logo
Środa, 06 lipca 2022 r.
imieniny:
Dominiki, Jaropełka, Łucji, Marii Teresy – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Szymon Babuchowski
Pielgrzym w czasach wygody
Gość Niedzielny
 


Mimo panującego dziś wygodnictwa i medialnego zgiełku pielgrzymi coraz chętniej wybierają grupy pokutne, wyciszone, nastawione na medytację.
 
Pielgrzym w czasach wygody  
 
Choć liczba praktykujących w Polsce w ostatnich latach nieco się zmniejszyła, na pielgrzymkach tego nie widać. Tylko w sierpniu na Jasną Górę wejdzie 147 pielgrzymek. W największych, takich jak warszawska czy krakowska, bierze udział 7–8 tysięcy osób. Czego szukają Polacy w drodze do świętych miejsc? Czy współczesny model pielgrzyma różni się od tego, który dominował dwadzieścia, trzydzieści lat temu?

W pielgrzymkowej sieci
 
– Radykalna zmiana nastąpiła po roku 1989 – twierdzi ks. Bogdan Bartołd, proboszcz archikatedry warszawskiej, wieloletni organizator Warszawskiej Akademickiej Pielgrzymki Metropolitalnej. – Do tego czasu silnie akcentowano patriotyczny, niepodległościowy charakter pielgrzymek. Uczestnicy wspominają, że była to dla nich wielka przestrzeń wolności. Mogli usłyszeć o cudzie nad Wisłą czy Katyniu, a więc tematach wówczas zakazanych. Był to jednak także czas wielkiej inwigilacji przez służby bezpieczeństwa. Pielgrzymki godziły przecież w interesy Polski Ludowej – uśmiecha się przewodnik.
 
 Tuż po wybuchu wolności rozpoczął się prawdziwy boom pielgrzymkowy. – W 1991, a więc w roku Światowego Dnia Młodzieży, liczba młodych pielgrzymów wzrosła trzykrotnie – wspomina ksiądz Bartołd. W ostatnich latach przed pielgrzymami otworzyły się nowe możliwości, związane z rozwojem techniki. – Wydaje mi się, że samo pielgrzymowanie się nie zmienia, ale istnieje większa potrzeba świadectwa, komunikowania się pątników ze światem przy pomocy współczesnych mediów – twierdzi Krzysztof Piądłowski, koordynator internetowego projektu e-Pielgrzymka.pl. – Stąd pomysł naszego serwisu. Nie ma on zastąpić pielgrzymek, tylko opowiadać o nich. Chodzi o to, by zachęcić innych, dotrzeć do nich z przesłaniem wiary.
 
Dla samych pątników strona ma także znaczenie praktyczne. To tutaj uczestnicy pielgrzymki zapoznają się w sieci przed jej rozpoczęciem. Dzięki Wirtualnej Mapie Pielgrzymek można określić, gdzie aktualnie znajduje się dana pielgrzymka. – To pomoc dla mediów, kierowców i służb zaopatrujących pielgrzymki w żywność i napoje – podkreśla Piądłowski. Serwis pomaga towarzyszyć duchowo rodzinom i znajomym znajdującym się w drodze, a nawet rozważać wraz z nimi treści zawarte w konferencjach. Dodatkową atrakcją są mikroblogi, na których uczestnicy umieszczają zdjęcia, opisy tekstowe i nagrania audio zrobione telefonami komórkowymi. Wystarczy wysłać wiadomość SMS lub MMS na odpowiedni numer, by taką relację „na żywo” umieścić w internecie. Jeśli dodamy do tego tzw. służbę elektryczną Plusa, która pozwala pątnikom naładować po drodze baterie telefonów komórkowych, możemy stwierdzić, że dzisiejszy pielgrzym jest w pełni skomunikowany ze światem.
 
Bliźni uwiera
 
Czy jednak w pielgrzymce nie chodzi o coś innego? Czy nie powinna być ona raczej oderwaniem od zgiełku tego świata, pozwalającym na usłyszenie głosu Pana Boga? Czy wszechobecne komórki nie są właśnie symbolem dzisiejszego zniewolenia mediami; tego, że człowiek nie jest już w stanie wytrzymać sam ze sobą i z tymi uwierającymi bliźnimi, którzy akurat znaleźli się obok? Artur Nowaczewski, poeta i krytyk literacki, tak opisuje swoją pieszą pielgrzymkę do Wilna: – Nieustanna obecność innych ludzi, nieraz tak skrajnie różnych, dla mnie, zamkniętego w sobie indywidualisty, również była wyzwaniem. Obok szli zarówno starsi, słuchacze Radia Maryja, jak i rozkrzyczana gimnazjalna młodzież, studenci, inteligenci i robotnicy, a więc ludzie ze środowisk, które tylko na pielgrzymce mają okazję się lepiej poznać. Pierwsze dni były dla mnie osobistą lekcją pokory. Marsz w grupie kosztował mnie więcej sił niż kilometry połykane na górskich szlakach.
 
Dzisiejszy człowiek niezbyt chętnie podejmuje takie wyzwania. Komórka, internet, pilot od telewizora pozwalają uciec od niewygodnych elementów rzeczywistości. Wystarczy zmienić kanał lub wykręcić inny numer. Tymczasem pielgrzymka zmusza do zmierzenia się ze światem, odsłania nasze prawdziwe relacje – z Bogiem, samym sobą, innymi ludźmi. – Trud, zmęczenie, niepogoda weryfikują nasze chrześcijaństwo – twierdzi ksiądz Bartołd. Dlatego przed wyruszeniem w drogę warto zastanowić się, czego tak naprawdę oczekujemy: – Jedne pielgrzymki są bardziej otwarte na nowinki, inne mniej – ocenia Krzysztof Piądłowski. – Na przykład na dominikańskich istnieją grupy ciszy. Tam wyłącza się komórki, a uczestnicy narzucają sobie większy rygor. Ale są też grupy bardzo rozśpiewane, niemal imprezowe. – Młodzież poszukuje radosnego chrześcijaństwa, entuzjazmu, emocji, stąd na pielgrzymkach młodzieżowych więcej jest piosenek i tańców – mówi ks. Bogdan Bartołd. – Studenci zwracają już większą uwagę na słowo. Wiele pielgrzymek akademickich obywa się bez instrumentów muzycznych. Paradoksalnie, w czasach powszechnego wygodnictwa, coraz większym zainteresowaniem cieszą się grupy o charakterze pokutnym. – Ludzie szukają wyciszenia, dobrych konferencji, medytacji – zauważa ksiądz Bartołd. – Na co dzień bombardowani informacjami, hałasem, krzykiem, nagle odkrywają wartość ciszy. Wreszcie mają czas, by pomyśleć nad własnym życiem, odsłania się przed nimi cała sfera duchowa, której wcześniej nie dostrzegali.
 
Najlepszy sprawdzian
 
Ojciec Jerzy Tomziński, były generał zakonu paulinów i przeor Jasnej Góry, twierdzi, że pielgrzymka to najlepszy sprawdzian człowieka: – Dziewczyna po dwóch dniach wie, kim jest ten chłopak, który z nią idzie, czy to obibok, czy ktoś porządny. Tu kojarzą się małżeństwa, dojrzewają powołania. Swoją pierwszą pielgrzymkę przeżył w wieku dziesięciu lat. – Nie było żadnego hotelu – wspomina. – Cała Częstochowa to był jeden wielki hotel. Mieszkańcy przyjmowali pielgrzymów. Spaliśmy w piętnastu chłopców na podłodze, w jednym pokoju. Warunki były prymitywne, myło się na podwórku, ale nikomu to nie przeszkadzało. Na współczesnego pielgrzyma czeka o wiele więcej udogodnień niż na tego sprzed wojny, ba, nawet tego sprzed dwudziestu lat. Spanie po stodołach czy poranna toaleta w strumieniu należą już do rzadkości. Częściej miejscem noclegu są prywatne kwatery, plebanie, szkoły, pola namiotowe. Ciężkie plecaki wiezione są przez samochody, a odciski opatruje czujna służba medyczna. Czy znaczy to, że dzisiejszych pątników opanował duch wygodnictwa? – Ułatwień jest sporo, ale trzeba to wyważyć – twierdzi Krzysztof Piądłowski. – Proszę pamiętać, że większy plecak to dwa razy dłuższy czas pielgrzymki, co przy dzisiejszych krótkich urlopach byłoby trudne do realizacji. Trudno też zrezygnować ze służb porządkowych czy medycznych. Natomiast na pewno warto poczuć zmęczenie. Do zmęczonego człowieka często docierają rzeczy, których wcześniej nie zauważał. Zaczyna lepiej siebie rozumieć, dociera do głębi swoich problemów. To czas szczególnych przemyśleń i rozmów. Ważne, by w tym wszystkim było miejsce dla Pana Boga

Szymon Babuchowski 
 
Zobacz także
Jolanta Tęcza-Ćwierz

Aniołki są obowiązkowe w każdym sklepie i stoisku z pamiątkami od Gdańska po Zakopane. Duże lub małe. Pyzate albo wysmukłe. Z gliny, gipsu, ceramiki, drewna a nawet robione na szydełku. Do wyboru, do koloru. Wieszane nad łóżeczkiem dzieci, stawiane na biurku lub na półce. Stały się takim miłym gadżetem. Jeśli chcemy komuś powiedzieć, że go lubimy, życzymy mu dobrze – możemy podarować mu takiego „aniołka”. Czy Anioł Stróż ma cokolwiek wspólnego z całą tą komercją?

 
Jan Duda
Ja myślę, że Boga głosi się przede wszystkim swoją własną postawą. Żadne kazania nie pomogą, jeżeli sami nie będziemy świadczyć o Jego obecności, o tym, że dla nas jest On najważniejszy. Toteż my wprost nie głosimy. Natomiast w każdej naszej domowej kaplicy, zarówno członkowie wspólnoty (obowiązkowo), jak i pozostali mieszkańcy (dobrowolnie) gromadzą się na codzienną adorację Najświętszego Sakramentu.

Z siostrą Małgorzatą Chmielewską rozmawia Jan Duda.
 
Jacek Ponikiewski
Przez cały czas staramy się ze sobą zjednoczyć. Wprowadzamy zatem mechanizmy globalizacji, przeróżne komunikatory i wszędobylski Internet. Skrócenie odległości za pomocą sztucznych narzędzi, sprawia, że nasze kontakty takie też się stały. Wydaje się, że pędząc ku sobie, oddalamy się od siebie w szaleńczym tempie...
 
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm