logo
Środa, 22 września 2021 r.
imieniny:
Maurycego, Milany, Tomasza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Krzysztof Wons SDS
Powtórne narodzenie
Pastores
 


Wprowadzenie do modlitwy: J 3,1-21

Spotkanie Nikodema z Rabbim może nam pomóc przemodlić nasze osobiste nawrócenie. Jeśli na to pozwolimy Słowu, skonfrontuje nas z naszym stanem ducha, z naszym rozumieniem religijności, powołania, z naszą postawą wobec Jezusa i Jego słowa. Z pewnością będziemy mogli odnaleźć siebie w Nikodemie, w jego przychodzeniu do Jezusa, w jego pytaniach, w jego pragnieniach i poszukiwaniach, ale także w reformie życia i myślenia, do której jest wzywany. Podobnie jak Nikodem możemy odnaleźć w słowach Jezusa natchnienie i siłę do rozeznania tego co prawdziwe i zafałszowane w naszej kapłańskiej relacji z Bogiem, w naszej posłudze ludziom. Warto to spotkanie przemodlić. Warto poświęcić na nie kawałek nocy.

Nikodem i ja. Sylwetka „duchownego”

Przypatrzmy się najpierw osobie Nikodema. Spróbujmy uchwycić stan jego ducha ...i pytajmy siebie co na teraz odnajduję w sobie z nikodemowego samopoczucia? Na zewnątrz wydaje się być człowiekiem stabilnym, zadomowionym w wierze, w życiu i w swojej posłudze. Już samo imię Nikodemos („zwycięski lud”) kryje w sobie poczucie pewności i godności. Może dlatego to greckie imię przyjmowało wielu Żydów. Z krótkich opisów ewangelicznych można by wnioskować, że w jego prywatnym życiu wszystko miało ustalony porządek i jasną wizję świata i Boga. Nikodem jest człowiekiem, który dużo osiągnął – materialnie i duchowo. Był faryzeuszem, „dostojnikiem żydowskim”. Należał do znaczącej warstwy społeczno-religijnej. Cieszył się autorytetem. Był znawcą Prawa (J 3,1), członkiem Sanhedrynu – Najwyższej Rady kierującej życiem religijnym narodu żydowskiego (J 7,50). Był bardzo zamożny (J 19,39). Talmud nadmienia o nim, że był tak bogaty, iż mógłby przez dziesięć dni żywić cały swój naród. Osiągną więc bardzo wiele...

A jednak w rozmowie z Jezusem, od pierwszych zdań, odsłania się jakby inny Nikodem. Ten posunięty już w latach człowiek wydaje się sprawiać wrażenie zagubionego dziecka. Jest niepewny siebie, choć przez całe życie, jako rzetelny faryzeusz, skrzętnie budował swe życie w oparciu o wierność Prawu i „tradycji starszych”. Od pewnego czasu jest pod wrażeniem nauki Jezusa. Słowa i znaki, których dokonywał zmuszały, by przemyśleć w swoim życiu wszystko od początku. Czuje, że potrzebuje rozmowy z Jezusem, głębokiej rewizji życia. Niepokoiły go pytania, na które nie potrafił sobie odpowiedzieć. Jak długo z nimi chodził? Najważniejsze, że dopuścił do siebie te pytania, że spotkał się z nimi, że przyznał się do stanu swego ducha. Zdecydował się na rozmowę, choć prawdopodobnie bardzo się jej bał. Wiedział, że słowo Jezusa dotyka głęboko i jest nieprzewidywalne. Na rozmowę wybrał noc. Prawdopodobnie lękał się podejrzeń, że łączy go coś więcej z Nauczycielem z Nazaretu. Nie tak dawno, w świątyni, miała miejsce nieprzyjemna konfrontacja jego współbraci z Jezusem (J 2,13-21). Noc daje mu poczucie bezpieczeństwa, prawo do intymności w jego życiowych poszukiwaniach. Osłania jego niepewność i zagubienie.

Zanim wejdziemy w sedno nocnej rozmowy, warto przypatrzeć się Nikodemowi i zapytać jakie reakcje myśli i serca budzi w nas ten „duchowny Izraela”. Każde spotkanie z drugą osobą może otworzyć w nas ważne pokłady myśli i przeżyć. Spróbujmy przedrzeć się przez zewnętrzną powłokę naszych imion, kapłańskich insygniów, naszych tytułów, funkcji, naszej zewnętrznej poprawności i stabilności. Pytajmy: jakie są nasze najgłębsze pragnienia?, czym naprawdę żyję? O co tak naprawdę chodzi mi w życiu? Czy nie chodzę z pytaniami, które odkładam na później, na następną modlitwę, na następne rekolekcje, na następną spowiedź. Dopuśćmy do siebie - jeśli w nas żyje - niepokój serca, nasz lęk i pytajmy czego dotyczą? Czy potrafiłbym porozmawiać o nich?. O czym potrafię, a o czym nie potrafię z Nim rozmawiać? Czy są takie tematy, które przemilczam, które domagają się ode mnie powrotu „jakiegoś początku”?

Nikodem, Jezus i ja

W naszej dalszej medytacji zatrzymajmy się przez chwilę na relacji Nikodema z Jezusem. Sposób w jaki zwraca się do Jezusa zdradza wyraźnie, że ma dla Niego wielki szacunek. Nazywa Go Rabbim, człowiekiem posłanym przez Boga. Być może już pierwsze wystąpienie Jezusa w Jerozolimie, w świątyni, zrobiło na nim duże wrażenie. Wśród rabinów krążyło powiedzenie, że „Słowa człowieka, który ma bojaźń Bożą, będą usłyszane”. Dlatego jest przekonany, że „Bóg jest z Nim”. Być może Nikodem wyczuwał także, że Jezus „wie co kryje się w człowieku (J 2,25). Chce więc głębiej poznać Jego naukę, a przez nią siebie. Lecz tak naprawdę do końca nie wiadomo jak dalece ważny był dla niego Jezus i jaka była ostatecznie jego życiowa postawa wobec Osoby Jezusa i Ewangelii. Z pewnością był dla niego Nauczycielem o wielkim autorytecie. Ale czy stał się Panem? W swoim zachowaniu pozostaje poniekąd enigmatyczny, do końca nieokreślony. Jego przyjście do Jezusa nocą obrazuje to bardzo dobrze. W każdym bądź razie po tej rozmowie staje się „sympatykiem” Jezusa, obrońcą Jego nauki przed Sanhedrynem, gdy jego współbracia chcieli Go pojmać (J 7,45-52), a może nawet staje się w sercu Jego ukrytym uczniem. Był blisko Jezusa w tragicznych chwilach sądu śmierci. Wraz z Józefem z Arymatei namaścił Jego ciało i pogrzebał je (J 19,38-42). To tyle o Nikodemie. Wystarczająco by zatrzymać naszą uwagę na naszej relacji z Jezusem.

Jedno z pytań, które może w nas drążyć, patrząc Nikodema, to pytanie o jednoznaczność naszej relacji z Jezusem. Nie wiemy jak było ostatecznie w życiu Nikodema. Jezus pozwolił mu na rozmowę w nocy, szanując jego prawo do intymności ... i jego czas dojrzewania. Możemy, także w klimacie intymności i szczerej rozmowy z Jezusem, zapytać o naszą z Nim relację, o nasz wybór Jezusa. W tym pytaniu dotykamy newralgicznego tematu w przeżywaniu kapłaństwa...

Patrząc na nasz wybór Jezusa podjęty w kapłaństwie, musimy uświadomić sobie, że będziemy kuszeni, w sposób subtelny, do tzw. wyborów podjętych „nie do końca”. Nie będziemy raczej kuszeni do zerwania z Jezusem. To są rzadki przypadki, gdy ktoś ostentacyjnie wyrzeka się relacji z Jezusem i nie chce mieć z Nim nic wspólnego. Natomiast będziemy kuszeni do przeciętności, do banalizowania ewangelicznej więzi z Jezusem. Jest to pokusa bardzo subtelna ale też powszechnie jej ulegamy. Nie potrafimy często radykalnie opowiedzieć się po stronie Jezusa. Gdyby żyjący dzisiaj miliard katolików kroczył radykalnie za Jezusem, możemy powiedzieć, ze świat byłby radykalnie odmienny – bardziej ewangeliczny. Musimy uznać, że kuszeni jesteśmy do pozornego życia z Jezusem i dlatego często nasze życie zmienia się tylko pozornie.

Prędzej czy później musimy wyraźnie usłyszeć i odpowiedzieć na pytanie: Za kogo uważam Jezusa w moim życiu. Wszystkie tytuły jakie Mu nadamy będą ważne o ile wprowadzimy Go w nasze życie jako Pana. „Panem jest Jezus” – to była pierwsza katecheza w pierwotnym Kościele. To jest pierwsza katecheza dla naszego życia kapłańskiego i zakonnego. To naprawdę jest zasadnicza różnica, czy Jezus będzie jedynie naszym Nauczycielem czy Panem i Nauczycielem. Od zrozumienia tej fundamentalnej różnicy zależy nasz dobry lub fałszywy wybór Jezusa. E. Bianchi tak wyjaśnia tę zasadniczą różnicę: „Jezus działa jako Rabbi, ale ludzie idą za Nim nie dlatego, że jest Rabbim! Jeśli nie rozumiemy tej zasadniczej różnicy, próżne jest nasze pójście za Nim. Staje się On wtedy dla nas jedynie mistrzem duchowym, dla innych charyzmatykiem, a dla jeszcze innych rewolucjonistą. Nie wystarcza to do zaszczepienia wiary i do uczynienia z nas wierzących. Bądźmy czujni: chrześcijaństwo zawsze narażone było na poważne niebezpieczeństwo pojmowania i często głoszenia Rabbiego Jezusa zgodnie z interpretacją Jego nauczania odpowiadającą aktualnym potrzebom. Tak pojawił się Jezus socjalista, Jezus hipis, Jezus guru, Jezus filantrop... Zwycięstwo takiego wizerunku Jezusa oznaczałoby koniec wiary chrześcijańskiej”.

Jesteśmy kuszeni dzisiaj do tego by uczynić z Jezusa jedynie idola życia, osobę podziwianą, celebrowaną w Liturgii, głoszoną z ambony. To wszystko nie ma znaczenia jeśli nie wybierzemy Go jako Pana naszego życia. Kiedy uczniowie nazywają Go Nauczycielem i Panem, Jezus potwierdza, że dobrze mówią i co znamienne: powtarza za nimi te dwa tytuły ale odwracając ich porządek; mówi o sobie Pan i Nauczyciel (por. J 13,13-14). Kiedy Nikodem mówi do Niego „Rabbi”, Jezus daje świadectwo, że jest Panen nieba i ziemi: „Nikt nie wstąpił do nieba oprócz tego, który z nieba zstąpił – Syna Człowieczego” (J 3,13).

Nasza medytacja wprowadza nas w przestrzeń ewangelicznego radykalizmu. Wchodząc w zażyłą relację z Jezusem dajemy Mu przystęp do naszego umysłu, serca i woli i pozwalamy, aby wychowywał nas do radykalnych, rzeczywistych wyborów. Zażyła więź z Jezusem będzie odkrywała w nas i demaskowała to, co jest jedynie pozornym i połowicznym wyborem. Jezus uczy nas zażyłości, która jest więzią bez alternatywy. Albo otwieramy przed Nim serce albo nasze serce twardnieje, jak tych, którzy od Niego odchodzili. Musimy uznać, jak Nikodem, że wobec takiej alternatywy w każdym z nas rodzi się opór. Chcielibyśmy, aby istniała jeszcze trzecia droga. Tymczasem obiektywna rzeczywistość, którą wielokrotnie potwierdza nasze życie jest taka: albo w naszym kapłaństwie wybierzemy Jezusa, albo bałwochwalstwo...

Odważyć się na nowe narodziny

W ostatniej części naszej medytacji wejdźmy w samą rozmowę Nikodema z Jezusem. Padło w niej wiele ważnych słów. Zatrzymajmy się nad tymi, które chyba najbardziej poruszyły i zaniepokoiły Nikodema: „Jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może wejść do królestwa Bożego” (J 3,3). Wydaje się, że Jezus dotknął w Nikodemie najważniejszego pytania, zanim zdołał je z siebie wydobyć. Tym zdaniem dotknął także jego zagubienia i bezradności. Zauważmy, że Nikodem reaguje właśnie tak: jak bezradny i zagubiony. Lecz nie tylko to. W jego odpowiedzi kryje się pewien opór i bunt: „Jakże się może człowiek narodzić będąc starcem? Czyż może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się?” (J 3,4)”. Nikodem broni się przed słowem Jezusa, ponieważ przeczuwa, że domaga się czegoś radykalnego od jego życia, które powoli się kończy. Nikodem swoim stwierdzeniem jakby kłóci się z Jezusem. „Nie, tylko nie to. To jest dla mnie niemożliwe. Ja jestem już starcem. Jestem za stary na takie oczyszczenie, na takie przeobrażenie, na tak radykalną zmianę w świecie mojej wiary i powołania”. O co chodzi w tej wymianie zdań? Jezus dotknął czegoś bardzo ważnego w życiu Nikodema.

Spróbujmy to rozważyć, ponieważ chodzi o problem, który może dotykać głęboko nas samych. Musimy najpierw postarać się zrozumieć bardziej samego Nikodema. Punktem wyjścia jest wydarzenie, którego Nikodem prawdopodobnie był świadkiem i które być może pchnęło go ostatecznie do rozmowy z Jezusem. Chodzi o reakcję Jezusa w świątyni, z której wyrzucił handlarzy. Samo wyrzucenie przekupniów z miejsca ich Świętej Liturgii mogło nawet spotkać się z aprobatą, szczególnie tych, którzy wrażliwi na świętość miejsca często narzekali na panujący w nim nieporządek i zgiełk. Wreszcie ktoś odważył się zareagować mocniej. Lecz stało się coś więcej, co „zraniło” uszy kapłanów i faryzeuszów. Wywołało w nich lęk. Oto pojawia się w świątyni jakiś Nauczyciel z grupką uczniów i wypowiada słowa, w których mówi o szczególnej zażyłości z Bogiem, nazywa Go swoim Ojcem. Konflikt sięga apogeum, gdy słyszą „zburzcie tę świątynię, a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo” (J 2,19). Te słowa wstrząsnęły faryzeuszami – filarami tradycyjnej pobożności. Przeczuwają, że w ich świątyni pojawia się nagle ktoś, kto zmienia porządek rzeczy; przesuwa punkt ciężkości w ich wizji przeżywania wiary. Zmienia porządek wartościowania w świecie ustalonych przez nich zasad. Świątynia była centrum religijnym wszystkich Żydów. Tymczasem Jezus wyraźnie relatywizuje wartość tego miejsca. Centralna staje się relacja z samym Bogiem, i to relacja dziecko – Ojciec.

Jezus jest daleki od kwestionowania wierności Prawu i tradycji. Powie nawet o faryzeuszach „Czyńcie więc i zachowujcie wszystko co wam polecą” (Mt 23,3). Podkreśla, że Nowe Prawo, które przynosi, nie przekreśla Starego (por. Mt 13,52). Jezus kwestionuje ich sposób przeżywania wiary i pobożności. Jezus ujawnia bałwochwalstwo w życiu tych, którzy paradoksalnie czynili się stróżami wiary i bronili naród przed bałwochwalstwem. Bałwochwalcze stały się ich formy pobożności. Zaczęli bardziej koncentrować się na rytach, na zachowaniu zewnętrznym obrzędów, niż na samym Bogu. Ich ścisły „regualamin życia” nie dawał miejsca Bogu na Jego działanie. Ich religijność kostniała. Próbując strzec murów świątyni, wszelkich obrzędów, przepisów, zewnętrznej ascezy, gubili Boga. Rozmijali się z Ruach, z Duchem, który przekracza to co ustalone jedynie po ludzku, który wieje kędy chce, który teraz właśnie objawia się w Jezusie, przychodzącym nie dzięki ich „liście wykonanych uczynków”, nie dzięki absolutnej sprawiedliwości ludzkiej, ale dzięki swej miłości bezgranicznej. Tak bowiem umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał...(por. J 3,16). Jezus, słyszy Nikodem, mówi, zburzcie świątynię którą budujecie jedynie ludzkimi rękami, zburzcie te mury, zewnętrzne fasady, przez które Bóg nie może się do was przedostać, które zagradzają wam drogę do spotkania z Jego miłością, z Jego Synem, z Nim – Ojcem Waszym. Religijność niektórych faryzeuszy sprawiała, że „sztywnieli” wewnętrznie i smutnieli na twarzach. Prosty lud poznawał się na tym. Niektórych faryzeuszy nazywał szykmi „ludźmi o szerokich karkach”, gdyż chodzili przygarbieni chcąc pokazać jak wielki dźwigają na sobie ciężar ofiar i wyrzeczeń dla zbawienia duszy. Nazywano ich także złośliwie chicaj - „nie rozbij łba”, lękali się bowiem spojrzeć na kobietę; przechodząc w świątyni raz po raz wpadali na kogoś. Oto groteskowy, zewnętrzny obraz tego do czego prowadzi skostniała religijność, w której forma chce wziąć w posiadanie ducha. Nikodem widzi, że Jezus, który jest wierny Prawu, który szanuje tradycję jest zupełnie innym człowiekiem. Doświadcza jak promieniuje z Niego pokój i wolność, miłość i dobroć. Doświadcza, że Bóg jest z Nim. Widzi, że Jezus, który jest także wierny praktykom pobożnym nie czyni z nich centrum religijnego życia. Człowiekowi, takiemu jako on - wychowywanemu w tradycji religijnej faryzeuszów nie łatwo było przyjąć słowa Jezusa, że Bóg bardziej miłuje uczynki miłosierdzia niż obrzędy. W oczach faryzeuszy zachowanie i słowa Jezusa podważały cały system ich myślenia.

Nikodem cierpiał... Słyszy, że cała jego i współbraci religijność musi zostać oczyszczona. Musi na nowo narodzić się – z Ducha, a to zmienia kompletnie logikę życia. Trzeba zaprzestać ubóstwiania własnego wysiłku, budowania świętości jedynie własnymi rękami. Trzeba jak dziecko zaufać Bogu, który w trzy dni może odbudować to, co człowiek budował czterdzieści sześć lat (por. J 2,20). Trzeba zaprzestać skupiania się na sobie i skupić się na Duchu, który jest jak wiatr - wieje kędy chce. Wiatr przypomina o wolności człowieka i wolności Boga. Owocem wiary jest wewnętrzna wolność – także od „najświętszych” schematów życia. Człowiek wolny od siebie potrafi naprawdę szukać Boga. Dla każdego człowieka, który narodził się z Ducha wiara jest czymś więcej niż tylko sumą obrzędów, przepisów, rytów. Wiara nigdy nie starzeje człowieka, nie zabiera mu radości życia, nie wprowadza go w fałszywy smutek, „nie garbi”. Wiara przeżywana w Duchu czyni z człowieka dziecko, które ufnie powierza się Bogu, zawsze gotowe zostawić swoje dotychczasowe przyzwyczajenia, swoje schematy myślowe, gotowe otworzyć się na nowe życie, na nowe natchnienia, na nowe wezwania. Wiara rozpoznaje Boga, który chodzi po za utartymi drogami ludzkich oczekiwań. I dlatego trzeba się narodzić na nowo... takie narodziny są łaską. Nikodem słyszy, że staną się możliwe, nie dzięki wiernemu przestrzeganiu Prawa, ale dzięki śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa (por. J 3,14). Wymowny w tym kontekście staje się obraz Nikodema, który w Wielki Piątek z miłością i czcią namaszcza i grzebie ciało Jezusa.

Pozwólmy, aby słowa Jezusa o nowych narodzinach dotarły do nas tak głęboko jak głęboko poruszyły Nikodema. Przyznajmy się także do bólu, który być może przypomina nam, o naszych skostniałych przywiązaniach, zwyczajach, z których obnaża nas słowo Jezusa. W naszym kapłańskim życiu istnieje niebezpieczeństwo uśmiercania natchnień Ducha. Może nas dopaść choroba rytualnej obrzędowości, którą będziemy ubóstwiać. Ta choroba od wieków wydaje się być zakorzeniona głęboko w ludzkiej psychice. Ileż konfliktów i podziałów wybuchło w Kościele, ile krwi zostało przelanej z powodu kłótni o formy obrzędów. Ilu ludzi odeszło od Kościoła z powodu religijnego formalizmu. Wydaje się wręcz neurotyczną tendencja do przeżywania religijności i powołania jedynie w oparciu o zewnętrzne przepisy i praktyki, w oparciu o urzędowe załatwianie spraw duszpasterskich, w których można zgubić Boga, drugiego człowieka i siebie. Można chodzić zapracowanym, zgarbionym i smutnym, z pochyloną głową, której nie mamy odwagi podnieść, aby nie spotkać się z człowiekiem, który poprosi nas o więcej czasu. Można stać się zmęczonym jak ów udręczony ksiądz, który napisał do redaktora pewnego pisma: „Żyję w parafii 4 lata i nie czuję się pasterzem dusz. Czuję się urzędnikiem, kółkiem mechanizmu, zawiaduję księgami, kartotekami, „organizuję” uroczystości ślubne, dyskutuję z narzeczonymi o wystroju kościoła i o kosztach z tym związanych. O taryfach. Nie jestem buntownikiem, Jestem biednym, nieśmiałym księdzem, który często wieczorami płacze jak małe dziecko, gdyż wydaje się mu, że wszystko wokół niego jest fałszywe i przekręcone. Gdy rozmawiam o tym z innymi kapłanami, odpowiadają mi niektórzy ze smutkiem, inni z ironią, że to nie ja zmienię ludzi i świat”.

Dla Nikodema rozmowa z Jezusem, była początkiem nowego życia, nowego myślenia, nowej wizji powołania. Choć był już starcem dorastał do niej powoli, ale konsekwentnie.

Nasza więź z Jezusem będzie broniła nas przed skostnieniem w naszym przeżywaniu kapłaństwa, przed rytualizmem w duszpasterstwie, przed formalizmem w wypełnianiu świętych czynności. Jeśli będziemy mieli odwagę szczerze z Nim rozmawiać, On będzie nas „niepokoił” swoim Duchem, kwestionując w nas to co nie pochodzi od Niego, pokazując nam nowe drogi. Będzie wracał oddech naszej modlitwie, będzie czynił świeżą naszą wiarę, będzie czynił z nas dzieci, ludzi o prostym sercu, o głębokim doświadczeniu Boga, do których inni będą lgnąć. Potrzebujemy takich spotkań z Jezusem jak Nikodem - za wszelką cenę, nawet za cenę radykalnej reformy życia. Papież w programie na trzecie tysiąclecie pisze do nas z całą mocą: „Nie zbawi nas żadna formuła, ale konkretna Osoba oraz pewność, jaką Ona nas napełnia: Ja jestem z wami! Nie trzeba zatem wyszukiwać „nowego programu. Program już istnieje: ten sam, co zawsze zawarty w Ewangelii i w żywej Tradycji. Jest on skupiony w rzeczy samej wokół samego Chrystusa...”

ks. Krzysztof Wons SDS
Pastores 19(2003) nr 2