logo
Wtorek, 22 stycznia 2019 r.
imieniny:
Dominiki, Mateusza, Wincentego, Anastazego  – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Rómulo Cuartas Londono OCD
Prawda w doświadczeniu św. Teresy z Avila
Zeszyty Karmelitańskie
 
fot. Annie Spratt | Unsplash (cc)


Historia św. Teresy jest historią rozwoju jej przeżywania prawdy: prawdy o sobie samej, prawdy o świecie i społeczeństwie, prawdy o Bogu i Boga jako Prawdy najwyższej.
 
Prawda o sobie samej
 
Jest znamienne i szczególnie znaczące to, iż jednym z najbardziej żywych wspomnień z dzieciństwa, które zachowuje Teresa od Jezusa, jest to, iż czytając żywoty świętych i szukając najlepszej drogi do radowania się z wielkich dóbr nieba, utrwala się jej w pamięci droga prawdy (por. Księga życia [Ż] 1,4). To jest to, co Teresa nazywa „prawdą, gdy była dzieckiem” (Ż 3,5), prawdą, która stopniowo rozwijała się w niej, w miarę jak pojmowała, jak krótko wszystko trwa i jak bardzo jest niczym (Ż 15,11). Teresa jest świadoma, że z natury czuje odrazę do kłamstwa (Ż 40,4).
 
Przede wszystkim musimy odwołać się do „poznania samego siebie” jako bazy i fundamentu prawdy o niej samej i o całym procesie duchowym.
 
Poprzez długi proces, który przebiega jednocześnie z jej procesem mistycznym, Teresa osiąga poznanie samej siebie. I chociaż wiele z jej wypowiedzi wydaje się sugerować coś przeciwnego, ma ona zdecydowanie pozytywne zdanie o samej sobie. Światło, które wypływa z jej doświadczenia mistycznego – prowadzi ją do uznania wielkich dóbr wszelkiego rodzaju, które otrzymała. Swe zwięzłe i nieliczne relacje z dzieciństwa zaczyna potwierdzając liczne „łaski natury”, które otrzymała (Ż 1,8); swą umiejętność dawania radości wszędzie, gdzie by się nie znajdowała (Ż 2,8); wartość przyjaźni i łatwość jej nawiązywania, podobnie jak życie cnotą wdzięczności (Ż 5,4). Wraz z tymi naturalnymi darami, relacjonowanymi z pewną skromnością, ale i z całą prawdą, przedstawia Teresa swój wczesny zmysł transcendencji (Ż 1,5), swą zdolność do znajdowania wyjścia z przeciwności oraz dostrzegania nowych horyzontów, jak i poczucie solidarności. Taką była w dzieciństwie w „czynieniu jałmużny jak mogła”, chociaż „mogła niewiele” (Ż 1,6).
 
Wszyscy, którzy ją znali, zaświadczają o jej inteligencji i sile woli; o jej ogromnym wdzięku, umiejętności obcowania z ludźmi, przejrzystości w relacjach, lojalności wobec przyjaciół, zdolności do interesów i finansów, wierności danemu słowu i wytrwałości w stawianiu czoła przeciwnościom każdego rodzaju: osobistym, psychologicznym i duchowym. Właściwym ludzkiej kondycji, jak choroba, oraz tym, które przychodziły z zewnątrz, zarówno od jej przyjaciół i sympatyków jej dzieła, jak i tym, które przynosili przeciwstawiający się jej osobie, niedowierzający jej doświadczeniu duchowemu lub będący otwarcie wrogami jej dzieła fundacyjnego.
 
Równie przejrzyście relacjonuje nam św. Teresa swój sposób poszukiwania Boga, swoją kreatywność w modlitwie, to że nigdy nie zezwoliła na grzech ciężki i że nigdy nie czuła się dobrze w przeciętności. Stąd wzięła się jej szczególna koncepcja „nędznego życia i grzechów”. Wiedząc bowiem, że otrzymała wszystkie potrzebne dary, aby podobać się Bogu i wieść życie zgodne z prawdą, dochodzi do wniosku, że życie upływa jej „od rozrywki do rozrywki, z próżności w próżność” (Ż 7,1), bardzo daleko od tego, czym winno być, według tego, co otrzymała.
 
Wyjaśnienie, którego Teresa sama udziela, jest takie, iż wiele cech natury zrodziło w niej również dużą dozę samowystarczalności i przekonanie, że sama może przezwyciężyć przeciwieństwa, które prowadzą ją do życia w ogromnej sprzeczności – pragnienia podobania się jednocześnie Bogu i światu. Dlatego wiele razy znajdowała się Święta w sytuacji „walcząc z cieniem śmierci” (Ż 8,12). Jednak mogła przejść to „burzliwe morze”, które trwało prawie dwadzieścia lat, „będąc oparta na tym silnym filarze modlitwy”, dzięki której otrzymała wszystkie dobra, szczególnie spotkanie z Chrystusem, prawdziwym Przyjacielem, Mistrzem, w którym zobaczyła prawdę i prawdziwą drogę wolności, pokory i pokoju wewnętrznego. Stąd jej nieustanny wysiłek w wyjaśnianiu prawdy swego procesu duchowego. W tym celu nieustannie zwraca się Teresa do uczonych, aby wyjaśnili i zagwarantowali prawdę jej doświadczeń wewnętrznych, gdyż lęka się być oszukaną lub oszukiwać innych.
 
Poza szczerym zainteresowaniem poznania prawdy o sobie samej, o swym życiu i całym swym procesie duchowym, Teresa z Ávila nalega, by we wszystkim poszukiwano prawdy. Także w konfliktach, które zostają przedstawione Generałowi Zakonu przeciwko niej i jej dziełu fundacyjnemu… Zakonnice z Sewilli, na które wywierano nacisk, by podpisały kłamstwa w pewnym oszczerczym procesie, Święta prosi aby zastanowiły się, „czy w czymś nie uchybiły prawdzie”. I samemu Ojcu Gracjanowi przypomina, by zastanowił się, czy oby nie zaniedbuje się w mówieniu zawsze prawdy.
 
Dzięki przeżytemu doświadczeniu i owocom, które jej to doświadczenie przyniosło, prosi, aby „w naszych sercach zawsze była obecna prawda” (Droga doskonałości [D] 20,4), jako znak i potwierdzenie Bożej miłości, jako że „ci, którzy prawdziwie miłują Boga, nie miłują niczego innego poza prawdą” (D 40,3).
 
Prawda o Bogu
 
Św. Teresa poznaje Boga przez to, co On w niej uczynił. Wie, że jest darzona przez Boga względami i z tą samą siłą wie, że wszystko otrzymała od Niego (Ż 10,2). Nic nie było jej osiągnięciem, ale dynamicznym rozwojem wynikającym z pojawienia się w niej Boga, który „nigdy nie nuży się dawaniem”. To rozpoznanie jest logiczną konsekwencją zdrowej terezjańskiej zasady – „życia w prawdzie”, ponieważ dla Teresy nie jest prawdziwą pokorą nie uznawać, że Pan daje nam dary. Wręcz przeciwnie, istota tkwi w przyjęciu ich, zaangażowaniu się, radowaniu się i dzieleniu nimi.
 
Autobiograficzna relacja Teresy z Ávila jest pokornym, szczerym i przejrzystym wyznaniem tego, kim ona sama jest i co otrzymała. Dla Teresy poznanie samej siebie niesie ze sobą odpowiedzialne i wdzięczne uznanie wszystkich otrzymanych dóbr, od cech i wartości ludzkich, po cnoty, które rozwijają się równocześnie z łaskami mistycznymi i wielkie wydarzenia fundacyjne. Teresa przeżyła to, czego naucza. I dlatego w miarę jak postępuje w życiu duchowym, osiąga coraz jaśniejsze poznanie siebie samej, jako osoby ubogaconej przez Boga, nie uważając zarazem siebie za wyjątek. Wręcz przeciwnie, opowiada wszystko to, co wydarzyło się w niej, aby Bóg był bardziej znany w swojej wspaniałomyślności i abyśmy wszyscy byli świadomi, że On nie ma względu na osoby, że również dziś, w każdym czasie sprzyja temu, kto z pokorą przyjmuje to, czego Pan chce nam udzielić.
 
Bóg Teresy, Ten, którego ona zna dzięki doświadczeniu, jest Tym, którego objawił jej Jezus Chrystus. Istotnie, Teresa poznaje Ojca przez Jezusa Chrystusa, w którym Bóg ukazał jej swoje niezmierzone miłosierdzie. Dlatego wyznaje z całym naciskiem, że otrzymała wszystkie łaski w Chrystusie i przez Chrystusa (Twierdza wewnętrzna [T] 6,7,15), że Jezus Chrystus jest pośrednikiem, przez którego Ojciec dał nam największe i niewyobrażalne łaski (Ż 6,22), i że w Nim dał nam Ojciec swoją najlepszą rękojmię i po-twierdzenie swej miłości: „zawsze gdy się myśli o Chrystusie, przypomnijmy sobie miłość, z jaką nam uczynił tyle łask, i jak wielką Bóg nam ją ukazał, dając nam taką rękojmię tej miłości” (Ż 22,14).
 
Dzięki temu doświadczeniu Teresa chce wykrzyczeć, wyśpiewać na głos miłosierdzie Ojca, które w niej ukazał, gdyż uważa swoje życie za dzieło miłosierdzia Bożego. Księga życia jest księgą miłosierdzia Pana, a jej relacja jest po to, „by zobaczono Jego miłosierdzie…”. Dowodem tych stwierdzeń jest jej własne doświadczenie: „Dobroć Boga jest większa niż całe zło, które możemy uczynić i nie pamięta [On] o naszej niewdzięczności… Spójrzcie, co uczynił ze mną, że prędzej ja zmęczyłam się obrażaniem Go, niż Jego Majestat wybaczaniem mi. Nigdy nie ustaje w obdarowywaniu, ani nie może wyczerpać się Jego miłosierdzie. Nie rezygnujmy w przyjmowaniu Go” (Ż 19,15). Teresa ze swego doświadczenia może potwierdzić z całą pewnością, że nie oszukuje się ten, kto decyduje się „pokładać nadzieję w miłosierdziu Boga, który nigdy nie zawodzi tych, którzy w Nim pokładają nadzieję” (T 6,1,13).
 
Prawda o świecie
 
Terezjański obraz „świata” ma nie tylko znaczenie biblijne, teologiczne, ascetyczne i moralne, ale również bardzo wyraźnie zaakcentowaną konotację socjologiczną. Teresa posiada bardzo realistyczną wizję społeczeństwa swego czasu. Wie z doświadczenia, że to społeczeństwo nie kieruje się kodeksem prawdy, lecz pozorami, pragnieniem władzy, chciwością, oszustwem i obłudą. Jest to społeczeństwo pełne kłamstwa. W ten sposób powstaje to, co świat nazywa „honorem”, a co dla Teresy jest jednym z najsubtelniejszych kłamstw społecznych. Teresa jasno widzi, że „to, co świat nazywa honorem – jest olbrzymim kłamstwem, a my wszyscy w nim żyjemy” (Ż 20,26). Skonfrontowana – tak jak żyła z niezrozumieniem, obojętnością, a nawet prześladowaniem ze strony tych, którzy chcieliby nakazać jej milczenie i zamknąć w klasztorze – stosownie do wyobrażenia, jakie miano o kobiecie w jej czasach –
 
Teresa czuła naglącą potrzebę „krzyczenia” przeciw oszustwom świata i tym, którzy nim rządzili. Ci rządzący zobowiązani byli do podtrzymywania fałszywej władzy opartej na bardzo słabych fundamentach, dla których nie było cnoty kobiety, która nie byłaby podejrzana. Przeciw temu światu, który chce ukraść chwałę Bogu i wolność osobom prawdziwie duchowym, Teresa „pragnęła krzyczeć, aby dać zrozumieć, jak bardzo są w błędzie” (Ż 20,25).
 
Ostatecznie, to czego pragnie Teresa, to uczynienie ważną i uznanie prawdy Boga – jedynego właściwego Pana, wobec oszustw świata. Jest oczywiste, że nie chodzi o deprecjonowanie świata stworzonego, ani człowieka. Jej oskarżenie dotyczy kłamstwa i fałszerstw, za pomocą których ci, którzy sądzą, że mają władzę – oszukują, wyzyskują i prześladują pozostałych. Jest to również ujawnienie oszustwa tych, którzy podtrzymują podobny stan rzeczy, wspierając panów i fałszywą władzę.
 
Życie w prawdzie
 
Dla św. Teresy pokora i prawda kroczą razem na drodze duchowej. To jej głębokie przekonanie wywodzi się bez wątpienia z głębokiego doświadczenia wewnętrznego. Kiedy Teresa pojmuje, że Bóg jest Prawdą, bez początku i końca, i że „wszystkie pozostałe prawdy zależą od tej prawdy, tak jak wszystkie pozostałe miłości od tej miłości, i wszystkie inne potęgi od tej potęgi” (Ż 40,4), pojmuje również, że wszystko to, co nie jest miłe Bogu, jest kłamstwem (Ż 40,1). Gdy Teresa to zrozumiała, pozostała „z ogromną delikatnością, czułością i pokorą” (Ż 40,3). Wiele lat później, w pełni duchowych zaślubin, zapisuje: „pewnego razu rozważając, z jakiego powodu nasz Pan jest tak bardzo przyjacielem tej cnoty pokory, ukazał mi to, ponieważ Bóg jest najwyższą Prawdą, a pokora jest życiem w prawdzie” (T 6,10,7).
 
W doświadczeniu terezjańskim pierwszym pokornym i wzorem wszelkiej pokory jest sam Bóg. Dla osoby, która tak głęboko odbierała działanie Boga, jest zdumiewającą i niepojętą pokora Boga objawiona we Wcieleniu i całym misterium Jezusa Chrystusa, w którym zostały stworzone wszystkie rzeczy, i w którym sam Bóg usprawiedliwia i podnosi do chwały tych, których wcześniej poznał. Dlatego Święta raz po raz zachęca: „skierujmy oczy ku Chrystusowi, naszemu dobru, a tam nauczymy się prawdziwej pokory” (T 1,2,11).
 
Tę naukę prawdziwej pokory daje nam sam Bóg, będąc tak pokornym, że nie tylko czyni się jednym z nas i uniża siebie samego aż do śmierci i to śmierci na krzyżu (por. Flp 2,7-8; D 27,3), lecz nadto pozostaje z nami w Eucharystii (por. D 35,3), a poza tym chce tworzyć komunię z duszami: „Błogosławione niech będzie Twoje miłosierdzie, które tak bardzo chce się uniżać!” (T 5,4,3). Prawdziwie „Jego Majestat nigdy nie męczy się w uniżaniu się dla nas” (Fundacje [F] 3,13). Stąd prawdziwa pokora jest poznaniem tego, czym każdy z nas jest i może sam z siebie, i tego, czym jest Bóg i co może i chce czynić dla nas” (Relacje [R] 28).
 
Toteż czytając świadectwo Teresy – w całym jej procesie duchowym, można dojść do podstawowego wniosku o naszej egzystencji: wszystko w nas jest otrzymane, wszystko jest darem. I pokora jest życiem tą „darmowością”. Aby dojść do tej konkluzji, możliwe są dwie drogi: własne przekonanie i mistyczne doświadczenie Boga, w którym widzi się jasno, „że te łaski są darowane przez Niego, i że my sami nic nie możemy, zupełnie nic, i zostawia nam wielką pokorę” (por. Ż 20,7). W tej perspektywie można zrozumieć, że Bóg nie nuży się dawaniem, jeśli my otwieramy się na przyjmowanie, i że dlatego niezbędne jest porzucenie „pewnych lęków, które mają niektóre osoby i uważają, że to jest pokora.
 
Nie ma pokory w tym, że król czyni wam łaskę, a wy jej nie przyjmujecie, lecz pokora jest w przyjęciu owej łaski i zrozumieniu jej obfitości oraz radowaniu się nią. Cóż to by była za pokora, gdybym miała Władcę nieba i ziemi w moim domu, który przybywa do mnie, aby uczynić mi łaskę i radować się moją obecnością, a ja z powodu pokory nie chciałabym Mu odpowiedzieć, ani być z Nim, ani wziąć tego, co mi daje…” (D 28,3).
 
Pokora jest kryterium prawdziwości dla poznania prawdy o sobie samym, prawdy o Bogu i oszustwach świata: „Postępujmy w prawdzie przed Bogiem i ludźmi na tyle sposobów, na ile możemy, w szczególności nie chcąc by nas mieli za lepszych niż jesteśmy, i w naszych dziełach oddając Bogu to, co jest Jego, i nam to, co jest nasze, starając się zarazem odkrywać we wszystkim prawdę; w ten sposób będziemy mieć za nic ten świat, który jest jednym wielkim kłamstwem i fałszem, będąc nietrwałym” (T 6,10,6).
 
Rómulo Cuartas Londono OCD
tłum. Antoni Rachmajda OCD
Zeszyty Karmelitańskie 1 (46/2009) 
 
Zobacz także
Ks. Augustyn Kuczok SDS
Rozważając dziś te prawdy o świętości naszych sióstr i braci dostrzegamy, że byli to ludzie żywi, przyobleczeni każdy w swój własny garnitur temperamentu, cech dziedzicznych, charakteru. Ludzie podobni do nas. A jednak każdy odmienny. Trudno by nam było kroczyć skrupulatnie w ślady jednego z nich, tego przez nas wybranego. Bo każdy z nich jest inny, jak zresztą każdy z nas. Jedno ich jednak łączy i w jednym są do siebie podobni - w swym bezwzględnym szukaniu prawdy, Boga i człowieka.
 
ks. Edward Staniek
Samarytanin udzielił doraźnej pomocy poszkodowanemu podróżnemu. Trzeba było opatrzyć jego rany, przetransportować do gospody. Obowiązki jednak wzywały Samarytanina do podjęcia dalszej podróży. Nie mógł się dłużej zająć chorym. Nie mógł również zostawić go samego, bo ten potrzebował opieki. Czy spełnił już swoją posługę miłości?  
 
Beata Kolek
Być może jest to najtrafniejszy opis świętości – tak żyć, aby ludzie wkoło choć na chwilę pomyśleli o Bogu. Nie trzeba słów. Chociaż nieracjonalne zachowanie Franciszka mogło wywoływać uśmiech politowania, to jednocześnie prowokowało chyba najbardziej pierwotne pytanie człowieka: „dlaczego?".  
 
 
___________________
 
 reklama