Katolik.pl - Pan Bóg lubi bezczelnych
logo
Czwartek, 22 października 2020 r.
imieniny:
Haliszki, Lody, Przybysłąwa, Salomei, Filipa, Donata – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Marcin Jakimowicz
Pan Bóg lubi bezczelnych
Gość Niedzielny
 


O kłótniach z Panem Bogiem, miłości i aktorstwie z ks. Kazimierzem Orzechowskim, aktorem, rozmawia Marcin Jakimowicz.


Podobno jest Ksiądz zakochany?

Ależ co ty opowiadasz???
 
A Mała Tereska? A Edith Piaf?
 
Oooo, tak! Jestem po uszy zakochany. To są kobiety mojego życia. I jeszcze Marlena Dietrich... Właśnie przygotowuję o niej spektakl. O jej samotności, dramatycznym życiu.
 
Wielu się gorszy: dlaczego robi Ksiądz z Edith Piaf świętą?
 
O, nie. Ja wcale nie robię z niej świętej, ja tylko nie rzucam na nią kamieni i nie muszę zatrzymywać się na kochankach, brudach, łóżkach, pościeli, co jest tak bardzo uwielbiane. Inni tylko to widzą, a tracą przy tym prawdę, jaki to był fantastyczny człowiek, wielka osobowość, szlachetna, dobra kobieta, bardzo nieszczęśliwa... Dziewięć strasznie bolesnych operacji, tyle traumatycznych przeżyć. Przecież ona wyszła z burdelu! Wychowała ją ulica. I wszystko wskazywało na to, że zostanie na dnie. A potrafiła się wybić, stać się wielką osobowością, pełnym, szlachetnym człowiekiem. Osiągnęła najwyższe szczyty piosenki i aktorstwa. Łatwiej jest mi opowiadać o niej, niż mówić o mojej ukochanej Małej Teresce. Bo, niestety, nie potrafię naśladować jej pokornego, ukrytego w klasztorze życia. Nie potrafię znosić utrapień, cierpień jak ona. A Edith? Ta kobieta potrafiła po dziesięciu latach straszliwej walki wyjść z alkoholizmu. Cztery wielotygodniowe, mordercze odwykówki z narkotyków. Kto to wytrzyma? Jaki chłop? A ona to przeszła. I te jej wyznania, że nigdy nie znalazła prawdziwej miłości, bo ludzie kochali jedynie jej sławę i pieniądze. Bolało ją to, rozrywało serce. Była bardzo szczera, wrażliwa.
 
Wstrząsająca jest jej wypowiedź o cierpieniu, w którym odkryła prawdziwy skarb, perły...

To dla mnie najważniejsze zdanie! Tylko mistyk, oddychający Bogiem, może zdobyć się na takie wyznanie. Widziałem w telewizji ten wywiad. Dziennikarz pyta piosenkarkę: „Czy Pani nie zwątpiła w Boga? Po tylu nieszczęściach, które na Panią zesłał?”. Widzę zmartwienie na jej twarzy, przełyka z trudem ślinę, bierze oddech i odpowiada: „Ależ, proszę pana, jak pan może tak powiedzieć? Przecież Pan Bóg nieszczęść nie zsyła. To jest sama Miłość! Jakże Miłość mogłaby zesłać nieszczęścia? Proszę pana, to, co Bóg na mnie zesłał, a co pan nazwał nieszczęściem, jest dla mnie największym skarbem!”. Edith podnosi ręce i mówi: „...i tylko to zaniosę z sobą do nieba...”.
 
Czy Ksiądz mógłby wypowiedzieć takie słowa? To, co świat nazywa przekleństwem, nazwać skarbem? Dotknął Ksiądz przecież piekła...

Tak! Zgadzam się z Edith Piaf. Mógłbym to powiedzieć. Oczywiście na moją małą miarę... Pamiętam taką dramatyczną sytuację: byłem bardzo ciężko chory na raka trzustki. Wylazłem jakoś z tego i żyję, ale wówczas szalenie fizycznie cierpiałem. Otaczała mnie duchowa pustka, ciemność, zapaść. Przyszli znajomi aktorzy i klepią po ramieniu: „Módl się, trzymaj się, Pan Bóg pomoże!”. I ja wtedy krzyczę: „Dajcie mi spokój! Nic mi już nie pomoże! Nie chcę waszej modlitwy! Ona nic nie zmieni! Mam już dosyć”. I ja, kapłan katolicki, czuję, że schodzę do piekła. Fizyczne doświadczenie: otwierają się przede mną bramy otchłani. Spocony pomyślałem: „Jezus, Maria, gdybym miał teraz umrzeć, to chyba moje sumienie skazałoby mnie na piekło”. Bo to nie Pan Bóg cię skaże, ale sam wybierasz! Leżę i czuję, że dotykam piekła. I resztką sił uchwyciłem się kurczowo Bożego miłosierdzia i krzyknąłem: „Jezu, ratuj!”. I czuję, jak chwyta mnie Jego ręka. Natychmiast! Dziś wiem, że gdybym był w największym piekle życia, wystarczy krzyknąć: „Ratuj!” i On mnie natychmiast wyciągnie. Takie miałem doświadczenie. Głębokie, bolesne, prawdziwe. Zstąpienie w potępienie, odtrącenie. Dziś uważam to za wielką łaskę. Kiedy opowiadałem to ks. Januszowi Pasierbowi, wielkiemu przyjacielowi, wspaniałemu poecie, to on zawołał: „Tyś doznał łaski z nieba! To nie jest ot, tak sobie! To wyjątkowe przeżycie. Pilnuj go, szanuj, dbaj o nie...”.
 
Może przez to doświadczenie Pan Bóg wyciąga z dna teraz innych? Na przykład więźniów chorych na AIDS?

Oooo, moi ukochani, chorzy więźniowie.
 
Nie boi się ich Ksiądz...?

A kogo się bać? Mam za kratkami samych przyjaciół. I powiem więcej: gdyby ktoś po mojej śmierci miał coś o mnie ładnego powiedzieć, to niech nie mówi o teatrze, aktorstwie, tylko o moim więzieniu.
 
„Moje więzienie” – jak to brzmi!
 
Tak to czuję. Uwielbiam tych ludzi. Bardzo wysoko cenię ich przyjaźń.
 
1 2 3  następna
Zobacz także
Wojciech Bochenek SCJ
Misje otwierają umysł. Ja dialogu międzyreligijnego uczyłem się w seminarium, to była teoria, natomiast praktyka ukazała się dopiero na misjach. Poprzez niesamowitą ilość kultur i religii człowiek zaczyna myśleć inaczej, myśleć globalnie. Na misjach człowiek uczy się szacunku do drugiego człowieka, zrozumienia innych. 

O pracy misyjnej i prowadzonych dziełach miłosierdzia w diecezji De Aar (Republika Południowej Afryki) z ks. bp. Adamem Musiałkiem, sercaninem, rozmawia kl. Wojciech Bochenek SCJ
 
Andrzej Gołąb
Proponuję Ci abyś się zatrzymał. Usiadł, położył, zamilkł. Na jakiś czas odłóż swój świat na półkę. Problemy poprzykrywaj serwetkami, plany zawieś na kołku. Swoją twarz, której pewno nie lubisz lub, którą się zachwycasz, odwróć od lustra samooceny. Role, w jakich obsadziło Cię życie pozostaw w teatrze zapomnienia. Na wszystkich swoich stanowiskach i funkcjach podaj się na chwilę do dymisji...
 
Przemysław Radzyński
Nie martw się, jeżeli nie radzisz sobie ze swoim powołaniem, nie przejmuj się nim, powołanie nie jest najważniejsze. Brzmi zaskakująco? Ale tak właśnie jest! Najważniejsza jest twoja relacja z Jezusem. O nią dbaj, a Jezus zatroszczy się o ciebie i nie pozwoli, żeby coś złego stało się z twoim powołaniem. Tego jestem pewien. 

– w rozmowie z Przemysławem Radzyńskim, mówi Łukasz Sośniak SJ, kóry rozpoczął właśnie swój czwarty rok w zakonie jezuitów, a wcześniej, przez dziesięć lat, pracował jako dziennikarz w Radiu Jasna Góra oraz współpracował z różnymi czasopismami.
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー