logo
Sobota, 04 lipca 2020 r.
imieniny:
Elżbiety, Teodora, Aureli, Malwiny, Zygfryda – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Asia i Eugeniusz
Przepis na udane małżeństwo
Zeszyty Odnowy
 


Przepis na udane małżeństwo

"Aby napisać przepis na udane małżeństwo, trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie: co się składa na udane małżeństwo? Karkołomnym zadaniem byłoby podanie uniwersalnego przepisu dla wszystkich par małżeńskich. Pomysłów na udany związek małżeński jest pewnie tyle, ilu małżonków" - mówi Asia, która wraz z swoim mężem opowiada o swoim małżeństwie, o małych i wielkich radościach, o sposobach w jaki oboje radzą sobie z codziennymi problemami i o... miłości.

Asia: Kiedy myślimy o naszym sposobie na małżeństwo, przypomina nam się pytanie, które postawiono nam na kursie przedmałżeńskim, brzmiało ono: „Czego ty i twój partner oczekujecie od małżeństwa?” Wtedy uświadomiliśmy sobie z Eugeniuszem, że nigdy nie zastanawialiśmy się nad tym, a jest to pytanie ważne i trudne.

Eugeniusz: Po ślubie, to pytanie wielokrotnie do nas wracało, zarówno w chwilach szczęścia, radości, jak i chwilach trudności, zwątpienia, czy rozczarowania. Nieustanne pytanie samych siebie, czy to co przeżywam spełnia moje oczekiwania i oczekiwania tej drugiej osoby, skłoniło nas do refleksji i wniosku, że tym, czego szukamy w małżeństwie, jest miłość.
Często źródłem decyzji o małżeństwie jest uczucie miłości, które łączy dwoje ludzi, ale to dopiero początek. Kiedy w dniu ślubu wypowiadaliśmy słowa przysięgi małżeńskiej, nawet w małej części nie uświadamialiśmy sobie, jak wielką wspólną pracą będziemy musieli wspierać naszą miłość, by móc dotrzymać słów przysięgi. To, co jest ważne dla Asi i dla mnie, to świadomość, że nie jesteśmy sami, że w naszych wysiłkach chce nas wspierać Pan Bóg. On sam podniósł małżeństwo do rangi sakramentu, byśmy mogli czerpać łaski z niego płynące, pielęgnować naszą miłość i umacniać się w postanowieniu bycia ze sobą aż do śmierci.

Asia: Co to znaczy pielęgnować miłość? Uważamy, że jest to zadanie, które Pan Bóg zadaje nam na całe wspólne życie, to umiejetość słuchania współmałżonka, ufania, mu, akceptacji, a także - co sie wydaje jeszcze trudniejsze - umiejetność przyznawania się do błędów, przepraszania i przebaczania. Pięlegnowanie miłości to także wzajemne wspieranie się, służenie sobie nawzajem. Nie jest to łatwe zadanie - często realizuję moją własną wizję szczęścia Eugeniusza, nawet wbrew niemu: "Kochanie! Nie śpij na kanapie przed telewizorem", "Kochanie! Nie pij więcej, bo ci zaszkodzi" - trudno usłyszeć i uszanować to, co wtedy Eugeniusz mówi do mnie, zaufać, że zna swoje mozliwości i potrzeby lepiej niż ja.

Eugeniusz: Mnie także trudno czasem usłyszeć to, co Asia do mnie mówi. Skutek tego jest taki, że uszczęśliwiam ją na siłę, wbrew jej woli np. gasząc za nią światło nawet, jeśli wychodzi z pokoju tylko na chwilę, czy apelując, by nie zmywała naczyń pod bieżącą wodą - chociaż wiem, że ma inne zdanie na ten temat.

Asia: Było i jest na szczęście w naszym małżeństwie wiele sytuacji, w których udało się nam wspierać nawzajem zgodnie z oczekiwaniami współmałżonka. Wsparcie, za które jestem najbardziej wdzięczna, Eugeniusz okazał, towarzysząc mi przy porodzie naszego drugiego dziecka. Wiedziałam, że to była dla niego trudna decyzja, widziałam, że im bliżej było do porodu, tym większe wątpliwości nim targały. Na pewno było to dla niego bardzo trudne przeżycie, bo nie ma nic trudniejszego, jak towarzyszyć ukochanej osobie w bólu czy cierpieniu, nawet jeśli jest to ból tak krótkotrwały i z tak szczęśliwym finałem jak poród. Obecność Eugeniusza sprawiła, że w obcym środowisku, jakim jest szpital, mimo lęku przed bólem, czułam się bezpieczna.

Eugeniusz: Podejmując decyzję o tym, żeby uczestniczyć w porodzie, miałem pewne obawy. Nie bałem się, że zemdleję, raczej obawiałem się o swoje samopoczucie, czy sytuacja nie okaże się zbyt krępująca dla mnie lub Asi. Dziś wiem, że była to jedna z najpiękniejszych sytuacji, jaką wspólnie dane nam było przeżyć. Kiedy Asia ściskała moją rękę przy kolejnym skurczu, czułem się jej bardzo potrzebny, choć niełatwo było patrzeć, jak cierpi. Na długi czas pozostał mi w pamięci obraz Asi i leżącego na jej brzuchu naszego synka. Wspólne przeżywanie tej trudnej, a jednocześnie niepowtarzalnie pięknej sytuacji sprawiło, że poczuliśmy niezwykłą jedność zarówno fizyczną, psychiczną, jak i duchową.

Asia: Dzięki takim przeżyciom udało nam się zbudować głębokie uczucie będące źródłem siły w naszym małżeństwie. Nasza miłość przeszła metamorfozę od młodzieńczej fascynacji do dojrzałego uczucia. Przypominam sobie, jak opisywałam Eugeniusza swojej przyjaciółce - wtedy najważniejsze dla mnie było to, że był przystojny, wysportowany, szarmancki i świetnie tańczył. Mimo upływu kilkunastu lat mój mąż nie stracił niczego ze swojego uroku osobistego, ale gdybym miała opisać go dziś, powiedziałabym: opiekuńczy, odpowiedzialny, pracowity, zaradny, wymarzony ojciec naszych dzieci.

Eugeniusz: Wiem, że moje zachowanie czy postawy nie zawsze były takie, jak powinny być, nie zawsze zaspokajałem oczekiwania Asi. Pamiętam, że myśl o małżeństwie napełniała mnie lękiem, wydawało mi się, że nie jestem wystarczająco dojrzały, by wziąć na siebie odpowiedzialność za drugą osobę na całe życie. Teraz patrzę na to inaczej: druga osoba to nie brzemię, ale błogosławieństwo (choć czasem trudno w to uwierzyć!!!).

Asia: Małżeństwo to tysiące przeplatających się chwil radości, smutku, niepokoju, satysfakcji, rozczarowania czy nadziei. Tak właśnie było w naszym małżeństwie. Nasze wspólne życie rozpoczęliśmy od beztroskiego czasu studiów, kiedy mieliśmy dużo swobody i dobrą sytuację finansową. Wiedliśmy wówczas bogate życie towarzyskie, a wakacje spędzaliśmy, podróżując autostopem za granicę - nie mieliśmy żadnych problemów. Potem nadszedł radosny czas oczekiwania na nasze pierwsze dziecko. Po przyjściu na świat Natalki rozpoczął się długi, bardzo trudny dla naszego małżeństwa okres dorastania do samodzielności i rodzicielstwa. Mieszkaliśmy bardzo daleko od naszych rodzin, dlatego byliśmy pozbawieni jakiejkolwiek pomocy z ich strony. Nie mieliśmy babci czy cioci, która pomogłaby przy dziecku, zaprosiła na niedzielny obiad czy pożyczyła pieniędzy przed „pierwszym”. Mogliśmy liczyć tylko na siebie nawzajem. Nasza miłość małżeńska została wystawiona na niełatwą próbę. Oprócz kryzysu, jaki zazwyczaj pojawia się w małżeństwie wraz z pojawieniem się pierwszego dziecka, dopadły nas potworne trudności finansowe. Jako nauczyciele zarabialiśmy żałośnie mało, zdarzało się, że po dokonaniu opłat nie mieliśmy za co wykupić lekarstw dla Natalki. Sytuacja, w której się znaleźliśmy i brak perspektyw na jej poprawę, pogrążała nas nie tylko finansowo, ale przede wszystkim psychicznie. Te trudności udało nam się przetrwać dzięki naszemu wzajemnemu wspieraniu się, wyrozumiałości i wybaczaniu. Pamiętam, jak zgubiłam kiedyś pół pensji, Eugeniusz nie okazał mi nawet cienia wyrzutu, przeciwnie pocieszał mnie, jak umiał, bo strasznie płakałam. Dopiero z perspektywy czasu doceniamy wartość tej trudnej sytuacji, w której postawił nas Pan Bóg. To trudności i brak oparcia z zewnątrz spowodowały, że nasze życie małżeńskie z etapu wzajemnego zauroczenia przerodziło się we wzajemną odpowiedzialność i chęć wspierania.
W naszym małżeństwie nie był to jedyny okres próby, przychodzą one co jakiś czas. W rozwiązywaniu pojawiających się problemów nie pomaga nam staż małżeński czy bagaż doświadczeń, ale świadomość, że możemy podołać im tylko wspólnie.

Eugeniusz: Na szczęście nie tylko trudności wzmacniają nasze małżeństwo. Uwielbiamy wspólnie przeżywać to, co sprawia nam przyjemność, począwszy od rzeczy banalnie prostych jak picie piwa i jedzenie chipsów, śpiewanie czy tańczenie, po rzeczy znacznie poważniejsze w skutkach jak urządzanie naszego nowego domu.

Asia: W naszym odczuciu to właśnie miłość jest istotą małżeństwa. To ona pozwala ludziom wytrwać wspólnie 10, 15, 20 lat czy więcej i przetrwać wszystkie trudne niespodzianki losu.
My naszą miłość budujemy dzień po dniu. Znaleźliśmy sposób na jej pielęgnowanie, tym sposobem jest dialog małżeński. Zawsze dużo rozmawialiśmy, ale tak naprawdę dialogować ze sobą nauczyliśmy się na rekolekcjach Spotkań Małżeńskich. To tam musieliśmy odpowiedzieć sobie na wiele pytań, które pozwoliły nam lepiej wzajemnie poznać nasze oczekiwania i potrzeby,  zrozumieć, że to one są motorem naszych działań. Lepsze wzajemne poznawanie stało się możliwe dzięki temu, że zaczęliśmy dzielić się swoimi przeżyciami, zarówno tymi przyjemnymi, jak i przykrymi. Staraliśmy się i staramy słuchać siebie nawzajem i nie oceniać. Doświadczyliśmy na własnej skórze, że próba wzajemnego komunikowania się bez wygłaszania ocen na temat współmałżonka jest trudną sztuką, wymaga dobrej woli i treningu. Wzajemne porozumiewanie się przestaje być dyskusją, kłótnią, czy prezentacją siły przez współmałżonków, a staje się dialogiem, w którym zamiast krytykować męża czy żonę, staramy się opisać nasze uczucia. To niełatwe, często nie umiemy nazwać naszych uczuć lub wstydzimy się tego, co czujemy.
Właśnie na rekolekcjach Spotkań Małżeńskich dowiedzieliśmy się, że uczucia nie są ani dobre, ani złe. Tam uświadomiliśmy sobie, że lepsze rozumienie siebie, swoich uczuć i potrzeb jest kluczem do lepszego rozumienia innych, przede wszystkim najbliższych: męża, żony, dzieci.
Za nami 11 lat małżeństwa, mamy nadzieję, że dużo więcej przed nami. Liczymy się z tym, że być może także przed nami niejeden kryzys małżeński, mimo to patrzymy w przyszłość optymistycznie, dzięki obecności Boga w naszym życiu.

Świadectwo pochodzi z nr 3(64) pt. "Recepta na udane małżeństwo"

 
Zobacz także
Grażyna Starzak
Chrystus w Kazaniu na górze mówi, że „tam skarb twój, gdzie serce twoje”. Współczesna kultura zachodnia jest całkowicie martwa i nie ma ludziom nic do zaoferowania. Europa odwróciła się od chrześcijaństwa i żyje, jakby Boga nie było. Ale tej pustki nie da się niczym zapełnić. 

Z Tomaszem Budzyńskim, wokalistą rockowym, kompozytorem, poetą i malarzem, rozmawia Grażyna Starzak
 
Ks. Bp Stanisław Stefanek
Początki mojego kapłaństwa społecznie były trochę skomplikowane, bo święcenia otrzymałem o rok wcześniej, niż było to planowane. Decyzja o moich wcześniejszych święceniach zapadła na dwa tygodnie przed diakonatem i kapłaństwem. Stąd tego społecznego zamieszania było trochę więcej niż przeciętnie. Takie przyspieszenie było spowodowane powołaniem mnie do wojska...
 
Jadwiga Martyka
Zofia i Franciszek byli ludźmi głęboko wierzącymi. Religijne zasady przekazane przez rodziców i dziadków pielęgnowali w swojej rodzinie. Jednak niewiele brakowało, a zboczyliby z tej Bożej ścieżki życia. Wszystko zaczęło się od kłopotów zdrowotnych, które zaprowadziły Zosię do uzdrowiciela. Ten niewiele jej pomógł, ale za to u jej męża "odkrył" zdolności lecznicze...
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー