logo
Sobota, 16 maja 2026 r.
imieniny:
Andrzeja, Jędrzeja, Małgorzaty, Szymona – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Ireneusz Mroczkowski
Publiczne fałszowanie moralności
Kwartalnik Homo Dei
 


Zafałszować moralność

Według słownika języka polskiego, fałszować można m.in. dokumenty, pieniądze, podpisy, czyjeś myśli, prawdę. Można oczywiście fałszować melodię, a więc grać lub śpiewać nieczysto (S. Skorupka, Słownik frazeologiczny języka polskiego, Warszawa 1974, t. I, s. 217). Czy można również fałszować moralność, a więc pewien styl zachowania wypływający tak z przekonań moralnych, jak i różnych wpływów społecznych? Wielu współczesnych etyków, nie mówiąc już o zwolennikach całkowitej dowolności moralnej, najprawdopodobniej uzna, że zafałszować moralność może jedynie ograniczenie jej wolnej ekspresji, wynikające czy to z braku osobistej odwagi, czy z ograniczenia wolności cywilnej.

Poszerza się przy tym obszar dowolności moralnej w życiu indywidualnym i publicznym. Jak domki z kart padają kolejne tabu, ludzie z dumą opowiadają przed kamerami o swoich słabościach, zranieniach i grzechach. Czasami wydaje się, że jedynym powodem do wstydu pozostaje jeszcze sama zdolność wstydzenia się. Artyści, którzy poprzez ukazywanie niemoralności chcą dotrzeć do mrocznych zakamarków duszy ludzkiej oraz pokazać "piekło społeczne", konkurują w środkach masowego przekazu z tabunami demaskatorów "drobnomieszczańskiej" moralności. O ile pierwsi pragną dokonać "oczyszczenia" (katharsis), o tyle drudzy demaskują tzw. obłudę społeczną. Jedni i drudzy chętnie powołują się na misję publiczną, popartą najlepiej tzw. wysoką oglądalnością czy liczbą sprzedanych książek i czasopism.

"Autorytety"

Jeśli do tego dodamy wszystkich, którzy z racji ideologicznych, politycznych czy finansowych zainteresowani są zmianą moralności innych ludzi i chętnie sięgają po współczesne metody manipulacji, to publiczny krajobraz moralny staje się bardzo zagmatwany. Stopień upublicznienia poglądów wzrasta wraz z rozwojem komunikacji społecznej. O ile za czasów Sokratesa wyrażał się on w rozmowie ludzi, potem dochodził do głosu w książce, teatrze czy w gazecie, to dzisiaj z telewizyjnego czy internetowego rynku uczynił sobie publiczny konfesjonał. Spowiednikami w tym konfesjonale nie są ani kapłani, ani nawet etycy. Chętnie tę funkcję spełniają dziennikarze, psycholodzy, różnego rodzaju "autorytety".

Duszpasterze zaś czekają w kościelnych konfesjonałach, głoszą z ambon Dekalog i Kazanie na górze, na katechizacji zmagają się z młodzieżową kontestacją moralności chrześcijańskiej, wyśmiewanej przez współczesnych idoli w rodzaju Dody czy Kuby Wojewódzkiego. Niektórzy nie wytrzymują  napięcia, brakuje im cierpliwości, ulegają złości, a może i agresji. Na fałszowanie moralności najlepszym lekarstwem jest oczywiście świadectwo, czyli pokazywanie swoim życiem prawdy moralnej. To nie oznacza, że nie trzeba wychwytywać fałszywych tonów, nie pokazywać niedostrojonych instrumentów i złych aranżacji. W dziedzinie moralności fałszywymi tonami są nieprawdziwe teorie etyczne, które usprawiedliwiają zło moralne. Nieszczęściem jest też fałszywe sumienie, które nie umie rozpoznać dobra we własnym życiu; przypomina ono niesprawny instrument muzyczny. Wreszcie język publicznego dyskursu, zamiast prowadzić do społecznej komunikacji, może się stać językiem nienawiści, zatruwającej rzeczywistość.

 
1 2 3 4 5 6 7  następna
Zobacz także
Jan Proch
Podobno kat obozu Oświęcimia tuż przed swoją śmiercią na szubienicy wykrzyczał: Chryste wybacz! Czy dosięgnie go zbawienie? Ja twierdzę, że tak, bo dowodzi tego inna szubienica – szubienica krzyża i przykład tzw. dobrego łotra. Moim zdaniem, to jedno wyznanie winy i prośba o przebaczenie – o ile była szczera i z serca pochodziła, wystarczyła...
 
Jan Proch
Eucharystia jest źródłem i zarazem szczytem całego życia chrześcijańskiego. Wynika z tego, w kwestii nas interesującej, a sformułowanej w tytule, że pytanie: "Czy warto chodzić na Mszę Świętą?" jest tożsame z pytaniem: Czy warto być chrześcijaninem? Na te pytania każdy musi sobie odpowiedzieć już sam...
 
O. Leon Knabit OSB
Wiadomo, że każdy człowiek ma swoją drogę do Pana Boga i jeśli rozumie o co chodzi - a chodzi o nawiązanie więzi, bez względu na to, czy będzie to poprzez medytację, rozważanie, rozmyślanie, bycie w obecności Bożej, to każdy ma znaleźć swoją własną drogę do modlitwy. Ktoś ładnie powiedział, że mamy się modlić tak, jak potrafimy, a nie tak, jak nie potrafimy.
 

___________________