logo
Poniedziałek, 17 stycznia 2022 r.
imieniny:
Antoniego, Henryki, Mariana, Rościsława  – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
skrzynka intencji
 
___________________
 
 reklama
 
Z niedzielnej Ewangelii
2. Niedziela po Bożym Narodzeniu, rok C

“...Na początku było Słowo (...)
Przyszło do swojej własności,
a swoi Go nie przyjęli...” (J 1, 1.11)

Prawo własności jest dla ciebie najważniejsze. Moje. Mieszkanie, samochód, pieniądze, czas. Moje. Nikt inny nie ma do tego prawa. Nikt inny nie może tym dysponować bez twojej zgody. Nikt się nie może do tego wtrącać. Co moje to nie rusz.

"...Na początku było Słowo (...)
Przyszło do swojej własności,
a swoi Go nie przyjęli...”

Prawo własności jest dla ciebie najważniejsze. Przyjmujesz takich gości, którzy to uszanują. Przyjaciół chcesz mieć takich, którzy to rozumieją. Tolerujesz żebraków, którzy nie są nachalni. Podzielisz się tylko z tymi, którzy wiedzą, że nie musiałeś dać. Odwracasz się plecami od tego, kto żąda.

“...Na początku było Słowo (...)
Przyszło do swojej własności,
a swoi Go nie przyjęli...”

Prawo własności jest dla ciebie najważniejsze. Dobrze. I tylko taki jeden drobiazg: że tak naprawdę, to nie jest twoje. Nic nie jest twoje na zawsze. Bóg ci wypożyczył świat na lat kilkadziesiąt. Wydzierżawił. Wszystko kiedyś oddasz. Nie tylko: ze wszystkiego przyjdzie się rozliczyć. Przede wszystkim z tego, że nie znalazłeś dla Niego miejsca. Nie otwarłeś drzwi, kiedy chciał przyjść. Do swojej własności...

“...Wszystkim tym jednak, którzy Go przyjęli
dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi...”

Bogumiła Szewczyk
bog-szew@wp.pl
 
***

Mowa pochwalna św. Grzegorza z Nazjanzu, biskupa, 
na cześć św. Bazylego Wielkiego
 
Mowa 43, 15. 16-17. 19-21)
Byliśmy jakby jedną duszą w dwóch ciałach
 
Wówczas to właśnie nie tylko ja sam z uszanowaniem traktowałem mojego wielkiego Bazylego, widząc powagę jego obyczajów i dojrzałość umysłu, lecz także skłaniałem do podobnego zachowania się i innych młodzieńców, którzy go jeszcze nie znali. Bo u wielu, którzy już przedtem o nim słyszeli, od razu budził szacunek.

Cóż z tego wynikło? Chyba tylko on jeden spośród wszystkich przebywających na studiach uniknął powszechnego obrzędu wprowadzenia; uznano bowiem, że należy mu się więcej czci niż zwykłemu nowicjuszowi. To był początek naszej przyjaźni. Stąd wytrysła iskra naszego płomiennego uczucia; tak związała nas wzajemna miłość. 

Gdy zaś po pewnym czasie wyznaliśmy sobie nasze wspólne pragnienie, by szukać właściwej filozofii życia, odtąd staliśmy się dla siebie wszystkim, żyjąc pod jednym dachem, dzieląc jeden stół, jako nierozłączni przyjaciele. Mieliśmy oczy zwrócone na jeden cel i stale rozwijaliśmy w sobie nawzajem nasze dążenie, tak by się stawało coraz gorętsze i mocniejsze. 

Wiodły nas jednakowe nadzieje co do przedmiotu budzącego zwykle najwięcej zawiści; mam tu na myśli sztukę wymowy. Jednak zawiści nie było, współzawodnictwo zaś traktowaliśmy poważnie. A walczyliśmy obaj nie o to, kto będzie miał pierwszeństwo, lecz kto ma drugiemu ustąpić, gdyż każdy z nas uważał sławę drugiego za własną.

Mogło się wydawać, że obaj mamy jedną duszę, która podtrzymuje dwa ciała. I jeżeli nie należy wierzyć tym, którzy mówią, że wszystko zawiera się we wszystkim, to tym bardziej wierzyć nam, że jeden był w drugim i obok drugiego. 

Obaj mieliśmy jeden cel: uprawianie cnoty, życie dla przyszłych nadziei i oderwanie się od tego świata, zanim z niego odejdziemy. Wpatrzeni w ten cel, kierowaliśmy według niego naszym życiem i wszystkimi uczynkami, prowadzeni w ten sposób Boskim przykazaniem, doskonaląc się wzajemnie w cnocie, i jeżeli to nie za wielkie słowa, byliśmy dla siebie wzorem i normą, za pomocą których rozróżnia się dobro od zła. 

Chociaż więc inni noszą różne imiona czy to po ojcu, czy własne, od swych zawodów lub czynów, to my uważaliśmy za wielki zaszczyt i wielkie imię być i nazywać się chrześcijanami.

 

***

 

Człowiek pyta:

Po cóż służyć Wszechmogącemu? Co da nam modlitwa do Niego? Czyż w ich rękach nie ma szczęścia, choć ich myśli od Niego daleko? Czy często gaśnie lampa niewiernych, czy na nich klęska spada? Gniew Boży rujnuje nieprawych? Czyż są podobni do słomy na wietrze lub do plew pędzonych przez wicher?
Hi 21:15-18

 

***

 

KSIĘGA III, O wewnętrznym ukojeniu
Rozdział XXV NA CZYM POLEGA TRWAŁY POKÓJ I PRAWDZIWA DOSKONAŁOŚĆ
 

1. Synu, powiedziałem kiedyś: Pokój zostawiam wam, pokój mój wam daję, nie tak, jak daje świat, ja wam daję J 14,27. Wszyscy pragną pokoju, ale nie wszyscy troszczą się o to, od czego zależy pokój prawdziwy.

Mój pokój jest dla pokornych i cichego serca. Twój pokój będzie w wielkiej cierpliwości. Jeśli mnie posłuchasz i pójdziesz za moimi słowami, zdobędziesz pokój bez granic. A więc co mam czynić?

W każdej sytuacji uważaj na to, co robisz i co mówisz, i skup się na tym szczególnie, aby mnie się tylko podobać, oprócz mnie zaś niczego więcej nie pragnij i nie szukaj. Nie sądź pochopnie cudzych słów i postępków, nie mieszaj się do tego, czego ci nie zlecono, a nie zaznasz wcale niepokoju albo go umniejszysz.

2. Bo nigdy nie poczuć niepokoju, bólu serca czy udręki ciała - to już nie byłoby życie doczesne, ale stan wiecznego odpoczywania. Nie myśl więc, że osiągnąłeś pokój prawdziwy, skoro nic ci nie dolega, że wszystko jest w porządku, skoro nie masz przed sobą żadnego przeciwnika; nie na tym polega doskonałość, że wszystko dzieje się według twojej woli.

Nie sądź też, że to coś wielkiego albo, że jesteś szczególnie wybrany, jeżeli odczuwasz wielką pobożność i ukojenie, bo nie po tym poznaje się, że ktoś prawdziwie kocha dobro, nie na tym polega rozwój duchowy ani doskonałość człowieka.

3. Na czym więc, Panie? Na tym, aby ofiarować siebie z całego serca woli Bożej, nie szukając zysku ani w małym, ani w wielkim 1 Kor 13,5, ani w czasie, ani w wieczności, tak, że z jednakową wdzięcznością trwać będziesz i w powodzeniu, i pośród trudności, wszystko ważąc na jednej szali.

Gdybyś stał się tak silny i niezachwiany w nadziei, że nawet bez wewnętrznej pociechy przygotowywałbyś się w sercu do zniesienia jeszcze cięższych rzeczy i nie żaliłbyś się sądząc, że nie zasłużyłeś na tak wielkie cierpienie... ale w każdej sytuacji mnie przypisywałbyś sprawiedliwość i chwałę, wówczas wszedłbyś na drogę wiodącą wprost do prawdziwego pokoju i nieomylnie mógłbyś się spodziewać, że będziesz mnie oglądać w chwale twarzą w twarz Hi 33,26. Jeżeli dojdziesz do pełnego odrzucenia swojego ja, bądź pewien, że wówczas będziesz zażywał tyle pokoju Ps 72(71),7, ile to możliwe w tym twoim kruchym ziemskim mieszkaniu.

 

Tomasz a Kempis, 'O naśladowaniu Chrystusa'

***

JA

Gdyby szatan na chwilę mógł wynijść sam z siebie,
Toby w tej samej chwili już ujrzał się w niebie.

Adam Mickiewicz

***

Czy zrzuci cię życie, czy koń, wsiadaj z powrotem.

H. Jackson Brown, Jr. 'Mały poradnik życia'  

Patron Dnia



św. Antoni
 
opat


Św. Antoni urodził się w Kome w Górnym Egipcie w roku 251. Jego rodzice byli bogatymi i cnotliwymi chrześcijanami. Rozdawszy swoje majętności biednym, młody człowiek udał się na pustkowie. Żył tam przez wiele lat jako eremita, heroicznie umartwiając się i poświęcając milczeniu, modlitwie i pracy fizycznej. Po dwudziestu latach ciężkich pokus i walk z szatanem rozgłos świętości i cudów oraz siła jego przykładu i sława ściągnęły do niego setki naśladowców. Przekazał im swoje nauki. W roku 305 założył w oazie Farium wspólnotę religijną Cenobitów (mnisi żyli w oddzielnych celach). Umarł w roku 356, w wieku 105 lat, w swej pustelni na górze Kolzim, w pobliżu Morza Czerwonego.

jutro: św. Woluzjana i św. Deikola

wczoraj
dziś
jutro