logo
Czwartek, 29 października 2020 r.
imieniny:
Angeli, Przemysława, Zenobii, Narcyza, Felicjana, Violetty – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Jerzy Bagrowicz
Pokusa odrzucenia prawa moralnego
Don Bosco
 


Nie da się ukryć, że w potocznym odbiorze każde prawo oraz normy stwarzają wrażenie ograniczenia. Tacy już jesteśmy, że nie lubimy ograniczeń, nawet jeśli spełniają rolę zbawienną dla życia jednostki i społeczności.
 
Stąd niemal w każdej epoce dziejów spotykamy się z próbami kwestionowania czy wręcz odrzucania prawa moralnego, szczególnie tego, które nazywamy prawem Bożym objawionym. Można śmiało powiedzieć, że żyjemy dziś w epoce zakwestionowania czy nawet odrzucenia norm moralnych. Wielu ludziom wydaje się, że prawo moralne ogłoszone na Synaju jest przestarzałe i anachroniczne, a wynalazkiem mającym rzekomo uszczęśliwić czy wyzwolić współczesnych ludzi jest niemal całkowite odrzucenie norm moralnych.
 
Kiedy jednak uważniej przyjrzymy się rezultatom odrzucenia objawionych norm moralnych, przekonujemy się, że pokusa „wolności” od prawa moralnego przynosi człowiekowi, zamiast wolności, zniewolenie i niebezpiecznie narastające zjawisko wszelkich form uzależnienia i tragedii w życiu osobistym oraz w życiu narodów. Ostatnio dał temu wyraz filozof religii, profesor Zbigniew Mikołejko, człowiek niewierzący, mówiąc: „Dramat naszej cywilizacji polega na tym, że jest ona pozbawiona wymagań, bez progów, a przecież w życiu są one potrzebne. Gdzieś to zgubiliśmy. Niestety, moje ukochane lata 60., których jestem dzieckiem, mają obecnie takie konsekwencje. Wyniesiony stamtąd sposób na zbudowanie wolności polegał na tym, żeby osiągnąć nie wolność polityczną, bo takiej nie mogliśmy mieć, ale wolność zachowań. A teraz to się rozhasało ponad miarę, prowadząc do zła”.
 
Drogi wtajemniczenia człowieka w prawo moralne 
 
Tak jak potrzebne jest stopniowe wtajemniczenie w prawdy wiary, tak potrzebne jest wprowadzenie w zasady życia moralnego. Nie chodzi tu jednak o zwykłe zapamiętanie reguł moralnych, ale o inicjację w treść prawa moralnego, która najowocniej dokonuje się na początku przez doświadczenie udziału w życiu wspólnoty rodzinnej, a następnie przez doświadczenie świadectwa życia moralnego wspólnot wierzących i szerszych kręgów społeczeństwa.
 
Dziesięć przykazań Bożych, czyli Dekalog, jest swego rodzaju skrótem praw i norm, którymi człowiek powinien się kierować we własnym najlepiej pojętym interesie. Ogłoszony na górze Synaj Dekalog był jednym z pierwszych darów dla wyzwolonych z niewoli egipskiej Hebrajczyków. Wierność otrzymanemu prawu stała się warunkiem właściwego korzystania z darowanej im wolności. Jak wiemy, także na podstawie historii spod Synaju, Izraelici byli wystawieni na wiele prób wierności woli Boga. Nie wszystkim takim próbom sprostali. Gdy Mojżesz schodził z góry Synaj, aby im przekazać tablice przykazań, ujrzał swoich rodaków tańczących wokół złotego cielca. Na ten widok rozbił kamienne tablice. Był świadom, że lud, który wyprowadził z niewoli, jest ludem słabym, niestałym w dotrzymaniu wierności Przymierzu. Wiedział, że gniew Boga może ten lud zniszczyć, ale modlił się za lud i wołał: „Oto niestety lud ten dopuścił się wielkiego grzechu, gdyż uczynił sobie boga ze złota. Przebacz im jednak ten grzech! A jeśli nie, to wymaż mię natychmiast z Twej księgi, którą napisałeś” (Wj 32, 32). To słowa pełne żaru i troski Mojżesza o lud, który wyprowadził z niewoli, słowa niemal szantażu wobec Boga. Bóg pozwolił wykuć nowe tablice. I powiedział Bóg do Mojżesza: „Uczynię to, o co prosisz, ponieważ jestem ci łaskawy, a znam cię po imieniu” (Wj 33, 17).
 
Jezus Chrystus nie zniósł Dekalogu, ale w Kazaniu na górze (zob. Mt, roz. 5-7) wskazał drogi jego realizacji, natomiast  syntezę Bożego prawa zawarł w przykazaniu miłości Boga i bliźniego (Mt 22, 34-40; Mk 12, 28-30). Najpełniejszy wykład Jezusa na temat rozumienia sensu i celu przykazań znajdujemy w Jego mowie pożegnalnej w Ewangelii Janowej, gdzie między innymi słyszymy: „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania”, i „Jeśli kto Mnie miłuje, będzie zachowywał moją naukę” (J 14, 15. 23). 
 
Nie wszystko wolno i nie wszystko jest względne
 
W imię źle pojętej demokracji rezygnuje się dziś z norm etycznych w życiu publicznym, a konsumistyczna wizja życia oraz sekularyzacja przynoszą relatywizm etyczny w życiu prywatnym jednostek. Wtedy wszystko wolno i wszystko jest względne, bo nie ma żadnych stałych norm i podstaw życia osobistego oraz społecznego. Źle pojęta wolność rodzi pokusę odrzucenia prawa moralnego, które – jak się wydaje wielu współczesnym – odbiera człowiekowi resztę wolności i niezależności wewnętrznej. Człowiekowi wydaje się, że będąc wolnym od jakiejkolwiek zależności i kontroli, może osiągnąć pełnię rozwoju osobowego oraz szczęście w życiu osobistym i społecznym.
 
Na tym tle rodzi się szczególnie u ludzi młodych konflikt wolności i prawa moralnego, antagonizm między niezależnością a przykazaniem. Taka właśnie filozofia życia, u podstaw  której leży odrzucenie Boga, rodzi odruch sprzeciwu, niechęci czy wręcz lęk przed przykazaniem. Stąd Dekalog bywa niekiedy przedstawiany jako krępujące i niepotrzebne więzy, rodzaj „ogrodzenia”, ograniczającego wolność i odbierającego radość życia.
 
Wielu myślących ludzi naszej epoki (także niewierzących) wskazuje, że nie można sobie wyobrazić społeczeństwa przyszłości bez dziesięciu przykazań i norm Ewangelii Jezusa Chrystusa. Nie ustaje więc aktualność misji Kościoła, który ma zlecony przez Chrystusa obowiązek głoszenia Dobrej Nowiny, bo nie ustała wartość przykazań, które ze swej natury są niczym innym jak wyrazem miłości Boga do człowieka.

Pilna potrzeba nie tylko nauczycieli prawa moralnego, ale i świadków wiary
 
Dekalog stał się kodeksem etycznym nie tylko dla Izraelitów, ale dla całej ludzkości. Co więcej, stał się on także podstawą systemu wychowania człowieka, wszedł w dziedzictwo wychowawcze ludzi wszystkich kręgów kulturowych. Nie można sobie wyobrazić wychowania bez oparcia na systemie wartości etycznych, a te – niezależnie od ideologii – zawsze będą opierały się na tym, co najbardziej pierwotne – na Dekalogu.
 
Tak jak wtedy na pustyni i dziś jawi się przed współczesnym człowiekiem pokusa odrzucenia Dekalogu jako prawa danego od Boga, bo to podobno tablice już mocno zmurszałe, naznaczone patyną wieków i nieprzystające do współczesnego życia. Taka filozofia zwodzi nie tylko ludzi młodych, także i dorosłych. Znaczenie Dekalogu w życiu człowieka przypomniał św. Jan Paweł II podczas pielgrzymki do Ojczyzny w 1991 roku. Podkreślał, że naród potrzebuje nie tylko polityków, ekonomistów, inżynierów, ale potrzebuje też wychowawców na szarą codzienność. Takich, którzy będą z nim nie tylko w chwilach powodzenia, ale i w chwilach cierpienia czy buntu.
 
Lud na pustyni nie zginął przede wszystkim dlatego, że Bóg był zawsze z nim, że powoływał przewodników i wychowawców, którzy byli nie tylko nauczycielami prawa Bożego, ale i świadkami Boga. Zgodnie z nauczaniem papieża Pawła VI, który napisał: „Człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków niż nauczycieli, a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami”.
 
ks. Jerzy Bagrowicz
Don BOSCO 12/2015
 
fot. Foundry, Stop 
Pixabay (cc)
 
Przeczytaj i rozważ:
 
Księga Wyjścia 20, 1–17; 34, 1-35
Kazanie na górze - Mt rozdziały: 5-7  
 
Zobacz także
Stanisław Biel SJ
 
Czerwiec podobnie jak maj jest miesiącem miłości. W maju kontemplujemy Serce Maryi, aby w Nim odkrywać miłość piękną, czystą, przejrzystą i uczyć się nią żyć. W czerwcu z kolei kontemplujemy Serce Jej Syna. Śpiewając bądź recytując wersety Litanii, poznajemy serce Boga – gorejące ognisko miłości. Kontemplując Serce Boga, Jego miłość, musimy uznać w pokorze, że Bóg zawsze pozostanie tajemnicą. Boga nikt nigdy nie widział – napisał św. Jan (1, 18). Bóg jest tajemnicą, przed którą możemy jedynie zamilknąć.
 
ks. Tomasz Opaliński
Miłość bliźniego nie pole­ga tylko na gła­skaniu po głowie. Co bowiem mam zrobić, jeśli „życie w zgodzie ze wszystkimi" nie ode mnie zależy i jeśli okaże się niemożliwe? Dobra jest „otwartość", „wyczucie" i „tolerancja", ale jeśli ktoś ma ochotę mnie dręczyć, to czy też powinienem to „tolerować"? A jeśli chce dręczyć tych, których kocham? Jak rozróżnić, gdzie kończy się tolerancja, a zaczyna tchórzostwo, kompromis, czy zwykła obojętność...?
 
ks. Radosław Warenda SCJ
„Proszę księdza, ja już na Msze św. chodzę” – z nieukrywaną dumą mówi do mnie jedna z babć odwiedzanych na pierwszy piątek miesiąca. „Ooo, to świetnie, babciu, czyli ja już przychodzić z Panem Jezusem nie muszę?” – próbuję wzmocnić świadomość odzyskanych na nowo zdolności ruchowych. „E tam, do wnuczka na komputer chodzę, jak zaśpię na tę z Łagiewnik” – szybko rozwiewa wątpliwości. „Tylko czy to grzech, jak nie klękam na podniesienie?” 
 
 
___________________
 
 reklama