logo
Czwartek, 26 listopada 2020 r.
imieniny:
Leona, Leonarda, Lesławy, Konrada, Delfiny, Jana – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
o. Marek Machudera OFMCap
Rabbi
materiał własny
 


W dalszej próbie dania odpowiedzi na to pytanie chciałbym opowiedzieć zasłyszaną historię o pewnym rabbim.
 
Pewnego razu żył mądry rabbi. Każdego dnia przychodziło do niego wielu ludzi. Zawierzali mu swe najróżniejsze problemy i prosili go o radę. Dla każdego miał on dobre słowo i każdemu udzielał mądrej rady. Rabbi przemawiał do ludzi długo, dodawał im przy tym swymi słowami otuchy, umacniał ich, a na koniec błogosławił ich. Kiedy się postarzał jego mowy stawały się coraz krótsze. W końcu mówił bardzo niewiele, niekiedy tylko jedno słowo i błogosławił szukających pokrzepienia.
 
Pewnego dnia odebrało rabbiemu  mowę i stał się niemym. Mimo to ludzie dalej go odwiedzali. Dalej zawierzali mu swe troski i problemy. Ponieważ rabbi nie mógł już mówić, wysłuchiwał przybyszów. Wsłuchiwał się w ich płacz, skargi i utyskiwania z powodu ciężkiego życia. Mądry rabbi podarowywał im to, co mógł - swój słuch. Wysłuchiwał ich uważnie. Był bowiem dobrym słuchaczem. Na koniec błogosławił ich.
 
Po pewnym czasie jednak stracił rabbi i słuch. Teraz nie mógł on ani mówić, ani słuchać. Ale i to nie przeszkadzało ludziom, aby go dalej odwiedzać i szukać u niego otuchy. Mimo, że mądry rabbi nie mógł już ich uraczyć mądrym słowem czy wsłuchać się ich troski, przychodzili dalej. W jaki sposób mógł rabbi być im jeszcze pomocnym? Co mógł im zaoferować? Rabbi obdarzał przybyszów swym dobrotliwym, życzliwym spojrzeniem, i błogosławił ich.
 
Pewnego dnia odebrało rabbiemu i wzrok. Mimo, że nie mógł już widzieć, ludzie przychodzili jednak dalej do niego. Nawet przychodziło ich teraz więcej.
Niemy, głuchy i teraz jeszcze niewidomy. I chociaż teraz nie mógł on już do ludzi, ani mówić, ani się im przysłuchać, ani nawet ogarnąć ich swym spojrzeniem - błogosławił ich.
 
Nadszedł jednak dzień, kiedy już nie mógł ludzi nawet błogosławić.
Teraz, kiedy już nie mógł ludziom nic więcej dać, bo bez mowy, słuchu, wzroku i nawet bez możliwości, aby ich błogosławić, zdawałoby się, że ludzie przestaną do niego przychodzić.
Oni przychodzili jednak dalej. Przychodzili i przychodzili, i przykładali swe ucho do jego serca
...
 
Smutna i tragiczna jest ta przypowieść o tym bolesnym kurczeniu się sił fizycznych i traceniu władzy zmysłów rabbiego – jego możności doświadczania człowieka i świata. I jakaż tajemnica jego woli obdarzania do końca dobrocią, każdego, kto o to prosi. Mamy w pamięci ostatnie nieme błogosławieństwo „Urbi et orbi” Jana Pawła, którego udzielił w niedziele Wielkanocną na kilka dni przed śmiercią. Nie mógł już wypowiedzieć ani słowa. Nad głowami setek tysięcy ludzi zgromadzonych przed Bazyliką w Watykanie nakreślił tylko w powietrzu znak krzyża świętego.
 
Doniesienia o uzdrowieniach przez wstawiennictwo sługi Bożego Jana Pawła II świadczą, że wierni przychodzą do niego w duchu wiary w Świętych obcowanie i doświadczają pomocy także po jego śmierci. Przekonanie o tym, że ten największy syn ziemi polskiej z nieba dalej nam błogosławi wyraził już w czasie homilii pogrzebowej kard. J.Ratzinger, jak się później okazało jego następca na tronie piotrowym: 
 
Możemy być pewni, że nasz umiłowany Papież stoi obecnie w oknie domu Ojca, spogląda na nas i nam błogosławi. Tak, błogosław nam, Ojcze Święty.”
 
Br. Marek Machudera, kapucyn
 
***
1 - Za goscniedzielny.wiara.pl
 
Zobacz także
ks. Mieczysław Piotrowski TChr.
5 lutego 1915 r. w małym austriackim miasteczku Sonntag w górach Vorarlberg , w katolickiej rodzinie, urodziła się Maria Simma. Od małego dziecka odznaczała się głęboką religijnością. Po ukończeniu szkoły ludowej pracowała przez wiele lat jako służąca. Trzykrotnie podejmowała próby wstąpienia do klasztoru, jednak za każdym razem, odmawiano jej przyjęcia, ze względu na słabe zdrowie...
 
ks. Mieczysław Piotrowski TChr.
Niezrozumiałą dla mnie sprawą jest wynoszenie świętych na ołtarze i oddawanie im czci, która należy się Bogu.
 
o. Dariusz W. Andrzejewski CSSp
Kardynał Adam Kozłowiecki – niedawno zmarły nestor polskich misjonarzy – często mawiał: "Przyjdzie moment, przyjdzie światło, ja wam powiem kiedy przyjdzie i kiedy odejdę". W przededniu śmierci ksiądz kardynał powiedział szeptem: "Już jestem gotowy. Światło jest!..." Następnego ranka Anioł przyszedł po niego i powiedział: "Kardynale, idziemy do domu!.."
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー