logo
Czwartek, 21 stycznia 2021 r.
imieniny:
Agnieszki, Jarosława, Nory  – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
s. Natalia Tendaj SłNSJ
Prawdziwość chrześcijaństwa
Czas Serca
 


Chrześcijaństwo ma dla świata fantastyczną wiadomość. Bóg nie tylko jest, ale jest dobry, życzliwy człowiekowi. W jego oczach każdy, nawet brzydki, chory i słaby, nawet ten, którego wręcz nie da się lubić, ma przeogromną wartość. Bóg, w którego wierzą chrześcijanie, potrafi tylko kochać i nie brzydzi się niczym, co stworzył. Bóg, w którego wierzą chrześcijanie, jest silniejszy od wszelkiego zła. On, i tylko On, ma moc wyprowadzić dobro ze zła, życie ze śmieci. Chciałoby się powiedzieć: „To fantastyczne! W takiego Boga wierzę, w takiego Boga chcę wierzyć”. Ale to nie do końca tak wygląda… Gdzieś w tyle głowy rodzi się pytanie: „A może to wszystko kłamstwo?”.
 
Czy to prawda?
 
To pytanie wcale nie jest bez znaczenia. Przecież rozsądny człowiek nie może wierzyć we wszystko. Przecież rozsądny człowiek wie, że fantastycznie brzmiące hasła są niejednokrotnie reklamą marnych lub wprost oszukańczych produktów. Świat pełen jest szarlatanów. A zatem skąd mam wiedzieć, że chrześcijańskie orędzie jest wiarygodne – w sensie: prawdziwe? Skąd mam wiedzieć, czy to, co możemy przeczytać w ewangeliach jest rzeczywiście tym, co głosił Jezus? A w ogóle, czy Jezus naprawdę istniał? Czy naprawdę uważał się za Syna Bożego i nim był? Pytań może być jeszcze więcej. Zacznijmy jednak od pierwszego.
 
Dlaczego cztery ewangelie?
 
Czy to, co możemy przeczytać w ewangeliach jest rzeczywiście tym, co głosił Jezus? Na mocy jakiego kryterium zostały wybrane właśnie te cztery, a nie inne? Przecież obok tych, które znajdujemy w Nowym Testamencie, zachowały się także inne ewangelie. Istnieje Ewangelia św. Jakuba, Piotra, Marii Magdaleny, Tomasza, a nawet Judasza. Próbując odpowiedzieć na to pytanie, warto zastanowić się, czym w swej istocie są ewangelie i jak powstały. Warto na wstępie zwrócić uwagę, że Jezus sam nie napisał żadnej książki. Preferował osobisty kontakt z człowiekiem, a nie abstrakcyjne wywody filozoficzne. To samo zalecał uczniom: „Idźcie i głoście…”. Uczniowie szli. Co głosili? Nie opowieść o życiu Jezusa, nie historię biograficzną, ale ewangelię, tj. dobrą nowinę o bliskości Boga.
 
Życie oddane za prawdę
 
Zarazem jednak z całym przekonaniem mówili: „Nie za wymyślonymi mitami postępowaliśmy wtedy, gdy daliśmy wam poznać moc i przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa, ale nauczaliśmy jako naoczni świadkowie Jego wielkości” (2 P 1,16). Swoje świadectwo poparli śmiercią męczeńską. O ile zaś historia zna wiele przypadków, kiedy ludzie oddawali życie za fałsz, to trzeba jednak pamiętać, że byli to ludzie, którzy zostali zwiedzeni, oszukani. Z psychologicznego punktu widzenia niemożliwe jest, by ktoś wymyślał kłamstwo, tylko dlatego, by narażać się na prześladowania i śmierć. Ludzie kłamią dlatego, by osiągnąć jakąś korzyść, a przynajmniej uchronić się przed niebezpieczeństwem, a nie po to, by stracić wszystko, łącznie z życiem. Dodatkowo nie byli przecież sami. Wielu postronnych słuchaczy głoszonej przez nich nauki albo znało Jezusa bezpośrednio, albo znało kogoś, kto miał z Jezusem osobisty kontakt. W takich okolicznościach trudno konfabulować.
 
Świadectwo Ireneusza, ucznia Polikarpa
 
Skąd jednak mamy wiedzieć, że teksty, które dziś znajdujemy w Biblii, wiernie przekazują to, czego nauczali apostołowie? I dlaczego mamy tylko cztery ewangelie, skoro apostołów było dwunastu, a wśród starożytnych tekstów można znaleźć dokumenty przypisywane także innym autorom, nie tylko św. Mateuszowi, Markowi, Łukaszowi czy Janowi? Na to pytanie można udzielać różnorakich odpowiedzi. Tu jednak ograniczmy się do jednego, za to arcyważnego świadectwa. Żyjący w drugim wieku po Chrystusie św. Ireneusz, autor dzieła pt. Dowód prawdziwości nauki apostolskiej (Demonstratio apostolicae praedicationis), które można nazwać najstarszym „katechizmem”, w bardzo prosty sposób demaskował oszustwa tych, którzy stworzone przez siebie dzieła przypisywali apostołom. Sam będąc w młodości uczniem biskupa i męczennika, św. Polikarpa, miał pełne zaufanie do nauki głoszonej przez swojego mistrza. Dlaczego? Gdyż Polikarp tak bardzo był przekonany co do jej prawdziwości, że nie wahał się oddać za nią swego życia przez okrutną śmierć na stosie. „Osiemdziesiąt sześć lat służę Chrystusowi, nigdy nie wyrządził mi krzywdy, jakżebym mógł bluźnić memu Królowi i Zbawcy?” – odpowiedział na oskarżenia ze strony prokonsula, gdy ten sugerował mu zaparcie się wiary w zamian za ocalenie życia. Skąd czerpał tę pewność? Okazuje się, że trudno o bardziej ważki motyw – dobrej nowiny nie wyczytał z książek, ale usłyszał ją od samego Jana Apostoła.
 
Są tylko cztery ewangelie
 
Ireneusz, uczeń Polikarpa, czytając cztery ewangelie, miał zatem możliwość porównania ich z tym, co usłyszał od jednego z bezpośrednich uczniów apostołów. Do jakich wniosków doszedł? Nie miał wątpliwości – są tylko cztery ewangelie – te, które znamy do dzisiaj. Natomiast ci wszyscy, którzy twierdzą inaczej – pisze Ireneusz – są „wyzuci z wszelkiego wstydu”, gdyż „przychodzą ze swoimi piśmidłami, chełpliwie podając, że mają więcej ewangelii, niż jest w rzeczywistości. Posunęli się bowiem do tego stopnia zuchwalstwa, iż niedawno skleconą przez siebie księgę nazwali Ewangelią Prawdy, choć w niczym się ona nie zgadza z ewangeliami apostołów. […] Wprowadzili ponadto niezliczoną liczbę apokryfów i pism przewrotnych, które sami sporządzili, ażeby zadziwić ludzi nierozumnych i nie znających Pism prawdziwych”. Kryterium, do którego odwołuje się przy tej okazji święty biskup jest zarazem proste i przekonywujące – jest nim zgodność z czterema, dobrze nam znanymi ewangeliami: „Jeśli zatem napisana przez nich ewangelia jest Ewangelią Prawdy, a w niczym nie jest podobna do ewangelii zostawionych przez apostołów, to każdy nieuprzedzony człowiek może na podstawie tekstów stwierdzić, że to już nie jest Ewangelia Prawdy przekazana nam przez apostołów”. Dodać należy, że nie tylko św. Ireneusz, ale także inni autorzy starożytni, choć nie zawsze zgodni co do kanoniczności np. Listu do Hebrajczyków czy Apokalipsy św. Jana, nie mieli wątpliwości co do wiarygodności świadectwa zapisanego w ewangeliach wg. św. Mateusza, Marka, Łukasza i Jana.
 
Oczywiście, powie jednak ktoś dociekliwy, wierzę, że w czasach św. Ireneusza tekst czterech ewangelii był wiarygodny. Minęło jednak tyle wieków… Skąd mam wiedzieć, czy nie został on na przestrzeni lat pozmieniany czy ocenzurowany? Na to pytanie odpowiemy sobie jednak kiedy indziej.
 
s. Natalia Tendaj SłNSJ
Czas Serca nr 144
 
 
fot. Daniel Tseng | Unsplash (cc) 
 
Zobacz także
Piotr Aszyk SJ
Skrupuły, z punktu widzenia etyki, polegają na obwinianiu się za zło, którego się de facto nie popełniło, lub na nieustannym lęku przed popełnieniem zła. Jak hipochondryk ma przeświadczenie, iż doskwiera mu jakaś dolegliwość, mimo że jest zdrowy, lub obawia się zarażenia chorobą, tak skrupulant żyje w stanie nieustannej obawy, iż splamił lub splami swe sumienie. Skrupuły mogą wdzierać się w ludzkie życie w różnym stopniu.
 
Tomasz Dekert
U źródeł rozwoju liturgii Wielkiego Tygodnia leży pragnienie przeżycia raz jeszcze wszystkich momentów związanych z życiem Chrystusa. Jak w każdym innym przypadku dialogu człowieka z Bogiem, trudność nastręcza ustalenie jasnej granicy pomiędzy wiarą a nabożeństwem. Liturgia jest specyficznym miejscem przenikania się tych dwóch płaszczyzn, których zakres nie zawsze się pokrywa. 
 
ks. Mariusz Rosik
Chcielibyśmy mieć pewność, że to, co czynimy, jest wolą Boga. Nieczęsto jednak zdarza się, by objawił się nam anioł z nieba, zafurczał skrzydłami i wydeklamował patetycznym głosem, czego Bóg od nas pragnie… W Biblii Tysiąclecia, najczęściej chyba przez nas czytanej, termin „marzenie” w odniesieniu do ludzkich pragnień i tęsknot nie pojawia się ani razu! Czyżby Bóg nie miał nam nic do powiedzenia na temat marzeń? Sięgnijmy po elektryzujący opis spotkania Jezusa z nieznaną z imienia cierpiącą kobietą.
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー