logo
Piątek, 23 kwietnia 2021 r.
imieniny:
Ilony, Jerzego, Wojciecha – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Alfons J. Skowronek
Promieniowanie dzieciństwa Jezusa
 


W greckiej czy łacińskiej literaturze antyku opowiadania o narodzinach i dzieciństwie odczytywać można jako zapowiedzi przyszłej wielkości i sławy prezentowanych osobistości. W Żywotach sławnych mężów Plutarch pisze o młodym Cyceronie: „Niańce [...] objawiła się jakaś postać i powiedziała jej, że wychowuje «coś wielkiego na pożytek całego Rzymu». Z początku wydawało się to każdemu tylko marą senną i niedorzecznością. Rychło jednak, gdy tylko dorósł do lat szkolnych, dał dowód prawdziwości wróżby. Tak bowiem zabłysnął i taką sobie dzięki swym wybitnym zdolnościom zdobył sławę wśród uczniów, że ojcowie jego kolegów chodzili z nimi do szkoły, aby na własne oczy ujrzeć owego Cycerona i przekonać się o jego pod niebo wysławianych postępach i bystrości w naukach” [1].
 
Historia dzieciństwa Jezusa
 
W tym historycznym podaniu odkryć wolno pewien motyw, który warto przemyśleć także przy interpretacji perykopy o odnalezieniu dwunastoletniego Jezusa w świątyni. Mam tu na myśli wczesną duchową dojrzałość danego protagonisty. Oto Maria i Józef odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami (Łk 2, 46-47). Potem wrócili do Nazaretu, Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi (Łk 2, 52). Podobny wątek podejmuje św. Mateusz, kiedy w jednym i tym samym akapicie dwukrotnie mówi, że poczęcie przez Maryję Jezusa dokonało się za sprawą Ducha Świętego (por. Mt 1, 18. 20). Wyjątkowość tego poczęcia, wręcz jego uniwersalizm, wypływa ze słów Anioła Pańskiego zwiastującego Józefowi: Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów (Mt 1, 21).
 
Opierając się na tych fragmentach historii dzieciństwa, wolno wyraźnie sugerować, że już we wczesnym stadium rozwoju każdej ludzkiej osobowości krystalizują się określone zarysy charakteru człowieka, już wtedy wykrywać i śledzić można kontury kształtującej się i dojrzewającej indywidualności, a nawet wielkości „projektu człowiek”, któremu kiedyś zlecony zostanie mandat sięgający dalekiej i nieznanej przyszłości. Relacjonowane przez Ewangelistów epizody są pod względem narracyjnym szczególnie interesujące. W świetle swych bardzo dokładnych danych inspirują do przemiłych dociekań. Ujmujące do dziś jest pochylanie się otoczenia nad nowo narodzonym dzieckiem: Co z tego dziecięcia wyrośnie? Kim będzie? Czym nas zaskoczy? Jakie możliwości są zaklęte w tej maleńkiej istocie? W dziecku posiane zostało ziarno, które kiełkuje i będzie się rozwijało wzwyż i wszerz.
 
W Ewangelii św. Jana Jezus mówi o konieczności powtórnego narodzenia się, narodzin z wichru Ducha Świętego, który wieje tam, gdzie chce (J 3, 5-8). Prawdziwe życie zjawia się zawsze bez przyłożenia do tego dzieła ręki człowieka. Dziewiczość uchodziła od zarania świata za tajemnicę wszelkiego życia wokół nas. Jedynie moc wiatru wytwarza życie w sposób, którego tchnienie wymyka się wszelkiej obserwacji i które w swym wnętrzu ustawicznie budzi się od nowa. Jesteśmy bytami zrodzonymi jako istoty wolne, nigdy nieskrępowane, zawsze otwarte na każdą możliwą postać.
 
