logo
Środa, 02 grudnia 2020 r.
imieniny:
Balbiny, Ksawerego, Pauliny, Rafała, Bibiany – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Joanna Rachoń
Pięć kluczy do wolności
Szum z Nieba
 


Przynieść życie Bogu

Największe uwolnienie człowieka dokonuje się wtedy, kiedy człowiek przynosi Bogu swoje życie, aby z Nim je porządkować...

A co to niby znaczy: przynosi życie Bogu? Nic trudnego – na początek opowiada o sobie. Opowiada o sobie przyjaciołom. Niekoniecznie tym, z którymi żyje na co dzień, ale tym, których często wcale nie zna, ale którzy są przyjaciółmi – Jezusa. Tak nazwał posługujących metodą pięciu kluczy ks. Rafał Igielski z Dąbrowy Tarnowskiej. Ładny skrót na określenie tego, co jest konieczną w tej posłudze cechą: kochanie Jezusa, odkrycie Go jako osoby i żywej z Nim relacji. Plus wszystkiego, co z takiej zażyłości wynika: regularnej modlitwy, adoracji (nawet wtedy, kiedy wydaje się, że takie siedzenie przed kawałkiem chleba nie ma sensu).

Ksiądz Rafał wypowiedział, co wielu z nas odkrywa – że właśnie taka obecność, dawanie Bogu czasu, choć ma się wiele pomysłów, jak wykorzystać go lepiej, to minimum, by ta przyjaźń się pogłębiała. A jak ona się pogłębia, to widać potem w życiu, w stosunku do ludzi, sposobie podejmowania charyzmatów, wreszcie w posłudze.

Uwolnienie, czyli co?

Zostańmy chwilę przy księdzu. Zanim zaczął stosować metodę pięciu kluczy (także w sakramencie pojednania) – sam na sobie przekonał się, jak ta modlitwa jest skuteczna, jak przez nią Bóg uwalnia od masek i zabezpieczeń, jak wyprowadza z okopów, w których potrafimy chować się przed sobą i światem całe życie. Większość z nas, posługujących, też od tego zaczyna. On mówił o swoim doświadczeniu w czasie Mszy św., jaką odprawił podczas warsztatów dla osób posługujących uwolnieniem.

Trzydziestokilkuletni ksiądz zadziwił tą przemianą, jaka się w nim w ciągu kilku miesięcy dokonała, nie tylko swojego proboszcza, ale i bliższych, i dalszych znajomych. Jakby czerwone ferrari minęło furmankę! To nie tylko jego doświadczenie. To doświadczenie każdego, kto będąc orłem, żyje jak kura (jeśli odwołać się do znanej przypowieści Anthony’ego de Mello), ale w końcu odkrywa własną tożsamość.

Tu jest moment, aby odczarować słowo „uwolnienie”. Nie jest tożsame z egzorcyzmem – ten potrzebny jest w przypadku opętania, stanu rzadko spotykanego, gdzie konieczna jest modlitwa kapłana specjalnie do takiej posługi przez Kościół namaszczonego. Z drugiej strony jeśli ktoś potrzebuje uwolnienia – nie znaczy, że jest opętany. Metoda pięciu kluczy nie jest egzorcyzmem. Chodzi w niej o uwolnienie od tego, co nas blokuje na życie, a co Bóg pokazuje – mówimy przecież o modlitwie – jako źródło naszych problemów.

Uwolnienie albo – jak mówią niektórzy – „pozamykanie furtek”, przez uchylenie których bardziej lub mniej świadomie jesteśmy bardziej bezbronni wobec zła. Co znaczy: nie mamy siły walczyć. Wchodzimy w pokusy. Trwamy w nałogach. Nie umiemy przebaczyć. Nie umiemy cieszyć się małżeństwem, pracą, dziećmi, sobą. Dusi nas gniew. Nie potrafimy być przyjaciółmi. Nic nie czujemy. Od lat męczymy się z depresją, bezsennością, nerwicami i nic nam nie pomaga. Żyjemy przygnieceni poczuciem winy albo – bywa i tak – żyjemy w poczuciu, że prześladuje nas zły los. Albo sami się prześladujemy, myśląc, że nie ma dla nas ratunku, nic z nas nie będzie, nasze życie nie ma sensu. Albo kiedy wstydzimy się przyznać, że tak myślimy. Lub gdy uważamy, że nie mamy prawa do słabości i pustki, bo jesteśmy prezesami, liderami wspólnot, animatorami, ojcami, nauczycielami, proboszczami, tzw. mądrymi ludźmi.

 
1 2 3 4  następna
Zobacz także
ks. Jacek Poznański SJ
Życie jest procesem obumierania, który zaczyna się już przy narodzinach. Obumieranie to tracenie. Każdego dnia człowiek coś traci. Przede wszystkim mija czas. A ponieważ mamy go skończoną ilość, boli każda minuta, która zapadła się w przeszłość. Rzeczy do posmakowania jest ogrom. Trzeba wybierać. A więc tracić. Aby móc wybierać, musimy godzić się na obumieranie.
 
Maciej Chanaka OP
Opiekując się duszpasterstwem młodzieży Przystań, spotykam wspaniałych młodych ludzi, którzy się modlą, spowiadają, chodzą do kościoła, odwiedzają chore dzieci w szpitalu, organizują raz w roku śniadanie wielkanocne dla osób bezdomnych i ubogich… Czy to znaczy, że są porządni i grzeczni? Raczej nie, na pewno nie. Czy nie mają wątpliwości w wierze? Mają. Prawie każdy z nich...
 
o. Gabriel od św. Marii Magdaleny

Wobec wielkości Chrystusa Jan wyraźniej dostrzega swoją nędzę i wyznaje ją: „To jest Ten, o którym powiedziałem: Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie” (J 1, 30). Oświecony światłem z wysoka, głosi bezwzględne pierwszeństwo Chrystusa i Jego misji; On jest „wybrańcem Bożym”, który przyszedł chrzcić już nie wodą, lecz „Duchem Świętym” (tamże 33–34). Wobec Chrystusa żaden apostoł nie znaczy już nic, a raczej — znaczy tyle i może działać tylko o tyle, o ile uzależnia się we wszystkim i z pokorą od Niego.

 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー