logo
Wtorek, 17 maja 2022 r.
imieniny:
Brunony, Sławomira, Wery, Paschalisa, Weroniki – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Zbigniew Kapłański
Posłuchajmy bez podsłuchiwania
Droga
 


- Przepraszam za pytanie: a czy ksiądz komuś w życiu coś "namieszał"?
 
Na dwa sposoby można rozumieć to pytanie. Mam nadzieję, że nikomu nie poplątałem życia swoimi radami i uwagami, choć, niestety, muszę się z tym liczyć, przecież jesteśmy ludźmi słabymi i błądzącymi. Modlę się jednak za wszystkich swoich penitentów, również za tych, którzy mogli źle odebrać moje dobre intencje, którzy - być może - musieli gdzie indziej konsultować moje wypowiedzi.
 
Słowo "namieszać" może mieć jeszcze inne znaczenie. Wiemy dobrze, że czasem trzeba coś brzydkiego zburzyć, aby postawić nowocześniejszą budowlę. Czasem trzeba przeciąć wrzód i boleśnie wycisnąć ropę, aby chore miejsce mogło się zagoić. Niekiedy trzeba odsłonić przed człowiekiem prawdę, a to bywa bardzo nieprzyjemne. Jednak bez prawdy człowiek nie będzie w stanie wzrastać, jest ona zwykle mobilizacją do otrząśnięcia się z tego, co brudne, ośmieszające, niegodne. Wiele razy w spowiedzi słyszałem zdanie: "ale mi ksiądz namieszał". Ale było to zdanie wypowiedziane z wdzięcznością, z nadzieją, że nowe odkrycia doprowadzą do nowego, lepszego sposobu na życie.
 
- Czy samo spowiadanie bywa uciążliwe?
 
Jest to jednak rodzaj pracy, więc - jak każda praca - przynosi dużo radości i niejednokrotnie sporo trudu. Przecież nie jestem "maszynką do udzielania rozgrzeszeń". Nieporównywalna z niczym godność tego posługiwania nie uwalnia od zmęczenia sama przez się, raczej dodaje motywacji do zmagania się ze zmęczeniem. Ale również odpowiedzialność, która wiąże się z dostępem do samego wnętrza ludzkich serc, może bardziej obciążać niż jakakolwiek inna służba. Czasem, na Jasnej Górze, po 8-10 godzinach spowiadania w sierpniowy upalny dzień mam tylko ochotę przytulić się do Pana Jezusa i tak zasnąć.
 
- Trochę między wierszami Ksiądz podkreślił, że spowiednik nie jest "urządzeniem". Czy można jakoś opowiedzieć, na czym polega wkład spowiednika w przebieg tego sakramentu? Czy jego temperament, charakter pomagają, a może przeszkadzają w pełnieniu tej posługi?
 
Wszystko, co zrobiliśmy, ma w mniejszym czy większym stopniu nasze znamię. Nasz sposób bycia, patrzenia na świat i ludzi wyciska jakieś piętno na tym, co powiemy czy doradzimy. Dlatego raczej nie ma spowiednika, który będzie "dobry" dla wszystkich. Tak, jak w każdej znajomości międzyludzkiej, jeden człowiek bardziej mi "pasuje" inny mniej. Do tego chyba nie da się określić żadnej reguły, czasem wolę towarzystwo człowieka, który myśli podobnymi kategoriami i ma podobne osądy, czasem chętniej słucham osoby, która swymi wypowiedziami zmusza mnie do myślenia, jest zupełnie inna niż ja.
 
Wiele się nad tym zastanawiałem, doszedłem do wniosku, że chętniej przebywam w obecności człowieka, który jest jednoznaczny, przejrzysty, szczery, stabilny. Mam wtedy większe poczucie bezpieczeństwa, wiem, czego się po nim spodziewać, rozumiem, co mówi.
 
To wszystko odnosi się również do osoby spowiednika. Dobrze jest, gdy wstając od kratek konfesjonału mam jasną świadomość, jak postępować od zaraz. Lubię wiedzieć, nie tylko, co mam zmienić, ale również jak się do tego zabrać. A ponieważ jak tak lubię, staram się to zapewnić innym.
 
I jeszcze jedno? mówiliśmy już właściwie o tym? W osobie spowiednika ważniejsza jest jego relacja z Panem Jezusem, niż walory intelektualne, ważniejsze jest jego osobiste życie sakramentalne niż spryt życiowy. A to jakoś dziwnie daje się chyba odczuć.
 
- A jak to wygląda w odniesieniu do konkretnego penitenta? Przecież często po wyznaniu grzechów słyszymy tylko jaką litanię odmówić i ile razy?
 
Ja sam unikam spowiedników, którzy tak traktują spowiedź. Mój spowiednik (przecież ja też się regularnie spowiadam) zawsze określa mi jakieś zadanie i sposób jego wykonania.
Jak to wygląda w praktyce? Na niemal trzydzieści lat pełnienia posługi konfesjonału mogę zliczyć na palcach jednej ręki, ile razy zadałem litanię jako pokutę, a i to tylko na wyraźne żądanie penitenta, który chyba nie rozumiał inaczej określonej pokuty (Ja dokładnie raz zadałem litanię jako pokutę i to z tego samego powodu - przyp. Ks. Z.K.).
 
 
 
Zobacz także
Redakcja "Listu"
Zdarza się, że ludzie unikają spowiedzi, bo boją się księdza, który siedzi w konfesjonale. A przecież to, że spowiedź dzieje się za pośrednictwem drugiego człowieka, jest właśnie jej zaletą. To dodaje obiektywizmu, broni nas przed zakłamaniem. Przede wszystkim boimy się tego, że prawda o nas zostanie wyjawiona i poddana ocenie...
 
Rozmowa z o. Tomaszem Grabowskim OP i ks. Krzysztofem Porosło 
 
Ks. Wojciech Węckowski
Człowiek ma początek, ale nie ma końca, bo żyje wiecznie. To ogromna tajemnica. Jak to sobie wyobrazić? Gubimy się w tym, bo nawet w znanej pieśni eucharystycznej śpiewamy: „ile minut w godzinie, a godzin w wieczności”. Nie da się podzielić wieczności na godziny. Próbujemy jednak choć trochę sobie tę rzeczywistość przybliżyć. 

Z ks. bp Janem Bernardem Szlagą, ordynariuszem pelplińskim, biblistą, rozmawia ks. Wojciech Węckowski
 
o. Dariusz W. Andrzejewski CSSp
Pierwszy Światowy Kongres Eucharystyczny odbył się w Lille we Francji pod przewodnictwem ks. bpa Henri Monniera z udziałem ok. 8 tys. osób. W procesji eucharystycznej uczestniczyło wtedy, jak podają kroniki „4 tysiące mężczyzn, głównie z Europy oraz obydwu Ameryk i Azji”. Papież Leon XIII w specjalnym dokumencie poparł tę piękną inicjatywę urządzania takich kongresów eucharystycznych i zachęcił do ich kontynuowania na przyszłość...
 
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm