logo
Sobota, 08 sierpnia 2020 r.
imieniny:

Izy, Rajmunda, Seweryna, Dominika, Cypriana – wyślij kartkę

Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Dariusz Kowalczyk SJ
Racjonaliści o zmartwychwstaniu, czyli opowieści nieracjonalne
Mateusz.pl
 


Kiedy w Ogrójcu zatrzymano Jezusa, wtedy — jak lakonicznie stwierdza ewangelista Marek — opuścili Go wszyscy i uciekli (Mk 14,50). Rozczarowanie i smutek tych, którzy dostrzegli w Mistrzu z Nazaretu kogoś wyjątkowego, symbolizuje stwierdzenie uczniów idących do Emaus: A myśmy się spodziewali... (Łk 24,21). Nie minęło jednak wiele czasu, a oto — jak podają Dzieje Apostolskie — Piotr razem z Jedenastoma, ryzykując nie tylko odrzuceniem, ale przede wszystkim życiem, odważnie głosi, że ukrzyżowany Jezus jest Panem i Mesjaszem. Co takiego wydarzyło się pomiędzy zdradą Piotra, a Jego pierwszym publicznym wystąpieniem w imię Jezusa? Co sprawiło, że z garstki zalęknionych, ukrytych z obawy przed Żydami (J 20,19), uczniów uformowała się wspólnota, której członkowie poszli na cały świat, by głosić Ewangelię? Szukając odpowiedzi na to fascynujące pytanie dotykamy tajemnicy tego, co chrześcijanie głoszą od dwóch tysięcy lat jako Zmartwychwstanie.
 
Jeśli nie zmartwychwstał, to co?
 
Ci, którzy nie przyjmują ewangelicznej wersji wydarzeń, stoją przed trudnym pytaniem: Jak wytłumaczyć powstanie opowieści o Zmartwychwstałym? O czym właściwie mówią ewangelie, kiedy opisują tzw. pojawienia się zmartwychwstałego Jezusa? G. O’Collins wskazuje na cztery niechrześcijańskie koncepcje „zmartwychwstania”.
 
Nie brak autorów, którzy twierdzą, iż należy przyjąć, że Jezus nie umarł, ale popadł w swego rodzaju śmierć kliniczną, a zatem pochowano Go żywego. Na tego rodzaju pomysł wpadł m.in. H.E.G. Paulus (zm. 1851), który utrzymywał, że Jezus na krzyżu zapadł w głęboki letarg, z którego miał się przebudzić w świeżym grobie pod wpływem aromatu ziół i trzęsienia ziemi. Tę hipotezę odnajdujemy w pewnym opowiadaniu muzułmańskim, według którego Jezus uciekł do Kaszmiru, gdzie umarł dożywszy starości. W niektórych wersjach tej teorii powstały z letargu Jezus porzucił definitywnie misję wędrownego nauczyciela na rzecz ułożenia sobie życia z Marią Magdaleną. No cóż! trzeba podziwiać niekonwencjonalną wyobraźnię autorów powyższych opowieści. Poza wyobraźnią jednak oraz ideologicznym założeniem, że ewangelie nie mówią prawdy o Jezusie, opowieści te nie opierają się na żadnych naukowych podstawach. Trzeba przede wszystkim zauważyć, że w samym Nowym Testamencie nie znajdują się żadne dane, które w najmniejszym stopniu mogłyby nasuwać przypuszczenie, iż Jezus został pogrzebany żywy. Ewangelie, listy i Dzieje apostolskie świadczą zgodnie, że Chrystus umarł na krzyżu. Również najwcześniejsze, niechrześcijańskie wzmianki o Jezusie, jak Józefa Flawiusza czy też Tacyta, potwierdzają to przekonanie. Z hipotezy letargu drwił sobie nawet D.F. Strauss (zm. 1874), który nota bene sam sformułował wiele zarzutów przeciwko historyczności ewangelii. Wskazując na stan człowieka, który — po ukrzyżowaniu — budzi się z pozornej śmierci, Strauss stwierdził : Jest niemożliwe, aby jakaś na wpół żywa istota wydobyta z grobu, która — słaba i ranna — ledwo powłóczy nogami, potrzebująca opieki lekarskiej, opatrzenia, wzmocnienia i pocieszenia, mogła sprawić na uczniach wrażenie kogoś, kto zwyciężył śmierć [...], co więcej, jest Panem Życia; a takie właśnie wrażenie, legło — co trzeba podkreślić — u podstaw ich przyszłej działalności. Teoria pozornej śmierci Jezusa nie tłumaczy motywów, jakimi kierowali się Apostołowie głosząc, że Bóg wskrzesił Jezusa, który miał już nigdy nie umrzeć (por. Dz 13,34). Tym bardziej nie wyjaśnia ich gotowości na męczeńską śmierć.
 