W tym momencie może ktoś powiedzieć, że ludzie zrodzeni z ducha i wiatru są w gruncie rzeczy chorągiewkami podatnymi na wszelkie podmuchy. Czyż ludzie unikający wszelkiego zobowiązującego zaangażowania nie są czymś innym niż upiornymi zjawami, których należy się lękać? Owszem, takich indywiduów trzeba się bać! Albowiem lody świata nie wytrzymają zrywu ciepłego wiatru, który swym powiewem topi uruchomione lodowce przymocowane do górskich zboczy. I rzeczywiście: uwolnienie z krańców ziemi wiatru kryje w sobie ryzykowne niebezpieczeństwo. Właśnie taki jest w swej istocie Jezus z Nazaretu. Tej siły światła i ciepła wiatru użycza każdemu, kto pojmuje Go i przyjmuje w swym sercu. Staje przed nami jako Człowiek królewskiego rodu, któremu sam Bóg w niebie oddaje hołd: Dziecię Dawidowe, Dziecię światłości, Dziecię wiatru. Synu Człowieczy, Ty jesteś wszystkim, czym my jesteśmy. Uczyń nas tym, czym moglibyśmy być – i być powinniśmy w oczach Bożych.
 
Wróćmy do opowiadań Ewangelistów. Mogą one być odczytywane wstecz i do przodu: treści już opowiedziane same z siebie ślą sygnały w nieznaną przyszłość, a zarazem budzą w czytelniku czy słuchaczu śmiałe oczekiwania, rozwijane przez ewangelicznych narratorów więcej lub mniej barwnie, dzięki czemu napięcie opowiadania niepomiernie rośnie. W opowiadaniach narodzin i dzieciństwa pierwszych rozdziałów Ewangelii św. Łukasza chodzi – w odniesieniu i do Jana Chrzciciela, i do Jezusa – o początek życia, które ma swój wyraźny wymiar publiczny. Opowiadanie o narodzinach Jana jest krótsze niż opis narodzenia Jezusa. W Łukaszowym fragmencie narracji Jan i Jezus są sobie przeciwstawieni. Przewagę później Narodzonego uwypukla ze szczególną wyrazistością wyczerpujący opis narodzin Jezusa. Centralne znaczenie orędzia, które zwiastuje Anioł, czytelnicy Ewangelii Łukaszowej sami mogą współprzeżywać, albowiem narrator niejako wyhamowuje tempo opowiadania i przechodzi do bezpośredniego trybu mowy: Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu (Łk 2, 10). Apogeum opowiadania możemy odnaleźć w następnym wersie, w którym Anioł proklamuje znaczenie Nowonarodzonego: Dziś bowiem w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan (Łk 2, 11).
 
Nowo narodzone Dziecię zrodzone zostaje więc z góry nie tylko rodzicom jako ich potomek, lecz jest wydane na świat dla większego obszaru społeczności i scharakteryzowane za pomocą znaczących tytułów: nazwane zostaje Zbawicielem (sotér), Chrystusem (xristós) i Panem (kyriós). Zestawiając opowiadania o Janie Chrzcicielu i Jezusie z dwóch pierwszych rozdziałów Ewangelii św. Łukasza, widać nie tylko ilościową nadwyżkę tekstu dotyczącego Jezusa. Relacjonując wydarzenia w świątyni (por. Łk 2, 22. 41-51), Ewangelista podkreśla, że Jezus – poprzez swych rodziców – był silniej niż Jan związany ze świątynią (por. Łk 1, 5-25). Zaprezentowany zostaje zatem jako osoba ukierunkowana na religijne centrum Izraela. Łukaszowe opowiadanie o dwunastoletnim Jezusie w świątyni nie znajduje swej paraleli w Ewangelii św. Jana.
 
W opowiadaniach św. Łukasza o narodzeniu, obrzezaniu i nadaniu imion Jan Chrzciciel oraz Jezus wyzwalają w otoczeniu uderzające reakcje. Mowa jest o zdziwieniu i zdumieniu, o szerzeniu się ich imion i o strachu jako reakcji na nadzwyczajne spotkania. W odniesieniu do Jezusa w drugim rozdziale Ewangelii św. Łukasza nie jeden raz mówi się o zdziwieniu ogarniającym ludzi. Zasłyszane pogłoski zaskakują nawet rodziców. Czytamy tu także o większej grupie, do której docierają wieści głoszone dotąd w małym kręgu, a które w swej narracji są bardzo interesujące i wymowne. Jest też mowa o zdziwieniu wszystkich słuchających (Łk 2, 47). W krąg słuchających wpisane poczuć się mogą także dzisiejsze czytelniczki i czytelnicy Ewangelii Łukasza.

Bóg i człowiek na wysokości oczu
 
Narzuca się pytanie, czy w tych czasowo odległych opowiadaniach o dzieciństwie Jezusa, a także w naszym ludowym świętowaniu Bożego Narodzenia, świąt często aż do ckliwości „usentymentalnionych” i spłyconych, żarzą się, może przysypane, jakieś promienie oświetlające drogi człowieka XXI wieku? Z miejsca należy stwierdzić, że w imponująco-uniżonym zstąpieniu Boga do nas, ludzi, tkwi jądro tajemnicy Bożego Narodzenia, opisywane przez Ewangelistów Jezusowego dzieciństwa. Posłużmy się obserwacją znaną dorosłym z własnego doświadczenia. Jeżeli pragną bawić się z małymi dziećmi, muszą uklęknąć na podłodze, aby z dzieckiem spotkać się na wysokości oczu. Ten ruch ciała nie jest gestem przez dorosłych specjalnie lubianym. W codziennych zachowaniach, także w relacjach zawodowych dzisiejszego uprzemysłowionego społeczeństwa, ludzie dorośli niechętnie rozmawiają z drugimi na wysokości oczu. Dominować zdaje się raczej kierunek z góry w dół i z dołu do góry. Tak przynajmniej wygląda wzrokowy kontakt między przełożonymi a podwładnymi. Jednak kiedy ludzie dorośli chcą się bawić z dziećmi, nie pozostaje im nic innego, jak tylko przyklęknięcie i pozycja oko-w-oko.
 
1 2  następna
Zobacz także
Ks. Mariusz Pohl
Jakże często dzisiaj Jezus przechodzi blisko nas, jak często mamy różne okazje, by się z Nim osobiście spotkać, a jednak brakuje nam tej odwagi i gotowości ryzyka, by pójść za Nim, by coś w swym życiu zmienić. Brakuje nam też zaufania do tych, którzy mówią o Jezusie. Dziś rolę św. Jana Chrzciciela, który wskazał i świadczył o Jezusie, pełni Kościół. Jego świadectwo jest w całej pełni wiarygodne i prawdziwe, ale jakby trochę mało przekonujące. Cóż, Kościół będzie pewnie musiał się trochę zastanowić, w czym jest za mało podobny do Jana Chrzciciela, ale to już inny temat.
 
 
Dariusz Piórkowski SJ
Umieranie nikomu nie kojarzy się z czymś przyjemnym. Oprócz zderzenia z wielką niewiadomą, oznacza zupełną utratę kontroli nad życiem w całej jego rozciągłości. Pismo św. mówi o co najmniej trzech rodzajach śmierci. Pierwszy typ to śmierć fizyczna, najbardziej oczywista, bo dostrzegalna zmysłami i nieunikniona. Serce ustaje, mózg odmawia posłuszeństwa. Śmiercią nazywa się również brak moralnych owoców, a życiem ich obfitość.  
 
Magdalena Urlich

Każdy człowiek w pewnym momencie staje przed decyzją, która będzie miała wpływ na jego przyszłe życie. Dla osób wierzących ma to głębszy wymiar: rozeznania powołania, do którego wzywa je Bóg. Podstawowe pytanie, które chyba każda wierząca osoba zadała sobie choć raz, dotyczy drogi życia: konsekrowanego, kapłaństwa, we wspólnocie czy w małżeństwie i rodzinie.

 
___________________
 
 reklama