logo
Sobota, 05 grudnia 2020 r.
imieniny:
Kryspiny, Norberta, Sabiny, Geralda – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Marek Wójtowicz SJ
Pobożność – to nie dla mnie... A może jednak?
Głos Karmelu
 


Droga człowieka do źródła swojego życia, czyli Boga, z racji tego, że jesteśmy osadzeni w konkretnym czasie i miejscu, posiada swój zewnętrzny, materialny charakter. Jesteśmy ludźmi i nasz Stwórca pragnie, abyśmy szli do Niego poprzez wszystkie pokłady naszego człowieczeństwa. Wcielenie Jezusa jest namacalnym potwierdzeniem wielkiej wartości naszego ziemskiego życia, które chociaż cały czas „uduchawiane” i nakierowywane na wieczność, to jednak aby wyrazić i rozwinąć się, potrzebuje całej fizyczności, czyli mówiąc najprostszym językiem – ciała. 
 
Oczywiście ta wędrówka nie jest tylko ludzkim zmaganiem się z rzeczywistością przerastającej nas wielokrotnie codzienności (nie wspominając już nawet pragnień zmierzających w kierunku sfery nadprzyrodzonej). Ta wędrówka bowiem to zwyczajne odkrywanie obecnego w nas Stwórcy, który sprawia, że jesteśmy ludźmi wiary, nadziei i miłości. Mało tego, przeżywana codziennie obecność Trójjedynego Boga w nas przybiera bardzo konkretne postawy wynikające ze świadomego korzystania ze złożonych w nas darów. A mianowicie otrzymane na chrzcie i ugruntowane poprzez bierzmowanie dary Ducha Świętego sprawiają, że szara obojętność otoczenia staje się przemieniona obecnością chrześcijanina, otwartego na działanie Bożego Ducha.
 
Dar, godny uwagi
 
Pośród tych darów jeden zasługuje na szczególną uwagę. Dlaczego? Przede wszystkim ze względu na jego szczególną wyjątkowość, jak również z racji na jego wielokrotnie błędne rozumienie. A chodzi nam o dar pobożności.
 
Idąc tym tokiem rozumowania, aby nie pozostać gołosłownym, odwołajmy się od razu do konkretnego świadectwa życia i doświadczenia mało jeszcze znanej, nawet w samym Kościele, bł. Elżbiety od Trójcy Przenajświętszej. 
 
Ta wyjątkowa karmelitanka żyjąca na przełomie XIX i XX wieku dokonuje gigantycznego, aczkolwiek mało jeszcze zauważalnego, kroku polegającego na „ucodziennieniu” obecności i działania Trójcy Świętej albo, mówiąc inaczej, pokazuje nam, jak przeżywać odległego i tajemniczego Boga w codzienności każdego dnia. No właśnie, czy Bóg musi pozostawać odległy, skoro poprzez Wcielenie zbliża się tak bardzo? Czy my poprzez pewne wyobrażenie o Nim nie oddalamy Go sami od siebie? Otóż wcale nie musi tak być, gdyż na ratunek przychodzi właśnie złożony w nas dar pobożności – jeden z tych środków, które sprowadzają codziennie Boga w sfery naszego życia, a nas wynoszą w sfery Boże. 
 
Z umysłu do serca
 
To proste. Spójrzmy, do czego dochodzi Błogosławiona z Dijon. Sumą jej życia staje się intensywne doświadczenie zamieszkania Trójcy Świętej w człowieku. Oczywiście, wielka a zarazem podstawowa tajemnica naszej wiary, dotycząca obecności Boga w człowieku, nie od razu staje się czymś oczywistym, konkretnym i uchwytnym w życiu Elżbiety. Jej dogłębne doświadczanie poprzedzone jest długoletnim etapem, podczas którego ta prawda „spływa” z jej umysłu (intelektualnego poznania – Błogosławiona wie, że tak jest) do serca (jej konkretne doświadczenie i osobiste, życiowe przekonanie). 
 
I tutaj praktyki religijne odgrywają niewątpliwie wielką rolę w odkrywaniu, przeżywaniu i byciu apostołem tajemnicy zamieszkania Trójcy. Jednakże należy od razu dodać, że wychowanie religijne i wiążące się z nim praktyki pobożnościowe nie wyróżniają się stopniem oryginalności i intensywności w rodzinie Elżbiety – Błogosławiona otrzymuje to wszystko, czym żyje przeciętna katolicka rodzina francuska końca XIX wieku. A zatem życie sakramentalne, codzienna modlitwa, postępowanie zgodnie z dekalogiem, pielgrzymki do sanktuariów, rekolekcje i misje parafialne, pobożna lektura (u Elżbiety są to pisma św. Teresy od Jezusa).
 
Duchowy maksymalizm
 
Istnieje jednak wielka różnica, która sprawia, że to, co wszystkim nam dostępne, dla Elżbiety staje się wyjątkowe. Ta młoda karmelitanka w odróżnieniu od wielu jej współczesnych w swoim postępowaniu, przeżywaniu i doświadczaniu jest maksymalistką. W praktyce polega to na pełnym zaangażowaniu się we wszystko, co stanowi jej życie, czyli: praca nad sobą, budowanie klimatu rodziny i wspólnoty, tworzenie przyjaźni oraz głębokie przeżywanie wszystkich praktyk religijnych. W ten sposób nie zatrzymuje się na powierzchni relacji, gestów i nauczonych zachowań, ale dociera do ich istoty.
 
1 2  następna
Zobacz także
Łukasz Wojciechowski
Te najbardziej wymyślne skrywał chyba kuferek Sanderusa, jednej z postaci Sienkiewiczowskich „Krzyżaków”. Było to choćby małe kopytko osiołka, na którym odbyła się ucieczka do Egiptu, pióro ze skrzydeł archanioła Gabriela, szczebel z drabiny Jakubowej czy krople potu św. Jerzego, które wylał walcząc ze smokiem. Czym są relikwie? Od kiedy zaczął rozwijać się ich kult i co było tego powodem?...
 
Jerzy Szyran OFMConv
Początki każdego istnienia ludzkiego Bóg powierzył kobiecie, nie wyłączając z tej reguły nawet swego Syna, którego początki zostały złożone w dłonie Najświętszej Dziewicy. Na początku kobieta pochodziła z ciała mężczyzny, lecz potem role się odwróciły i to mężczyzna jest całkowicie uzależniony od łona kobiety. To zawierzenie losów ludzkości kobiecie stanowi o jej szczególnym powołaniu i misji, jaką ma ona do spełnienia.  
 
Fr. Justin
Piękno i wspaniałość ziemi, jej użyteczność i skarby są w Piśmie Świętym stałym motywem składania chwały Bogu i dziękczynienia Bogu, Stworzycielowi nieba i ziemi. Przedmiotem tej chwały jest też dobrobyt i bogactwo. Czy Biblia nie ostrzega przed niebezpieczeństwem związanym z posiadaniem bogactw?
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー