logo
Niedziela, 27 września 2020 r.
imieniny:
Damiana, Mirabeli, Wincentego, Stanisława – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
skrzynka intencji
 
___________________
 
 reklama
 
Czy aż siedem razy?
 
Są takie fragmenty Ewangelii, które wydają się być specjalnie dedykowane dla małżonków, mimo że na pierwszy rzut oka wcale nie dotyczą małżeństwa.
 
W dzisiejszym fragmencie święty Piotr pyta Pana Jezusa ile razy ma przebaczyć swemu bratu, gdy ten zawini względem niego – czy aż siedem razy? W odpowiedzi słyszy: Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy (Mt 18,22).
 
Liczby te mają oczywiście znaczenie symboliczne – te siedemdziesiąt siedem razy mamy raczej rozumieć jako „nieskończenie wiele razy”. Mamy rozumieć, ze należy przebaczać – zawsze. Nie tylko wtedy gdy jest to łatwe, ale także wtedy, gdy jest to trudne. Bo nawet w wybaczaniu mamy się starać być podobnymi do Boga – który nam przebacza nasze grzechy.
 
No dobrze, ale gdzie tu mowa o małżeństwie?
 
Kiedy szykowałam się do ślubu, od różnych znajomych słyszałam mnóstwo rad i wskazówek na temat tego, co mnie czeka. Ci, którzy mieli za sobą względnie niewielki staż małżeński ostrzegali, że mimo iż teraz wszystko wydaje się piękne, to w małżeństwie często pojawiają się kryzysy. Z kolei ci, którzy mieli za sobą już naprawdę wiele lat małżeńskiego życia uśmiechali się i mówili, że najważniejsze, to po prostu kochać siebie nawzajem.
 
Prawda jest taka, że w małżeństwie jest naprawdę wiele okazji aby zawinić wobec małżonka. I wcale nie musi chodzić o jakieś poważne sprawy. W małżeństwie ma się bardzo wiele okazji do różnych drobnych przewinień – ktoś powie o kilka słów za dużo, czegoś nie zrobi, pozwoli żeby zwyciężył jego egoizm, o czymś nie pomyśli, czegoś nie doceni… Kiedy się spędza razem dużo czasu, kiedy się dzieli nie tylko radości, ale też smutki i kłopoty, kiedy troski życia codziennego nas przygniatają, bardzo łatwo jest zrobić coś nie tak. Bardzo łatwo jest zawinić wobec męża, żony.
 
Takie drobne przewinienia tylko z pozoru są drobne. Bo jeśli będzie ich dużo, jeśli zaczną się nawarstwiać, to skutek może być poważny. Takie drobne przewinienie jest jak mały kamyk w bucie – niby mały, niby wielkiej krzywdy nie zrobi, ale jednak idzie się coraz ciężej, człowiek jest coraz bardziej poirytowany i ostatecznie może – z powodu takiego drobiazgu – nie dojść do celu.
 
I tu właśnie przychodzi czas na naukę Pana Jezusa – że trzeba przebaczać, nie aż siedem razy, ale aż siedemdziesiąt siedem razy. Na tym między innymi polega miłość.
 
Chociaż ludziom w dniu ślubu często wydaje się, że ich mąż czy żona są ideałami, to jednak prawda jest taka, ze człowiek jest grzeszny i będzie grzeszył aż do śmierci. A tam, gdzie zaczyna się grzech – tam bardzo łatwo jest coraz bardziej się pogrążać. Jedynym ratunkiem przed tym pogrążaniem się jest właśnie proszenie o wybaczenie i samo przebaczanie. Jedynie tym jesteśmy w stanie uciąć ciąg kolejnych przewinień, które zaczynają się od głupstwa, a kończą bardzo poważnie.
 
Myślę, że wśród różnych słów, których nie cierpi diabeł są właśnie słowa „przepraszam” i „przebaczam”. Słowo „przepraszam” zawraca nas ze złej drogi, a słowo „przebaczam” czyni nas odrobinę bardziej świętymi – bo pokonujemy nasze poczucie krzywdy, przestajemy mieć poczucie wyższości z powodu bycia „tym dobrym” – w przeciwieństwie do tego, kto zawinił wobec nas, a zbliżamy się do Pana Boga – który nam przebacza nasze przewinienia. Nie tylko siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.
 
Agnieszka Ruzikowska
at6626.34@gmail.com

***


Twój sługa Jacek, o Panie,
Nad wszystko Ciebie miłował,
A Tyś go posłał z rozkazem
Głoszenia Dobrej Nowiny.

Dla Ciebie szedł poprzez rzeki
I stepy słońcem palone;
Dla Ciebie trudy ponosił,
Szukając dusz zapomnianych.

Żarliwe serce mu dałeś,
Spragnione łaski dla świata,
A jego słowa płonęły
Miłością Ciebie i ludzi.

Nie pragnął innej nagrody
Jak tylko Ciebie samego
I rąk najczulszych opieki
Maryi, Matki niebieskiej.

Jak szukał niegdyś ratunku
Na własnym płaszczu żeglując,
Niech dziś przeprawi nas pewnie
Na brzeg wieczystej ojczyzny.

Niech Tobie, Ojcze i Synu,
I Duchu, Dawco pociechy,
Na zawsze będzie podzięka
Za tak możnego patrona. Amen.

 ***
 

Z dzieła 'Życie i cuda świętego Jacka, spisane przez Stanisława z Krakowa, lektora Zakonu Kaznodziejskiego'

(Wyd. L. Ćwikliński, MHP, IV, 1961, s. 841-894)
Oświecił serca Polaków światłem wiary

"Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką". Stwórca wszechświata na początku tworząc niebo i ziemię, pozostawił ciemności nad bezmiarem wód. I rzekł: "Niechaj się stanie światłość. I stała się światłość". I w ten sposób Bóg oświecił świat. A to, co uczynił u początku, dokonał też i przez błogosławionego Jacka. On, niby promień nowego słońca, rozproszył w Polsce ciemności grzechu, a serca Polaków oświecił światłem wiary. Światło dzienne przynosi ulgę w cierpieniach, budzi śpiących, każe śpiewać ptakom, a dzikie zwierzęta zapędza do ich kryjówek. Tak i święty Jacek, wysłany do Polski przez błogosławionego Dominika, wyzwolił Polaków z występków, obudził ich z uśpienia, skierował ku niebu i oswobodził z władzy szatana.

Imię Jacek wywodzi się ze słowa hiacynt, które oznacza zarówno kwiat, jak i szlachetny kamień. Oba te znaczenia dobrze się odnoszą do błogosławionego Jacka. Hiacynt bowiem jest rośliną o purpurowym kwiecie, Jacek zaś był w pokorze serca jak roślinka, co nie wystrzela wysoko w górę, był jak kwiat czysty i zdobny dobrowolnym ubóstwem. A szlachetny kamień tej samej nazwy, o blasku czerwieni, jest podobny do złota i jak złoto trwały. Tak i błogosławiony Jacek jaśniał światłością życia i głoszeniem Ewangelii, niezłomny w szerzeniu katolickiej wiary. Tak więc się tłumaczy znaczenie tego imienia.

Błogosławiony Jacek surowość życia przejął jak ze źródła od świętego Dominika. Odznaczał się bowiem pokorą serca, dziewiczą czystością, gorącą miłością Boga i bliźnich; była ona tak wielka, że widok strapionych i płaczących wyciskał z jego oczu strumienie łez i z płaczem błagał dla nich o zmiłowanie Boże. Miał zwyczaj spędzać noce w kościele i rzadko kiedy udawał się na spoczynek, a zmęczony czuwaniem, kładł się na kamieniu przed ołtarzem lub na ziemi i tak odpoczywał, a ciało swoje co noc aż do krwi chłostał. W piątki oraz w wigilie błogosławionej Dziewicy i Apostołów pościł o chlebie i wodzie, a wszystkie chwile swojego życia Bogu poświęcał. Zawsze bowiem oddawał się czy to nauce, czy głoszeniu słowa Bożego, czy słuchaniu spowiedzi, czy modlitwie lub też nawiedzaniu chorych i tak słowem i przykładem budował bliźnich.

W przeddzień uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny święty Jacek modlił się przed Jej ołtarzem w kościele swojego zakonu w Krakowie i gdy tak we łzach i modlitewnym uniesieniu rozważał Jej radosne i cudowne Wniebowzięcie, ujrzał wielkie światło spływające na ołtarz. Zbliżyła się do niego błogosławiona Dziewica i rzekła: "Synu mój, Jacku, raduj się, albowiem twoje modlitwy miłe są mojemu Synowi i Zbawicielowi i o cokolwiek będziesz prosił za moją przyczyną, to otrzymasz". To rzekłszy, wśród świateł i chórów anielskich odeszła do nieba. A święty mąż Jacek, pocieszony tym objawieniem, z ufnością wypraszał u Boga to, czego pragnął.

***

Człowiek pyta:

Czyż Mesjasz przyjdzie z Galilei? Czyż Pismo nie mówi, że Mesjasz będzie pochodził z potomstwa Dawidowego i z miasteczka Betlejem?
J 7, 41-42

***

KSIĘGA III, O wewnętrznym ukojeniu
Rozdział XXVIII
PRZECIWKO JĘZYKOM OSZCZERCÓW
 
1. Synu, nie martw się, jeżeli ktoś źle o tobie myśli albo jeśli mówi rzeczy, których słuchać ci niemiło. Ty sam powinieneś myśleć o sobie jeszcze gorzej i pamiętać, że jesteś słabszy od innych. Kiedy zagłębisz się w siebie, nie będziesz zwracał uwagi na jakieś tam ulotne słowa. Wielka to mądrość milczeć w złym momencie, a w głębi zwracać się ku mnie i nie wpadać w popłoch z powodu czyjejś opini.

2. Niech twój wewnętrzny pokój nie będzie zależny od mowy ludzi, bo czy dobrze, czy źle cię osądzą, nie staniesz się przez to innym człowiekiem. Gdzież jest pokój prawdziwy i prawdziwa chwała? Czyż nie we mnie? Komu nie zależy na tym, żeby się podobać ludziom, i kto nie boi się im nie podobać, osiągnie wielki pokój. Wszelki niepokój serca i rozrywki zmysłowe pochodzą z miłości nieopanowanej i z lęków próżności.

 

Tomasz a Kempis, 'O naśladowaniu Chrystusa'

Patron Dnia


Św. Wincenty a Paulo, kapłan

Św. Wincenty urodził się w Południowej Francji w roku 1581 w ubogiej rodzinie wieśniaczej. Po odpowiednim przygotowaniu, został kapłanem w roku 1600. Pięć lat później został uprowadzony przez piratów i przez lata pozostawał w niewoli w Tunisie. Wróciwszy do Francji był kolejno proboszczem, kapelanem rodziny Gondich i głównym duszpasterzem galerników. Poznawszy nędzę duchową i materialną szerokich mas ludu, założył zgromadzenie księży misjonarzy i sióstr miłosierdzia. Ponadto założył cały szereg stowarzyszeń osób świeckich, które pod jego kierunkiem starały się zaradzić rozmaitym potrzebom społecznym. W celu podniesienia poziomu życia wewnętrznego duchowieństwa, wprowadził zwyczaj rekolekcji przed święceniami i zakładał seminaria duchowne pod kierownictwem księży misjonarzy. Umarł w Paryżu 27 września 1660 roku. Leon XIII ogłosił go patronem wszystkich dzieł miłosierdzia na całym świecie.

jutro: św. Wacław

wczoraj
dziś
jutro