logo
Niedziela, 23 września 2018 r.
imieniny:
Bogusława, Liwiusza, Tekli, Konstancjusza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
skrzynka intencji
 

ISMCH

___________________
 
 reklama
 
On wstał i poszedł za Nim
 

Biblia jest bardzo oszczędną w słowach księgą. Można w to powątpiewać, patrząc na jej rozmiary, ale jak się zacznie czytać, to natychmiast widać, że o wielu sprawach nie ma w niej ani słowa. Pozostają nam tylko domysły.

„Gdy Jezus wychodził z Kafarnaum, ujrzał człowieka siedzącego w komorze celnej, imieniem Mateusz, i rzekł do niego: «Pójdź za Mną».” (Mt 9,9)

To zdanie mieści w sobie całą historię, o której Pismo święte milczy. Mateusz był celnikiem. Pobierał podatki i inne opłaty. Jego zawód nie cieszył się poważaniem – celnicy byli uznawani za oszustów i grzeszników. Być może Mateusz był uczciwym celnikiem i nie pobierał od nikogo więcej niż powinien. Być może jednak miał dość swojej pracy, dość tego, że wszyscy traktują go z pogardą.

Być może nie był wcale tak do końca uczciwy – bo przecież z czegoś trzeba żyć, a uczciwa praca przeważnie jest gorzej płatna. Ale może miał już tego dosyć. Może wolałby robić coś innego.

Być może był nieuczciwy i wcale się tym nie przejmował, a nawet był dumny z tego, że tak się ustawił. 

Być może…

Czegoś jednak musiało mu brakować w życiu, bo gdy Pan Jezus go zawołał, bez jednego słowa wstał, zostawił wszystko i poszedł za Nim. Musiał być w jego sercu jakiś ból, jakiś smutek, jakaś tęsknota, które odezwały się w momencie, gdy Pan Jezus go zawołał. W dodatku ta tęsknota za innym życiem musiała być na tyle silna, że pozwoliła mu na porzucenie wszystkiego, czym żył do tej pory w jednej chwili.

I można by mieć żal do Ewangelisty, że nie opisał wszystkiego dokładniej – zwłaszcza, że autorem cytowanego fragmentu jest właśnie Mateusz Apostoł, były celnik. Aż by się prosiło, aby opisał dokładniej co się z nim działo i dlaczego był w stanie po prostu wstać i pójść.

Ewangelista nie opisuje jednak tej sytuacji dokładniej, bo tak naprawdę – to nie ma większego znaczenia. Wszystko blednie wobec tego, że człowiek zaczyna iść za Panem Jezusem na serio.

Wszystko blednie, bo człowiek, który się prawdziwie nawrócił – jest tak naprawdę innym człowiekiem. Zostawia za sobą przeszłość i rozpoczyna nowe życie. 

Ale żeby to nowe życie rozpocząć, trzeba – choć trochę – nie lubić starego życia. Trzeba – choć trochę – odczuwać tęsknotę, za czymś piękniejszym, lepszym. I wcale nie chodzi tu o lepsze życie w takim znaczeniu, w jakim rozumie się je potocznie – lepszy dom, lepiej płatna praca, lepsze wakacje. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że istnieje coś więcej, niż tylko to, co po ludzku uważamy za „szczęśliwe życie”.

I myślę, że wszystkie te historie, w których ktoś nagle porzucił całe swoje życie by pójść za Panem Jezusem, mają wspólny mianownik – ludzie, którzy tak zrobili, przez długi czas musieli mieć coraz bardziej dosyć tego, czym żyli do tej pory. Przez długi czas, musieli odczuwać jakiś brak, za czymś tęsknić. I nie ma znaczenia, czy ta tęsknota obudziła się w nich z powodu jakiegoś trudnego doświadczenia, czy może z powodu znudzenia pozornie ułożonym życiem, czy może z jeszcze jakiegoś innego powodu. 

Bo ważne jest to, że ostatecznie odnaleźliśmy Boga.

I dlatego Mateusz nie traci czasu ani słów na opowiadanie o tym, jak był przedtem. On opowiada o Tym, który jest sensem wszystkiego.
 
Agnieszka Ruzikowska
at6626.34@gmail.com 

***

Bóg pyta:

Skąd pochodził chrzest Janowy: z nieba czy od ludzi?
Mt 21,25

***

KSIĘGA II, Zachęty do życia wewnętrznego
Rozdział VIII, O POUFNEJ PRZYJAŹNI Z JEZUSEM

 
1. W obecności Jezusa wszystko zdaje się dobre i nie ma nic trudnego; gdy nie ma Jezusa, wszystko jest trudne. Gdy On nie mówi w głębi nas, na nic wszelka pociecha, kiedy powie tylko słowo, człowiek uczuwa wielkie ukojenie. Czyż Maria Magdalena nie wstała natychmiast z miejsca, gdzie płakała, gdy Marta rzekła jej: Nauczyciel przyszedł i woła cię J 11,28.

O, szczęśliwa godzino, gdy Jezus woła od łez do radości. Jakże jesteś jałowy i zakamieniały bez Jezusa! Jak głupi i pusty, jeżeli pragniesz czegokolwiek prócz Jezusa. Czyż nie większa to utrata, niż gdybyś utracił cały świat?

2. Cóż może ofiarować ci świat oprócz Jezusa? Być poza Jezusem to piekło, obcować z Jezusem raj najpiękniejszy. Gdy Jezus z tobą, żaden wróg ci niestraszny.

Kto znalazł Jezusa, znalazł skarb wielki Syr 6,14, dobro nad dobrami. A kto stracił Jezusa, stracił wiele, więcej niż świat. Nędzarzem jest, kto żyje bez Jezusa, bogaczem - kto z Jezusem.

3. Wielka to sztuka umieć z Jezusem rozmawiać, a utrzymać Go przy sobie to wielka mądrość. Bądź pokorny i pełen pokoju, a Jezus będzie z tobą. Bądź pobożny i cichy, a zostanie z tobą.

Jeżeli będziesz się zwracał ku temu, co zewnętrzne szybko odejdziesz od Jezusa i utracisz Jego łaskę. Ale jeśli odejdziesz i Jego utracisz, dokąd pójdziesz i gdzie znajdziesz przyjaciela? J 6,68-69. Żyć bez przyjaciela nie podołasz, a jeśli Jezus nie będzie ci przyjacielem nad przyjaciółmi, zawsze będziesz smutny i samotny. 

Jakże bezrozumnie postępujesz, jeżeli w kimś innym pokładasz ufność i szczęście. Lepiej byłoby mieć cały świat przeciwko sobie niż Jego urazić. Niech więc wśród wszystkich twoich bliskich Jezus będzie szczególnie ukochany.

4. Innych kochajmy ze względu na Jezusa. Jezusa zaś dla Niego samego. Jeden tylko Jezus Chrystus ma być nad wszystko kochany, bo On jeden spośród naszych przyjaciół jest naprawdę dobry i wierny. Dla Niego i w Nim kochaj przyjaciół i nieprzyjaciół i módl się za nich, aby także Go poznali i pokochali.

Nie pragnij nigdy, by cię specjalnie wychwalano i kochano, bo to należy się tylko Bogu, który nie ma sobie równych J 10,6; Mi 7,18. Nie żądaj, aby ktoś tylko tobą miał serce zajęte, ani ty nie zajmuj się żadną inną miłością, ale Jezus niech będzie w tobie, jak i w sercu każdego dobrego człowieka.

5. Bądź czysty i wolny wewnętrznie, nie uwikłany w ziemskie przywiązania. Masz być nagi i nieść do Boga serce czyste, jeżeli chcesz być wolny i poznać, jak słodki jest Pan Ps 34(33),9. Ale z całą pewnością nie osiągniesz tego, jeżeli przedtem nie nawiedzi cię i nie przyciągnie do siebie łaska, abyś wyzbywszy się wszelkiego balastu, mógł sam na sam się z Nim połączyć. 

Gdy bowiem łaska Boża zstąpi na człowieka, na wszystko starczy mu siły Flp 4,13, a gdy łaska odejdzie - znowu jest nędzny i słaby, i wystawiony na ciosy.

Ale i wtedy nie powinien rozpaczać ani tracić nadziei, ale trzymać się twardo woli Bożej i wszystko, co się przydarza, znosić na chwałę Jezusa Chrystusa, bo po zimie przychodzi lato, po nocy wraca dzień, po burzy wielka pogoda.
 

Tomasz a Kempis, 'O naśladowaniu Chrystusa' 

Patron Dnia



Św. o. Pio z Pietrelciny
 prezbiter


O. Pio urodził się w Petrelcinie (na południu Włoch) 25 maja 1887 r. Na chrzcie otrzymał imię Franciszek. Już w dzieciństwie szukał samotności i często oddawał się modlitwie i rozmyślaniu. W wieku 5 lat objawił mu się po raz pierwszy Jezus. W wieku 16 lat Franciszek przyjął habit kapucyński i otrzymał zakonne imię Pio. Rok później złożył śluby zakonne i rozpoczął studia filozoficzno-teologiczne. W 1910 r. przyjął święcenia kapłańskie. Już wtedy od dawna miał poważne problemy ze zdrowiem. Po kilku latach kapłaństwa został powołany do wojska. Służbę przerwał ze względu na zły stan zdrowia. Pod koniec lipca 1916 r. przybył do San Giovanni Rotondo i tam przebywał aż do śmierci. Był kierownikiem duchowym młodych zakonników.

20 września 1918 r. podczas modlitwy przed wizerunkiem Chrystusa ukrzyżowanego o. Pio otrzymał stygmaty. Na jego dłoniach, stopach i boku pojawiły się otwarte rany - znaki męki Jezusa. Wkrótce do San Giovanni Rotondo zaczęły przybywać rzesze pielgrzymów i dziennikarzy, którzy chcieli zobaczyć niezwykłego kapucyna. Stygmaty i mistyczne doświadczenia o. Pio były także przedmiotem wnikliwych badań ze strony Kościoła. W związku z nimi o. Pio na 2 lata otrzymał zakaz publicznego sprawowania Eucharystii i spowiadania wiernych. Sam zakonnik przyjął tę decyzję z wielkim spokojem. Po wydaniu opinii przez dr Festa, który uznał, że stygmatyczne rany nie są wytłumaczalne z punktu widzenia nauki, o. Pio mógł ponownie sprawować publicznie sakramenty.

Ojciec Pio był mistykiem. Często surowo pokutował, bardzo dużo czasu poświęcał na modlitwę. Wielokrotnie przeżywał ekstazy, miał wizje Maryi, Jezusa i swojego Anioła Stróża. Bóg obdarzył go również darem bilokacji - znajdowania się jednocześnie w dwóch miejscach. Podczas pewnej bitwy w trakcie wojny, o. Pio, który cały czas przebywał w swoim klasztorze, ostrzegł jednego z dowódców na Sycylii, by usunął się z miejsca, w którym się znajdował. Dowódca postąpił zgodnie z tym ostrzeżeniem i w ten sposób uratował swoje życie - na miejsce, w którym się wcześniej znajdował, spadł granat.

Włoski zakonnik niezwykłą czcią darzył Eucharystię. Przez długie godziny przygotowywał się do niej, trwając na modlitwie, i długo dziękował Bogu po jej odprawieniu. Odprawiane przez o. Pio Msze święte trwały nieraz nawet dwie godziny. Ich uczestnicy opowiadali, że ojciec Pio w ich trakcie - zwłaszcza w momencie Przeistoczenia - w widoczny sposób bardzo cierpiał fizycznie. Kapucyn z Pietrelciny nie rozstawał się również z różańcem.

W 1922 r. powstała inicjatywa wybudowania szpitala w San Giovanni Rotondo. Ojciec Pio gorąco ten pomysł poparł. Szpital szybko się rozrastał, a problemy finansowe przy jego budowie udawało się szczęśliwie rozwiązać. "Dom Ulgi w Cierpieniu" otwarto w maju 1956 r. Kroniki zaczęły się zapełniać kolejnymi świadectwami cudownego uzdrowienia dzięki wstawienniczej modlitwie o. Pio. Tymczasem zakonnika zaczęły powoli opuszczać siły, coraz częściej upadał na zdrowiu. Zmarł w swoim klasztorze 23 września 1968 r. Na kilka dni przed jego śmiercią, po 50 latach, zagoiły się stygmaty.

W 1983 r. rozpoczął się proces informacyjny, zakończony w 1990 r. stwierdzeniem przez Kongregację Spraw Kanonizacyjnych jego ważności. W 1997 r. ogłoszono dekret o heroiczności cnót o. Pio; rok później - dekret stwierdzający cud uzdrowienia za wstawiennictwem o. Pio. Beatyfikacji o. Pio dokonał Jan Paweł II 2 maja 1999 r. 16 czerwca 2002 r. Ojciec Święty dokonał jego kanonizacji.

jutro: św. Pacyfika

wczoraj
dziś
jutro