logo
Niedziela, 27 września 2020 r.
imieniny:
Damiana, Mirabeli, Wincentego, Stanisława – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
skrzynka intencji
 
___________________
 
 reklama
 
Powołanie
 
Zachęcam was ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, jakim zostaliście wezwani, z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości (Ef 4,1).

Można się trochę zdziwić, gdy się przeczyta że święty Paweł pisze o „znoszeniu siebie nawzajem”. Znosić kogoś – to brzmi tak mało sympatycznie, oznacza bowiem „wytrzymywać”, czy „tolerować” i mało kojarzy się z miłością. A przecież właśnie o miłości pisze święty Paweł.

Choć różne są powołania i do każdego z nich te słowa się odnoszą, to pierwszym rodzajem powołania, które przyszło mi na myśl, gdy je przeczytałam było powołanie małżeńskie.

W małżeństwie bowiem – jak nigdzie indziej – trzeba siebie „znosić”. Ksiądz zawsze może liczyć na to, że przeniosą go do innej parafii, zakonnik – że zmieni dom klasztorny, a w małżeństwie – na nic takiego liczyć nie można. Pozostaje tylko „znosić się” do końca życia.

Jak więc pogodzić miłość z tym „znoszeniem się”?

Może nam się czasem wydawać, że miłość to taki cudowny stan, kiedy człowiek jest cały czas radosny, wszystko wydaje mu się piękne i w ogóle widzi świat przez różowe okulary. Tymczasem miłość jest dużo bardziej złożona. Owszem  - jest piękna i potrafi opromienić swoim pięknem także inne rzeczy. Z miłości zdobywamy się na coś, na co nie zdobylibyśmy się bez niej. Ale miłość bywa też trudna. Wtedy kiedy uprzytomnimy sobie, że człowiek, którego kochamy ma wady, kiedy nas zrani, kiedy zachowa się nie tak jak byśmy chcieli. Mamy wtedy ochotę wybuchnąć gniewem, obrazić się, przestać się odzywać, uciec… Ale miłość na to nie pozwala – każe wybaczyć (i to nie siedem lecz aż siedemdziesiąt siedem razy), wyciągnąć rękę, zrewidować swoje oczekiwania. Miłość nie pozwala na to, bo „miłość wszystko znosi” jak możemy przeczytać w hymnie o miłości. I to jest w miłości naprawdę piękne choć jednocześnie bardzo trudne. 

„Znoszenie się” o którym pisze święty Paweł ma jeszcze bardzo ważny aspekt – jest znoszeniem się NAWZAJEM. Nie jest tak, że tylko my jesteśmy tacy szlachetni i wykazujemy się cierpliwością i miłosierdziem w stosunku do bliźnich. Inni ludzie również muszą się wykazać tym samym w stosunku do nas. 

I bez względu na to do czego konkretnie powołuje nas Pan Bóg, każde powołanie będzie miało ten wspólny mianownik – z jednej strony mamy okazywać miłość innym właśnie poprzez cierpliwe znoszenie ich, a z drugiej – musimy mieć świadomość, że i inni muszą znosić nas. 
 

Agnieszka Ruzikowska
at6626.34@gmail.com 

 
***

Bóg ozdobił ciebie chwałą,
Znakiem swojej łaskawości,
Który niesie przebaczenie.

Jako celnik, swe bogactwa
Gromadziłeś zatroskany,
Ale Chrystus ciebie wezwał,
Byś osiągnął skarby w niebie.
Rozgorzało twoje serce,
Więc za Mistrzem śpieszysz wiernie
I przyjmujesz Go w swym domu,
By się stać mieszkańcem nieba.

Zbierasz wszystko, co powiedział
I co czynił Syn Dawida,
By na piśmie to przekazać
Światu jako pokarm łaski.
Gdy Chrystusa głosisz światu,
Na świadectwo krew przelewasz,
Twą ofiarą pragniesz bowiem
Dać dowody swej miłości.

Męczenniku, Apostole
I Ewangelisto święty,
Daj nam w niebie śpiewać z tobą
Ku Chrystusa wiecznej chwale. Amen.
***
 
Homilia św. Bedy Czcigodnego, kapłana
(Homilia 21)
Jezus, spojrzawszy na Mateusza, zmiłował się nad nim i powołał go 
 
"Jezus ujrzał człowieka siedzącego przy cle imieniem Mateusz i rzekł do niego: Pójdź za Mną". Zobaczył nie tyle oczyma ciała, ile wejrzeniem serdecznego miłosierdzia. Zobaczył celnika, a ponieważ było to spojrzenie zmiłowania i wyboru, rzekł do niego: "Pójdź za Mną". Powiedział: "Pójdź za Mną", to jest: naśladuj Mnie. Powiedział: Pójdź, nie tyle w znaczeniu wspólnego wędrowania, ile naśladowania obyczajów. "Kto bowiem twierdzi, że trwa w Chrystusie, powinien postępować tak, jak On postępował". 
 
"On wstał - powiada Ewangelia - i poszedł za Nim". Nic dziwnego, że na głos Pański celnik natychmiast porzucił ziemskie korzyści, wzgardził bogactwami i przylgnął do Tego, o którego ubóstwie wiedział dobrze. W rzeczywistości bowiem Pan, który zewnątrz powołał słowem, wewnątrz niewidzialnym natchnieniem pociągnął do pójścia za sobą. Światłem łaski duchowej oświecił umysł, dzięki czemu celnik zrozumiał, iż Ten, który odwołał go od dóbr doczesnych, ma moc dać mu w niebie niezniszczalne bogactwa. 
 
"Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami". Nawrócenie jednego celnika ukazało drogę pokuty i przebaczenia dla wielu celników i grzeszników. Ten, który później miał się stać apostołem i nauczycielem narodów, wiedziony wzniosłym i nieomylnym przeczuciem, już na początku swego nawrócenia pociągnął na drogę zbawienia rzeszę grzeszników; od samego zarania swej wiary podjął zadanie głoszenia Ewangelii, które w miarę postępowania w cnotach, miał wypełnić później. Jeśli zechcemy dotrzeć do głębszego znaczenia tych wydarzeń, zauważymy, że Mateusz nie tylko w ziemskim swoim domu przygotował Panu ucztę dla ciała, ale przez wiarę i miłość o wiele przyjemniejszą w przybytku swego serca. O takiej uczcie mówi sam Jezus: "Oto stoję u drzwi i kołaczę, jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną". 
 
Aby Go przyjąć, otwieramy drzwi na głos Jego wezwania. Dzieje się to wtedy, gdy chętnie dajemy posłuch Jego wewnętrznym lub zewnętrznym napomnieniom, kiedy wprowadzamy w czyn to, co poznaliśmy jako zadanie do spełnienia. Przychodzi, aby wieczerzać z nami, a my z Nim, bo przez łaskę swej miłości zamieszkuje w sercach wybranych, umacniając ich zawsze światłem swej obecności. Dzięki temu postępują ustawicznie w pragnieniach niebieskich, a On posila się nimi niby najwyborniejszym pożywieniem. 

***

Człowiek pyta:

Skąd Ty jesteś?
J 19,9

***

Czy może kogoś nie przerazić myśl, że źli chrześcijanie zostaną wyrzuceni w zewnętrzne ciemności, czyli do piekła, gdzie będą płakać i zgrzytać zębami, zaś bałwochwalcy i poganie, którzy nie znali Jezusa, przeciwnie – otworzą oczy, porzucą drogę prowadzącą na potępienie, wejdą na łono Kościoła i zajmą miejsce złych chrześcijan, którzy w swoim zaślepieniu pogardzili Bożymi łaskami?

św. Jan Maria Vianney, O szczęściu zbawionych i karze piekielnej

***

KSIĘGA III, O wewnętrznym ukojeniu
Rozdział XLII. 
O TYM, ŻE POKOJU DUCHA NIE MOŻNA OPIERAĆ NA LUDZIACH

1. Synu, jeżeli twój pokój ducha uzależniasz od jakiegoś człowieka, sądząc, że podobnie jak ty myśli i żyje, zawsze będziesz niespokojny i uwikłany. A jeśli opierasz się na trwałej i wiecznie żywej prawdzie, nie zasmucisz się, gdy przyjaciel odejdzie od ciebie albo umrze Hbr 7,25.24. Na mnie niech się opiera nawet przyjaźń i tylko przeze mnie kochaj tego, kto ci się zdaje dobry i bliski w tym życiu.

Beze mnie przyjaźń nie ma pełnej wartości i trwać nie może, nie ma prawdziwej i czystej miłości, której ja nie połączę. Dla takich uczuć ludzkich masz umrzeć, tak abyś, o ile to od ciebie zależy, pragnął żyć w ogóle z dala od ludzi.

O tyle człowiek zbliża się do Boga, o ile oddala się od wszelkiego ziemskiego pocieszenia. I o tyle wyżej wzlata ku Bogu, o ile głębiej schodzi w siebie i sam sobie wydaje się nędzarzem.

2. Kto zaś sobie przypisuje coś dobrego, sam kładzie przeszkodę na drodze łaski Bożej, bo łaska Ducha Świętego zawsze szuka pokornego serca. Gdybyś umiał w sposób doskonały unicestwić siebie i opróżnić duszę z wszelkich przywiązań, wówczas łaska moja musiałaby spłynąć na ciebie.

Gdy patrzysz na stworzenia, zasłaniasz sobie obraz Stworzyciela. Ucz się ciągle przezwyciężać siebie dla Stwórcy, wtedy staniesz się zdolny osiągnąć poznanie rzeczy Bożych. Nawet najmniejsza rzecz, jeśli ją kochasz i patrzysz na nią bez względu na mnie, plami cię i oddala od najwyższego dobra.

Tomasz a Kempis, 'O naśladowaniu Chrystusa'

***

Odwiedzaj krewnych i przyjaciół w szpitalu. Choćby na parę minut.
H. Jackson Brown, Jr. 'Mały poradnik życia'

Patron Dnia


Św. Wincenty a Paulo, kapłan

Św. Wincenty urodził się w Południowej Francji w roku 1581 w ubogiej rodzinie wieśniaczej. Po odpowiednim przygotowaniu, został kapłanem w roku 1600. Pięć lat później został uprowadzony przez piratów i przez lata pozostawał w niewoli w Tunisie. Wróciwszy do Francji był kolejno proboszczem, kapelanem rodziny Gondich i głównym duszpasterzem galerników. Poznawszy nędzę duchową i materialną szerokich mas ludu, założył zgromadzenie księży misjonarzy i sióstr miłosierdzia. Ponadto założył cały szereg stowarzyszeń osób świeckich, które pod jego kierunkiem starały się zaradzić rozmaitym potrzebom społecznym. W celu podniesienia poziomu życia wewnętrznego duchowieństwa, wprowadził zwyczaj rekolekcji przed święceniami i zakładał seminaria duchowne pod kierownictwem księży misjonarzy. Umarł w Paryżu 27 września 1660 roku. Leon XIII ogłosił go patronem wszystkich dzieł miłosierdzia na całym świecie.

jutro: św. Wacław

wczoraj
dziś
jutro