Inne tłumaczenie chrześcijańskiej wiary w Zmartwychwstałego polega na odwoływaniu się do starożytnych mitów o boskich istotach, które umarły, ale powróciły do życia. Ewangeliczne świadectwa o Jezusie zmartwychwstałym byłyby jedynie nową wersją starych opowieści o losach bogów i półbogów. Niewątpliwe zasługi ma na tym polu J.G. Frazer, autor słynnej „Złotej gałęzi”. Jednym z mitów poddających w wątpliwość oryginalność relacji ewangelistów o Chrystusie miałby być mit o Adonisie. Był to piękny młodzieniec, ukochany przez Afrodytę. Adonis często wybierał się na polowanie. Niestety, pewnego dnia zginął poszarpany przez dzika. Zrozpaczona bogini poprosiła Zeusa, aby dusza jej kochanka, przyobleczona w ciało, powracała na ziemię. I tak Adonis pół roku spędzał z Afrodytą, a na kolejne sześć miesięcy wracał do Hadesu. Adonisowi oddawano część boską. Ośmiodniowe święto Adonitów było zarazem smutne i wesołe. Przez pierwsze cztery dni opłakiwano jego śmierć nad sztucznym grobem, w którym leżała drewniana figura, a przez następne cztery obnoszono jego posągi głosząc zmartwychwstanie młodzieńca. Po domach ustawiano „ogródki Adonisa”, wazoniki z roślinami, które, jak rzeżucha, szybko wschodzą i prędko więdną — symbol przemijającej młodości.... Czy podobieństwa pomiędzy powyższą legendą a historią Jezusa są rzeczywiście tak uderzające, że pozwalają na odpowiedzialne utrzymywanie tezy, iż autorzy Nowego Testamentu byli m.in. zainspirowani mityczną postacią Adonisa? Myślę, że byłoby tak tylko wtedy, gdybyśmy zapomnieli o istotnych różnicach pomiędzy Chrystusem i Adonisem. W przypadku tego ostatniego nie ma żadnych, w przeciwieństwie do Jezusa z Nazaretu, przesłanek pozwalających przypuszczać, że kiedykolwiek istniał. Czciciele Adonisa nigdy nie widzieli w nim swego Zbawiciela, dzięki któremu mieliby nadzieję na życie wieczne. Powroty Adonisa z Hadesu miały charakter cykliczny. Zmartwychwstanie Jezusa było zaś wydarzeniem jednorazowym: zwycięstwem nad śmiercią odniesionym raz na zawsze. Adonisowi nigdy nie przypisywano preegzystencji; Jezusa zaś rozumiano jako odwieczne Słowo Ojca. Ponadto nie ma żadnych śladów, które wskazywałyby, że w I wieku w Palestynie znane były mity o zmartwychwstałych bóstwach. Zwolennicy wyjaśniania chrześcijaństwa poprzez odwoływanie się do starożytnych mitów (metoda ewolucyjno–porównawcza) ulegali niejednokrotnie swoistemu schematyzmowi, kiedy wszelkie, najmniejsze podobieństwa traktowali jako świadectwo ścisłej zależności. „Tymczasem były to często tylko podobieństwa w zewnętrznych rysach danych zwyczajów, które poza tym — jak zauważa J. Lutyński — mogły posiadać zupełnie odrębny charakter”.
 
1 2 3  następna
Zobacz także
Ewelina Drela
Poruszanie tematu pobożności, czy dewocji, zawsze jest dość niebezpieczne. Robiąc to, narażamy się na krytykę, być może nawet agresję zarówno ze strony osób niewierzących, jak też "wierzących za bardzo". Czy zatem lepiej przemilczeć pewne kwestie? Nie wypowiadać się, udając, że ich nie ma? Bynajmniej.
 
Jakub Kołacz SJ
Śpiewane w naszych kościołach od przeszło trzech wieków nabożeństwo Gorzkich żali jak żadna inna modlitwa przenosi nas duchowo tysiące lat wstecz do Jerozolimy, w której przebywał razem ze swymi uczniami znany wszystkim w tamtych czasach Nauczyciel z Nazaretu. Niewiele wcześniej wjechał do miasta na osiołku, a Jego przybycie spontanicznie zamieniło się w manifestację uwielbienia dla Boga, który nawiedził swój lud.
 
Nikodem Bończa-Tomaszewski
Rozhisteryzowane masy spowite czarnym dymem kadzideł, fontanny krwi, fanatyczni wojownicy, pogromy i rzezie, rozbudzony chciwością kler, grabieże... Taki właśnie obraz krucjat pozostawili nam Wolter, Monteskiusz i Gibon. Obecny obraz krucjat to rodzaj karykaturalnego horroru albo nawet średniowiecznego holocaustu. Religijność krucjat postrzegana jest współcześnie jako pomieszanie dewocji z żądzą mordu...
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー