logo
Środa, 02 grudnia 2020 r.
imieniny:
Balbiny, Ksawerego, Pauliny, Rafała, Bibiany – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Andrzej
Przygoda i wielka łaska
Zeszyty Odnowy
 


Kiedy z żoną pojechaliśmy na Krym, przed południem chodziliśmy po plaży i mówiliśmy o Jezusie. Z czym się spotykaliśmy? Z tym, że ludzie naprawdę pragną Boga. Spotykaliśmy się z tym, że w wielu, wielu wypadkach byli to ludzie spragnieni Boga. Wcześniej byłem liderem wspólnoty, i byłem w tym dobry – dawali mi mikrofon i mogłem mówić. Kiedy tam pojechałem, widziałem ludzi, którzy jadą 600 czy 1000 km, wydając na ten przejazd pół swojej pensji, a nawet więcej (a pensje czasem nie były wypłacane nawet i pół roku) i ci ludzie chcieli, żebyśmy im coś powiedzieli o Bogu czy pomodlili się nad nimi. Jakie przemiany się tam dokonywały, uzdrowienia – ja to widziałem! To wpłynęło tak bardzo na moje życie, że nie wyobrażałem sobie, by nie zabrać mojej żony Gabi i naszych dzieci i nie jechać tam, by ci ludzie z rozbitych domów i rodzin mogli też zobaczyć, co to znaczy żyć Jezusem, żyć Ewangelią. Choć ja sam cały czas się tego uczę i na co dzień dużo nas to kosztuje. Dzień kończymy gdzieś około 23 i padamy z nóg – Panie Boże, ratuj! A rano „czołgamy się” z łóżka, żeby o 6 otworzyć nasze brewiarze – i to nas trzyma. Jest coś ponad tym – Bóg daje radość.
 
Doświadczenie tego głodu Boga i te spotkania na Krymie – są dla mnie spełnieniem obietnic fatimskich, że narody Rosji się nawrócą. Ja nie rozumiem tego do końca, ale oni nie mają, tak jak my czasem, problemów z Maryją, świętymi, tradycją Kościoła: Kościół tak – księża nie, albo: Pan Bóg tak – Kościół nie. Tam to tak nie działa. Dla nich to jest oczywiste, Bóg tak chce. I nie dziwcie się, że ci nieochrzczeni zaczynają się modlić w językach, że nawracają się, a ich rodziny prostują się. Wiadomo, nie jest to takie proste, gdy było kilku partnerów i każde dziecko z kimś innym. Gdy chcą przychodzić do kościoła, muszą coś z tym zrobić i nie jest tak łatwo. Z Gabi doświadczyliśmy, że każdy z nas, kto jest ochrzczony i zaryzykuje, żeby zrobić dwa kroki dla Pana Jezusa, i pójdzie tam, może być pewny, że Bóg się nim posłuży, niezależnie od tego, co on sam o sobie myśli.
 
Tamci ludzie są głodni Boga. Takie doświadczenia misyjne są ważne przede wszystkim dla nas, dla mnie lidera i dla mojej żony – animatorki, dla naszych dzieci. Kilka razy trzeba się było spakować, wypakować, było zmęczenie, ale to jest normalne. Bo nawet gdy jestem w domu, też jestem zmęczony i boli mnie głowa, więc zmęczenie tak czy tak jest. Ale tam jest ogromna radość, kiedy widzimy, że Bóg naprawdę się nami posługuje. Bóg naprawdę się podpisuje pod tym moim nieporadnym świadectwem, próbami szamotania się z moim egoizmem, pychą, głupotą, gdy robię jakiś krok dla Niego. Ma to także ogromny wpływ na dynamikę naszej rodziny. Pan Bóg, pozwolił nam zrozumieć że nie tylko misja, ewangelizacja, posługa są ważne. Wielu jest działaczy, którzy są gotowi zrobić wszystko, ale potrzeb i tak jest więcej, niż my mamy sił. My w czasie tych wyjazdów ewangelizacyjnych zawsze znajdziemy czas, by iść na chwilę nad morze, żeby odetchnąć. I dzisiaj dla naszych dzieci wyjazd misyjny taty i mamy kojarzy się z ciepłymi krajami, arbuzami, melonami… Poza tym dzieci widzą nas, modlą się razem z nami i ten Bóg, nie jest tylko Bogiem mamy i taty, ale ich Bogiem. Dzisiaj nasza siedemnastoletnia córka chodzi do liceum, uczy się rosyjskiego i przygotowuje z przyjaciółmi wyjazd na misje. Jesteśmy zaproszeni, by podjąć stałą współpracę, ze względu na to, że ja jestem z diecezji katowickiej, a tamtejsi księża są w diecezji saratowskiej, a więc Kaukaz, Czeczenia. Przyjechali do o. Piotra na trzy dni na rekolekcje. I choć byli na zapleczu tych rekolekcji, Pan Bóg ich tak dotknął, że dzisiaj oni ewangelizują w gimnazjum, w szkole, wychodzą na zewnątrz.
 
Doświadczenie misji to dla nas ewidentna łaska i niesamowita przygoda. Ja naprawdę nie widziałem takich potrzeb, nie rozumiałem tego. Teraz moje środowisko i wspólnota ożyły, co więcej – nasze budowanie parafii też jest ważne. Wspieranie przede wszystkim inicjatyw, które się pojawiają, ma jakiś zupełnie inny smak, to jest smak przygody. Ja nie chcę infantylizować, ja naprawdę mam 40 lat, siódemkę dzieci i od 25 lat za Jezusem chodzę. Mówię o tym dlatego, że w tym moim zasiedziałym posługiwaniu we wspólnocie po prostu musiałem się zmierzyć z wyjściem na ulicę, pójść na pierwszą linię frontu, zweryfikować to. Nie chciałem nigdy stwardnieć w sercu i modliliśmy się zawsze z żoną o to, aby Pan Bóg nas ocalił od tego. I wiemy, że doświadczenie misji to jest doświadczenie tego, co jest istotne. Pierwszych dwunastu Apostołów dalej by siedziało w Wieczerniku, gdyby jeden się nie odważył wyjść na zewnątrz i podzielić się z innymi swoim świadectwem. Kościół rodzi się z wychodzenia. I tego my też doświadczamy. Dzięki temu, że wyjeżdżamy na misje, tamten Kościół zyskuje wsparcie, a my sami doznajemy o wiele więcej. Mamy wrażenie, że to my jesteśmy obdarowani przez tamtych ludzi, a nie że to my im coś dajemy. I tak Bóg naprawdę odbiera swoją chwałę, Kościół rośnie i tam, i tu, a nasze życie i chodzenie z Jezusem, mając siódemkę dzieci, staje się wspaniałą przygodą.
 
Andrzej
 
Zobacz także
Zofia Gnyp
Jestem w Kościele od pięciu lat. Ochrzciłam się już jako osoba dorosła i, powiedzmy, dojrzała, po studiach. Chciałam zbliżyć się do Pana Boga, a Kościół jest drogą, która do Niego prowadzi. Wcześniej nie miałam żadnych z nim związków, pochodzę z rodziny niewierzącej. Wejście do tej wspólnoty było dla mnie nowym doświadczeniem.  
 
Zofia Gnyp

Kiedyś „leczył”, wyciągając rękę. Dziś w wyciągniętej dłoni ściska różaniec. Historia Staszka to opowieść o Maryi depczącej głowę węża. Jej początki – jak to zwykle bywa – były bardzo niewinne… Wszystko zaczęło się od tego, że Staszek chciał robić coś, czego nie umiał mój tata… a tata potrafił prawie wszystko – uśmiecha się Grażyna.

 

 
s. Monika Hoffmann MChr
Z niemałym lękiem pochylam się nad klawiaturą komputera by napisać choć kilka słów o Brazylii. Lęk, który być może spowodowany jest niedostateczną ciągle wiedzą o Kraju, w którym dane jest mi poświęcać kolejne dni mego misjonarskiego życia. Minął dopiero rok, a może już rok od niesamowicie zaskakującego mnie wyjazdu do Ameryki Południowej...
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー