logo
Niedziela, 09 grudnia 2018 r.
imieniny:
Anety, Leokadii, Wiesława, Walerii, Piotra – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Krzysztof Porosło
Preludium Bożego Narodzenia
Przewodnik Katolicki
 
fot. Kira auf der Heide | Unsplash (cc)


Świętowanie narodzenia Jezusa i przygotowanie do niego nie zawsze było w Kościele oczywiste. Jak rodził się Adwent?
 
Mieszkam w Hiszpanii. Chyba niczego mi tak bardzo nie brakuje jak polskiego Adwentu. W Hiszpanii na przykład nie odprawia się Rorat, z którymi związane jedne z moich najpiękniejszych dziecięcych wspomnień. Mama tuż po 5 rano próbowała dobudzić mnie i moją siostrę. Na stole w kuchni czekała gorąca herbata albo kakao. W pokoju były przygotowane cztery warstwy zimowych ubrań, bo na zewnątrz było kilkanaście stopni mrozu. Wychodząc, włączaliśmy lampiony domowej roboty, pod butami śnieg skrzypiał. Wchodziliśmy do ciemności kościoła, gdzie tłum dzieciaków był ustawiony w procesyjnym szpalerze, a wierni przywoływali przyjścia Pana śpiewem Marana tha.
 
„Przed” i „po” uroczystości
 
Rok liturgiczny ma dwa szczytowe momenty: Wielkanoc i Boże Narodzenie. Z teologicznego punktu widzenia w centrum naszej wiary jest wydarzenie paschalne, a więc śmierć i zmartwychwstanie naszego Pana. Jednak nie byłoby tych wydarzeń, gdyby nie tajemnica Wcielenia i narodzenie Jezusa z Maryi w betlejemskiej grocie. O ile jednak Wielkanoc Kościół celebrował od samego początku, o tyle do świętowania Bożego Narodzenia dojrzewał trzy wieki.
 
Dość szybko Kościół zrozumiał, że świętowanie tych dwóch wielkich tajemnic potrzebuje czasu przygotowania – swoistych wielkich rekolekcji, kiedy wierni będą częściej przychodzić do kościoła na modlitwę, czuwanie i słuchanie Bożego słowa. Był to czas w dużej mierze wypełniony postem, aby przez głód ciała uzewnętrznić wewnętrzny głód duszy stęsknionej za Bogiem, wołającej „Przyjdź!”. W ten sposób Wielkanoc zyskała czas czterdziestu dni Wielkiego Postu, zaś Bożego Narodzenie cztery tygodnie Adwentu. Oczywiście nie stało się to z dnia na dzień.
 
Nocne czuwania 
 
Jednym z pierwszych „śladów” starożytnego Adwentu jest forma organizacji modlitewnej wigilii przed Bożym Narodzeniem. Słowo „wigilia” kojarzy się nam dzisiaj już tylko ze świątecznym stołem, opłatkiem, karpiem i kolędami. Jednak wigilia to przede wszystkim czuwanie, w starożytności organizowane przed każdą z najważniejszych uroczystości. Takie czuwania z całą pewnością organizowano w samym Betlejem już w IV w., gdzie wierni gromadzili się od godzin popołudniowych na celebracji. Miała ona trzy stacje: na Polu Pasterzy (które upamiętnia miejsce, w którym wyrwani w nocy ze snu przez aniołów pasterze pobiegli do Dzieciątka), następnie w Grocie Narodzenia pod betlejemską bazyliką i ostatecznie w samej bazylice. Tam najpierw celebrowano bardzo rozbudowaną liturgię słowa (11 czytań ze Starego Testamentu zapowiadających przyjście Mesjasza), a następnie nocną Eucharystię. Podobne wigilie organizowano również na Zachodzie, m.in. w galijskim Tours, które odegrało niebagatelną rolę w kształtowaniu się naszego Adwentu.
 
40 dni postu
 
Trzytygodniowy Adwent pojawił się w Galii już w IV w. Z czasem został on rozciągnięty z trzech tygodni do czterdziestu dni, analogicznie do Wielkiego Postu. Należało wtedy zachować post przez trzy dni każdego tygodnia. Z czasem charakteru pokutnego i tym samym postnego nabrał praktycznie cały tydzień. System liczenia tych czterdziestu dni był dość skomplikowany, gdyż nie wliczano do nich sobót i niedziel, które nie były dniami postnymi. W gruncie rzeczy stała za tym dość prosta idea. Okres Adwentu w liturgii gallikańskiej miał być niejako kopią Wielkiego Postu. Pierwotnie w Galii świętowano narodziny Chrystusa na styl wschodni w uroczystość Objawienia 6 stycznia, i tego też dnia, podobnie jak podczas Wigilii Paschalnej, w czasie bogatej w czytania nocnej celebracji udzielano chrztu. I jak podobne do siebie były uroczystości, tak również upodobniły się do siebie okresy przygotowania. W obu przypadkach było to czterdzieści dni o charakterze pokutym, z postem, modlitwą i wezwaniem nawrócenia. W VI w. okres czterdziestu dni skrócono do czterech tygodni, których rytm wybijały cztery adwentowe niedziele.
 
Suche Dni 

Trochę inaczej początki Adwentu kształtowały się w Rzymie. O Adwencie jako przygotowaniu do Bożego Narodzenia możemy tam mówić dopiero w VI w. Wcześniej występowały tam szczególne dni, nazywane tradycyjnie Suchymi Dniami. Trzy razy w ciągu roku, na początku lata, jesieni i zimy (w czerwcu, wrześniu i grudniu), Kościół zachęcał wiernych do przeżycia swoistych rekolekcji, tygodniowego czasu zarezerwowanego na post, modlitwę i pokutę. Dni te były również wypełnione modlitwą za kandydatów do święceń i o powołania do służby w Kościele. W ciągu takiego tygodniowego skupienia szczególnie ważne były trzy dni: w środę oraz piątek poszczono, zaś w soboty organizowano modlitewne czuwania – wigilie. Z prostego powodu aż do V w. nie było natomiast takiego tygodnia w okresie wiosennym: Kościół miał wtedy aż czterdzieści dni rekolekcji Wielkiego Postu.
 
Dopiero w V w. pojawia się Suchy Tydzień również na wiosnę. Msze św. tych dni przejęły formularz modlitw z grudniowych Suchych Dni, zaś powstałą grudniową lukę zastąpiono nowymi modlitwami, które nabrały charakteru przygotowania do ponownego przyjścia Chrystusa na ziemię (paruzja) oraz celebracji Jego narodzin. Wtedy Kościół rzymski zaczyna czytać Ewangelię o zwiastowaniu, o nawiedzeniu św. Elżbiety i o narodzinach św. Jana Chrzciciela, czyli te wątki, które odnajdujemy we współczesnych modlitwach adwentowych. Następnie w ramach tych czytań pojawiają się fragmenty z proroka Izajasza, który do dzisiaj jest naszym głównym przewodnikiem przez Adwent. Choć w te dni występuje również post, w liturgii rzymskiej ten czas miał raczej wydźwięk radosnego oczekiwania. Możemy zatem te grudniowe Suche Dni umownie nazwać preludium Bożego Narodzenia.
 
Połącznie tradycji 

W okresie karolińskim, a więc mniej więcej od VIII do X w., dochodzi do spotkania tych dwóch tradycji – rzymskiej i galijskiej. Skutkiem tego jest pewnego rodzaju kompilacja obrzędów, modlitw i zwyczajów. Dokonało się to na wszystkich płaszczyznach liturgii, również w kwestii Adwentu. Konsekwencją tego jest fakt, że ostatnie tygodnie roku liturgicznego i początek nowego jest oczekiwaniem na powtórne przyjścia Pana. Rzymski radosny czas oczekiwania nabrał znacznie bardziej pokutnego wymiaru, czego świadectwem – podobnie jak w okresie Wielkiego Postu – jest fioletowy kolor szat liturgicznych i brak hymnu Chwała na wysokości Bogu. Co prawda często nawet tego nie zauważamy, ponieważ przeważnie uczestniczymy w Mszach roratnych, gdzie śpiewamy hymn Gloria, a kapłan jest ubrany w białe szaty. Jednak – jak widzimy – Roraty to nie wszystko. Adwent to przede wszystkim czas niezwykłych rekolekcji, kiedy przez modlitwę, post i słuchanie Bożego słowa mamy się przygotować do przyjścia Pana: tego na końcu czasów (paruzja), tego we wspomnieniu Jego narodzenia 25 grudnia, i przede wszystkim tego, które dokonuje się każdego dnia w Eucharystii, kiedy przychodzi do nas w swoim Ciele i Krwi, aby nas sobą nakarmić.
 
ks. Krzysztof Porosło
Przewodnik Katolicki 48/2017 
 
Zobacz także
o. Mateusz Hinc OFMCap
Chrześcijaństwo przyniosło zasadniczą zmianę w sposobie postrzegania życia i jego komponentów. Dlatego pogląd dotyczący szczęścia powołujący się na logikę opartą na wierze w Jezusa Chrystusa jest ewidentnie inny, nowy i dla współczesnego świata nierzadko niezrozumiały. W konsekwencji logika chrześcijańskiego patrzenia na życie i szczęście jest nie za bardzo kochana, niechętnie przyjmowana i z trudnością przez świat rozumiana. Według niej bowiem szczęście jest na innym poziomie. Nie jest skoncentrowane na „ja”, ale na „ty”. 
 
Maria Fortuna-Sudor
Adwent to czas szczególny. I chociaż dzień coraz krótszy, a aura niezbyt sprzyjająca, większość ludzi przyznaje, że lubi tę atmosferę oczekiwań i przygotowań. Mikołaj, podarunki pod choinkę, zakupy, jedzenie na święta, alkohol, przyjazd gości lub wyjazd do rodziny... To wszystko wiąże się z troskami doczesnymi, z bieganiem po sklepach... Chociaż jest to część tradycji związanych ze świętowaniem Bożego Narodzenia, konsumpcjonizm nie może zdominować tych starań. 
 
Urszula Pękala
Posłuszeństwo nigdy nie jest jakieś abstrakcyjne, lecz zawsze bardzo konkretne. Jestem posłuszny Bogu, który działa w Kościele i rozeznawanie woli Bożej dokonuje się poprzez pośrednictwo konkretnych ludzi. Czasem jest to trudne do przyjęcia, bo jak kogoś nie lubię, to posłuszeństwo wobec niego bardziej mnie kosztuje.

Z o. Tadeuszem Florkiem OCD, wychowawcą kleryków w Wyższym Seminarium Duchownych OO. Karmelitów Bosych w Krakowie i odpowiedzialnym za Ośrodek Konsultacyjno-Formacyjny przy Karmelitańskim Instytucie Duchowości, rozmawia Urszula Pękala
 
 
___________________
 
 reklama