logo
Piątek, 29 maja 2020 r.
imieniny:
Benity, Maksymiliana, Teodozji, Urszuli, Bogusławy – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Brat Rémi Schappacher OP
Porzuć swoją przeszłość
List
 


tytuł oryginału: VEUX-TU GUÉRIR?
(c) Éditions du Cerf
(c) dla polskiej edycji: LIST, Kraków 2004

ISBN 83-913496-6-7

Przełożyła: Zofia Pająk
Redakcja: Elżbieta Konderak


 

W POSZUKIWANIU SENSU ŻYCIA (cz. II)


Nasza historia jest święta

Nie tylko historia Izraela jest święta, nasza również, bo Bóg jest obecny w każdej chwili naszego życia. "Każdy człowiek ma swoją historię świętą, jest bowiem stworzony na obraz Boga" - mówią słowa piosenki. Czasem spotykam ludzi u kresu sił. Tłumaczę im, że ich historia jest święta, a oni patrzą na mnie zdumieni, jakby chcieli powiedzieć: "Ależ ja jestem zerem. Nawet przez chwilę nie ośmieliłbym się pomyśleć, że moje życie jest święte!"

Tymczasem każdy z nas ma swoją "historię świętą". Spojrzyjmy na nasze życie oczami Pana Boga, a odkryjemy, że już w dawno weszliśmy w historię zbawienia. Odczytajmy na nowo nasze życie, a odkryjemy w nim działanie Boże. Zacznijmy pracę nad naszą pamięcią właśnie od tego. Pomagajmy sobie nawzajem w tym trudzie. Niech będzie tak, jak kiedyś w Izraelu, gdy prorocy wskazywali drogę ludowi. To oni tłumaczyli działanie Boże, wyrywali z martwoty i rozpaczy, rozjaśniali wątpliwości. Jeśli brakowało proroka, naród się skarżył: Już nie widać naszych znaków i nie ma proroka; a między nami nie ma, kto by wiedział, jak długo.(Ps 73, 9)

Potrzebujemy proroków, żeby wyrywali nas z martwoty. Żeby nam mówili, że nikt nie przyszedł z nicości i nikt w nicość nie odejdzie. To Bóg pragnął naszego przyjścia na świat, a teraz idziemy do Niego, On na nas czeka. Trzeba o tym pamiętać. Człowiek, który niewie, skąd przychodzi, dokąd idzie i dla kogo żyje, nie wie również, co począć ze swoim życiem. Jest pusty i rozbity wewnętrznie. Czasem popada w aktywizm, ale szybko odkrywa swoją pomyłkę, nie widzi celu swojej pracy i nie może być szczęśliwy. Izajasz pisze: Ja zaś mówiłem: Próżno się trudziłem, na darmo i na nic zużyłem swe siły. Lecz moje prawo jest u Pana i moja nagroda u Boga mego. Wiara w to, że istniejemy dla Innego, a naszym przeznaczeniem jest życie szczęśliwe, pomoże nam przetrwać najtrudniejsze chwile i uniknąć upadku.
Pan zaś jest Duchem, a gdzie jest Duch Pański - tam wolność. My wszyscy z odsłoniętą twarzą wpatrujemy się w jasność Pańską jakby w zwierciadle; za sprawą Ducha Pańskiego coraz bardziej jaśniejąc, upodabniamy się do Jego obrazu. (2 Kor 3, 17-18)               


Poznaj swoją przeszłość, abyś mógł ją porzucić

Nie można zbudować pomyślnej przyszłości wymazując przeszłość. Nie rozumiejąc tego  międzynarodowe trybunały ułaskawiły przywódców armii odpowiedzialnych za wydanie rozkazu uśmiercenia tysięcy ludzi. Takie działanie pozostawia w pamięci całych narodów rany, które nie mogą zostać uleczone, dopóki nie zostaną wypowiedziane i uznane.

Nasza przeszłość składa się z wielu wydarzeń, zarówno zbiorowych jak, i indywidualnych, których sens najlepiej odkrywać etapami. Uporządkujmy je, a odnajdziemy szczęście. Posegregujemy je jak segregujemy rozsypane perły, z których jedne wyrzucamy, bo są bezwartościowe, a inne zostawiamy, bo są cenne. W ten sposób powstaje nowy, piękny sznur pereł. Takie działanie zakłada pewne ryzyko - porządkowanie wspomnień nie jest ani łatwe, ani przyjemne.


Szczęśliwy człowiek, który rozumie sens wydarzeń

Wyobraźmy sobie linię wychodzącą z jednego punktu i zmierzającą do drugiego. Tak właśnie w tradycji judeochrześcijańskiej opisujemy czas. Człowiek przez całe życie dokądś dąży, przez całe życie się rozwija, bez względu na przeciwności. I ten rozwój, między innymi, nadaje sens naszemu istnieniu. Biblia przedstawia ludzkość w nieustannym rozwoju, w nieustannym wzrastaniu. Mamy początek, ale nie mamy kresu. Życie człowieka zaczyna się pewnego dnia, lecz nigdy się nie kończy. Przychodzimy od Boga i wracamy do Niego. Istnienie człowieka rozpoczęło się w punkcie zero - Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię -  i zdąża do nieskończonego, by ostatecznie dokonać się w Bogu. Już teraz Bóg nadaje sens wydarzeniom naszego życia, prowadząc nas ku Sobie. 

Niektóre cywilizacje i niektórzy filozofowie negują tę prawdę. Ateiści utrzymują, że życie jest dziełem przypadku, że jest wpisane w określony odcinek czasu, zaczynający się i kończący w nicości. Wobec tego nasze istnienie nie ma większego znaczenia - na zegarze świata obecność człowieka trwa zaledwie pięć minut, bo wiemy, że galaktyki istniały miliony lat, zanim my się pojawiliśmy. Starożytni Grecy byli przekonani, że historia jest nieustannym powrotem cyklu: narodziny - apogeum - schyłek, narodziny - apogeum - schyłek...
Czasem życie niektórych ludzi i ich relacje z innymi wydają się zabarwione nonsensem. Sami nie potrafią uporządkować swojego życia i wykorzystać je najlepiej. Ale kiedy widzą nasze poszukiwanie sensu i wiarę w Boga, oskarżają nas o zakłamanie lub słabość: "Wierzycie w Boga, bo jesteście słabi, wiara pomaga wam przetrwać" - stwierdzają ci rzekomi twardziele. Uważają, że można żyć "bez sensu", to znaczy nie szukając żadnego logicznego uzasadnienia dla życia. 

Myślę, że tylko nieliczni mogą wytrzymać życie pozbawione sensu. Utrata sensu istnienia popycha wielu współczesnych ludzi do rozpaczy i do śmierci, bo zawiera w sobie śmiercionośny przekaz: "Radź sobie tak długo, jak potrafisz. Kiedy nie będziesz już miał sił, zatrzymasz się i wtedy twoje życie się skończy". W konsekwencji wrodzony dynamizm człowieka zostaje podminowany, teraźniejszość przytłacza, a przyszłość zagraża. Jakiekolwiek planowanie staje się niepotrzebne i napawa lękiem. 

Życie nie jest przypadkiem.
Szczęśliwy człowiek, który rozumie sens wydarzeń. Porównuje koleje swego losu do pereł w naszyjniku. Nie chowa ich do szuflady, lecz z dumą nosi na szyi. Jest radosny, a jego życie jest piękne, tak jak piękna jest jedno, dwu, lub trzyrzędowa kolia pereł, nawet jeśli gdzieniegdzie ma jeszcze sztuczne perły. Te sztuczne nie rzucają się w oczy. Musimy się pogodzić z tym, że nie od razu wszystkie nasze perły będą prawdziwe.


Odnalezienie sensu życia uzdrawia

Życie pozbawione sensu to śmiertelna choroba. Wielu na nią umiera. Czy wiecie, że we Francji więcej ludzi popełnia samobójstwo niż ginie w wypadkach drogowych? Co roku czterdzieści tysięcy Francuzów, przeważnie młodych, popełnia samobójstwo. Utracili sens życia - nie mają powodu, by żyć dalej.
Kiedy zdecydujemy się na analizę naszego życia, szybko odkryjemy te wspomnienia, które potrzebują uleczenia. Można by ten proces nazwać Bożą anamnezą. Rozważamy życie w Bożej perspektywie, tak jakbyśmy układali puzzle. Krok po kroku eliminujemy non-sensy, a zatrzymujemy wszystko, co prawdziwe. I powoli zaczynamy rozumieć, w jaki sposób Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra. (Rz 8, 28) To początek drogi prowadzącej do uzdrowienia.
Uzdrowienie wewnętrzne to nie jakiś zbytek, ale konieczność. Stawką jest życie lub śmierć duszy, a czasem nawet ciała. Świadczą o tym słowa Bernarda:

Nazywam się Bernard. Jestem w więzieniu od 1985 roku. Pragnę, aby moje świadectwo pomogło innym. Nie chciałbym jednak wydać się pretensjonalny czy religijnie nawiedzony. Opowiem, jak doszło do tego, że udało mi się uwierzyć w obecność Pana w moim życiu. Otóż w każdy wtorek, środę, czwartek i niedzielę więźniowie mogą pójść do kaplicy. W pewien wtorek i ja zdecydowałem się tam pójść. I, chociaż jestem epileptykiem, dotkniętym psychozą maniakalno-depresyjną, człowiekiem smutnym, pełnym różnych lęków, którego trzeba faszerować lekami, żeby mógł żyć, po wejściu do kaplicy natychmiast poczułem spokój. Postanowiłem przyłączyć się do modlitwy. A kiedy pod koniec tej modlitwy o. Rémi powiedział: "Jeśli ktoś chce, może poprosić o modlitwę wstawienniczą", zdecydowałem się poprosić. W ten sposób zrobiłem pierwszy krok na drodze ku uzdrowieniu. Kiedy tylko ojciec Remi położył dłonie na mojej głowie, pogodziłem się z samym sobą. Zrozumiałem, że otrzymałem wielką łaskę od Pana. Położyłem się krzyżem na podłodze i modliłem się.

Odtąd, czyli od około sześć i pół miesiąca, modlę się regularnie, zacząłem się uśmiechać i nie miałem ani jednego ataku padaczki. Lekarstwa, które zażywam, są dużo słabsze. Wcześniej zażywałem rano: luminal 10, orzinam100, dwie tabletki tranxeny 50, dwadzieścia kropli teralenu i relanium 10;  w południe i wieczorem: idem - pięćdziesiąt kropli. Teraz tylko jeden luminal 10 rano i jeden wieczorem! Myślę, że jedynie Bóg mógł tego dokonać, chociaż On nie zawsze uzdrawia od razu.

W medycynie nazywa się to "kamizelką lekową". Oczywiście, po takiej dawce leków więźniowie przestają być agresywni. Lekarz zauważył, że po modlitwie o uzdrowienie poprzednie leki stały się dla Bernarda zbyt mocne i zdecydował się je ograniczyć. A przecież wcześniej te mocne leki ani nie uspokajały Bernarda, ani nie zapobiegały u niego atakom epilepsji.
Bernard zrozumiał, że uzdrowienie wymaga czasu:

Powinniśmy uzbroić się w cierpliwość, w nadzieję na uzdrowienie, a zwłaszcza w miłość. Bóg pragnie, abyśmy pokochali samych siebie ze wszystkimi naszymi grzechami i wadami. On akceptuje nas takimi, jakimi jesteśmy, a my krok po kroku uczmy się miłości do bliźnich. Zaakceptujmy ich ze wszystkimi ich niedoskonałościami. Oczywiście, może się zdarzyć, że "pękniemy". Ale Pan czuwa, aby nie spotkało nas nic złego, On przywraca pokój tym, którzy się lękają. Bóg jest miłością - ludzie, którzy nie przyjmują tej prawdy, boją się odsłonić. Nie wiedzą, że tak łatwo jest otworzyć serce.

Znam Bernarda i zapewniam, że nie jest egzaltowany. Jestem szczęśliwy, że zrozumiał, czym jest uzdrowienie i jak się dokonuje. Ale czy powinienem się temu dziwić, pamiętając, że Bóg objawia tajemnice Królestwa prostaczkom i maluczkim? W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: "Wysławiam cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie". (Mt 11, 25-26)

Bernard podkreśla ważną sprawę: pewnego dnia każdy z nas znów może upaść, może "pęknąć". A jednak zawierza Bożej miłości. Nie łudźmy się, że od razu, z dnia na dzień, natychmiast po modlitwie zostaniemy całkowicie uzdrowieni. Modlitwa zaledwie rozpoczyna proces uzdrawiania, ale droga do pełni zdrowia jest długa. Może będziemy potrzebować dziesięciu dni, a może dziesięciu lat. Kto wie, może nawet całego życia... Bóg może nas uleczyć błyskawicznie i ostatecznie - nie wątpię w Jego moc. Trudno jednak oczekiwać, że np. trzydziestoletnie zranienie psychiczne, wciąż rozdrapywane w tym samym miejscu, zostanie uleczone w pięć minut! Mogłoby to być nawet uznane za brak szacunku dla człowieka ze strony Pana Boga. Dlatego właśnie uzdrowienie najczęściej dokonuje się poprzez powolny powrót tą samą drogą, którą przeszliśmy.

Istniejemy w czasie i przestrzeni - tak nas Pan Bóg pomyślał. Również Chrystus żył w czasie i przestrzeni. Przez trzydzieści lat, zanim zaczął publicznie nauczać, żył jak zwyczajny człowiek. Czy nie mógł objawić całej swojej mocy już w momencie narodzin? Nie wiemy zbyt wiele o trzydziestu latach Jego życia. O życiu wielu współczesnych ludzi wiemy więcej niż o Tym, który jest Synem Bożym! Bezpieczniej jest przychodzić do zdrowia powoli, dzień po dniu. Ktoś taki chwali Boga codziennie i CODZIENNIE prosi o łaskę uzdrowienia. Ktoś, kto został uzdrowiony natychmiast, w spektakularny sposób, po wielu latach może zapomnieć, że pewnego dnia Pan podniósł go mocą Ducha Świętego. I w swej niewdzięczności może oddalić się od Boga.


Nie jesteśmy jedynymi autorami naszej historii

Księga Rodzaju przytacza rozmowę Ewy z wężem, według którego Boże Ojcostwo jest dla człowieka pułapką i więzieniem. Ewa daje wiarę wężowi, a potem przez całą Biblię Pan Bóg próbuje uleczyć swój lud z buntu i niewierności. Dając nam Pismo Święte Bóg każe każdemu z nas na nowo przeczytać historię ludzkości, byśmy zrozumieli sens wszystkiego, co się zdarzyło od stworzenia świata. Jezus postępuje z nami tak samo jak z uczniami idącymi do Emaus po Zmartwychwstaniu. Żadne wydarzenie, również niepomyślne, nie jest dziełem przypadku. Wszystko tworzy naszą historię i jest zapowiedzią szczęśliwej przyszłości. Bóg prowadzi nas w taki sposób, abyśmy powrócili do Niego, który jest Ojcem, który jest początkiem i celem wszystkiego: Idźcie dokładnie drogą wyznaczoną wam przez Pana, Boga waszego, byście mogli żyć, by dobrze wam się wiodło i byście długo przebywali w ziemi, którą macie posiąść. (Pwt 5, 33)

Oto czym jest historia zbawienia poszczególnych ludzi w Izraelu: sędziów, królów, proroków i całego narodu wybranego, również całej ludzkości. Głosem Mojżesza i innych proroków Bóg przypomina swojemu ludowi jego świętą historię, naznaczoną obecnością Stwórcy. Przypomnijmy sobie wszystkie etapy naszej drogi, znajdźmy punkty odniesienia, pamiętając o tym, skąd i którędy przyszliśmy, a obierzemy właściwy kierunek. I odkryjemy, dokąd idziemy...

Pamiętaj na wszystkie drogi, którymi cię prowadził Pan, Bóg twój, przez te czterdzieści lat na pustyni, aby cię utrapić, wypróbować i poznać, co jest w twym sercu; czy strzeżesz Jego nakazu, czy też nie. Utrapił cię, dał ci odczuć głód, żywił cię manną, której nie znałeś ani ty, ani twoi przodkowie, bo chciał ci dać poznać, że nie samym tylko chlebem żyje człowiek, ale człowiek żyje wszystkim, co pochodzi z ust Pana. Nie zniszczyło się na tobie twoje odzienie ani twoja noga nie opuchła przez te czterdzieści lat. Uznaj w sercu, że jak wychowuje człowiek swego syna, tak Pan, Bóg twój, wychowuje ciebie. Strzeż więc nakazów Pana, Boga twego, chodząc Jego drogami, by żyć w bojaźni przed Nim. Albowiem Pan, Bóg twój, wprowadzi cię do ziemi pięknej [...] nie zapominaj o Panu, Bogu twoim, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. On cię prowadził przez pustynię wielką i straszną.(Pwt 8, 2-7, 14-15) 

Nie jesteśmy jedynymi autorami naszej historii. Bóg tworzy ją razem z nami. Dlatego każe nam pamiętać. Wypełnienie naszego życia dokonuje się w Jego obecności, w Jego wejrzeniu, zarówno wtedy kiedy zbaczamy z drogi, buntujemy się i zdradzamy Go czując się przez Niego opuszczeni, jak i wtedy, kiedy pozostajemy Mu wierni, bo czujemy Jego obecność. Niektórzy myślą, że lata grzechu poprzedzające nawrócenie nie należą do ich życia. A przecież Bóg mówi: "Zawsze byłem obecny przy tobie. Znam twoją historię od a do z, znam wszystkie twoje uczynki, również te, których nie chcesz mi wyznać". Byłoby straszne, gdyby jakaś część naszego życia, choćby najmniejsza, rozegrała się poza Bożą obecnością. 

Odczytajmy więc na nowo swoją historię, pomni na to, że Bóg jest obecny w każdej sekundzie naszego życia. Pamiętajmy, że chrześcijanie powinni wspomagać jedni drugich. Ci, którzy rozumieją Słowo Boże, niech wskażą sens życia poszukującym. Bóg pragnie nadać sens naszemu życiu, teraz i w wieczności. Przecież powiedział: przyszedłem po to, aby [owce] miały życie i miały je w obfitości. (J 10, 10)


Zobacz także
Danuta Piekarz
Św. Franciszek nie przesadzał, gdy wołał: Bóg mój i wszystko moje! Po prostu dobrze zrozumiał, co daje mu udział w Nowym Przymierzu, w przedziwnym Nowym Testamencie, dzięki któremu otrzymujemy "spadek" na wyjątkowych zasadach: Bóg bowiem jest wieczny, ale przez śmierć i zmartwychwstanie Syna uczynił nas dziedzicami...
 
Amelia Pasternak
Była sobie mała dziewczynka. Miała może rok może troszeczkę więcej i bardzo chciała być już samodzielna. Wprawdzie chodzenie bez trzymania się ręki taty nie wychodziło jej najlepiej, ale co jakiś czas zapominała, że jeszcze nie umie sama sobie dobrze poradzić i wyrywała swoją dłoń z opiekuńczego uścisku ojca. Nie mijało wiele czasu i mała przewracała się...
 
Fr. Justin
Słyszałem jak spiker mówił w radio, że płód jest masą komórek i stąd nie można nazwać go dzieckiem. Jak należy na to odpowiedzieć? Kiedy Bóg tchnie duszę w ciało? czy w chwili poczęcia?
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー