logo
Poniedziałek, 27 września 2021 r.
imieniny:
Damiana, Mirabeli, Wincentego, Stanisława – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Krzysztof Wons SDS
Pismo Święte rośnie wraz z czytającym
List
 


z ks. Krzysztofem Wonsem, salwatorianinem, kierownikiem duchowym, dyrektorem Centrum Formacji Duchowej, rozmawia Marta Wielek
 
 Kiedy chcę usłyszeć, co Bóg do mnie mówi, otwieram Pismo Święte i...?
 
I zdarza się, że słyszy Pani tylko swoje myśli.
 
A co zrobić, żeby usłyszeć Boga?
 
Przede wszystkim trzeba uwierzyć w to, że jest to Słowo natchnione, pełne mocy. Co to oznacza? Mimo że mam przed oczami ludzkie znaki, ludzki zapis, „nędzę słów” – jak powie św. Hieronim, to jestem przekonany, że w tekście, który czytam, jest obecny Duch  Święty. Orygenes mawiał, że Pismo  Święte „zawiera” Ducha  Świętego. Parafrazując jego słowa dodam od siebie: „Słowo Boże jest Tabernakulum Ducha Świętego”. Muszę też uwierzyć w to, że kiedy zaczynam czytać Biblię, to ten sam Duch jest obecny we mnie. Przeniknie i przemieni moje  życie, jeśli mu na to pozwolę.Taka świadomość sprawia, że powoli uwalniam się od moich myśli i zajmuję się naprawdę Słowem!
 
Dalej, przy lekturze Pisma Świętego ważna jest jedność z Kościołem, w którym także działa Duch Święty. Jeśli podtrzymuję tę jedność, mam gwarancję,  że otwieram się na działanie tego samego Ducha. Nie mogę „prywatyzować” Słowa Bożego, interpretować go po swojemu. To wymaga ode mnie ogromnej pokory. Ojcowie Kościoła, którzy pozostawili wiele zaleceń dotyczących owocnej lektury Biblii, podkreślali też, że podczas spotkania ze Słowem Bożym potrzebne jest czyste serce. Im bardziej serce staje się wolne od obciążeń, nie tylko moralnych, ale także związanych z życiowymi zranieniami, tym bardziej jest zdolne do słuchania. Obserwuję to często podczas prowadzonych w naszym domu rekolekcji. Grzechy i bolesne wspomnienia sprawiają, że podczas spotkania ze Słowem, skupiamy się bardziej na sobie niż na Bogu, który do nas mówi.
 
Te zalecenia mogą okazać się zniechęcające dla kogoś, kto po prostu chce czytać Pismo Święte, by w ten sposób spotkać się z Bogiem. Przecież nad własnymi zranieniami pracuje się nieraz całe życie. Czy mając świadomość, że „daleko mi do świętości”, mogę sięgnąć po Biblię?
 
Słowo Boże jest święte, a nie my. Przy czytaniu Biblii następuje „sprzężenie zwrotne”: aby usłyszeć Boga, potrzebujemy czystego serca; aby oczyścić swoje serce, potrzebujemy Jego Słowa. Nie należy tych zaleceń rozumieć w taki sposób: przygotuj się, przemień się, przemebluj swoje życie, a wtedy Pan Bóg będzie mógł wejść do twego pokoju. Kiedy Ojcowie Kościoła mówią o czystości serca, chodzi im o swoistą ascezę w życiu, świadome rezygnowanie ze wszystkiego, co mogłoby zaśmiecić umysł lub serce i zamykać na Słowo. Człowiek współczesny nie może stworzyć sobie takich warunków życia, jakie mieli np. średniowieczni mnisi. Nie może uniknąć napięć, niepokoju, hałasu. Niezależnie jednak od czasów, w których żyjemy, najważniejsza jest nasza osobista decyzja o nawróceniu. Jeśli przychodzimy na spotkanie ze Słowem, nie chcąc zrezygnować z takiego sposobu życia, który nas na Boga zamyka, nie usłyszymy Go. Będziemy interpretowali Słowo Boże na swój sposób, zgodnie z własną ideologią, zgodnie z tym, co sami chcielibyśmy usłyszeć.
 
Kiedy spotykamy się ze Słowem, ono zniża się do naszego poziomu. Św. Grzegorz Wielki jest autorem sentencji, którą lubię powtarzać: „Pismo Święte rośnie wraz z czytającym”. Ta prawda wyraża dobrze tajemnicę pokory Słowa Bożego. Jeśli na poziomie mojej percepcji jestem jak dziecko, to Słowo Boże będzie przemawiało do mnie jak do dziecka. Kiedy natomiast osiągam pewną dojrzałość, przemawia do mnie jak do człowieka dojrzałego. Dlatego nie powinniśmy „stawać na palcach” wobec Słowa, udając „wielkich duchowo”. Mamy zgodzić się w pokorze na ten etap spotkania ze Słowem, na który nas w danym momencie stać. W księdze Apokalipsy odnajduję doskonałe zobrazowanie tego, co dokonuje się w człowieku podczas spotkania ze Słowem Boga: Bóg daje człowiekowi kamyk, na którym jest wypisane jego imię. Tego imienia nikt nie zna, tylko Bóg i ten, komu ten kamyk został dany (por. Ap 2, 17).
 
.
 
strona: 1 2 3