logo
Środa, 05 sierpnia 2020 r.
imieniny:

Emila, Karoliny, Kary, Oswalda, Marii – wyślij kartkę

Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Anna Orlik
Przemiana życia jest możliwa. Rozważania wielkopostne
materiał własny
 
fot. Pablo Heimplatz | Unsplash (cc)


Gwałtowna przemiana życia jest możliwa choć nie każdy z nas znajdzie się w sytuacji św. Pawła, który spotkawszy na swej drodze Jezusa, odstąpił od dotychczasowego postępowania i od tamtej chwili jego życie zmieniło się radykalnie. Takie przemiany zdarzają się rzadko. Najczęściej jest to długotrwały proces. Od czego on się zaczyna? – kiedy przychodzi ten moment, gdy uświadamiamy sobie, że dalej nie da się tak żyć.

Od Boga wszystko się zaczyna
 
Słuchając rekolekcji wielkopostnych ktoś może doznać nagle olśnienia i wyjść z Kościoła z gorącym pragnieniem, aby od tej chwili swoje życie powierzyć Chrystusowi, aby pokochać Go więcej niż dotychczas, czy też choćby wrócić do domu i wyciągnąć do współmałżonka rękę na zgodę. Pan Bóg inicjuje w naszych sercach ten zapał, pobudza dobre chęci. Jednak by mógł się dokonać prawdziwy wzrost, potrzeba naszego zaangażowania. Stałego wysiłku, by nie popaść w duchową letniość, potrzeba stałego żywego kontaktu z Bogiem. Taka postawa jest odpowiedzią człowieka na Boże zaproszenie, na wezwanie Boga do współpracy. Bo od Boga wszystko się zaczyna. On sieje ziarno, człowiek je podlewa. Próby zmiany swojego życia bez udziału Boga nie prowadzą do autentycznej przemiany. Są naśladowaniem działania Bożego w nas, skazanym na porażkę.
 
Gdy zdarzy się nam sytuacja kryzysu relacji z Bogiem, trzeba sobie po pierwsze uświadomić, że taki jaki jestem w tym konkretnym momencie mojego życia, nie jestem doskonały. Moja wiara nie osiągnęła pełni, co więcej mam jeszcze bardzo wiele do zrobienia. Grzech jest wpisany w moją egzystencję, a szatanowi bardzo zależy, abyśmy patrzyli na siebie przez pryzmat pychy. Stanięcie w pokorze przed prawdą o sobie to pierwszy krok.
 
Drugi krok, to pragnienie zmiany, którą chcę przeżyć z Bożą pomocą. I tu dla wielu z nas zaczynają się "schody". Mamy bardzo wiele powodów, aby trwać w przekonaniu, że zmiana nie jest możliwa. Cuda się zdarzają, ale mnie to raczej nie dotyczy – myślimy sobie. Ale czy to, że jesteśmy w stanie – oczywiście z pomocą Boga – wykonać ten pierwszy krok, odkryć własną niedoskonałość, to nie jest czasem taki mały, a może nawet całkiem duży cud… Potrzebujemy porządnej motywacji, by się podnieść z grzechu. Czasami, żeby się móc podnieść, trzeba najpierw upaść na przysłowiowe dno. Znaleźć się w sytuacji, która jest doświadczeniem realnego upadku, kryzysem jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy i z którego o własnych siłach nie jesteśmy w stanie już wyjść…
 
Boże interwencje a nasza (nie)wiara

Może właśnie jesteś w takim momencie swojego życia. Wszystko po kolei się wali. Nie masz już nadziei na zmianę. Pomyśl, czy to jest właśnie ta chwila, kiedy pragnienie zmiany jest najważniejszym uczuciem, które ci towarzyszy? Czy rzeczywiście ta zmiana jest twoją potrzebą. Czy nie jest tak, że chciałbyś żeby "coś" się zmieniło, ale nie jesteś gotów, aby w imię tej zmiany cokolwiek poświęcić. Zrezygnować z jakiegoś pozornego komfortu, braku aktywności, obwarowywania się tysiącem powodów, żeby jednak niczego nie zmieniać. Zwyczajnego wygodnictwa a może poważnego kryzysu związanego z przyzwyczajeniem do bierności, do trwania w postawie – "nic nie da się zrobić".
 
Niewiara w odniesieniu do nas samych jest uzasadniona, bo "własnymi rękami", rzeczywiście może nie da się nic zrobić. Jednak niewiara w Bożą interwencję to obraz Boga bezsilnego, czyli obraz fałszywy, podsuwany przez szatana. Bóg interweniuje wielokrotnie w naszym życiu, tylko nie zawsze potrafimy to dostrzec. Jesteśmy tak skupieni na sobie, że przechodzimy obok tego faktu, nawet go sobie nie uświadamiając. A może jesteśmy tak oddaleni od Boga, że nie myślimy wcale, aby to właśnie Jemu, tę interwencję przypisać. 
 
Co kryje się w głębinach naszej duszy?
 
Niejednokrotnie możemy odczuwać pretensję do Boga, który "celowo" jest daleko. Takie myślenie prowadzi na manowce wiary. Bóg nie opuszcza swojego stworzenia, aby zadać mu cios, aby je pognębić. Bóg doświadcza stworzenie, aby doskonaliło się w wierze pełnej zaufania. Właśnie w takich chwilach – pomny na to, jak jesteśmy słabi – jest najbliżej. Duchowe doświadczenie "nocy ciemnej", które było udziałem wielu świętych, nie powinno nas do Boga zrażać. Warto wtedy mocno zabiegać o wytrwałość w modlitwie, pomimo zniechęcenia prosić o nią.
 
Potrzebujemy pomocy Boga, aby na nowo pewne sprawy "poukładać" sobie w głowie i poczuć w sercu. Odnaleźć to, co kryje się w głębinach naszej duszy – pragnienie, aby Pan Bóg nas do Siebie "przytulił". Trzeba nam upaść przed Bogiem na kolana i wyznać Mu szczerze: tak Panie, zgrzeszyłem przeciwko Tobie. Podnieś mnie, bo sam już nie wstanę, ale chcę powstać, aby zrezygnować dla Ciebie z tego, czym Cię obraziłem. Zrozumiałem, że droga, którą idę, wiedzie mnie na zatracenie, chcę wrócić na właściwą drogę, drogę do Ciebie. Wiem, że to będzie trwało zanim mnie podźwigniesz i zbierzesz w garść, bo strasznie się pogubiłem i ciągle jeszcze jest we mnie "stary" człowiek. Wierzę, że Ty pragniesz mojego zbawienia, będę to sobie ciągle powtarzać.
 
Umarłeś za mnie krzyżu, bo mnie umiłowałeś. Ty Boże, powołałeś mnie do życia i nie mam prawa tego życia zmarnować. Bo drugiego nie dostanę. Drugiej szansy nie będzie…
 
Anna Orlik 
 
Zobacz także
Sławomir Rusin, Marcin Jakubionek
W Kościele istnieje zgoda na takie niekonwencjonalne zachowania, jeśli ich celem jest wzbudzenie duchowego niepokoju, fermentu w ludziach, którzy za bardzo oswoili się ze swoją wiarą. Chrześcijaństwo bowiem staje się czasem formą, w której odnajdują się tzw. porządni ludzie, niezależnie od tego, jakie jest ich zaangażowanie i wiara. Trzeba nam szaleńców, którzy obudzą nas z takiej duchowej drzemki i zachęcą do pewnych niekonwencjonalnych zachowań...
 
Cezary Sękalski
Do proboszcza zgłasza się para z prośbą o chrzest dziecka. W toku rozmowy okazuje się, że kobieta i mężczyzna żyją w związku cywilnym, ale nie zamierzają brać ślubu kościelnego, bo nie są pewni dożywotniej trwałości swojego związku. Nie chodzą też do kościoła ani w niedzielę, ani w święta i nie modlą się, ale na pytanie, czy są w stanie zapewnić chrześcijańskie wychowanie dziecku, odpowiadają: "Oczywiście!".
 
anonim
Od kilku lat pracuję w szpitalu. Kiedy chodzę po długich korytarzach i odwiedzam chorych, spotykam również tych, którzy zbliżają się do kresu swoich dni. Ostatnie dni życia są takimi chwilami, kiedy człowiek ściąga maski, jakie bardziej lub mniej świadomie nosił do tej pory. Wtedy - niezależnie od światopoglądu - zadawane są najbardziej egzystencjalne pytania, dzieje się coś, co można nazwać "wychylaniem się w przyszłość", mimo iż biologiczne życie dobiega końca.
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー