tu w każdy pierwszy piątek miesiąca. Przede wszystkim modlą się za zmarłych – koronka, litanie, specjalne modlitwy. Jednak jest też czas, żeby porozmawiać o problemach codziennych. Jeśli jest taka potrzeba, to wspierają się finansowo. W ich gronie są m.in. artyści i wykładowcy Uniwersytetu Jagiellońskiego, ale – jak podkreśla brat Jerzy – wszystkie swoje zaszczytne tytuły i odznaczenia zostawia się za drzwiami. Tu wszyscy są równi. Jak wobec śmierci.
 
Arcybractwo założył w 1595 r. kanonik kapituły katedralnej w Krakowie, ksiądz Marcin Szyszkowski, późniejszy biskup krakowski. Godłem bractwa jest pieta – można ją zobaczyć chociażby na berłach wykorzystywanych w czasie piątkowych liturgii. W 1597 r. papież Klemens VIII zatwierdził bractwo i nadał mu liczne odpusty. W 1605 r. papież Paweł V podniósł Bractwo Męki Pańskiej do rangi arcybractwa i nadał mu nowe odpusty i przywileje. Jest to jedno z najstarszych tego typu stowarzyszeń religijnych, które funkcjonuje nieprzerwanie od czasu powstania. Starsi są tylko "czerwoni bracia". Przy kościele Bożego Ciała w Krakowie funkcjonuje XV-wieczne Bractwo Pięciu Ran Pana Jezusa i Adoracji Najświętszego Sakramentu używające strojów w kolorze czerwonym.
 
Nie udzielają wywiadów. Dla "Salwatora" zrobili wyjątek. Zapewniają, że nie ukrywają się, a bractwo nie jest owiane żadną tajemnicą. Chociaż, de facto, w czasie liturgii braci można rozpoznać tylko po głosie, bo na głowach mają zaciągnięte charakterystyczne kaptury. Ma to związek z tradycją wykupywania więźniów, którzy później byli wcielani do bractwa. Nie wypadało bowiem, żeby w takim towarzystwie oficjalnie pojawiali się też królowie, którzy do bractwa należeli: Władysław IV, Jan III Sobieski, Jan Kazimierz, Zygmunt III Waza.
 
W Wielkim Tygodniu wychodzili z kościoła i szli do kazamatów pod krakowskim ratuszem. Od szlaku tej procesji swoją nazwę wzięła popularna – skądinąd – ulica Bracka w Krakowie. Bracia mieli przywilej wykupienia jednego więźnia, który oczyszczony z win, wcielany był do bractwa. W XVII i XVIII w. były to spektakularne wydarzenia, które ściągały tłumy gapiów. Samych braci było wówczas ponad stu. Dziś jest zaledwie kilkunastu.
 
Stroje są na tyle charakterystyczne, że bractwo zostało uwzględnione w cyklu Jana Matejki "Ubiory w Polsce 1200-1795". Na litografii widać dokładnie, jak byli ubrani i jakimi atrybutami posługiwali się w czasie nabożeństw. W zasadzie nic nie zmieniło się do początku XXI w. Na habitach, chociaż bracia wolą mówić, że są ubrani w worki – to podkreśla ubóstwo, znajdują się słowa: memento homo mori. Stroje mają po zmarłych braciach. "Proszę sobie wyobrazić, ile osób nosiło je wcześniej" – zwraca uwagę brat Adam. Brat Jerzy mówi natomiast, że o stroje trzeba dbać, bo liczą już po 150 lat. Na pelerynie wymalowany jest anioł śmierci. Skrzydła nietoperza i klepsydra oznaczają, że życie trwa tylko chwilę. Czerwony krzyż symbolizuje krew Chrystusa. Kosy i łopaty, to kolejne rekwizyty śmierci.
 
Arcybractwo Męki Pańskiej nazywane jest także Arcybractwem Dobrej Śmierci. Przez wieki zajmowało się odprawianiem pogrzebów biednych, których rodzin nie było stać na godziwy pochówek bliskich. To stąd w sali bractwa jest katafalk, a także cztery kamienne czaszki – postumenty na trumny. Zwrócono też moją uwagę na stojące na szafie cztery anioły śmierci. To włoska sztuka użytkowa – anioły z zamkniętymi oczami podtrzymywały trumny w czasie pogrzebów. Starszy bractwa pamięta jeszcze, że na półkach w tym pomieszczeniu stały także trumny obrzędowe. W czasie remontu zostały spalone.
 
"Pod nami są katakumby. Tu pogrzebano tysiące ludzi" – mówi brat Adam, stukając w podłogę. "Modlimy się na grobach i nie czujemy żadnego lęku" – dodaje, podkreślając, że ma już ponad 70 lat. "Śmierć jest straszna dla ludzi, ale nie dla nas. Śmierć jest czymś pięknym". Codziennie modli się: "Od nagłej a niespodziewanej śmierci zachowaj mnie, Panie". "Bardzo Boga proszę, żeby moja śmierć była świadoma, żeby nie była nagła, ale żebym mógł przeprosić Boga za moją małość i nijakość mojej duszy i ciała" – wyznaje.
 
Również w czasie samych nabożeństw na różne sposoby przypomina się tutaj o śmierci. Po każdej stacji drogi krzyżowej głośno śpiewają Memento homo mori – "Pamiętaj, człowiecze, o śmierci, a za grzechy pokutuj". Dodatkowo dwóch braci kalwarystów niesie w procesji ludzkie czaszki. "Tak wyglądamy, jak jesteśmy nieubrani" – mówi brat Jerzy, ściągając worek z trupich czaszek znajdujących się w pomieszczeniu. "To czaszki kobiety i mężczyzny. Są prawdziwe. Mówiło się, że to byli bezdomni" – dodaje brat Adam.
 
W dawnych czasach procesje nie ograniczały się do kościoła i krużganków franciszkańskiego klasztoru. Pielgrzymowali m.in. na krakowski Salwator do klasztoru sióstr norbertanek. Bracia wskazują na feretron, który był niesiony w czasie tych procesji. Dziś, oprócz nabożeństw w piątki Wielkiego Postu, biorą też udział w drodze krzyżowej, która w Wielki Piątek o godz. 15.00 tradycyjnie wiedzie ze Skałki do kościoła Bożego Ciała – albo na odwrót. W niedzielę po święcie Podwyższenie Krzyża Świętego (14 września) uczestniczą w odpuście w Mogile u ojców cystersów. To jedyny raz, kiedy nie mają zaciągniętych na twarze kapturów, bo ludzie zamiast się modlić, robią im zdjęcia.
 
"Po frekwencji widać, że w tym zagubionym świecie człowiekowi coś takiego jest potrzebne, takie uderzenie i refleksja: "pamiętaj, człowiecze, o śmierci" – mówi brat Adam.
 
Teoretycznie rola bractwa sprowadza się dziś wyłącznie do funkcji liturgicznych. Jednak brat Adam często odbiera telefony od rodzin czy wspólnot zakonnych, w których ktoś umiera. "Dzwonią z prośbą o modlitwę o dobrą śmierć" – mówi i przypomina o dawnej tradycji dzwonków za konających, które znajdują się jeszcze na wieżach kilku krakowskich kościołów. Otaczają zatem umierających modlitwą. Ofiarują w ich intencjach także posty. Starszy brat od ponad 30 lat nie miał w ustach ani kawałka mięsa.
 
"Dla ludzi XXI w. powrót do średniowiecza może być trudny. Dziwią się: "co ja tam będę robił?". My, tutaj wewnątrz, nie wyobrażamy sobie, żebyś­ my mogli odejść z bractwa. Gdyby mi pan powiedział, że wygrałem jakąś ważną nagrodę i powinienem ją odebrać w Nowym Jorku lub w Paryżu, a w tym czasie byłyby brackie obrzędy, to zostałbym w Krakowie" – zapewnia brat Adam.
 
Brat Jerzy jest przekonany, że to swego rodzaju powołanie. Śluby składa się przed ołtarzem. Postanowienia i zobowiązania odczytuje gwardian franciszkanów z karty spisanej jeszcze przez bp. Marcina Szyszkowskiego.
 
"Droga do Boga jest bardzo prosta. Przeszedłem przez takie rzeczy, po których człowiek raczej idzie na cmentarz, a nie do życia codziennego. Pan Bóg pozwolił wrócić – zaczyna swoją opowieść brat Jerzy. Zawaliłem wiele rzeczy, więc mam szansę teraz je naprawić. Od dziesiątków lat pracuję w konserwacji i w złoceniach. Zatem do kościoła miałem blisko. Jednak rano chodziłem do kościoła, a później była nieustanna zabawa. To było trudne i dla mnie, i dla rodziny. Modlitwa ma tę siłę, że jest obroną przed złem, które jest wszędzie wokół nas. Najpierw przychodziłem na nabożeństwa w Wielkim Poście. Siedziałem tak w ławce jeden rok, później drugi. Aż zapukałem do bractwa. Jestem już w nim dziesięć lat" – mówi z dumą.
 
"Dla niektórych to jest taka oczyszczalnia, aby snuć refleksje nad własnym życiem. W świecie pełnym ludzkich dramatów potrzebna jest refleksja nad sensem życia, nad tym, że nie jest się wiecznym" – dodaje brat Adam.
 
Nasze spotkanie kończymy modlitwą za zmarłych. Brat Jerzy zapala świece. Brat Adam rozpoczyna koronkę do Bożego Miłosierdzia.
 
Bracia zapraszają mężczyzn w swoje szeregi. Nie obiecują, że od razu ubiorą w bracki strój. Potrzebny jest czas próby. Jedynym warunkiem jest przynależność do Kościoła Rzymsko-katolickiego. Najłatwiej spotkać ich przed lub po nabożeństwach, które w piątki Wielkiego Postu odprawiane są w kościele franciszkanów o godz. 17.00.
 
Przemysław Radzyński
Salwator 1/2014
 
fot. Greg Ortega | Unsplash (cc)
 
Zobacz także
dr hab. Bartłomiej Dobroczyński
Indianie mawiali: "Wilk jest wilkiem, niedźwiedź jest niedźwiedziem. Człowiek natomiast jest wszystkimi zwierzętami jednocześnie. Może zostać każdym z nich". To jego wyjątkowa cecha, ale i przekleństwo. Biolodzy zauważyli, że ludzki kod genetyczny jest mniej zróżnicowany niż innych naczelnych, na przykład szympansów, ale życie dwóch dowolnych osób może różnić się od siebie bardziej niż życie wszystkich szympansów od początku świata...
 
Kazimierz Szałata
Cierpienie jest jedną z najgłębszych tajemnic osobowego życia człowieka. Od najdawniejszych czasów jest ono przedmiotem głębokich dociekań filozofów. Dlaczego człowiek cierpi? Czy jest jakiś sposób, który pozwoliłby człowiekowi uniknąć tego przykrego, a czasem wręcz tragicznego doświadczenia?
 
Ks. Rafał Masarczyk SDS
W jednym z numerów listopadowego Ekspresu Wieczornego ukazała się informacja na temat ks. Jana Otóż w krypcie Kościoła, jakaś grupa oglądała film Ostatnie kuszenie Jezusa. Ksiądz Jan wtargnął do tego pomieszczenia i zniszczył płytę DVD z filmem, po jakimś czasie wrócił z w towarzystwie dwóch osiłków by sprawdzić czy nie ma przypadkiem drugiej kopii...
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー