logo
Wtorek, 20 kwietnia 2021 r.
imieniny:
Agnieszki, Amalii, Teodora, Bereniki, Marcela – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Przemysław Radzyński
Pieniądze są testerem człowieczeństwa
Magazyn Salwator
 


"Nieprofesjonalna pomoc nie pomaga, ale degraduje ludzi" – mówi ks. Jacek Stryczek, prezes Stowarzyszenia Wiosna i inicjator projektów, takich jak "Szlachetna Paczka" i "Akademia Przyszłości". Autor książki Pieniądze w świetle Ewangelii.
 

Pieniądze dają szczęście?

Tu można przywołać pewnego suchara: pieniądze nie dają szczęścia, ale zakupy tak.
 
Mnie się wydaje, że nie ma szczególnego związku pomiędzy pieniędzmi a szczęściem. Tak definiuje to również Ewangelia. Bogacz mówi: "pobuduję sobie spichlerze, będę jadł, pił i używał". Wydaje mu się, że przyjemności, które może mieć dzięki pieniądzom, staną się jego nowym, lepszym życiem. Ale za chwilę usłyszy: "głupcze, jeszcze tej nocy będziesz zabrany" (por. Łk 12, 16-21). Przyjemności, które dają to pozornie lepsze życie, to nie jest szczęście. Dlatego jest powiedziane: "błogosławieni ubodzy w duchu, bo do nich należy królestwo niebieskie" (Mt 5, 3). Mnie sprawia radość wiele rzeczy, które nie wymagają pieniędzy – uwielbiam spotykać fajnych ludzi, myśleć, pisać, zatracać się na rowerze. Uważam, że każda minuta mojego życia ma jakąś wartość, wkładam w nią całego siebie, ale równocześnie ją smakuję. Szczęście pojawia się przy okazji.
 
Czy książka Pieniądze w świetle Ewangelii to znak, że Kościół ma problem z pieniędzmi?

To nie Kościół wydał tę książkę, tylko ja.
 
Czyli Ksiądz Jacek Stryczek ma problem z pieniędzmi.
 
Nie mam problemu z pieniędzmi, a przynajmniej już nie taki, jaki miałem kiedyś. Podstawowym bodźcem do napisania tej książki był fakt, że pieniądze są jednym z najgorętszych tematów w naszym kraju. Po pierwsze, ludzie nienawidzą bogatych, a to uczucie bardziej niszczy tych, którzy mają w sobie nienawiść, niż tych, którzy są podmiotem nienawidzenia. I to jest chore. A po drugie łączy się to z nieumiejętnością zarabiania – ludzie są niezdolni do najprostszych zachowań, które wpływają na stan konta.

Twierdzi Ksiądz, że ten stosunek do bogatych to zaszłość PRL-u i ideologii marksistowskiej?
 
Pamiętamy, że Jezus kochał ubogich. PRL uczył za Marksem, że należy nienawidzić bogatych. Na dodatek w dużej mierze jesteśmy społeczeństwem chłopskim, które ma w sobie mocno zakorzenioną kulturę agrarną. Ta z kolei polega na tym, że jestem tym bogatszy, im więcej mam ziemi. Ponieważ ilość ziemi jest ograniczona, to jeżeli mój sąsiad ma więcej niż ja, to znaczy, że jestem biedniejszy z jego powodu. Mamy to mocno utrwalone, że kiedy komuś jest lepiej, to nam jest gorzej. Te trzy rzeczy stały się religią, która niekoniecznie zrodziła się z kazań w kościele.
 
Jakie są jej konsekwencje?
 
Z taką mentalnością bardzo trudno funkcjonować na rynku, ponieważ ona uderza w najbardziej podstawowe zasady prowadzące do sukcesu biznesowego. Jeżeli człowiek nienawidzi bogatych, to odcina się od kapitału, a wiadomo, że trzeba mieć kapitał, żeby móc inwestować i się rozwijać. Jeżeli z braku pieniędzy jest mi źle, to powinienem współpracować z tymi, którym jest dobrze, a nienawiścią do nich sam podcinam sobie skrzydła.
 
Jakich Ksiądz używa argumentów, żeby obalić stereotyp, że Jezus kocha biednych, a nienawidzi bogatych?
 
Po wielu latach cierpliwego stykania się z Ewangelią odkryłem spójną wizję pieniędzy w ujęciu Jezusa. W bardzo kompletny sposób jest ona przedstawiona w przypowieści o talentach. Talent to 34 kilogramy złota, a pięć talentów to obecnych 21 milionów złotych. Stuprocentowy zwrot z tak dużego kapitału to naprawdę duże osiągnięcie biznesowe. Sługa, który pomnożył kapitał, słyszy od gospodarza: "sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię". Widać tu silną korelację między sprawnością biznesową a awansem w królestwie niebieskim. To samo słyszy ten, który pomnożył dwa talenty. Natomiast sługa, który zakopał jeden, czyli nic dobrego nie zrobił, ponieważ nie pomnożył kapitału, słyszy: "sługo zły i gnuśny, w drobnych rzeczach byłeś niewierny – pójdziesz tam, gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów" (por. Mt 25, 14-30). Wygląda na to, że w oczach Bożych pieniądze są bardzo drobną rzeczą, ale mają istotne znaczenie w kształtowaniu człowieka. Na pieniądzach człowiek może trenować swoją sprawność, a także odporność na pokusy. A to są dwie rzeczy potrzebne do sprawowania urzędów – również kościelnych.
 
Ksiądz mówi, że pieniądze same w sobie są obojętne moralnie, a wszystko zależy od tego, jak człowiek ich używa.
 
Pieniądze są testerem. Jednak trzeba jeszcze zauważyć, że ideał ewangeliczny człowieka zbudowany jest na dychotomii: bieda – ubóstwo. Bieda polega na tym, że ktoś ma mało, a ubóstwo, że mało potrzebuje. Jezus, rozmnażając chleb, odpowiadał na biedę. Gdyby jednak bieda była dla Niego czymś pierwszoplanowym, to powinien otworzyć wielką piekarnię i nieustannie – przez wszystkie wieki – dokarmiać ludzi, którzy mają mało i umierają z głodu. Jednak tego nie zrobił.
 
Ewangelia kieruje zainteresowanie tych, którzy mają mało, na myślenie o królestwie. Widać to chociażby wtedy, kiedy kobieta rozbija alabastrowy flakonik i namaszcza stopy Jezusa. "Biednych macie zawsze wśród siebie, a mnie nie macie zawsze" (J 12, 8).
 
Ideałem ewangelicznym jest po pierwsze mało potrzebować, niezależnie od tego, czy się ma dużo, czy mało. A po drugie: "poznacie po owocach", czyli po efektywności w życiu. Można komuś pomóc, gdy jest biedny, gdy leży chory w łóżku. Ale docelowo powinien sam poradzić sobie w życiu. Nigdzie w Ewangelii nie pochwala się, aby wyręczać kogoś tylko dlatego, że jest biedny.

Czy to jest ideał pomagania, którego Ksiądz jest pomysłodawcą?
 
Przeszedłem w swoim życiu kilka etapów. Gdy byłem nastolatkiem, Kościół uczył mnie, że trzeba pomagać ubogim. Nie wiem dlaczego, ale wówczas nigdzie nie widziałem biednych. Potem, gdy się nawróciłem, serce mi się otworzyło i każdy był dla mnie biedny. Gdy jako student AGH mijałem żebraka, to – chociaż sam miałem mało – zawsze się podzieliłem jedzeniem albo pieniędzmi. Kiedy raz nie dałem, to potem nie spałem całą noc. Później odkryłem, że większość tych ludzi to są profesjonaliści. Po prostu spotykałem ich drugi, trzeci raz, przyjrzałem się im i zrozumiałem, że oni żyją z tego, że poruszają moje sumienie.
 
Następny etap to odkrycie: "co to za lekarz, który każdemu choremu przepisuje aspirynę?". Wiedziałem, że potrzebującego trzeba najpierw konkretnie zbadać, żeby mu zaoferować prawdziwą pomoc. Zacząłem szukać skutecznych narzędzi do udzielenia pomocy. W Ewangelii odkryłem, że trzeba stawiać na skuteczność, a nie uzależniać się od pomagających. Doszedłem do wniosku, że ludzi trzeba aktywizować i uczyć samodzielności.
 
Kilka razy został Ksiądz oszukany przez "zawodowych żebraków". Żeby skutecznie pomagać tym, którzy tej pomocy rzeczywiście potrzebują, powstało Stowarzyszenie Wiosna i projekty "Szlachetna Paczka" i "Akademia Przyszłości". Czy pomoc przez instytucje to ideał spełniania chrześcijańskiego uczynku miłosierdzia?
 
Przykładem głupiej pomocy było chociażby zbieranie dla domów dziecka pluszaków lub innych mniej czy bardziej wartościowych rzeczy. Te dzieci marzyły bowiem tylko o jednym: żeby ktoś je pokochał na dłużej. Potem można było obserwować, jak często obejmują tych, którzy przychodzą z maskotkami, przytulają się w nadziei, że zostaną zabrane na święta. A ofiarodawcy wzruszali się, bo myśleli, że dzieci okazują im w ten sposób wdzięczność. Nieprofesjonalna pomoc nie pomaga, ale degraduje.
 
Uważam, że należy iść dwiema drogami. Po pierwsze, organizacje pozarządowe specjalizują się w pomaganiu, one wiedzą, jak to robić. Stowarzyszenie Wiosna proponuje trzy formuły pomagania, które warto praktykować przez cały rok: można po prostu wpłacić pieniądze, można samemu przygotować paczkę dla potrzebujących i można zostać wolontariuszem.
 
Ale mam też zasadę, że zawsze trzeba mieć jedną osobę, której będzie się pomagało bezpośrednio, w której życiu będzie się jakoś uczestniczyło. Stało się bowiem coś dziwnego: łatwiej jest nam się wzruszyć losem dziecka w Afryce niż problemami wujka, który mieszka gdzieś niedaleko. Przestaliśmy reagować na biedę naszych bliskich, boimy się zapytać, czy czasami nie jest im ciężko. Gdy się już się o tym dowiemy, to boimy się, że będzie to za duży ciężar, że nie damy rady. Trzeba przywrócić zwykły porządek rzeczy.
 
Bezpośrednia pomoc chroni przed bezdusznością.
 
Nie uważam, że przekazywanie pieniędzy np. na Caritas grozi bezdusznością. Chodzi raczej o powrót do pewnych elementarnych zachowań, które są wpisane w człowieczeństwo. Na co dzień żyjemy przecież między ludźmi, siatka pomocy społecznej jest czymś naturalnym. To jest tak, jak w rodzinie – gdy ktoś się przeziębi, to nie wysyłam go od razu do lekarza, tylko robię mu herbatę z cytryną, ale jak jest potrzebna operacja, to wysyłam do szpitala. Te dwie rzeczy muszą iść w parze – pomoc naturalna z wyspecjalizowaną.
 
Rozmawiał Przemysław Radzyński
Salwator 2/2015
 
fot. Tookapic Money 
Pixabay (cc) 
 
Zobacz także
Wywiad z Gregiem Waltonem
Od kiedy siebie pamiętam, zawsze widzę się z gitarą. Wszystko jedno gdzie, na imprezach u znajomych, spotkaniach, festynach po prostu wyciągałem gitarę i grałem te swoje piosenki. Zawsze był w nich jakiś pozytywny przekaz, najczęściej chrześcijański. Wówczas jednak nie znałem jeszcze pojęcia muzyka chrześcijańska, chrześcijański rock...
 
Mirosław Stanek SDS
Marcus Tullius Cycero - Potomek starego rodu szlacheckiego. Urodził się 3 I 106 prz. Chr. w Formi, zmarł 7 XII 24 prz. Chr. w Formianum. Jest uznawany za jednego z najwybitniejszych rzymskich mówców i filozofów. Był również mężem stanu i aktywnym politycznie obywatelem rzymskim. W młodości Cyceron zetknął się z wieloma prądami myślowymi płynącymi przez ówczesny świat, miał okazje spotkać wielu wybitnych myślicieli świata starożytnego i zapoznać się z prezentowanymi przez nich teoriami...
 
Lilla Danilecka
Historia Tima Guénarda jest porażająca. Najpierw ogromem cierpienia, jakiego doświadczył w dzieciństwie, a potem ogromem łaski, która sprawiła, że stał się zdolny świadczyć o Bożej dobroci. Tim Guénard, dziś 40-letni ojciec czwórki dzieci, w swojej wydanej we Francji autobiografii pt. Plus fort que la haine pisze, że Bóg ma lekarstwo na wszelkie, choćby największe rany ludzkiej biedy.
 
___________________
 
 reklama