logo
Poniedziałek, 03 października 2022 r.
imieniny:
Bogumiła, Gerarda, Jana, Józefy, Ewalda – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

skrzynka intencji
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm

On wstał i poszedł za Nim

Biblia jest bardzo oszczędną w słowach księgą. Można w to powątpiewać, patrząc na jej rozmiary, ale jak się zacznie czytać, to natychmiast widać, że o wielu sprawach nie ma w niej ani słowa. Pozostają nam tylko domysły.

„Gdy Jezus wychodził z Kafarnaum, ujrzał człowieka siedzącego w komorze celnej, imieniem Mateusz, i rzekł do niego: «Pójdź za Mną»” (Mt 9,9).

To zdanie mieści w sobie całą historię, o której Pismo święte milczy. Mateusz był celnikiem. Pobierał podatki i inne opłaty. Jego zawód nie cieszył się poważaniem – celnicy byli uznawani za oszustów i grzeszników. Być może Mateusz był uczciwym celnikiem i nie pobierał od nikogo więcej niż powinien. Być może jednak miał dość swojej pracy, dość tego, że wszyscy traktują go z pogardą.

Być może nie był wcale tak do końca uczciwy – bo przecież z czegoś trzeba żyć, a uczciwa praca przeważnie jest gorzej płatna. Ale może miał już tego dosyć. Może wolałby robić coś innego. 
Być może był nieuczciwy i wcale się tym nie przejmował, a nawet był dumny z tego, że tak się ustawił.
Być może…

Czegoś jednak musiało mu brakować w życiu, bo gdy Pan Jezus go zawołał, bez jednego słowa wstał, zostawił wszystko i poszedł za Nim. Musiał być w jego sercu jakiś ból, jakiś smutek, jakaś tęsknota, które odezwały się w momencie, gdy Pan Jezus go zawołał. W dodatku ta tęsknota za innym życiem musiała być na tyle silna, że pozwolił mu na porzucenie wszystkiego, czym żył do tej pory w jednej chwili. I można by mieć żal do Ewangelisty, że nie opisał wszystkiego dokładniej – zwłaszcza, że autorem cytowanego fragmentu jest właśnie Mateusz Apostoł, były celnik.

Aż by się prosiło, aby opisał dokładniej co się z nim działo i dlaczego był w stanie po prostu wstać i pójść. Ewangelista nie opisuje jednak tej sytuacji dokładniej, bo tak naprawdę – to nie ma większego znaczenia. Wszystko blednie wobec tego, że człowiek zaczyna iść za Panem Jezusem na serio.

Wszystko blednie, bo człowiek, który się prawdziwie nawrócił – jest tak naprawdę innym człowiekiem. Zostawia za sobą przeszłość i rozpoczyna nowe życie. Ale żeby to nowe życie rozpocząć, trzeba – choć trochę – nie lubić starego życia.

Trzeba – choć trochę – odczuwać tęsknotę, za czymś piękniejszym, lepszym. I wcale nie chodzi tu o lepsze życie w takim znaczeniu, w jakim rozumie się je potocznie – lepszy dom, lepiej płatna praca, lepsze wakacje. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że istnieje coś więcej, niż tylko to, co po ludzku uważamy za „szczęśliwe życie”.

I myślę, że wszystkie te historie, w których ktoś nagle porzucił całe swoje życie by pójść za Panem Jezusem, mają wspólny mianownik – ludzie, którzy tak zrobili, przez długi czas musieli mieć coraz bardziej dosyć tego, czym żyli do tej pory. Przez długi czas, musieli odczuwać jakiś brak, za czymś tęsknić. I nie ma znaczenia, czy ta tęsknota obudziła się w nich z powodu jakiegoś trudnego doświadczenia, czy może z powodu znudzenia pozornie ułożonym życiem, czy może z jeszcze jakiegoś innego powodu.

Bo ważne jest to, że ostatecznie odnaleźliśmy Boga.
I dlatego Mateusz nie traci czasu ani słów na opowiadanie o tym, jak był przedtem.
On opowiada o Tym, który jest sensem wszystkiego.

Agnieszka Ruzikowska
 
*** 
Bóg ozdobił ciebie chwałą,
Znakiem swojej łaskawości,
Który niesie przebaczenie.

Jako celnik, swe bogactwa
Gromadziłeś zatroskany,
Ale Chrystus ciebie wezwał,
Byś osiągnął skarby w niebie.
Rozgorzało twoje serce,
Więc za Mistrzem śpieszysz wiernie
I przyjmujesz Go w swym domu,
By się stać mieszkańcem nieba.

Zbierasz wszystko, co powiedział
I co czynił Syn Dawida,
By na piśmie to przekazać
Światu jako pokarm łaski.
Gdy Chrystusa głosisz światu,
Na świadectwo krew przelewasz,
Twą ofiarą pragniesz bowiem
Dać dowody swej miłości.

Męczenniku, Apostole
I Ewangelisto święty,
Daj nam w niebie śpiewać z tobą
Ku Chrystusa wiecznej chwale. Amen.
***
 
Homilia św. Bedy Czcigodnego, kapłana
(Homilia 21)
Jezus, spojrzawszy na Mateusza, zmiłował się nad nim i powołał go 
 
"Jezus ujrzał człowieka siedzącego przy cle imieniem Mateusz i rzekł do niego: Pójdź za Mną". Zobaczył nie tyle oczyma ciała, ile wejrzeniem serdecznego miłosierdzia. Zobaczył celnika, a ponieważ było to spojrzenie zmiłowania i wyboru, rzekł do niego: "Pójdź za Mną". Powiedział: "Pójdź za Mną", to jest: naśladuj Mnie. Powiedział: Pójdź, nie tyle w znaczeniu wspólnego wędrowania, ile naśladowania obyczajów. "Kto bowiem twierdzi, że trwa w Chrystusie, powinien postępować tak, jak On postępował". 
 
"On wstał - powiada Ewangelia - i poszedł za Nim". Nic dziwnego, że na głos Pański celnik natychmiast porzucił ziemskie korzyści, wzgardził bogactwami i przylgnął do Tego, o którego ubóstwie wiedział dobrze. W rzeczywistości bowiem Pan, który zewnątrz powołał słowem, wewnątrz niewidzialnym natchnieniem pociągnął do pójścia za sobą. Światłem łaski duchowej oświecił umysł, dzięki czemu celnik zrozumiał, iż Ten, który odwołał go od dóbr doczesnych, ma moc dać mu w niebie niezniszczalne bogactwa. 
 
"Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami". Nawrócenie jednego celnika ukazało drogę pokuty i przebaczenia dla wielu celników i grzeszników. Ten, który później miał się stać apostołem i nauczycielem narodów, wiedziony wzniosłym i nieomylnym przeczuciem, już na początku swego nawrócenia pociągnął na drogę zbawienia rzeszę grzeszników; od samego zarania swej wiary podjął zadanie głoszenia Ewangelii, które w miarę postępowania w cnotach, miał wypełnić później. Jeśli zechcemy dotrzeć do głębszego znaczenia tych wydarzeń, zauważymy, że Mateusz nie tylko w ziemskim swoim domu przygotował Panu ucztę dla ciała, ale przez wiarę i miłość o wiele przyjemniejszą w przybytku swego serca. O takiej uczcie mówi sam Jezus: "Oto stoję u drzwi i kołaczę, jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną". 
 
Aby Go przyjąć, otwieramy drzwi na głos Jego wezwania. Dzieje się to wtedy, gdy chętnie dajemy posłuch Jego wewnętrznym lub zewnętrznym napomnieniom, kiedy wprowadzamy w czyn to, co poznaliśmy jako zadanie do spełnienia. Przychodzi, aby wieczerzać z nami, a my z Nim, bo przez łaskę swej miłości zamieszkuje w sercach wybranych, umacniając ich zawsze światłem swej obecności. Dzięki temu postępują ustawicznie w pragnieniach niebieskich, a On posila się nimi niby najwyborniejszym pożywieniem. 

 

***

Człowiek pyta:

Skąd Ty jesteś?
J 19,9

***

Czy może kogoś nie przerazić myśl, że źli chrześcijanie zostaną wyrzuceni w zewnętrzne ciemności, czyli do piekła, gdzie będą płakać i zgrzytać zębami, zaś bałwochwalcy i poganie, którzy nie znali Jezusa, przeciwnie – otworzą oczy, porzucą drogę prowadzącą na potępienie, wejdą na łono Kościoła i zajmą miejsce złych chrześcijan, którzy w swoim zaślepieniu pogardzili Bożymi łaskami?

św. Jan Maria Vianney, O szczęściu zbawionych i karze piekielnej

***

KSIĘGA III, O wewnętrznym ukojeniu
Rozdział XLII. 
O TYM, ŻE POKOJU DUCHA NIE MOŻNA OPIERAĆ NA LUDZIACH

1. Synu, jeżeli twój pokój ducha uzależniasz od jakiegoś człowieka, sądząc, że podobnie jak ty myśli i żyje, zawsze będziesz niespokojny i uwikłany. A jeśli opierasz się na trwałej i wiecznie żywej prawdzie, nie zasmucisz się, gdy przyjaciel odejdzie od ciebie albo umrze Hbr 7,25.24. Na mnie niech się opiera nawet przyjaźń i tylko przeze mnie kochaj tego, kto ci się zdaje dobry i bliski w tym życiu.

Beze mnie przyjaźń nie ma pełnej wartości i trwać nie może, nie ma prawdziwej i czystej miłości, której ja nie połączę. Dla takich uczuć ludzkich masz umrzeć, tak abyś, o ile to od ciebie zależy, pragnął żyć w ogóle z dala od ludzi.

O tyle człowiek zbliża się do Boga, o ile oddala się od wszelkiego ziemskiego pocieszenia. I o tyle wyżej wzlata ku Bogu, o ile głębiej schodzi w siebie i sam sobie wydaje się nędzarzem.

2. Kto zaś sobie przypisuje coś dobrego, sam kładzie przeszkodę na drodze łaski Bożej, bo łaska Ducha Świętego zawsze szuka pokornego serca. Gdybyś umiał w sposób doskonały unicestwić siebie i opróżnić duszę z wszelkich przywiązań, wówczas łaska moja musiałaby spłynąć na ciebie.

Gdy patrzysz na stworzenia, zasłaniasz sobie obraz Stworzyciela. Ucz się ciągle przezwyciężać siebie dla Stwórcy, wtedy staniesz się zdolny osiągnąć poznanie rzeczy Bożych. Nawet najmniejsza rzecz, jeśli ją kochasz i patrzysz na nią bez względu na mnie, plami cię i oddala od najwyższego dobra.

 

Tomasz a Kempis, 'O naśladowaniu Chrystusa'

***

Odwiedzaj krewnych i przyjaciół w szpitalu. Choćby na parę minut.

H. Jackson Brown, Jr. 'Mały poradnik życia'  

Patron Dnia



Święci Ewald Biały i Ewald Czarny

Przydomki obu świętych męczenników, wspominanych dzisiaj łącznie, brzmią nam dziwnie znajomo, jeśli tylko pamiętamy z kart dziejów ojczystych dwóch książąt sandomiersko-krakowskich: Leszka Białego i Leszka Czarnego. Oddajemy więc cześć świętym, którym - za sprawą odmiennego koloru włosów - nadano takie przydomki jak naszym książętom. A były one potrzebne, ponieważ obaj nosili to samo germańskie imię - Ewald, które oznaczać ma sprawiedliwego rządcę. Warto odnotować, że później występowało ono również jako nazwisko. Nosili je m.in. biblista, orientalista i polityk niemiecki Heinrich Ewald, czy duński poeta i dramaturg Johannes Ewald.

Pod koniec VII w. Ewald Biały i Ewald Czarny wyruszyli z Anglii na misje, tak jak czynili to wcześniej mnisi z Irlandii. O ich losach, zwłaszcza o pobycie na Zielonej Wyspie, opowiedział współczesny im Beda. Mieli prowadzić misję od Fryzji aż po dolny brzeg rzeki Lippe, która jest prawym dopływem Renu.

Ewangelizację pragnęli rozpocząć od nawrócenia wodza plemienia, ale - utożsamieni ze znienawidzonymi Frankami - zostali zdradzeni przez przewodnika, który wydał ich na pastwę miejscowej ludności. Doprowadziło to do tragicznego zakończenia misji, ponieważ oboje ponieśli męczeńską śmierć. Ewald Biały oddał życie za wiarę, ginąc od miecza, natomiast dla Ewalda Czarnego los był bardziej okrutny: torturowano go, a potem żywcem poćwiartowano. Stało się to, prawdopodobnie, pomiędzy 690 a 696 r.

Ich ciała wrzucono do Renu, a kiedy zostały odnalezione, Pepin z Heristalu - pierwszy majordom Austrazji, z rodu Karolingów - wydał rozkaz, aby relikwie męczenników zostały przeniesione do świątyni św. Klemensa w Kolonii. Lud czci ich obecnie jako patronów Westfalii.

jutro: św. Franciszka

wczoraj
dziś
jutro