logo
Wtorek, 25 września 2018 r.
imieniny:
Aureli, Kamila, Kleofasa, Władysława – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Cezary Sękalski
Praktykujący (nie)wierzący
Głos Ojca Pio
 


Właściwie o wierze niewiele rozmawiało się prywatnie, a gdy ktoś chciał o coś zapytać, zawsze można było odesłać go do księdza albo pozostawiano to zinstytucjonalizowanej katechezie, co odsłaniało pewien słaby punkt takiej religijności, bo siła jej powiązań społecznych sprawiała, że wiele osób niejako zwalniało się z osobistej odpowiedzialności za rozwój swojej wiary. W skrajnych przypadkach była ona bardziej związana z pewnymi bezrefleksyjnie praktykowanymi rytuałami niż z osobistym poszukiwaniem fundamentu, na którym chciałoby się oprzeć własne życie duchowe. Tak rodził się kolejny problem: dość powszechne przekonanie, że chrześcijaństwo praktykuje się w Kościele za pomocą specjalnie do tego przeznaczonych służb, a osobiste życie codzienne jest odległe od sfery sacrum i może biec własnym, "świeckim" nurtem.

Mimo to przekonanie o potrzebie wierności tradycji katolickiej w wielu środowiskach było zjawiskiem powszechnym. Nic więc dziwnego, że ten model religijności, nieraz nazywanej ludową albo masową, był bardzo ceniony, np. przez ks. prymasa Stefana Wyszyńskiego. Był bowiem m.in. pomocny w publicznej manifestacji przywiązania narodu do wiary i Kościoła. Peregrynacja obrazu Matki Bożej Częstochowskiej gromadziła tłumy wiernych, co z kolei - w realiach komunistycznych - było także manifestacją siły Kościoła w Polsce. Kiedy w czasach kryzysu wiary na Zachodzie tamtejsi biskupi pytali Prymasa Tysiąclecia: Co wy robicie, że macie pełne kościoły wiernych? Ten odpowiadał: Po prostu, bijemy w dzwony i przychodzą... I był to dobry obraz siły polskiego masowego katolicyzmu.

Taki styl religijności dosyć dobrze sprawdzał się w sytuacji, kiedy społeczeństwo stanowiło pewien kulturowy monolit. Do niedawna było tak w naszym kraju, gdzie katolicyzm jest silnie powiązany z tradycją narodową. Można nawet powiedzieć, że odegrał on ogromnie pozytywną rolę, spajając społeczeństwo w sytuacji braku państwowości pod zaborami, a potem w czasach ułomnej państwowości za komuny i podporządkowania państwa sowieckiej dominacji. Wtedy skutecznie przechowywał i wspierał dążenia narodowowyzwoleńcze.

W czasach kulturowego przełomu

Od ponad dwudziestu lat żyjemy jednak w zmieniającej się sytuacji, na którą wpływa bardzo wiele czynników. Po pierwsze, po upadku komuny Kościół przez wiele środowisk politycznych, także dawnych opozycyjnych, zwłaszcza o lewicowo-liberalnej proweniencji, zaczął być traktowany jako konkurent do władzy politycznej. Stąd zaczęły się ataki medialne, a to na stan jego posiadania, a to na głoszone przez niego zasady itp. Atakom tym trudno było się oprzeć, zwłaszcza przy braku masowych kościelnych mediów, które potrafiłyby równoważyć dominującą w znacznej części społeczeństwa narrację.

Po drugie, wolny rynek sprawił, że namnożyło się podmiotów, które wszelkimi metodami zaczęły dążyć do tego, żeby przyciągnąć uwagę klienta do swojej oferty, czy to w postaci produktu natury materialnej, czy na poziomie pewnych idei. Oferta ta często jest konkurencyjna dla Kościoła. Pierwszy przypadek dobrze obrazuje niedzielny handel w galeriach handlowych i hipermarketach, a drugi - np. promowanie in vitro jako podstawowej metody wspierania prokreacji, za czym pewnie najbardziej lobbują środowiska medyczne, które dobrze na niej zarabiają.

Wszystko to sprawia, że potrzeba coraz więcej energii, aby na takim wolnym rynku idei w sposób atrakcyjny i skuteczny "promować" ewangeliczną ofertę Kościoła.

Wreszcie do tego dochodzi kryzys więzi rodzinnych, indywidualizm i konsumpcyjny styl życia, który sprawia, że dobra materialne wydają się bardziej atrakcyjne niż dobra duchowe. Prowadzi to w konsekwencji do kryzysu religijności silnie umocowanej kulturowo. Coraz większe trudności, przy braku jej należytego pogłębienia, zaczynają odsłaniać pewne niedostatki tej formacji, zwłaszcza w sytuacji, kiedy Kościół przestaje być już jedyną silną alternatywą społeczną (jak było w czasach komuny), a społeczeństwo zaczynają przenikać różnorakie, nieraz sprzeczne ze sobą, prądy intelektualne i kulturowe, co w sytuacji wolnego kraju i pluralistycznego społeczeństwa jest sprawą naturalną.
 
Zobacz także
Ks. Edward Staniek
Duch Święty jest zatroskany o nasze pełne szczęście na ziemi i w niebie. Dlatego Jego twórcza obecność jest konieczna do szczęścia. Kto chce przeżyć życie na własną rękę, nigdy prawdziwego, czyli nieutracalnego szczęścia nie znajdzie.
 
s. Zofia Tomaszewska OFS
Bóg w swoim wielkim miłosierdziu nieustannie się nami opiekuje, towarzysząc naszym ludzkim dziejom. I łatwo zauważyć, że gdy ludzkość staje na rozdrożach swej historii i kiedy grozi jej zejście w przerażającą otchłań grzechu i śmierci «Bóg, będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował» (Ef 2,4), posyła raz po raz na ziemię Maryję, bo jest Ona naszą Matką. 
 
abp Bruno Forte
Pytasz mnie: po co się modlić? Odpowiadam ci: aby żyć. Tak, by naprawdę żyć, trzeba się modlić. Aby żyć i kochać, bo życie bez miłości nie jest życiem. To samotność w pustce, więzienie i smutek. Tylko ten, kto kocha, prawdziwie żyje. I tylko ten kocha, kto czuje się kochany, ogarnięty i przemieniony przez miłość. Jak roślina wydaje owoce tylko wtedy, gdy ogarną ją promienie słońca, tak ludzkie serce nie otworzy się na pełne i prawdziwe życie, jeśli nie dotknie go miłość. 
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama